hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi września.

Komentuj (10)
There's a man who spoke wonders though I've never met him
He said, "He who seeks finds and who knocks will be let in"
I think of you in motion and just how close you are getting
And how every little thing anticipates you
All down my veins my heart-strings call
Are you the one that I've been waiting for?

***
Drugi dzień szkoły, pierwsze siedem lekcji za mną. Teoretycznie powinnam bez problemu wejść w codzienną rutynę skoro wspomnienie tych wszystkich poranków - wyłączyć budzik, otworzyć oczy, umyć się, zejść do kuchni ocenić wysokość temperatury zewnętrznej, wrócić, ubrać się, spakować się, ponownie zejść do kuchni, nastawić wodę w czajniku, spakować śniadanie, wypić kawę... - wyryło się na kościach czaszki, ale nic z tego. Dni są zimne i męczące, godziny zbyt wczesne, zniechęcenie skutecznie wypiera kofeinę z krwiobiegu, a czasu jak zwykle zbyt mało - kolejny podobny rok, miesiąc, dzień. Te same narzekania zawarte w podobnych słowach, wszelkie różnice zacierają się przez wypełnienie tych słów znajomą już niechęcią, zmęczeniem, frustracją.
Nic nie muszę wiedzieć, roztopiłem się bezmyślnie w otoczeniu...
Łatwo byłoby sobie wmówić, że nic się nie zmieniło, ale tylko wtedy, gdy nie patrzy się zbyt uważnie. Wyglądając przez witraż dostrzegasz to samo drzewo, ten sam dom i sąsiada spacerującego z psem, ale - nawet jeśli nie dostrzegasz, co tak naprawdę się zmieniło - czujesz pod opuszkami palców niewłaściwość koloru, widzisz w wirującym kurzu załamania cieni. I, kiedy zbijasz szybę, orientujesz się, że już dawno znalazłeś się "w samym środku zamieszania, w którym przeszłość nie była w stanie znaleźć guzika przy koszuli, zaś teraźniejszość goliła się odłamkami szkła, w braku brzytwy zakopanej w jakiejś doniczcę".
Niektóre ściany zmieniły kolory, cienie są dłuższe. Formy zdają się wyblakłe, a odcienie zdeformowane. Nie mogę uchwycić zmiany w relacji z J czy w niej samej, a przecież widziałam się z nią jakieś trzy tygodnie temu (może właśnie dlatego, że oswoiłam sobie tą J z sierpnia i ciągle pamiętam tamtą J z przed roku?). Ludzie mówią i ubierają się inaczej, ale może i ja inaczej ich postrzegam, bo nici łączące ludzi zmieniły długość, grubość i wytrzymałość. Nie jestem w stanie pogodzić się z tym, że nie będę mogła spędzać z Nim tyle czasu, gadać na nudnych lekcjach, przekomarzać się na przerwach i w ogóle mieć Go w pobliżu. Nie potrafię pojąć, że gdzieś po drodze ukształtowały się nieme umowy i ustalenia, stworzyła się lista nieporuszanych tematów i 'nie mogę z nią/nim o czymś/kimś porozmawiać, bo tej sfery i tego tematu zazwyczaj nie poruszamy'.
Myśli niespokojne zataczają się po głowie w upojeniu...
Jest inaczej. Czuję się dziwnie pogodzona z faktem, że wszystko podlega zmianom, dziwnie oswojona z myślą, że niektóre rzeczy należy popychać i przekształcać, a niektóre odmienności zaakceptować. Bo właściwie... Tak, poprzedni rok był dobry i ucieszyłabym się, gdyby ten był podobny, ale z racji pewnych granic rzeczywistości i złośliwości wszechświata nie ma na to najmniejszych szans. Ale może będzie lepszy?

{ Wypisywania sprawiających radość drobiazgów ciąg dalszy:
Zielona, jaśminowa herbata. Kupno nowego, ładnego notesu. Fakt, że płyta Comy już wyszła. }

szósty września.

