hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

piąty września.

Komentuj (26)
Bez pozwolenia wydrążyłaś w mojej duszy dół
automatycznie utraciłem panowanie
zbyt wiele snów odpływa bezpowrotnie.
Kupuję kwiatki, chodzę na prywatki
bez przerwy gotowy i spięty, jak gdyby nie ja. (...)
Nie mogę przestać chować się w sobie
i jęczeć jak gdyby nie ja i męczyć i cierpieć...
Skoro mnie nie chcesz, jakim jestem.
***
Kiedy go widzę, nie mam motylków w brzuchu, moje serce nie bije szybciej. Nie spędzam godzin obserwując jego usta, właściwie nie wydaje mi się specjalnie przystojny. Rozmawiając z nim nie czerwienie się i nie chichoczę (aczkolwiek, w moim wypadku, to ostatnie nie jest zbyt trudne). Raczej mi się nie śni. W wakacje praktycznie o nim nie myślę. Nie łączy mnie z nim nic poza koleżeństwem (nawet nie spotkałam się z nim sam na sam poza szkołą!).
Kiedy nie ma go w szkolę, jestem niezadowolona. Im bardziej się od niego oddalam, tym bardziej uświadamiam sobie swoją naiwność i tym bardziej chcę się do niego zbliżyć. Im bliżej jestem, tym bardziej mi na nim zależy. Chciałabym poznać go tak, jak nikt nigdy go nie poznał. Nie potrafię się złościć w jego obecności. Notorycznie coś ode mnie chce, a ja i tak stawiam go wyżej niż większość moich znajomych. Notorycznie porównuje z nim nowopoznanych chłopaków.
Jak ja się mogłam uzależnić od kogoś, kto może mnie zranić i kto nigdy nie odwzajemni tego uczucia?

{"Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam
I tęskniąc sobie zadaje pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?"
Wg psychologów zajmujących się tym problemem, taki stan uczuciowy nazywa się romantycznymi początkami uczucia, jest to faza pierwsza, faza zakochania - piszą autorzy mojego dawnego podręcznika.
}

A może to właśnie on właśnie dlatego, że nigdy nie odwzajemni mojego uczucia? Bo jestem przerażona na samą myśl o związku, a ta relacja idealnie mnie powstrzymuje?
***
Dawkujesz mi siebie
jak lek na przetrwanie rozłąki i westchnień
już nie mam cię prawie, bo giniesz
a chciałbym cię więcej i więcej
i boisz się dotknąć, dotykasz ze wstrętem.
Rozrasta się we mnie, aż pęknę, aż pęknę
rozrasta się nienasycenie...

ósmy września.

Komentuj (0)
mój kochanek wcale nie jest piękny
i charakter ma raczej trudny
ale kto mi umaluje niebo
w ciemny fiolet popołudnia
gdy pozwolę mu odejść i nie wrócić
***
Nigdy nie sądziłam, że będę lubić poezję miłosną (zawsze wydawała mi się taka fuj!), a teraz jestem niewątpliwie oczarowana Haliną Poświatowską. Może nie pozostało we mnie aż tyle niezmienionych rzeczy?

[Skoro już o zmianach to jedno z uczuć zawsze mi towarzyszyło - niepewność. Byłam nieśmiałą dziewczynką, która była zbyt przyzwyczajona do przebywania z dorosłymi lub pozostawania samotnie. Na początku szkoły podstawowej usłyszałam od rodziców, że na złośliwe docinki nie powinno się reagować (co jest idiotycznym stwierdzeniem, kiedy ma się do niego zastosować jedenastolatka - a twierdzenie, że dzieci są jak otwarta księga byłoby eufemizmem). Kiedy jakoś wszystko się unormowało, przeskoczyłam klasę - cokolwiek można o tym powiedzieć, rok różnicy w szkolę podstawowej raczej nie zmniejsza poczucia inności. Do końca podstawówki bywało różnie, dopiero w połowie gimnazjum poczułam się pewniej.
Nie zrozumcie mnie źle, w niektórych aspektach mojego życia permanentnie czuję się niepewna i nieświadoma własnej wartości - to by wyjaśniało zarówno mój złośliwy charakter, jak i 'bogate' życie towarzyskie...
A teraz jestem w liceum i znowu czuję się jak mała dziewczynka. Nowe osoby to nie jest problem - do poznawania ludzi jestem przyzwyczajona. Dużo bardziej niepokoi mnie fakt, że nie wiem na czym stoję w przypadku ludzi, których zdążyłam poznać, z którymi zdążyłam się oswoić i odkyłam jak z nimi postępować.
]

