hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi sierpnia.

Komentuj (3)
Wyśnić, wyśnić noc, ulicę, schody
i krzyk posągu za załomem muru
Idziesz przez podwójny korytarz, korytarz - odbicie, który rozdwaja się i wije na twoich oczach niby wąż o czarnych, śliskich łuskach błyszczących w słońcu. Masz w ustach smak orzeźwiającego fermentu, a na języku fuentesowskie słowa, które spływają przełykiem w ten sam sposób, co kawa pita z pięknej filiżanki i piwo z odrapanej, mokrej puszki. Inteligencja, samotność w płomieniach, która spala wszystko i niczego nie tworzy! Widziane kątem oka barwy pulsują na ścianach, chmurach, budynkach i niebie, a dźwięk niesiony z wiatrem grzmi pod twoimi stopami. Bełkot - słowo brzydkie, które ucina i które nie wybrzmiewa; przez moment nie odróżniasz bełkotu nietasowanych, zużytych resztek słów od wyrazów układających się poza tobą. Gdzie jest sens, gdzie ważność, pewność, płaszczyzna, na której nie będziesz wątpić?

{ Joanne Harris i Nick Cave. Zielona herbata. I upał. }

czwarty sierpnia.

Komentuj (7)
Thank you for giving
This bright new morning
So steeped seemed the evening
In darkness and blood
Słuchasz głosu, który śpiewa o tym, jak wspaniały jest świat tonem tak ponurym, ponurym, jakby przed nim niebo rozdzierało się na części. Jest dobrze. Słowa opływają tkanki, pomagają utrzymać w ryzach ogień, który rozpływa się po twoich żyłach, zapobiegając bolesnym zwęgleniom zakończeń nerwowych. Patrzysz na świat przez wysoką szklankę wypełnioną napojem orzeźwiająco alkoholowym i trudno jest ci nie uśmiechać się czule na jego widok - kanty i nierówności nigdy nie wydają się specjalnie ostre, gdy patrzysz na nie spomiędzy cytryn i kostek lodu. Słoneczne światło jest na tobie i w tobie, znajdujesz je na języku, na rzęsach, pod paznokciami koloru dna morza. Dostrzegasz je na oprawkach okularów, gdy przechodzisz koło lustra i czujesz je pod żebrami, gdzie pulsuje ten rozdzierająco słodko - gorzki kłębek emocji. A gdy kładziesz się - zdecydowanie za późno i w towarzystwie nadciągającej burzy - zamykasz oczy i znajdujesz słońce również pod powiekami.

{ Five quarters of the orange. Arbuzowa pomadka. Zapach żywicy na twoich palcach. }

siódmy sierpnia.

Komentuj (6)
Obok mnie siedziało dwóch starszych mężczyzn prowadzących ożywioną rozmowę. Nie zwracałem na nich uwagi, lecz wkrótce trudno było nie spostrzec, że pogawędka sprawia im wielką radość. W pewnej chwili któryś z nich wspomniał o "Borgesie", a potem o "Julio Cortazarze". Usłyszawszy nazwiska dwóch spośród moich ulubionych pisarzy, podniosłem głowę i nadstawiłem ucha. Mówili o ukochanych książkach i pisarzach. Byli bardzo ożywieni, rozprawiali namiętnie o swoich literackich sympatiach i antypatiach. Kiedy padał tytuł lub nazwisko autora nieznane któremuś z nich, ten gryzmolił je z furią na pliku serwetek dostarczonym przez rozbawioną kelnerkę, która - sądząc po minie - przywykła już do numerów obydwu staruszków. Jonathan Caroll
Czytasz niejako mimochodem, kompletnie przypadkowo tom, który wpadł ci w ręce, po długim, niezdecydowanym błąkaniu się po bibliotece. Gdy chcesz zagiąć róg strony, na której znajdujesz warte zanotowania zdanie, kartka z podejrzaną łatwością składa się pod twoimi palcami. Przyglądasz się cieniowi świadczącemu o wcześniejszym zginaniu i z uśmiechem myślisz o kimś, kto wziął do rąk akurat tę książkę i, z jakiegoś powodu, zatrzymał wzrok na tej samej stronie, może nawet na tych samych słowach. Dla większości to prawdopodobnie przypadek nie warty odnotowania, dla ciebie - powód do uśmiechu, porozumiewawcze mrugnięcie wszechświata.