Komentuj (6)
A my z wiecznego niepokoju
z przelotów wiatru, z garści cienia
z brzóz przedwieczornych
które stoją nad cichą rzeką zamyślenia
A my z harmonii i rozdźwięku
z niecierpliwości strun spragonionych
które od bólu łzami pękną
pod gniewem rozpalonych dłoni

***
W powietrzu krążą słowa - wnikają porami skóry, mieszają się z powietrzem wdychanym do płuc i zanim się obejrzę w wędrują po moim krwiobiegu. Czasami nie mogę nic zrobić i na niczym się skupić, uczestniczyć w rozmowie ani być do końca obecna w czasie i przestrzeni, bo krew szepcze mi w żyłach (wyrazy układają się w zdania, zdania w uwagi, negacje i frustracje). Nocami sny zapisują się na powiekach, atrament na palcach kreśli wzory w zapomnianych językach, każde uderzenie serca i spojrzenie oka to głoski - pobudzają, usypiają jątrzą.
Najciężej przekroczyć wysoki próg dziennych spojrzeń, uśmiechów, gestów...
Mówiła, że jeśli będę go rzadziej widywać to w końcu mi przejdzie. A ja nie jestem zazdrosna, wcale a wcale. Z tym, że póki co nie mogę przestać o nim myśleć.
Moje oczy bez twych oczu, nieuważnie roztargnione...
Pogoda jest listopadowa, dni chłodniejsze i ciemniejsze. Szarość i melancholia wspinają się po ścianach i czepiają moich ubrań. Nie mogę się dostosować, mam wrażenie, że uwaga ludzi omija moją osobę - może to tylko przewrażliwienie? Dłonie są chłodne, powieki ciężkie. Jest melancholijniej.
Z kolejną stroną książki (po raz kolejny Gra w klasy), kolejnym kubkiem gorącej herbaty czy piosenką zakrada się do moich myśli (a raczej ciała, bo to wszystko dzieje się jakby poza mną) niepokój, bo zimą zawsze jest gorzej, bo zimą jest źle, a ja mam wrażenie, że krok po kroku zbliżam się do dna. A niebytu, pamiętaj, nie ma (a jeśli zajdę za daleko?).

{ Widzę jak owszem, to nieistotne: nieważne, niepiękne, wyblakłe...
A może wszystko będzie dobrze?
Ciepła, owocowa herbata. Leżenie w ciepłym, miękkim łóżku. Uczucie ciepła rozpływającego się po brzuchu na myśl o tych słowach, działających jak balsam i dziwnie kojących. }

dziewiąty września.

Komentuj (8)
Oddaj mi swoją przepaść -
wymoszczę ją snem,
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna)
za cztery łapy spadania.
Sprzedaj mi swoją duszę.
Inny się kupiec nie trafi.

***
Plamka ślepa (łac. macula ceca; plamka Mariotte'a) - miejsce na siatkówce oka kręgowców, w którym nerw wzrokowy opuszcza gałkę oczną i biegnie w stronę mózgu. Jest ono całkowicie pozbawione fotoreceptorów, jest więc niewrażliwe na światło..."
Czasami mam wrażenie, że plamka ślepa stopniowo zwiększa swoją średnicę, rozrasta się, a potem dzieli, stopniowo zajmując coraz to nowe obszary naszego ja. Nie pamiętam, kiedy liczba wymijających odpowiedzi (nikt nie zauważa przemilczeń i niewypowiedzianych odpowiedzi na zadane i nie zadane pytania - przecież dzieje się tyle rzeczy) dawała się policzyć na palcach jednej ręki. Nie rozumiem, jak to możliwe, że tak łatwo jest unikać, znikać, udawać - uśmiech, "jestem tylko zmęczona", a teraz pozwolę ludziom mówić o pogodzie...
Wydaje mi się, że my wszyscy próbujemy odnaleźć się gdzieś pomiędzy tym, co trzeba przemilczeć bądź czego nie powinniśmy usłyszeć, a tym, o czym chcemy, potrzebujemy rozmawiać. Z tym, że jest tyle rzeczy, o których chciałabym powiedzieć i o których chciałabym usłyszeć, ale nie mówię i nie słucham - dlaczego?
"Kiedy jedno oko jest zasłonięte, luka w polu widzenia uzupełniana jest odpowiednimi jakościami sensorycznymi – powstaje wrażenie, że pole widzenia jest pełne."
A może i rozum, i serce mają miejsca pozbawione komórek czułych - plamka, plama rozpływająca się po powierzchni niczym ropa naftowa (błyszcząca się i skrząca)? Nasze organy uzupełniają niewidoczne fragmenty tym, co spodziewamy się zobaczyć - pryzmat - w danym miejscu i czasie na podstawie posiadanych danych.
Plama wielkości monety, bo właśnie od rzutu monetą zależy to, co widzimy - wystarczy spośród dwudziestu sześciu nieznanych osób podejść do jednej i cała grupa (klasa, szkoła, świat) widziana jest przez pryzmat tej znajomości. Od czego zależy do kogo podejdziemy?
"W tym sensie cały czas ulegamy wzrokowym halucynacjom, a to, co nazywamy normalnym widzeniem to nasz osobisty wybór tych złudzeń, które najlepiej pasują do rzeczywistości."