Czy nikt już nie pamięta, że stajemy sie odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy?!
***
mój kochanek ma gorące usta
i rząd ostrych zębów kiedy śmiechem
odpowiada na wyzwanie światu
mój kochanek ma usta które wschodzą
półksiężycem nad każdą z moich nocy
***
{ W chaotycznym nastroju: nie wiem, czego chcę, czego powinnam oczekiwać, a na co nigdy nie będę mogła liczyć...
Strasznie żałuję, że z ludzi, którym mogę się z Niego zwierzyć: jedno mnie wyśmiało, jedno - jakkolwiek się starając - powtarza, że mnie nie rozumie, dwójka narobi mi fałszywej nadziei, co do przyszłości, a jedno kompletnie nie zrozumiałoby mojej sytuacji. }
Potrzebuję chwili spokoju, żeby to wszystko przemyśleć.
***
mój kochanek nie jest czuły jego oczy
w prostokącie ulicy tańczą
zażega w dziewczętach płomień
uczepiona jego cienia
trzymam miłość moją za włosy

w jego cieniu wątłe źdźbło trawy
w kwietniową jabłoń rozkwita

dziewiąty września.

Komentuj (13)
mówili o oczach: patrzą
a moje oczy niespokojne
tańczyły na czubkach palców
w takt wściekłej nie napisanej melodii

melodia dźwięczała w uszach
o których mówili że są
a one klęczały zasłuchane
przymykając powieki
***
Plątanina w mojej głowie coraz bardziej się zacieśnia - tworzy się coraz ciaśniejszy węzeł gordyjski. Trochę jak zaplątane nici, które oglądasz uważnie, szukając początku jakiejś nitki, od której mógłbyś zacząć. Z myślami jest ten problem, że w odróżnieniu od nici, są niepodzielnie związane z emocjami i do bólu subiektywne - nitki nie sprawiają wrażenia bardziej końcowych z powodu koloru, nie uciekają płochliwie spod palców i nie plączą się złośliwie, kiedy postanowisz na chwilę od nich odpocząć.
Zawsze podpowiadały mi sny, ale ostatnio kładę się i zasypiam szybkim, niespokojnym, zbyt krótkim snem. I wtedy pamiętam dźwięk budzika i myśli, z którymi usnęłam. Widocznie życie postanowiło nie udzielać mi podpowiedzi.
***
usta - mówili
nie usta
gorący rozdmuchany płomień
wyrzucający iskry słów
słów których nie słyszeli
***
Łudzę się, a nie lubię tego uczucia. Teoretycznie wiem, że wszystko jest możliwe, ża wiele może się wydarzyć w ciągu trzech lat - tak jak wiem, że on nie patrzy na mnie w ten sposób, że nie czuję się do końca swobodnie w jego towarzystwie, a już samo to powinno o czymś świadczyć, że to wszystko jest szalenie irracjonalne. Praktycznie rzecz biorąc, nie jestem w stanie stwierdzić na ile to wszystko jest brzebłyskiem intuicji, wrażeniem, faktem zarejestrowanym przed moją podświadomość, a na ile myśleniem życzeniowym (czy jego odwrotnością, o ile ona w ogóle posiada nazwę). Tak samo nie jestem w stanie stwierdzić na ile akceptuje niektóre rzeczy (a może nie przyjmuje ich do wiadomości), na ile znam ich wszystkich (a na ile dopisuje do ich charakteru cech, które mi tam pasują), na ile wiem cokolwiek (a może w ogóle nie myślę, bezpowrotnie zatracając się w swojej impulsywności).
Z drugiej strony, niektóre rzeczy wydają mi się tak oczywiste, że nie rozumiem, jak ktokolwiek może chociażby sugerować, że jest inaczej. Bo przecież niektóre fakty po prostu są jakimi je widzimy, a inne znaczenie mogą mieć tylko kiedy dorobimy do nich jakąś super paranoiczną teorię szpiegowską.

I bądź tu mądry, człowieku.
***
my nie wierzymy w piekło
w ogień tańczący
same jesteśmy iskrami
w naszych twarzach co noc
przeglądają się zaspane gwiazdy

jedenasty września.