{ Drobiazg. Wczorajsza błąkanina po mieście i świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy. }

dziesiąty sierpnia.

Komentuj (4)
Samotność jest jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkac zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.
Nawet gdybyś chciała dzisiaj nie ulegać melancholii to i tak poniosłabyś porażkę - wdychasz ją wraz z wilgotnym powietrzem, znajdujesz ją w szarych cieniach na podłodze i osiadłą na twojej skórze. Pozwalasz jej więc kierować twoją ręką, gdy włączasz muzykę i wybierasz sobie coś do czytania. I'm talking about blood, babe, it's in your veins, melodia zmywa deszcz z szyb, gdy dźwięk upadających kropli jest tym, co kołysze cię do snu i co z niego wybudza. Nie powinnaś igrać z tą melancholią - nie, kiedy na wyciągnięcie ręki masz coś znacznie ciemniejszego i cięższego i kiedy tak doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że słowa mogą być jak ciernie, rany i gnijące tkanki. W twoim domu (nie twoim?) nie kurz, a bolesne i niedające spać po nocach zdania czają się pod łóżkami i za regałami, a ty - niczym opiekunka niechcianych słów - przygarniasz każde z wyrażeń i obracasz je na języku wciąż i wciąż.

{ To, Nick Cave i deszcz. }

piętnasty sierpnia.

Komentuj (6)
Bądź tej nocy z twórczego nadmiaru
cudowną różdżką w twych zmysłów godzinie
Sensem w osobliwym ich spotkaniu.
Zastanawiasz się, czy to nie przeznaczenie, czy to nie delikatna nić łącząca cię z pewnymi stanami i rzeczami. Mogłabyś pewnie inaczej wyjaśnić fakt mówienia cudzymi zdaniami, znajdowania siebie w nie swoich echach, ale czy udałoby się w ten sam sposób objaśnić to dziwne uczucie wewnątrz ciebie? Coś niczym zawrót gorącej krwi w szczelnie zamkniętych żyłach? Istnienie myśli drążących korytarze pomiędzy twoimi upodobaniami czy przekonaniami? Być może. Ale wolisz wierzyć, że to świat do ciebie szepcze, że przede wszystkim odkryłaś miejsce dla siebie i tylko dla siebie. Że litery w twojej głowie, pod twoją skórą, wyryte na twoich kościach to nie kaprys, nie przemijające hobby, a jedyny sposób, by co dnia wprawiać krew w ruch. Chcesz wierzyć, że są w tobie słowa, że krążą w krwi, w tkankach, w myślach, pocie, ślinie, naskórku, kośćcu i nic nigdy ich stamtąd nie usunie.

{ Dla odmiany, Esben and The Witch. Serial Pułapki umysłu. I Rilke. I dalej nie ogarniam katolickich świąt. }

szesnasty sierpnia.

Komentuj (6)
This is a weeping song
A song in which to weep
While all the little children sleep.
I właściwie jest dobrze, i niby wszystko jest tak, jak powinno być, ale błąkasz się po domu, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Coś dławi cię w gardle, zaciska na krtani. Rozrasta się w klatce piersiowej, oplata mostek niczym dziwaczna winorośl i ciąży nieprzyjemnie. Napiera na ramiona, napina mięśnie karku, gdy w ponurym odruchu pochylasz głowę, rozchodzi się chłodem od kości. Coś, co wypełnia cię ochotą wtulenia się w kołdrę bez wyraźnej przyczyny, zamknięcia oczu i zapomnienia o wszystkim, coś. Czy niektóre stany przychodzą wraz z wiatrem, zmuszając do niespokojnego wyglądania za okno i zatrzaskiwania drzwi? Może rozrastają się w tobie - są jak drzewo czy krzew? W każdym razie, jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła, dziewczynko.