{ W tej chwili On jest czarną kropką (klik), której nie widzę, a o której istnieniu nie jestem w stanie nie pamiętać, bo to tak jakby umyślnie zignorować jakąś część rzeczywistości (zignorować czas, miejsce, przyśpieszone bicie serca - zamienić w tabu i zepchnąć na dno świadomości). Absurd, bo właśnie to próbuję zrobić, ale odnoszę taki sam skutek, jak podczas wizualizowania sobie cyfr totolotka i liczb na wadzę...

Spokój, drżące emocje przy słuchaniu niektórych piosenek. Ten moment pomiędzy położeniem się do łóżka a snem. Kubek ciepłej, słodkiej kawy. }

czternasty września.

Komentuj (3)
I'll drink what you leak
And I'll smoke what you sigh
Straight across the room with a look in your eye
I got a man to the left and a girl to the right
Start to sweat so hold me tight (...)
Then I turn around and think I see
someone that looks like you

***
Nie potrafię się skupić. Decyzje, plany i pomysły oplatają mnie, powoli wspinając się po moich dłoniach - poświęcenie uwagi jednej tylko rzeczy wydaje się być marnotrawstwem, nie potrafię włożyć w to serca. Bo jak to zrobić, kiedy jest tysiąc innych możliwości, z których chcę/powinnam skorzystać?
"... i wściekłość, że nie mogłem przestać myśleć o tym..."
Litery pchają mi się pod palce i spływają po nich, kapiąc w kałuże (a kiedy nie chwytam ich od razu, dryfują po powierzchni wód, czyniąc słowa niemożliwymi do odczytania). Obrazy plączą się po głowie, imając się pasteli, pisaków i kredek by przetrwać - zazwyczaj bez powodzenia. Książki i filmy szepczą, muzyka wibruje w uszach. Znajomi czekają, zakupy kuszą, o nauce lepiej nie wspominać.
... i świadomość, że jak zawsze dużo łatwiej było mi myśleć niż istnieć..."
A ja jestem tak senna, że rzeczywistość zdaje się mniej abstrakcyjna niż absurd. Tak senna, że z każdym słowem, które mogłabym napisać, zarówno zgadzam się i nie zgadzam, jak i wynajduję kontrargument (antytezę, antonim?). Jestem gdzieś pomiędzy jawą a snem, 'nadanalizująca' otoczenie i bezmyślna, energiczna i senna, chora i zdrowa.
Boże, jestem zbyt zmęczona. I bredzę.

{ ( Niech on, kurde, gada o niej bez przerwy, byle by rozmawiał ze mną, no. Poza tym, nie jestem zazdrosna! Nie jestem - wcale a wcale - tylko, że im bardziej staram się o nim nie myśleć, tym gorzej mi idzie. )
...
Nadwyżki energii i senność w kompletnie innych niż zwykle proporcjach, gdy wychodzę z basenu. Zespół The Pretty Reckless, który jest jak zastrzyk energii i sprawia, że chce mi się śpiewać. Coma Symfonicznie i "Błękitnooki Chłopiec", które zamówiłam. }

szesnasty września.

Komentuj (11)
Somebody mixed my medicine
I don't know what I'm on
Somebody mixed my medicine
But baby it's all gone
Somebody mixed my medicine
Somebody's in my head again

***
Zakupione opakowanie suplementu diety (Mg + B6) i uzupełnianie niedoboru magnezu znalazły mi nowy powód do rozmyślań. Mała, powlekana czymś słodkim tabletka - zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę powinna to być odpowiednia dieta, ograniczenie kofeiny i stresu, ale na to było już ciut za późno - uwolniła mnie od drżenia powieki, niepokoju, roztargnienia i problemów z koncentracją - reszta to już raczej wina mojego lenistwa.
Somebody mixed my medicine
again, again...

