hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi września.

Komentuj (10)
She says you don't want to be like me
Looking for fun, getting high for free
I'm dying, I'm dying
She says you don't want to get this way
Street walk at night, and a star by day
It's tiring, tiring
Dziwacznie jedzie się autobusem, gdy całe miasto zdaje się jeszcze spać, szarość powoli osiada pod oczami, a opadające powieki podtrzymuje już chyba tylko muzyka. Szczególnie, kiedy ma się wrażenie, że senność tępi zmysły i rozkrusza euforie, a zimne poranki bólem gardła przypominają o sobie wieczorami. Może nawet odrobinę przygnębiająco, bo niepokojące sny któryś ranek z rzędu pozostawiają z obolałymi mięśniami i mglistym wspomnieniem fragmentów obrazów. Sing your song, song, now the camera's on and you're alive again. Ale nie ma się co martwić, nie warto. Lepiej wziąć głęboki oddech, położyć dłoń na wyczekanej książce, która obecnie znajduje się w torbie, pomyśleć o tych wszystkich drobnych radościach. Rozejrzeć się, uśmiechnąć, zaplanować coś na dzień następny.

{ Książka, która do mnie przyszła. Spotkanie z koleżanką. Piękna, przypadkiem odkryta biblioteka, do której wypadałoby się zapisać. Odliczanie dni do końca idiotycznie wczesnych poranków (przynajmniej na razie). }

piąty września.

Komentuj (13)
Zasypiamy byle gdzie,
Oddychamy tym co jest na "te"
I od niechcenia mamy te marzenia, gdzie
Trochę jaśniej robi się i trochę cieplej też
Zaczynam podejrzewać, że przeziębienie jest nie chorobą, a sposobem na przedostanie się do innego wymiaru, w którym czas kręci się, zawraca, wybiega do przodu i wywija koziołki, temperatura rośnie lub maleje w zależności od poziomu naszego znaczenia, a chusteczki zawsze pozostają poza zasięgiem naszych rąk. Dodajmy do tego specyficzne listy Allena Ginsberga ze szpitala psychiatrycznego, które właśnie sobie czytam oraz losowe wyszukiwanie piosenek na ipodzie, które właśnie zapewnia mi podkład dźwiękowy rodem z Archiwum x (poważnie!) i zaczyna się robić nieco dziwnie...

{ Gorąca herbata. Wyczekana książka. Czy ma ktoś jakiś pomysł/przepis na coś do jedzenia, co można zabierać ze sobą i nie jest to kanapka? }

dziewiąty września.

Komentuj (4)
Czasami myślę sobie
to mi się śni...
Co to za życie, powiedz,
gdy rozum śni?
Przyglądając się białym, puchatym dywanikom w łazience, nie potrafię zbyt długo podporządkowywać się prawom, którymi rządzi się przestrzeń. Zbyt łatwo przychodzi dostrzeżenie przynajmniej sześciu gatunków ptaków, kieliszka, rybek i wielu innych wzorów przyjaźnie pulsujących na tle materiału. Czasem mam wrażenie, że w odpowiednich okolicznościach i we właściwym stanie, mogłabym dojrzeć również zachodzące w świecie przemiany energii, ciepło wspinające się po ścianach, czy zbiór najpotrzebniejszych związków przesuwających się w krwiobiegu...

{ Przeziębienie powoli mi przechodzi, zbyt wczesne wstawanie na razie się skończyło. Muzyka uspokaja, między innymi. Książka coraz bardziej wciąga. }

dziesiąty września.

Komentuj (18)
There was a desert wind blowing that night. It was one of those hot dry Santa Anas that come down through the mountain passes and curl your hair and make your nerves jump and your skin itch. On nights like that every booze party ends in a fight. Meek little wives feel the edge of the carving knife and study their husbands' necks. Anything can happen.
Są dni, kiedy mam wrażenie, że na coś czekam. Litery po prostu nie chcą się układać, pisownia niektórych wyrazów zmusza do zawahania, co prawie nigdy się nie zdarza. Jakaś piosenka sięga pod skórę, naciąga niewidoczną strunę niemalże do momentu pęknięcia - słyszę, jak wygina się, protestuje jękliwie, opiera się, by w końcu zastygnąć w dziwacznym zawieszeniu, przytrzymywana przez metafizyczne palce. Coś, co czytam, czy widzę wpędza w melancholię, sprawia, że brodzę w niej po kostki, błąkam się w granicach czterech ścian z bezradnym spojrzeniem, nie do końca wiedząc, jak wypełnić ten czas. Istnieją przecież i rzeki metafizyczne, Horacio. Kiedyś rzucisz się w jedną z nich. Może właśnie tak to się kiedyś skończy?

{ Gorzka herbata. Radiohead. Wszystko jest jakieś 'nie takie'. }

piętnasty września.

Komentuj (7)
Rows of houses, all bearing down on me
I can feel their blue hands touching me
All these things into position
All these things we'll one day swallow whole
And fade out again and fade out
Szarość za oknami sprawia, że brakuje mi na w pół kofeinowych, szaleńczych euforii rozbłyskujących na niebie feerią barw z mocą, która czyni je później nierzeczywistymi, wyolbrzymionymi cieniami w mojej własnej głowie. Nic nie trwa wiecznie, wiem o tym, ale gdyby ten wielki, trawiący wszystko ogień, który wybucha energią pod żebrami, płomień który rzuca się w jedną szaleńczą pogoń za drugą, ścigając coś nieuchwytnego po krwiobiegu, mógł trwać choć odrobinę (minutę, godzinę, dzień) dłużej. Jeszcze przez chwilę odsuwać od świata wszystkie małe apokalipsy, before we all go under...