{ Nowy lakier do paznokci i cień do powiek. Nadmorski plener czytelniczy. Zielona herbata. }

siedemnasty sierpnia.

Komentuj (8)
... wymyślamy nasz pożar, płoniemy poczynając od środka, może to jest wyborem, może słowa otulają to niby serweta chleb, pozostawiając w środku zapach, rosnące ciasto, tak bez nie albo nie bez tak, dzień bez Manesa, bez Ormuzda lub Arymana, i raz na zawsze, i spokój, i dość.
Słuchasz melodii sączącej się z głośników, leniwej melancholii rozchodzącej się po pokoju niczym zapach skoszonej trawy przyniesiony z wiatrem. Przewracasz strony świadomej swego wieku i zużycia książki, starając się utrzymać w ryzach wypadające kartki. Patrzysz na kubek z herbatą i bez wyraźnej przyczyny myślisz, że parowanie to coś więcej niż zmiana stanu skupienia - bo są pojęcia, za którymi skrywają się nie setki, a miliony wzburzonych cząstek próbujących przemieszczać się coraz szybciej i szybciej w przestrzeni ograniczonej szklanymi ścianami, obijających się o siebie, podświadomie szukających ujścia dla dostarczanej im w formie ciepła energii i czy przypadkiem nie przypomina ci to masy ludzi napierających na ciebie na ulicy w samym środku lata? Ale czymże jest wspomnienie, jeśli nie językiem, słownikiem twarzy i dni, i zapachów... Co jakiś czas spoglądasz za okno i próbujesz w ciemności kreślić kontur świata. Wodząc palcem po szybie, wzbogacasz niemal jednolitą czerń. Umieszczasz w niej dachy domów, polną drogę, drzewa uginające się pod ciężarem owoców i las na horyzoncie. W tej chwili marzy ci się Gra w klasy - w twardej oprawie, pięknie wydana, przez nikogo jeszcze nie otwierana i bez wypadających kartek - którą mogłabyś po raz kolejny czytać powoli i nieśpiesznie, zaznaczając od nowa ukochane słowa i zapomniane frazy. Istnieją rzeki metafizyczne, ona pływa w nich niby jaskółka w powietrzu, wirując w zapamiętaniu i zatrzymuje się czas.

{ Zielona herbata. Długie rozmowy. Nadmorski Plener Czytelniczy doprowadzi mnie do bankructwa. }

dziewiętnasty sierpnia.

Komentuj (6)
Wtedy przeczuwam już burze rozbudzone
wśród mórz.
Rozkładam me ręce, zamykam się w sobie,
odrzucam sam siebie i pozostaję w słowie
sam pośród burz.
Świat czeka. Od rana nie ma wiatru, co zdarza się tu rzadko. Ptaki siedzą na liniach wysokiego napięcia, a szarawe chmury wiszą ciężko nad ich głowami. Nie słychać chrabąszczy i cykad, nieruchome liście nie szeleszczą. Ciężkie powietrze zdaje się gęstnieć. Trawy nie kołyszą się. Białe plamy motyli pozostają tak nieruchome, jak łąkowe kwiaty. Tylko meszki, czarne punkciki przelatujące w kilka centymetrów nad ziemią, całymi rojami niespokojnie szukają kryjówek - wyczuwają nierówny puls ziemi, gorączkowe oczekiwanie na deszcz przechodzące przez warstwy piachu i kurzu. Świat wyczekuje. Infrastruktura twoich nerwów to przeczulony instrument - pod stopami, w powietrzu i pod własną skórą czujesz wzbierającą energię. Świadoma spojrzeń mijających cię ludzi, powstrzymujesz dziecinny impuls wyciągnięcia w górę rąk, utkwienia wzroku w niebie i obracania się coraz szybciej i szybciej. Ale w głowie krąży ci ukochana piosenka, na języku obracasz jej słowa. Nie odróżniasz dudnienia bębnów w słuchawkach od dudnienia krwi w uszach. Nie umiesz opisać tego uczucia, antonimii ciężkiej przepaści tkwiącej za mostkiem - to, co odbiera ci dech, wymyka się słowom, metaforom. Pierwsze krople spadają na ziemię.