Czasami mam wrażenie, że jedyne, co odróżnia nas od zwierząt to ustawiczne dorabianie logicznych, naukowych uzasadnień dla swoich impulsywnych działań. Jesteśmy dumni - łatwiej nam powiedzieć "poszedłem do dwujęzycznego gimnazjum, bo chciałem poznać język inny niż angielski i z jego znajomością związać swoją przyszłość" niż "przyszłam tu, bo nie dostałam się do tego, które marzyło się moim rodzicom, a koleżanka kiedyś wspomniała jego numer" - a przecież druga możliwość wydaje się bardziej prawdopodobna u dwunastolatków.
You got a woman to the left and a boy to the right
Start to sweat so hold me tight
Poza tym, na czym właściwie polega różnica? Poszłam do tej szkoły (dobra analogia) w wyniku przedziwnego zbiegu okoliczności, co wpłynęło na mnie, moją i innych przyszłość, ale nie żałuję tego.
Udowodnianie celowości swoich działań odróżnia nas nie tylko od zwierząt, ale i od dzieci - zadasz pytanie, a zepsujesz zabawę, czyż nie?
There's a tiger in the room
and a baby in the closet...

Zastanawiam się, czy w przypadku emocji można mówić o dobrych i złych rozwiązaniach - lepszych i gorszych czy czyichś i naszych? Usiłuję też odpowiedzieć sobie na pytanie, co właściwie powinnam zrobić z tym, co czuję (a właściwie z tym, czego czucie mi się nie podoba - z emocjami, które wydają się nam właściwe, nie próbujemy sobie radzić).
Teoretycznie minęło szesnaście dni, więc mówienie o efektach jest trochę nierozsądne, ale tak jakby testowałam tę metodę w różnych momentach i sytuacjach. Nie ma to zresztą znaczenia, bo spychanie na dno pamięci wszelakich gatunków różowych, okubraczkowanych słoni nie działa - jak ignoruje się coś, co błyszczącymi oczkami doprasza się o banana i i wędruje trąbą po półkach w poszukiwaniu orzeszków? Nijak. Mogę więc kontynuować praktykowanie tej metody, okazjonalnie zbierając zrzucone z regału figurki albo zaakceptować istnienie słonika, obejrzeć go ze wszystkich stron, pogłaskać i mieć cichą nadzieję, że to mu wystarczy...

{ Zaplątałam się nie tylko we wszelkie możliwe sytuacje, ale i we własne analogie. Bo przecież najlepszym rozwiązaniem byłoby nakarmienie, wychowanie i kochanie słonika (albo telefon do zoo), ale nie umiem odsłonikować tej metody.
Pour another drink mom - I don't even want it
Then I turn around and think I see someone that looks like you

Basen, ciągle i wciąż - mam cichą nadzieję, że wejdzie mi on w krew. Kontakt z wewnętrznym dzieckiem. Rozmowy z ludźmi, którzy znoszą trzymanie na dystans, goniosłowomatyzm i w dalszym ciągu chcą (?) ze mną rozmawiać. }

dziewiętnasty września.

Komentuj (6)
But if you stand there and watch me burn
But it's alright because I like the way it hurts
But if you stand there and make me cry
I don't mind because I love the way you lie (...)
Spend the nights and days before

