hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy lipca.

Komentuj (18)
If I threw my body out the window,
brains all splattered,
guts all steaming in the snow.
I wouldn't have to finish shooting films
that no one wants to show.
Czasami powietrze sprawia, że myśli gęstnieją. Zwijają się i plączą, a mnie coraz trudniej jest pośród nich manewrować. Lepkie jak melasa, rozciągnięte i nieskoordynowane są te masy. Trudno jest wyswobodzić z nich myśl, skojarzenie czy chociażby cytat. Precious little meltdown... Czasem między myśli wnika coś - muzyka rezonująca gdzieś głębiej czy mniej lub bardziej przypadkowy splot dźwięków - co jak powiew wiatru w upalny dzień, ożywczo chłodna woda unosi się na powierzchni moich własnych myśli, myśli lepkich i ciężkich.

{ From here on in, I shot without a script. Ożywczo nowa muzyka. Słońce. Herbata. }

ósmy lipca.

Komentuj (9)
But I'm a creep, I'm a weirdo
What the hell am I doing here?
I don't belong here
She's running out the door
She runs, runs, runs, runs
Runs
Czasem myślę, że może tak trudno jest wyrazić, uchwycić pewne rzeczy nie dlatego, że dłonie są zbyt niesprawne, ucho niewyuczone rozróżniania dźwięków, a słowa koślawe i niestałe, ale dlatego, że nie da się wybrać jednego środka przekazu. Dla niektórych jeden ze zmysłów jest jak bardziej rozwinięty mięsień, niektórzy widzą czy słyszą więcej i jeśli mają wystarczająco dużo szczęścia, potrafią to w jakiś sposób wyrazić. Co jeśli nie ma szczególnego sposobu dostrzegania, jeśli nie ma rozróżnień głosów i nut? Bóg dał mu duszę artysty, ale zapomniał o talencie... Pozostają słowa, które potykają się i gubią niezdolne wpleść między litery czy głoski tego, co wibruje w głośnikach, kreśli posmak na języku, podmuchem rozchodzi się między włosami, odbija w czarnych plamach druku, pulsuje w esencji zielonych liści.

{ Wiatr. Środki nocy w nierzeczywistych półsnach. Muzyka. }

dziewiętnasty lipca.

Komentuj (7)
But I can't help the feeling
I could blow through the ceiling
If I just turn and run.
And it wears me out, it wears me out.
It wears me out, it wears me out.
Czasami myślę, że być może deszczowo szare, chłodne dni wsiąkają w kości, otulając sennością i przygnębieniem, a niskie ciśnienie wsącza się pod skórę, czyniąc z myśli ciężką, bezkształtną masę. Ale może po prostu takie dni zdarzają się, bo muszą, a deszcz stukający w szyby czy szarość rzucająca się w zmęczone oczy to oczekiwany zbieg okoliczności... It wears me out, it wears me out. W każdym razie powolne łyki kawy robią, co mogą by rozprowadzić kofeinę po krwiobiegu, by unieść ciężkie myśli z dna czaszki nawet jeśli nie ma to nic wspólnego z uczynieniem ich bardziej przejrzystymi, bardziej klarownymi. Błotnista plątanina słów dalej przelewa się po czaszce, deszcz przybiera na sile, dopiero co przeczytana książka pozostawia uczucie pustki, głos odtwarzacza mówi mi o fake plastic trees, a ja staram się nie myśleć o niczym i niczego nie czuć, przez chwilę być samym tylko istnieniem.

{ Muzyka. Festiwale. Chęci, plany, drobne pragnienia, by zrobić coś, cokolwiek - delikatnie tlący się płomyk, którego nieobecność przez chwilę wpędzała mnie w panikę. }

dwudziesty piąty/dwudziesty szósty lipca.