{ Przestrzeń drży, zmienia kształt. Bo ostatnio deszcz, Piotr Rogucki i Nick Cave. A szczególnie to. }

dwudziesty/dwudziesty pierwszy sierpnia.

Komentuj (8)
Była to ostatnia pozostałość z przeszłości, której wyniszczenie nie dobiegło końca, ponieważ wyniszczała się w nieskończoność, trawiona zniszczeniem wewnątrz siebie, kończąc się co chwila, ale nie mając się skończyć nigdy.
Może to deszcz nocami przeciska się przez szpary niedomkniętych okien, przemyka po domu i burząc spokój snu, odwzorowuje zachodzące chmurami, wieczorne niebo, pozostawia wrzosowo - granatowe odciski pod twoimi oczyma. Może to twoje własne palce o niebieskich paznokciach wcierają w skórę barwy, odbijają się i utrwalają ślady, gdy zdejmujesz okulary o ciężkich, czarnych oprawkach i przecierasz twarz (próbując zetrzeć ból pulsujący zza mięśni twarzy, zetrzeć zmęczenie, nagłe zniechęcenie i dziwaczne poczucie, że nic się nie zmienia i wszystko wciąż porusza się po tym samym, powyginanym i rdzewiejącym, kole przypominającym kołowrotki kupowane dla gryzoni czy powtarzalność pór roku). Może to odejdzie tak, jak nadeszło - po nocy skrytej w pościeli; bo jutro, bo życie i kino, plątanina autobusów i kolejek, trochę więcej energii, lepsza pogoda?, bo trzeba być idiotą, trzeba być poetą, trzeba nie mieć paru klepek i przecież trzeba każdy dzień budować od nowa.

{ Chciałabyś, żeby niebieskie paznokcie, zielona herbata pita w samotności z ładnej filiżanki i książka ciągnąca się bez końca wystarczałyby ci do szczęścia. Chciałabyś, skryta przed deszczem, w kawiarni sączyć i kawę, i rozmowę. I chciałabyś sama nie wiesz czego. }

dwudziesty trzeci sierpnia.

Komentuj (7)
... nalegałaś, by opisywać i jeszcze raz opisywać, jako że jest to jedyna kpina, która nam pozostaje: inwentarze, katalogi są ostateczną ironią, którą można odpowiedzieć na wszystkie zmarnotrawione historie, na wszystkie pokonane osoby, na wszystkie puste znaczenia.
Od paru dni, bez wyraźnej przyczyny, sypiasz niespokojnie i budzisz się w półmroku, z sercem tak ciężkim, jak wiszące na niebie grafitowe chmury. Jest szaro i ta szarość, wraz z chłodem przenika do kości, rozchodzi się po całym twoim ciele. A song in which to weep, while all the little children sleep. To są dni, w których nie powinno się zbyt długo wpatrywać w białe ściany z obawy, że w końcu odpowiedzą spojrzeniem i to nie są dni na samotne siedzenie w domu - ale nie poradzisz nic na to, że słychać tu tylko twój głos i twoje myśli. Nie chcesz zanurzać palców w kałużach ponurych myśli, które zdobią te najczęściej wydeptywane ścieżki skojarzeń, kiedy jesienna melancholia i hormony odsłaniają nadwrażliwe nerwy. This is a weeping song, but I won't be weeping long. Nie chcesz, więc stoisz pod prysznicem odrobinę za długo, obserwując stopniowe czerwienienie się skóry pod strumieniem gorącej wody. Więc malujesz paznokcie na dziwny, zielony kolor i zakładasz ulubiony sweter. Oglądasz filiżanki w internetowym sklepie, przed jedenastą pijesz kolejną już kawę. Starasz się w żadną rzecz nie wpatrywać zbyt długo.