***
Raz na jakiś czas zdarzają się jesienne ranki z rodzaju tych, które za wszelką cenę próbują spłatać ci figla. Takie ranki jak ten, kiedy to budzisz się - nie do końca wiedząc w jakim fragmencie czasoprzestrzeni się znajdujesz - i przez chwilę myślisz, że po otworzeniu okna owionie cię, pachnące wspomnieniem burzy i upału, sierpniowe powietrze.
Dajcie mi mocnych ziół...
Najłatwiej w to uwierzyć właśnie o poranku, kiedy to podobno wszystko widać lepiej. Najłatwiej, kiedy pozbawione okularów oczy są zamglone snem, myśli wciąż otula jakiś odległy, senny czas, a za oknem świeci słońce - kiedy mgła opadnie, myśli się wyostrzą, a twoje wyjście z łóżka przypieczętuje wywołana zimnem gęsia skórka. Potem podniesiesz wzrok za okno i okaże się, że światło nie jest takie jasne, niebo zdaje się przybrudzone szarością, a odrobinę mniej zielone drzewa gną się pod wpływem wiatru. To nie są miłe poranki, nie dla ciepłolubnych, lipcolubnych, łapiących przeziębienie pesymistów takich jak Ty, więc za wszelką cenę starasz się je zignorować.
Kiedy je wypiję wtedy przestanie wypalać mi oczy georginia...
To nie są miłe poranki, więc nie zostaje ci zbyt wiele rozwiązań. Możesz rzucić się w wir pracy - odkurzyć mieszkanie, głośno słuchając muzyki czy śpiewając, posprzątać swój pokój czyli po prostu zająć się czymś, co powinieneś zrobić już dawno - co zostawi cię jeszcze bardziej zmęczonego, spoconego i w dalszym ciągu pamiętającego, że to jest chłodna, wrześniowa sobota. Albo ubrać się, umyć i zająć czymś, co nie wymaga od ciebie wychodzenia czy nawet patrzenia za okno - wtedy bowiem bardzo trudno jest nie zauważyć cienia okrywającego łąkę, gdy z każdym podmuchem wiatru grafitowa chmura zakrywa słońce.
i zamieni się w czerwony kwiat...
Siedzę w fotelu w salonie, ubrana w czarno - szary golf, czarne spodnie, dwie pary skarpet (czerwonych i żółtych) oraz pomarańczowe mitenki. Zimne (jak zwykle) palce stukają w klawiaturę, stopa wybija rytm o stolik. Aromatyzowana herbata roztacza zapach czekolady i owoców leśnych, bakterie mnożą się w moim organizmie, Archiwum X na przemian z Escą Rock umilają mi czas. Świat nie nawołuje mnie - deszczowy, nieważny, niejasny, wyblakły.

{ a najpierw nienawidzę, bo kocham
więc z instynktów wysnute znaczenie bierze mnie w garść i trzyma ...

Kofeinowe uzależnienie wydaje się być kompletnie niezrozumiałe dla tych, którzy nigdy nie spróbowali kawy - zbyt ciemnej, niesmacznej, o ostrym, gorzkim zapachu i w ogóle nie dla nich. Też tak kiedyś myślałam (może przestałam gdzieś między pierwszym a drugim - ósmym, dziesiątym, dwudziestym - kubkiem w moim życiu?) - raz na jakiś czas to poczucie do mnie wraca, ale z niej nie zrezygnuję. Może dlatego, że mój subiektywny, indywidualny bilans zalet i wad jest niemalże całkowicie subiektywny? A może dlatego, że kiedy tylko próbuję ją odstawić, nie mogę przestać o niej myśleć?
Czasami myślę, że on też jest moją kofeiną.
nie potrafię o niczym nic...
Gorąca kawa z mlekiem albo pięknie pachnąca herbata. Piosenka. Śmiech. }
________________________________________________________
*Nie, nie słucham Eminema i Rihanny. Nie, nie lubię ich. Tak, słucham coveru The Pretty Reckless, którego tekst odrobinę się różni i który można przeczytać tu.

dwudziesty czwarty września.

Komentuj (27)
Bittersweet and it’s all your fault
Crimson and clover, sugar and salt
Mentally fucked and it’s all your fault (...)
Never thought to say that I was being a fool
Never thought that you would have me hopin’
Never thought that you would string me out so long
What went wrong?

***
Naprawdę, zwariowałam. I nie mam tu na myśli dziwactw dnia codziennego czy faktu, że chyba zacznę definiować swoje uczucia na podstawie słownika języka polskiego i powolnego popadania w paranoję... Chociaż, to też jest dziwne.
Told you before, I've never loved you more...
Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do pozdrowień na korytarzu i pośpiesznych okazjonalnych rozmów zamiast posiadania go na wyciągnięcie ręki jakieś siedem godzin dziennie. Więc szukam go wzrokiem. Na wrażenie jego zapachu nie mogę się na niczym skupić. Trudno mi na niego nie patrzeć. Ciągle o nim myślę. W dalszym ciągu nie potrafię znaleźć u niego żadnych wad, które by mi naprawdę przeszkadzały. Z trudem powstrzymuję się od mówienia o nim wciąż i wciąż. Jestem zazdrosna o każdą rozmowę z jakimś naszym znajomym/znajomą (a nie ze mną) i o łatwość innych ludzi w okazywaniu emocji - zmniejszyć emocjonalny dystans to dać komuś do ręki władzę i możliwość. Ja bardzo proszę o naukową - najlepiej łacińską - nazwę tego stanu, skutki i metody leczenia.
You are driving me into manic
You can’t break me out of my habits