Komentuj (15)
mój kochanek wcale nie jest piękny
i charakter ma raczej trudny
ale kto mi umaluje niebo
w ciemny fiolet popołudnia
gdy pozwolę mu odejść i nie wrócić

mój kochanek ma gorące usta
i rząd ostrych zębów kiedy śmiechem
odpowiada na wyzwanie światu
mój kochanek ma usta które wschodzą
półksiężycem nad każdą z moich nocy
***
Dlaczego nie mogę decydować o swoich uczuciach? Dlaczego muszę się tym wszystkim przejmować? Dlaczego nie mogę być jakąś inną sobą?
Chciałabym, żeby niektóre rzeczy mnie nie obchodziły, naprawdę. To wszystko jest jak wbita drzazga, która nie sprawia ci bólu ani nic takiego, ale po prostu jest. I to wystarczy, żeby wszystko stało się inne.
Z drzazgami już tak bywa, że czasami - zaaferowani, zajęci czymś - nie pamiętamy o tej swojej.
A nie możemy zapomnieć, kiedy zostajemy ze sobą sam na sam - tuż przed zaśnięciem, słuchając muzyki czy pijąc aromatyczną herbatę. Wtedy doskonale zdajemy sobie sprawę z jej obecności, czujemy ją gdzieś na obrzeżach każdej myśli, w każdym zakończeniu nerwowym. Drzazga urasta do rozmiarów drzewa, a my nie jesteśmy w stanie skupić się na czymś innym, nie potrafimy robić nic bez świadomości, że ona wciąż gdzieś tam jest.
Z kolei, jeśli spojrzeć na nasze życie z boku, drzazga nie przeszkadza w niczym konkretnym, możemy jeść, pić, bawić się i płakać. I tylko czasem, kiedy jakiś nieuważny dotyk nią poruszy, pojawia się lekkie ukłucie i zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że ostatnie miesiące minęły ci w towarzystwie drzazgi. Że udało jej się wkraść w twoje życie tak, że nawet nie wiesz, czy ( i jak ) jej obecność działa na twoje życie.

"drzazga mojej wyobraźni
czasem zapala się od słowa
a czasem od zapachu soli"
{ Przyznaję, że ostatnio drzazga wydaje mi się w moim życiu idealną metaforą. }
***
mój kochanek nie jest czuły jego oczy
w prostokącie ulicy tańczą
zażega w dziewczętach płomień
uczepiona u jego cienia
trzymam miłość moją za włosy
***
Nie potrafię przestać pisać. Jestem w stanie nie robić tego przez kilkanaście dni, a potem nie mogę sie już od tego oderwać.
Czasami myśli błądzą mi pod skórą, wędrują po krwiobiegu i nie jestem w stanie się ich pozbyć, póki ich nie spiszę, nie poukładam i nie odłożę na odpowiednią półkę. Zdarza się, że nawet nie zdaję sobie z czegoś sprawy, dopóki nie zacznę pisać - nagle okazuje się, że litery układają się zupełnie inaczej niż planowałam, a słowa mają inne znaczenia.
To przynosi mi ulgę, pomaga ogarnąć mój mały chaos i, mam taką nadzieję, pozwala spać spokojnie.

Szkoda tylko, że pisanie i rysowanie (dwie rzeczy, które pomagają mi myśleć) nie idą mi tak doskonale, jak chciałabym, żeby szły. Naprawdę tego żałuje.

{ "Bóg dał mu duszę artysty, ale zapomniał o talencie - konsekwencją był wieczny niepokój, który palił go od środka i od czasu do czasu doprowadzał do rozpaczy." }
***
w jego cieniu źdźbło trawy
w kwietniową jabłoń rozkwita.

piętnasty września.