{ Filiżanki, lakiery do paznokci i czytana książka. I może przedwczorajsze kino. I, mimo wszystkich nie odbytych spotkań, wczorajsza herbata u babci. }

dwudziesty czwarty sierpnia.

Komentuj (8)
Świadczyć, walczyć z otaczającą nas nicością. W ten sposób jeszcze pozostają w powietrzu duszy takie drobiazgi, jak wróbelek, który należał do Lesbii, jak dawne bluesy, które w pamięci zajmują maleńkie miejsca, zarezerwowane dla zapachów, rycin, bibelotów.
Słońce przechadza się po ścianach. Rozpada się na pryzmatach kolczyków, zegarków i błyszczących zielenią paznokciach. Scala na połaciach okien i kolorowych dywanach. Zatrzymuje się na powierzchni owocowej herbaty, podkreśla tytuły książek leżących na twoim biurku. Opływa arbuzową pomadkę do ust, kolorowe pisaki i błąkające się po okolicy ołówki. Zderza się w powietrzu z muzyką. Zmywa z kości chłód, rozpędza kurze niepokojów i przypomina o niezwykłej euforii, nerwach płonących od środka - o czymś, co może powrócić, jeśli słońce utrzyma się na horyzoncie, a ty odpoczniesz i odsuniesz od siebie myśl o ludziach zbyt zajętych, by się z tobą spotkać (a przynajmniej tak utrzymujących). Jakże zamordowanemu uda się przekonać mordercę, że nie będzie go straszyć? Ale i teraz nie jest źle. Ale w tej chwili przynajmniej jest choć trochę cieplej. Jaśniej za półprzymkniętymi powiekami. Wygodnie. Miękko. Dziwnie półsennie. I oddycha się odrobinę lżej.

{ Słońce. Zielone paznokcie, filiżanki i owocowa herbata. A ciebie coś podkusiło, by na LubimyCzytac.pl założyć sobie profil, którego szukać należy tu. }

dwudziesty szósty sierpnia.

Komentuj (6)
Kiedy raz zobaczyłeś topielca, tylko co dobytego z wody, jeszcze leżącego na szosie, niewiele masz do powiedzenia. Zwłaszcza jeśli zrozumiałeś, czemu niektórzy ludzie pewnego dnia się topią.
Powietrze w tych czterech ścianach jest tak ciężkie, że opada na ziemię i owija się wokół kostek, krępując ruchy. Ty brodzisz w nim, jak w topniejącym śniegu czy błotach brudzących buty gliną. The sun was rising from the field.. A przecież niebo jest tak cudownie niebieskie, ptaki zdają się kąpać w tym błękicie, słońce przyjemnie grzeje. Wychodzisz więc z domu i błąkasz się po okolicy - bez celu i bez telefonu, z muzyką jako jedynym twoim towarzystwem. Grzecznie witasz się z mijanymi sąsiadami, którzy obserwują cię zbyt uważnie. Stawiasz kolejne kroki na piaszczystej uliczce, marząc o drodze prowadzącej przez polanę czy łąkę, na której nie musiałabyś odzywać się do praktycznie obcych ludzi, a uśmiechem mogłabyś reagować tylko na własne myśli. Aw, but it gets you right down to your soul. Głos w słuchawkach zapewnia, że nie tylko w twoich żyłach kąpie się melancholia, a ty chwytasz drobne, ciepłe myśli jak motyle. Najpiękniejszy widok na morze. Buty na koturnie, nawet jeśli ich ubranie przypłacasz poocieranymi piętami. Szarlotka z bitą śmietaną. Zapach słonej wody. Ktoś, kto lubi twoje towarzystwo. You've got it. Co jeszcze?

