hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy września.

Komentuj (8)
... z powodu każdej plamy wina na obrusie, z powodu każdego śladu rdzy na kratach Cour de Rohan o świcie, wymyślamy nasz pożar, płoniemy, poczynając od środka, może to jest wyborem, może słowa otulają to niby serweta chleb, pozostawiając w środku zapach, rosnące ciasto, t a k bez n i e albo n i e bez t a k...
Czas pędzi szybko, dużo za szybko za każdym razem, gdy spuszczasz go z oczu. Fakt, że uczniowie wracają do szkół, dociera do ciebie, gdy w drodze do centrum napotykasz korki, a ulice zaczynają wyglądać niemal jak czarno-białe fotografie. Żeby wytłumaczyć, co znaczy "propsy" musisz posiłkować się słownikiem slangu, grupy uczniów zajmujące całe chodniki wzbudzają bardziej irytację niż tęsknotę i nagle czujesz, jakbyś miała lat nie dwadzieścia, a tysiąc. Ale wymyślamy nasz pożar, płoniemy, poczynając od środka. Ale wciąż są piosenki, które zapierają dech, krążą pod skórą i rozszerzają źrenice. Koncerty, których samo wspomnienie sprawia, że nie możesz usiedzieć w miejscu. Nowe bądź odkrywane na nowo książki, drobne kosmosy zaczynające się na zadrukowanym papierze. Rozmowy, niebo w kolorach niewiarygodnie jaskrawych, ludzie, śmiech, brzoskwiniowe perfumy, świeżo zmielona kawa, zapach morza tak intensywny, że aż dający się smakować, i raz na zawsze, i spokój, i dość.

{ Morze, muzyka, niespodziewane spotkanie. }

trzeci września.

Komentuj (7)
Dookoła ludzie umierają
dookoła ludzie rodzą się
dookoła ludzie się kochają
dookoła nas coś dzieje się
A my zostańmy obok
A my zostańmy tu
Jest jedną z tych osób, które pojawiają się w twoim życiu z zaskakującą regularnością - rzecz niespotykana w chaosie przyjaźni przemijających z prędkością światła, obserwowanych i doświadczanych przyjaźni-fajerwerków rozbłyskujących na niebie na sekundę i znikających jeszcze zanim zdążysz mrugnąć. Telefon po roku nie kontaktowania się odbierasz z uśmiechem i bez większego zaskoczenia. Widocznie jakieś zrządzenie losu sprawia, że i ty, i ona wciąż macie na siebie jakiś namiar po tych wszystkich zmianach telefonów, adresów, nieporządkach w chaosach. Dwa spotkania, rozmowa nieustająca nawet na moment, coś na kształt metafizycznej rzeki. Z pobłażliwym zdziwieniem rozmawiacie o dziewczynach przypominających postaci z amerykańskich filmów młodzieżowych, które leżąc w wielkich łóżkach z tysiącem poduszek i trzymając za rękę najlepszą przyjaciółkę, śnią o muzykach i aktorach, popatrz, one naprawdę istnieją, mówi ona, a rozmowa dość szybko schodzi na niedawne i ulubione lektury. Tytuły prześcigają się wzajemnie, każde słowo wydaje się niewystarczające i pociąga za sobą kolejne. A ty myślisz, że może gdzieś tam, na którymś z tych przykrytych tęczową kapą łóżek siedzą dziewczyny - wycinają z gazet twarze serialowych bohaterów i śmieją się z ludzi rozmawiających o książkach.

{ Spotkanie z nią. Rozmowy z nim. I Zadie Smith. }

ósmy września.

Komentuj (4)
Każdy w sobie nosi te miliardy gwiazd, gasnących powoli jedna po drugiej, zjadanych przez troski, choroby, nieszczęścia i kataklizmy, ale dużo ich – gwiazd, niezliczenie, miliardy i jeszcze ciągle nowe się rodzą, i może to jest to właśnie, co trzyma nas.
Jedziecie autem, rozmawiając o wszystkim i o niczym, muzyka gra tak głośno, że bicie serca wydaje się być co najwyżej echem. Prowadzi was biała wstęga ciągnąca się aż do horyzontu, feeria świateł rozbłyskających w ciemności i głos wydobywający się z głośników. Brakowało ci tej ciągłości rozmów, poczucia, że wszystkie elementy rzeczywistości doskonale do siebie pasują właśnie w tym czasie i miejscu, ciepła rozlewającego się pod skórą. Pozwalasz więc myślom poruszać się samodzielnie, przepływać między płaszczyznami znaczeń i skojarzeń. Przez głowę przechodzą wspomnienia minionych koncertów, rozmów rozmywających się w mroku, śmiechu. Gdzieś pomiędzy wszystkim, nachodzi cię echo "Ballad i romansów" czytanych nie twoim głosem, które zaskakująco sprawnie wpasowuje się w myślowy bałagan, ten nieporadny kolaż chwil dobrych. I może nawet, czasem dużo ich jest i jeszcze ciągle nowe się rodzą...