Komentuj (33)
Over and over, over and over
You make me fall for you
Over and over, over and over
You don't even try

So many thoughts that I can't get out of my head
I try to live without you, every time I do I feel dead
I know what's best for me
But I want you instead
I'll keep on wasting all my time
***
Jest dobrze, naprawdę. Spędzam z nim czas, rozmawiam, dobrze się bawię, jest prawie idealnie. I chciałabym, żeby tak zostało, ale nie potrafię dojść do ładu z własnymi emocjami.
Bo coś we mnie protestuje, odmawia współpracy z jakimikolwiek relacjami poza związkiem - a do niego nigdy nie dojdzie. Dlaczego ta część mnie nie mogłaby po prostu siedzieć cicho, zadowalając się tym, co jest?
Nigdy tak nie reagowałam na to wszystko. Nie miałam głupiej ochoty być blisko, nie byłam tak idiotycznie zazdrosna (kiedyś taka sytuacja w ogóle by mnie nie zajmowała). I teraz spędzam z nim więcej czasu niż kiedykolwiek i to nie przechodzi, a wręcz przeciwnie - moje emocje z diabelskiego młyna przeniosły się do szalonej kolejki górskiej, a ja nienawidzę kolejek.
A najgorsze ze wszystkiego jest to, że ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego, że jestem niezaprzeczalnie głupia w jego kwestii. I że nie ma szans, by cokolwiek kiedykolwiek z tego było. Ale ta świadomość nic a nic nie pomaga, nie tłumi tego idiotycznego uczucia, którego nawet nie potrafię nazwać!

Żadnych motylków, przyśpieszonego bicia serca, spędzania idiotycznie długiego czasu na wpatrywaniu się w niego. Żadnej pewności.
{ Przepraszam, jestem chaotyczna. Ale aktualnie nie potrafię racjonalnie i spokojnie tego wszystkiego przeżywać. }
***
I feel it everyday it's all the same
It brings me down but I'm the one to blame
I've tried everything to get away
So here I go again
Chasing you down again
Why do I do this?

Over and over, over and over
I fall for you
Over and over, over and over
I try not to

dwudziesty drugi września.

Komentuj (6)
On me dit que le destin se moque bien de nous
Qu'il ne nous donne rien et qu'il nous promet tout
Parais qu'le bonheur est à portée de main,
Alors on tend la main et on se retrouve fou
Pourtant quelqu'un m'a dit ...
***
Zastanawiające jest, że dni potrafią być złe/dobre pomimo wszystkiego. Ostatnio zdarza mi się stwierdzić, że mój dzień był dobry, a po rozebraniu go na części, właściwie nie znajduje nic lepszego od przeciętnej. Ale jest dobrze.
Może tym razem się uda, może tym razem tak zostanie?
Pogoda w takiej senno - chłodnej atmosferze z rodzaju tych, które wywołują u mnie ochotę do zaparzenia herbaty i schowania się pod ciepłym, miękkim kocem.
w czwartek klasowe kino, w piątek sprawdzian z matematyki, w poniedziałek sprawdzian z franuskiego i pasowanie na ucznia (tak!), na które musimy przyjść na galowo - będę łazić w idiotycznie eleganckiej sukiencę. Ale mogło być gorzej...
***
On me dit que nos vies ne valent pas grand chose,
Elles passent en un instant comme fanent les roses
On me dit que le temps qui glisse est un salaud
Que de nos tristesses il s'en fait des manteaux,
Pourtant quelqu'un m'a dit que...
***
Jest lepiej. Potrafię niemalże o nim nie myśleć, prawie oswoić się z tą myślą. I to 'niemalże' udałoby mi się przynajmniej zmniejszyć do absolutnego minimum, gdyby mi się nie śnił, gdyby nie idiotyczna potrzeba kontaktu fizycznego, czucia jego obecności, jego ciepła.
Swoją drogą, nigdy nie byłam specjalnie "dotykalska". Zanim zaczęłam gimnazjum, przytulanie się i całowanie na 'dzieńdobry' wydawało mi się pojęciem całkowicie abstrakcyjnym. Przez okres gimnazjum udało mi się do tego mniej więcej przyzwyczaić, nie sztywniałam pod wpływem dotyku niektórych osób, aczkolwiek to wszystko nadal zbija mnie z pantałyku (ciekawe czemu?). I jakoś tak wyszło, że tylko przytulanie się do mojej J. (która notorycznie się do mnie przytulała, aż zaczęłam robić to samo) weszło mi w nawyk, ale za to naprawdę bardzo mocno.
Zaczynam podejrzewać, że za dużo czasu spędzałam z chłopakami, którzy uznają braterski uścisk dłoni, przybicie piątki albo klepanie po plecach (a plecy bolą mnie na samą myśl o nim, bo oni nigdy nie biorą pod uwagę, że są ode mnie sporo więksi i ze dwa razy silniejsi). A większość dziewczeńskich dziewcząt wchłonęła zwyczaj notorycznego przytulania się i całowania przez osmozę.
***
On me dit que nos vies ne valent pas grand chose,
Elles passent en un instant comme fanent les roses.
On me dit que le temps qui glisse est un salaud
que de nos chagrins
il s'en fait des manteaux pourtant quelqu'un m'a dit...

dwudziesty czwarty września.

