hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

trzydziesty czerwca/pierwszy lipca.

Komentuj (3)
...throw roses into the abyss and say: here is my thanks to the monster who didn't succeed in swallowing me alive.
Raczej nie nazwałabym tego lenistwem, mówisz. To znaczy, owszem, ja generalnie, życiowo jestem leniwa, poczucie obowiązku stale walczące z lenistwem to u mnie norma, ale to nie o to chodzi. Póki coś robię, póki się zajmuję jakimiś rzeczami, póty jest nieźle, znośnie. Ale jest taki moment, kiedy siedzę na krześle i mam świadomość, że trzeba tyle rzeczy zrobić, tyle jest rzeczy, którymi miałam się zająć i one przecież nie znikną same z siebie, gdy zajmuję się czymś tak głupim i mało fascynującym jak to średnio wygodne krzesło. Powinnam wstać. Z tym, że myśl, że trzeba się podnieść to maksimum tego, co robię. Z tym, że jakakolwiek motywacja wydaje się być oddalona o kilometry, lata świetlne, galaktyki nawet. Próbujesz tłumaczyć, ale ona wzrusza ramionami i masz łzy w oczach, i znowu brakuje odpowiednich słów. Jest napięcie mięśni, zmęczenie, szara masa, w której pływają myśli, stale wydłużające się listy rzeczy do zrobienia. Są przedłużające się chwile, gdy wpatruję się w telefon z myślą, że miałam do niej zadzwonić i nie umiem wytłumaczyć, czemu tego nie robię, bo to ktoś znajomy, nie obcy, nie wrogi i znacie się od tylu lat, i w sumie chcę się z nią spotkać, ale nie sięgam po telefon. Nie umiem wytłumaczyć, czemu reaguję złością na drobiazgi, które nie powinny mnie złościć i czemu płaczę, i czemu otwieram rano oczy i godzinę przekonuję się do zdjęcia nóg z łóżka. Ale tego już nie mówisz. Jestem tak strasznie zmęczona.

{ Kolorowanki. Seriale. Koncerty? }

piąty lipca.

Komentuj (5)
Mamy wokół siebie coraz piękniejsze rzeczy, sami piękniejemy, pięknieje nam krajobraz wokół. Ale samym ze sobą jest nam niewygodnie. Żyjemy w pomieszaniu - wszystko nam mówi: zrobisz, co tylko chcesz, a to przecież oczywista nieprawda. To się po prostu nie zdarza. Frustrujemy się więc, mamy wątpliwości, czujemy się słabi, nie umiemy się dogadać z drugim człowiekiem.
Dziwne są te dni, myślisz, dziwne. Zdecydowałaś się sama na uciekanie od wszystkiego w ten dziwny światek muzyki, słońca, ludzi pachnących piwem i wakacjami. Sama nie wiesz, chyba liczyłaś na cud, na to, że obudzisz się wyspana, podekscytowana tymi dniami, lekka. I to głupie, wiesz, bo nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę, cztery dni z rzędu budzisz się niechętnie i wstajesz, marząc o tym, by schować się pod łóżkiem i nigdy, przenigdy nie wychodzić. Wszystko leci ci z rąk, na niczym nie możesz się skupić, niszczysz telefon, gubisz ulubione okulary, znajdujesz rzeczy w miejscach, w których – jak ci się wydawało – na pewno ich nie zostawiłaś. Strasznie bolą cię mięśnie i wiesz, że powinnaś zacząć ćwiczyć zanim kręgosłup zacznie się na tobie mścić, matka przygląda ci się uważnie i pyta, kiedy zaczniesz się odchudzać, a tobie chce się śmiać, bo nie masz siły nawet na podlanie kwiatów i odkurzenie. Nie jesteśmy samoistni, jesteśmy tylko funkcją innych ludzi, musimy być takimi, jakimi nas widzą. Dziwne są te dni, myślisz, dziwne. Spotykasz cienie, o których nie myślałaś od wieków. Cienie zdają się zbliżać coraz bardziej, im bardziej masz ochotę uciec od wszystkich znanych ci ludzi – tych o barwach stale obecnych oraz tych, którzy w twojej głowie blakną i tracą kontury. Ich obecność wykrzywia czas, wykrzywia jego dotychczas liniową formę, układa go w okrąg, spiralę, dziwaczny wielokąt. Zawsze byłaś najbystrzejsza z nas wszystkich, słyszysz i nie wiesz, czy kiedykolwiek byłaś tak zagubiona. Zawsze i jesteś zanurzona po szyję w mieszance wspomnień mniej lub bardziej odległych. Bez zaskoczenia przyjmujesz myśl, że nie odnajdujesz się w żadnym z czasów przeszłych, bo to nie ważne, tak naprawdę nie odnajdujesz się w żadnym ze znanych ci czasów.

{ Open'er, Alt-J i Hozier. Kawa. Sen. }

czternasty lipca.