Komentuj (11)
Jeśli to co było nie znane jest już nazwane,
To nie mogę tu dłużej być, nie mogę tu dłużej być.
Do przodu, tylko do przodu,
Nie ważne co za mną jest.
Palce wędrują po szybie. Czy czujesz zimne szkło pod palcami? Czy chcesz czasem sięgnąć po młotek rodem z wyobrażeń o wyjściach ewakuacyjnych i ucieczkach, rozbić szkło na okruchy tak drobne, że nie będą ranić twoich stóp i biec po nich, biec, biec, biec? Rysujesz w głowie najkrótsze drogi, wybierasz krzesła, z których możesz obserwować wyjście, śnisz o ucieczkach z własnej rzeczywistości? Kuszą cię światy, których nie ma, chcesz stwarzać coś nowego? A może wolisz czasem marzyć o rzuceniu się do ucieczki, o pędzie wybijającym z głowy jakiekolwiek pragnienie umieszczenia siebie samej w czasoprzestrzeni? Czy budziłaś się kiedyś ze ściśniętym sercem i obrazem czegoś co jest bardziej wariacją na temat nieprzyjemnego wspomnienia niż snem wyrytym na wewnętrznej stronie powiek, czy kiedyś nazwał cię pustą, pozbawioną emocji i ambicji skorupą? Spójrz w gwiazdy, a to, co zobaczysz nie istnieje, to, co zobaczysz, miało miejsce ponad sześćdziesiąt milionów lat temu...

{ Bo są wieczory, które najlepiej zakończyć zanim popadnie się w melancholijnie depresyjny nastrój i zacznie rozważać pewne aspekty rzeczywistości. Bo może sen tym razem będzie spokojniejszy. Bo na jutro mam plany i ładną sukienkę. }

dwudziesty dziewiąty lipca.

Komentuj (3)
Niezliczona ilość najjaśniejszych barw
Ogromna siła i wszechświat gówno wart
Zapraszamy na chaos twoich spraw
Czasami mam wrażenie, że powinnam śnić o rebeliach. Zamykam oczy i niemal widzę tłum, tłok, drgającą na czubkach palców obecność, zbitek materiałów i form. Świat dąży do termodynamicznego chaosu, energia wyraża się na wszelkie możliwe sposoby i wraca do ludzi. For someone who longs for a community of his own, who's with his camera, alone? Może z resztą kreujące się pod moimi powiekami powstania mają coś z koncertowych przeżyć, których nie umiem zapomnieć? Może wszystko to przez to, że śnią mi się nie festiwale czy koncerty, ale mieszanki rzeczywistości i fikcji, które rankiem pozostawiają mnie z napięciem mięśni i zmęczonymi oczami, a ja nie do końca umiem zebrać myśli?

{ W drodze. Herbata. Ludzie. }

trzydziesty lipca.

Komentuj (6)
My friends have flown or are dropping like flies,
and if that's not enough I'm in love with a lezbo!
My rent is due, my family's nuts.
I haven't had sex in a millennium.
I'm stuck with you, I hate your guts!
And it's only ten am!
Moja własna bańka mydlana zdaje się być czasem nie lekkim, tęczowym pryzmatem, ale ciężką, oporną barierą między rzeczami tak blisko ze sobą związanymi. I tak zdarza mi się błąkać między myślą i słowem. Być gdzieś, gdzie idea - myśl, umysł, wszechświat - wykracza poza swoje własne ramy, nie mieści się w nich już, bo jest wyrazem - słowem, opowieścią, historią - tak bardzo, że czuję posmak liter na języku, a jednak żaden ton nie wymyka się spomiędzy warg. Tak trudno jest czasem pojąć ten dziwaczny przymus, który wspina się po skórze, tę palącą potrzebę napisania (tworzenia, kreacji czy innych onieśmielających słów) czegoś, co nie chce się ułożyć, co sprawia, że palce plączą się po klawiaturze, a świat nie potrafi pomieścić najpotrzebniejszych słów. Chciałabym móc powiedzieć, że nie można nocy napisać, nawet najzwięźlej: brakłoby papieru, ale chorobliwie białe kartki zdają się drwić z zaciskających się wokół mnie ścian mojej własnej, nieco psychodelicznej bańki mydlanej.

{ Dziwaczne melodie. Obecnie czytana książka. Krzyżówki. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.