{ Herbata. Zachód słońca. Wspomnienia. }

dziewiąty września.

Komentuj (7)
Czy pan nigdy nie odczuwał podobnej tęsknoty, żeby żyć i tu, i tam? Wszystko jedno kiedy. Nigdy, chociażby przez chwilę? O, chwila jest ważna.
Deszcz pada leniwie, ale wytrwale. Krople wystukują rytm, który przywodzi na myśl urwane melodie, piosenki znane nie wiadomo skąd. Aura oddziela was, zamyka w tych biurowych czterech ścianach, ale i zmywa ze skóry jakikolwiek zapał do pracy na długo przed jej końcem. Siedzisz skulona na krześle, grzejesz dłonie o ścianki kubka z herbatą. Patrząc przez okno, powstrzymując koci odruch zwinięcia się w kłębek, pozwalasz myślom płynąć swobodnie. Oczy ci się zamykają, skojarzenia rozbiegają na wszystkie strony. Ciepła senność rozluźnia mięśnie, rozchodzi się ciepłem pod skórą. Dopiero zaskoczone a co ty dzisiaj taka radosna? uświadamia ci, że od dłuższego czasu uśmiechasz się do siebie. Wzruszasz ramionami, próbując prześledzić swój tok rozumowania, uchwycić to, co wprawia cię w tak dobry nastrój. Deszcz pada. Wciąż nie możesz powstrzymać się od śmiechu.

{ Herbata. Deszcz. Senność. }

dziewiętnasty września.

Komentuj (4)
And I feel something so wrong
Doing the right thing
I couldn't lie, couldn't lie, couldn't lie
Everything that downs me makes me wanna fly
Wrzesień przechadza się pod twoimi oknami, rzuca ci pod nogi kasztany. Słyszysz szum, gdy przesuwają się liście, z których powoli układa się kolorowy dywan. Gonisz czas, grywasz z nim w dziwną wersję berka bez ustalonych reguł i szans na wygraną. Wieczory nadchodzą za szybko, ranki przychodzą za wcześnie, dni mijają. A za oknem rumienią się jabłka, liście pokrywają się czerwienią - ostatnia tegoroczna eksplozja koloru już się rozpoczęła, a ty z całych sił starasz się jej nie przegapić.

{ Kawa. Jedzenie. Mało czasu i różowe paznokcie. }

dwudziesty drugi września.

Komentuj (10)
...to, co mnie zżera, to nie jest obojętność,
lecz to, że każdy znak zapisany został
a sól i wiatr zacierają pismo
i dusza teraz jest milczącym bębnem
na brzegu rzeki, na brzegu owej rzeki,
która tam była i nadal istnieć będzie.
Dziwnie siedzi się w biurze w centrum tego miasta, na brzegu kamiennego języka wchodzącego wprost do wody. Przez okno widzisz budynki skryte za masztami, stojące w sennym bezruchu statki - muzea, wodę, która niczym wata zatyka dziury w panoramie. Kocham to, czego nie mam, zapewnia Neruda. To jest właśnie port. Tu cię kocham. A ciebie otaczają echa, nie twoje słowa. Wilgotny, jesienny poranek zasiada na kamieniach, chodnikach i murkach. Powietrze jest mokre i słone, zanurzasz w nim dłonie o paznokciach w kolorze gwieździstego nieba. Powieki masz ciężkie od snu, na rzęsach tusz zabrudzony muzyką. Wszystko pływa w sennym realizmie, szum wody ściera granicę między jawą i snem z łatwością, z jaką fala usuwa wszelkie ślady po rysunkach malowanych palcem na piasku. Dopiero teraz chmurom wymyka się słońce.

{ Alt-J. Niebieskie paznokcie. Kawa. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.