Komentuj (1)
I know it seems like forever
I know it seems like an age
But one day this will be over
I swear it's not so far away
Odkładasz tę myśl na jutro, na za tydzień. Przekonujesz samą siebie, że jesteś zmęczona, że warto odłożyć ją w czasie. Przekonujesz, że z czymś takim można, trzeba poczekać, bo sesja, festiwal, okres, przeziębienie, bo może jutro obudzisz się w dobrym nastroju i wszystko będzie dobrze. And I don't know how I don't just stand outside and scream. Grupę ludzi, których chcesz widzieć już chyba na stałe ograniczasz do Natalii i psa, a wiadomość od reszty niespokrewnionych z tobą ludzi to powoli wspinająca się po skórze panika, której nie umiesz wytłumaczyć. Budząc się, czujesz się o stulecia, tysiąclecia starsza. Szykując się do pracy, marzysz o tym, by schować się pod łóżkiem i nie musieć nic robić. Wasze spotkania i kolejne odcinki serialu to twoje dwie ulubione ucieczki. Wydajesz za dużo pieniędzy, wydajesz na sajgonki czy gorące czekolady, które czynią świat nieco mniej ponurym i starasz się nie wsłuchiwać w ponury głos własnych kości i krwi. Co my robimy ze swoim życiem?, pytacie się wzajemnie i te roześmiane pytania mają w sobie chyba więcej desperacji niż parę miesięcy temu. Co my robimy?

{ Kolorowanki, pisaki, czekolada z bitą śmietaną. Wasze rozmowy, muzyka, seriale. }

dziewiętnasty lipca.

Komentuj (2)
Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze.
W sztuce tracenia nie jest trudno
dojść do wprawy.
Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz
- wejdzie ci w nawyk
utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd
chciałeś uciec lub chociażby się wybrać.
Nie czujesz się sobą i to jest strasznie dziwne uczucie. Nie rozglądasz się wprawdzie za właścicielem obcej twarzy znajdowanej w lustrze - te same oczy, te same cienie, ten sam owal twarzy i blizna nad okiem - ale czujesz się, jakbyś nakładała co rano tą samą skórę na obce zakończenia nerwowe i obce myśli błądzące w krwiobiegu. Hell is built piece by piece, brick by brick around you. Chodzi o drobiazgi: balsam do ciała i szkła kontaktowe, eyeliner i wiecznie tkwiące w uszach kolczyki - okruchy codziennej rutyny, bez których ciężko było się obejść i których nie dotykasz tygodniami bez wyraźnego powodu, paznokcie niemal zawsze pomalowane zamieniasz na rząd kurzących się, nieotwieranych buteleczek z lakierami, nie możesz się zabrać za wytarcie kurzy, perfumy znikają z biurka, bo rzadko kiedy je używasz - na biurku zostają kubki po kawie, którą pijesz, a która ci nie smakuje, puste talerze po posiłkach, które jesz, a na które nie masz ochoty, kredki i książki, które chciałaś przeczytać, a których teraz nie dotykasz. It's gradual, not a rapid process. We build our own inferno. Chodzi też chyba o większe rzeczy: o wciąż wydłużającą się listę tych drobiazgów, ludzi, z którymi byłaś w ciągłym kontakcie, a którzy zdają się być odlegli o setki, tysiące kilometrów - nie ma w tobie nic, co by się tym przejmowało, jakkolwiek niepokojąco to brzmi, wciąż powiększające się sterty rzeczy, które powinnaś zrobić, a których nie robisz - przypominają o sobie tym lękiem zadomawiającym się pod mostkiem, o to, że radzisz sobie z wykonywaniem poleceń, z pójściem do pracy i powrotem, ale całą resztę przykrywa mgła, a ty jesteś tak strasznie, strasznie zmęczona, nawet nie smutna, ale zmęczona i chciałabyś, żeby ktoś ci powiedział, co masz z tym zrobić albo zrobił to za ciebie, bo ciężko się wstaje, ciężko podlewa się kwiaty, ciężko się myśli i putting your shoes in the morning, hell.

{ Deszcz, kawa. Pisaki, kartki, deszcz. }

dwudziesty pierwszy lipca.

Komentuj (6)
A ja nic
tylko uciekam,
od stu,
trzystu lat.
I to jest dziwne, dziwne, dziwne, ale gdzieś po drodze zdajesz sobie sprawę, że czujesz się żywa. Właśnie tak, po prostu, po raz pierwszy od miesiąca - stulecia, tysiąclecia - czujesz się, jakby ta skóra i te zakończenia nerwowe faktycznie należały do ciebie. Nie umiesz tego wytłumaczyć, nie umiesz wyjaśnić, jak dziwne jest to uczucie, bo od jakiegoś czasu wszystko wydaje się odległe, nieobecne, wyblakłe i to dziwne tak nagle zdać sobie sprawę z tego, że powietrze klei się do skóry, że włosy wchodzą do oczu, a pod palcami faktycznie znajduje się chropowata powierzchnia kierownicy. Nawołują mnie odległe galaktyki. To skład mojej krwi, moja trajektoria. Bo nie pamiętasz, kiedy ostatnio rozmawiałaś z kimś tak i, boże, może po prostu potrzeba wam takiej dwuosobowej grupy wsparcia, bo świat bywa wstrętny i zły, a kiedy mówisz nie mogę sobie wyobrazić siebie jako przystosowanej jednostki społecznej to nie możesz powstrzymać się od śmiechu, mimo że to wcale nie jest śmieszne i przez chwilę nie boisz się niczego, i przez chwilę te słowa nie są wielkie i straszne. I przez parę chwil oddycha się lżej.

{ Kawa, lody, tajskie jedzenie. Półtorej godziny przesiedziane w aucie. Nektarynki. }


2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.