{ Street Spirit (Fade Out). Film o The Doors. No i TO. }

szesnasty września.

Komentuj (17)
Spalamy się w naszym dziele, w osławionym śmiertelnym honorze, w wyzwaniu rzuconym feniksowi. Ach, nikt nas nie uleczy z tego głuchego ognia, z tego bezbarwnego ognia, pomykającego nocą przez rue de la Huchette. Nieuleczalni, zupełnie nieuleczalni.
Rozszalałe ognie przychodzą i odchodzą, w chwilach przebłysków bardziej jesteś światem niż znajdujesz się w nim i czasem niemal do rozpaczy doprowadza cię to, że nie umiesz tego nikomu wyjaśnić. Jest tyle słów splatających się ze sobą, które potrafią doprowadzić do szaleństwa i które rezonują między żebrami, a ty chciałabyś umieć zwrócić się do kogoś i opowiedzieć mu o tych wszystkich spadających gwiazdach napotykanych na drodze. Ale kiedy robi się szaro, przyglądasz się mijanym ludziom i boisz się, że w innym życiu, innym świecie to właśnie oni mogliby w sądzie rościć sobie prawo do decydowania, co jest poezją i literaturą, a co potokiem obscenicznych bzdur lub ciężkim, martwym głosem pytać "Właściwie o czym są pana piosenki, panie Morrison?". W jeszcze ciemniejsze dni boisz się, że być może to dziwne coś gwarantujące szaleństwa i euforie da się wyleczyć i któregoś dnia sama byłabyś w stanie zadać znudzonym głosem takie pytanie.

{ Harry Angel. Cortazarowska przestroga o metafizycznych rzekach wisząca na mojej ścianie. Przymierzanie się do kupienia sobie nowego elementu biżuterii. I po prostu lubię mieć czerwone paznokcie. }

dwudziesty drugi września.

Komentuj (18)
I go where I please
I walk through walls
I float down the Liffey
Wieczorne, nadmorskie spacery nie leżą raczej w mojej naturze, ale nie będzie mnie to od nich powstrzymywać. Nie, kiedy w powietrzu niosą się echa rozmów, a woda odbija światła najróżniejszej barwy. Więc przechadzam się między zamkniętymi już stoiskami z pamiątkami i sezonowymi knajpkami, nie do końca słuchając kierowanych w moją stronę monologów. Zagubiona w świecie oddalonym o setki, tysiące kilometrów, którego zapach czasem przynosi ciepły, nadmorski wiatr.
W takie wieczory mam ochotę rozpłynąć się w odległościach, dać prowadzić się tej części mnie, która powraca do metafizycznych rzek i smaków miast, w których kiedyś byłam. Łazić po nocy bez określonego celu.

{ Kofeina. Dwie nowe pary butów. Kino. }

dwudziesty czwarty września.

Komentuj (14)
... inne spojrzenia nakładają się na jej obraz, pozbawiają go wyrazistości, brzemię ich wspomnień nie pozwala mi patrzeć na nią tak, jak się patrzy na osobę widzianą po raz pierwszy, cudze wspomnienia gęstnieją jak dym pod lampą.
W deszczowe, poniedziałkowe wieczory, gdy turyści stają się już blaknącym wspomnieniem, zmierzający na koncerty i imprezy weekendowi bywalcy centrów miast ustępują miejsca ludziom ze specyficznym czasem pracy, robiącym pośpieszne zakupy w całodobowych sklepikach czy tym, którzy w pośpiesznie naciągniętych kurtkach wyprowadzają psy. Wtedy niewielkie grupy tych, którzy z taksówek czynią nie tylko źródło zarobku, ale i nierzadko swoje drugie domy, przestają być tłem. Senni pracownicy sklepów dają się wciągać w rozmowy. Świat zacieśnia się i gęstnieje. I kto wie? Może nawet znajomy wpadnie na ciebie w tej plątaninie kocich łbów?
Właśnie w takich momentach dociera do mnie, że tak blisko, na wyciągnięcie ręki, na tych samych ulicach, trwają odmienne światy, toczą się zupełnie inne życia.

{ Karnet na basen. Wizyta u babci. Nowy kalendarz. }

trzydziesty września.

Komentuj (12)
Niech ponurość barw
Nie zadusi spraw
Dzięki którym świat
Zmartwychwstały świat
Jest coś wart
Nie da się już utrzymywać, że ciągle panuje lato, że sierpień był przecież tak niedawno. Jesień w końcu wniknęła w ściany domów, weszła pod skórę i przy każdym twoim ruchu szeleści pomiędzy palcami. Nie możesz wiecznie uciekać od tej świadomości - nie, kiedy odbija się w zimnych kroplach wody wyślizgujących się spomiędzy grafitowych chmur, gdy szepcze ci o niej zimny wiatr, przesuwając się nieśpiesznie wzdłuż nieosłoniętej szalikiem szyi, a już na pewno nie wtedy, gdy początki jesienno - zimowej melancholii ocierają z kurzu na wpół zapomniane odłamki z poprzednich lat. Tam nie odnajdę cię i tak, choćbym wierzył, że się da, choć bym pragnął... Ciekawe, czy już zawsze będziesz w jakimś dziwacznym odruchu szukać rysów jego twarzy w obliczach mijających cię ludzi? Czy już zawsze melancholijne ciągi skojarzeń będą brodzić we wspomnieniu o nim?

{ Z jakichś bliżej niesprecyzowanych przyczyn wraca do mnie Coma. Mam lekki przesyt, jeśli chodzi o rzeczy, na które można by wydać pieniądze. I permanentny niedobór kofeiny w organizmie. }

2018
styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.