Komentuj (13)
czasami wolę być zupełnie sam
niezdarnie tańczyć na granicy zła
i nawet stoczyć się na samo dno
czasami wolę to niż czułość waszych obcych rąk
posiadam wiarę w niemożliwą moc
potrafię jeśli chcę rozświetlić mrok
mogę poruszyć was na kilka chwil
tylko zrozumcie kiedy zechcę znowu z sobą być
***
Zwykle jest dobrze. Zazwyczaj jestem w pozytywnym nastroju, silna, głośna, rozmowna, bezpieczna.
Ale znam siebie, wiem, że czasami - a moje 'czasami' potrafi trwać nawet pół roku - jestem zmęczona, słaba, melanchlijna, zlękniona, samotna.


Czasami mam wrażenie, że idę po krawędzi. Że stawiam ostrożnie kroki, stopa za stopą, a ich uważne odliczanie nigdy się nie kończy. Że wiecznie żyję w strachu przed upadkiem, jednocześnie za blisko i za daleko obu stron. Że ciągle jestem na skraju, nie mogę pozwolić sobie na chwilę nieuwagi, a jeśli do niej dojdzie - srogo za nią zapłacę.
Są takie chwilę, kiedy jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie przed rzuceniem tego wszystkiego w diabły czy przed upadkiem, jest świadomość, że nikt mnie nie złapie.

{ Może gdyby był ktoś, gdyby ktoś mnie trzymał... Może wreszcie mogłabym przestać walczyć i odpocząć, nabrałabym sił, żeby utrzymać się na drodzę? }

dwudziesty ósmy września.

Komentuj (21)
Nie wiem. komu i jak
Podziękować za los
Co nasycić się dał
Współistnieniem przez Nasz
podwójny czas (...)
Słońce na wylot przenika przez głowę
Życie mi płynie przy tobie cytrynowe.
Szczęście, na co dzień odbiera mi mowę
Popołudnia bezkarne i cytrynowe.
***
Jest sennie, deszczowo i jakoś tak wieczornie. Za chwilę skończę odrabiać lekcje, zaparzę sobie herbatę i usiąde w fotelu w salonie. Może poczytam gazetę albo książkę? Może posłucham muzyki? Może posiedzę, patrząc w telewizor? Albo nie zrobię nic? Jeszcze nie wiem.
Chciałabym nie mieć poczucia winy, naprawdę. Niektórzy się nie przejmują drobiazgami - dla nich po prostu są, a ja się nimi notorycznie gryzę. Jakbym podświadomie szukała czegoś, co mogłoby odrobinę pogorszyć mój dobry humor. Może za bardzo się boję, że coś zepsuje moje szczęście i sama je psuje? Nie wiem.
Bo jestem w dobrym nastroju - już od jakiegoś czasu. I to zabawne, bo jeśli ktoś pyta:
- Jaki był dla ciebie wrzesień?
- Bardzo dobry - odpowiem bez zastanowienia.
Ale gdy podsumuje go uważnie to w ogóle nie był dobry. Nigdy nie byłam optymistką, więc dlaczego? Czy to zasługa ludzi, którymi się otaczam, temu, że jeszcze się nie znudziłam, przypadkowi czy sobie samej? Nie wiem.

{ "Ponieważ entropia jest miarą nieuporządkowania, prowadzi to do wniosku, że cały świat dąży do termodynamiczniego chaosu..."
Może mnie i mojemu chaosowi - kiedy już się spotkaliśmy i choć na chwilę oswoili - jest po prostu dobrze? }
***
Jeszcze nasycam się powietrzem
oddechy przenajświętsze karmią serce przez noc
później, późnym popołudniem,
gdy Cienie będą dłuższe i smutniejsze niż są
później, przeczuwam to podskórnie
wszystko nagle utnie się, przemieni na proch
jeszcze pocieszam się, że jestem
rozkoszne czując dreszcze od nadmiaru i żądz...

2018
wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.