{ Nie wiesz, co czytać. Bywa dobrze. I tylko zastanawiasz się: czy stwierdzenie, że "dasz jej czas - zadzwoni, jak będzie chciała się z tobą spotkać" to w tym wypadku oznaka dojrzałości, czy twoja dziecięca, urażona duma? }

dwudziesty szósty/dwudziesty siódmy sierpnia.

Komentuj (10)
Seems you've remembered
How to sleep, how to sleep
The house dogs are in your turnips
And your yard dogs are running all over the street
Do ciebie należą wieczory i noce, to w nich się odnajdujesz. Kontury rozmazują się w półmroku, kanty zaokrąglają, a z mięśni ramion spływa obecne od rana napięcie. Nie wiesz, czy słyszysz melodię sączącą się w półmroku, czy szum krwi opływającej ucho wewnętrzne, ale to właściwie nie ma znaczenia - dźwięk powstrzymuję pragnienie dziecka, by, stojąc w górze schodów, nasłuchiwać podniesionych głosów. Unosimy się z promieniami słońca i opadamy nocą. Otulasz się przyjemną sennością jak ciepłym kocem i balansujesz na nitce oddzielającą jawę od snu. I nie ma znaczenia nadmiar kofeiny w żyłach. I tęsknota za porywającym, koncertowym tłumem jest bardziej słodkawą nostalgią ożywających wspomnień. Trzecie piętro, świt, całą noc pisałem listy. I w tej jednej sekundzie jest dobrze - w tej chwili jesteś, tylko o niej myślisz.

{ Piosenka. Ginsberg i Vonnegut. A że lubisz przyglądać się zakupom innych ludzi, musisz zastanowić się, o czym świadczy twoja siatka z napojem energetycznym, sałatą i paczką spinaczy? }

dwudziesty siódmy/dwudziesty ósmy sierpnia.

Komentuj (8)
Holy the sea holy the desert holy the railroad holy the locomotive holy the visions holy the hallucinations holy the miracles holy the eyeball holy the abyss!
zapisujesz kolejne stronice drobnym, rozchwianym pismem emocji, w skrytości ducha marząc o tym, by kiedyś udało ci się pochwycić, zawrzeć w słowach ten płomień rozpalający cię od środka, wrzącą magmę żył, tak potężną, że zdającą się spalać wszystko na swej drodze (burza, grzmot, tajfun, eksplozja tak pięknie oślepiająca, że miast języka pozostaje kupka popiołu, słowa się wymykają i jebał nas pies); coś, co przychodzi znienacka, czasem, być może, przywołane piosenką czy frazą, ale częściej zjawiające się znikąd i tam też przemijające; ostatnie sekundy przed atakiem infekcji, gdy gorączka pali opuszki palców od środka, skóra jest niewiarygodnie wrażliwa, a horyzont nie nadąża za twoim spojrzeniem; rzeczywistość istnieje niemal za bardzo, kolor zawiera i słowo, i przedmiot, znaczenie barwę światło porę roku i nikt już teraz nic nie rozumie - ty bardziej niż zwykle j e s t e ś przede wszystkim twoje ręce włosy pot skóra ślina ziemia w rękach puls za szybki oddech myśl przeskakująca samą siebie nie można inaczej nie chce się inaczej

{ Pożar w twojej głowie. Pożar, którego nie gasi herbata, muzyka i książka. I czegokolwiek złego byś nie powiedziała o Sądzie rodzinnym jako programie telewizyjnym (a mogłabyś dużo, naprawdę) - gdzie indziej słyszałaś ostatnio zdanie ze słowem "onegdaj"? }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.