Naprawdę mam skłonność do fascynacji - jest tyle rzeczy, które przyciągają dużo większy fragment mojej uwagi niż, wydawałoby się, powinny. Kawa - ograniczanie porcji, ale i kontrola ilości mleka w domu, własne zapasy neski. Wszystkie płyty, dwie koszulki, niezliczone trójmiejskie koncerty Comy. Dyskografie i "tryb powtarzania" coraz to nowych twórców. Gromadzenie wszystkich książek ulubionych autorów. Oglądanie jak największej ilości odcinków ulubionych seriali i gruntowne zaznajamianie się z fandomem. Ciągłe opowiadanie o fascynujących mnie ludziach. Słabość do wszystkich doświadczonych przez życie, złośliwych, dominujących "niegrzecznych chłopców" z filmów/książek/innych. Z każdym nawrotem miłości do basenu - wizyty we wszystkich wolnych chwilach (chociaż, teraz chyba zacznę chodzić z kimś, więc może mi to wejdzie w krew?). Coraz to nowe rodzaje herbat, kubki i czajniki. Pisanie.

{ Plany na weekend? Pierwsze w życiu malowanie farbami do tkanin - przygotowywanie prezentu urodzinowego. Wyzdrowienie. Spotkanie z przyjaciółką, kawa z drugą. Zakupy z mamą. Sprawdzanie maila co pięć minut w oczekiwaniu na dane mojego francuskiego korespondenta, do którego jadę trzydziestego. Tak, mam nadzieję, że dożyję poniedziałku.
So leave me alone, I’m an addict
Ciekawa książka bądź gazeta. Pomysł. Spotkanie z przyjaciółką. }

dwudziesty dziewiąty września.

Komentuj (8)
But here I am and I can’t seem to see straight
But I’m too numb to feel right now
And here I am watching the clock that’s ticking away my time
I’m too numb to feel right now
Just tonight I will stay
And we’ll throw it all away
When the light hits your eyes

***
Mam tyle spraw na głowie. Czuję się tak, jakby stos rzeczy do załatwienia rozrósł się do niebotycznych rozmiarów i zasłonił słońce - a wszystko jest trochę tak, jak w zwierciadle. Niejasne i nierzeczywiste, pozorne, złudne odbicie prawdziwego świata.
zapach drażni - mówi: istniejesz
zapach drażni - roztrąca noc...

Jutro jadę na wymianę do Francji ( 30.09 - 9.10 ), a moja wiedza o korespondentce ogranicza się do imienia i nazwiska. Powinnam się spakować, zgrać dane z komputera na dysk, nadrobić zaległości w czytaniu. Przydałoby się też zaktualizować muzykę na ipodzie, a kawa nie pomaga wcale a wcale. Mam poczucie nierzeczywistości z powodu tego całego wyjazdu, no i zdaje się, że należałoby przed nim napisać do paru osób czy coś. Boli mnie brzuch, jest mi zimno, jestem padnięta - przed chwilą udało mi się przysnąć z głową na blacie biurka (zamknąć oczy, tylko na sekundkę). Jest jeszcze tyle innych rzeczy, chociażby przedwyjazdowy stres, ale to nic.
To nic, bo każde odwrócenie uwagi jest oczywiście chwilowe. Fragmenty świata momentami wydają się jedynie nic nie ważnymi odbiciami, bo po mojej głowie plączą się myśli (nie lubię tracić kontroli) - bo nie zobaczę go przez przez dwanaście dni, a przelotne, nie tak do końca, powitanie na korytarzu i ja nie rozmawiałam z nim dzisiaj.
Po co mówić, że nie lubi się tracić kontroli skoro ona nie tyle wymyka mi się z rąk, co raczej pędzi na złamanie karku prosto między promienie słońca, poszczególne dźwięki i zapachy, ludzi ważnych/nieważnych i prosto w jego palce - a on nawet nie zdaje sobie z tego sprawy?

{ "A teraz znów dzień, znów ruch niby to, niby to życie. Obrazy widziane w nocy przemieniły się w myśli ukryte, które w mózgu pracują, mózg szarpią i jako tamte serce pożerały, tak te teraz z mózgiem czynią..."
Nowa, ukochana, cudowna skórzana kurtka. Czyjaś radość z powodu podarowanego prezentu. Jakakolwiek forma kontaktu, prawdziwego kontaktu, z innym człowiekiem. }

2018
sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.