hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

szósty czerwca.

Komentuj (11)
"Ten stan wciąż każe czekać i czekać na znak
I nie narzekać, że ta planeta nie fajny ma kształt
I tak jak teraz nie ma to znaczenia, że
Zasypiamy byle gdzie,
Oddychamy tym, co jest na pe
I od niechcenia mamy te marzenia, gdzie
Trochę jaśniej robi się i trochę cieplej też" Muchy
Dziwnie, dziwnie jest. Wieczór to fioletowo szare chmury na brązie i błękicie. Krople wody uderzają o szyby nieprzekonująco i niemrawo. Stosunkowo późna godzina nie przyniosła orzeźwienia. Powietrze jest gęste i nieruchome. Każdy ruch to idiotycznie niepotrzebne brnięcie przez nieruchomą, klejącą się do skóry wilgoć. Sny są jedynie na wpół nierealne (realne), co wywołuje pytanie, czy nie jest to odprysk rzeczywistości, efekt nadmiernego bujania w obłokach. Kubek herbaty wywołuje nagłą chęć napicia się kawy. A dobre chwile ulegają mutarotacji, płynnie przechodząc w godziny, w których trzeba (powinno) sprężyć się, podjąć wysiłek, którego tak strasznie chciałoby się uniknąć. Planów na wakacje, jak nie było, tak nie ma, a ja nie jestem pewna, jak w związku z tym się czuję. Kolejny niezbyt fascynujący kryminał został przeczytany. I co teraz?

{ Ja nie narzekam i nie uciekam
I biorę bez pytania to, co mam do zabrania

On siedzi mi w głowie bardziej niż zwykle. W głośnikach Muchy, fragmenty piosenek przypominają się w najdziwniejszych momentach. Idea zakupów majacząca w oddali. }

ósmy czerwca.

Komentuj (14)
... czy nie zdarzyło ci się coś, co zaczyna się we śnie i wraca w wielu snach, ale nie jest tym, nie jest tylko snem? Coś, co jest tu, ale gdzie, jak? Coś, co się zdarza we śnie, tak, najpierw to jest tylko sen, ale potem i tu, inne, bo miękkie i jakby dziurawe (...), i już zmniejszające się, ale jeszcze uczepione piżamy, gdzieś na języku, kiedy ty podgrzewasz kawę, tu, ale gdzie, jak, przylepione do ranka, z jego ciszą, w którą już włączają się hałasy dnia, wiadomości z radia nastawionego, bo już nie śpimy, bo już wstaliśmy i świat idzie naprzód.
- Julio Cortázar
Noce to naderwany film sklejany ręką szalonego impresjonisty - zlepek snów i niesnów, niespania, pobudek w okolicach czwartej nad ranem, która z wyglądu podejrzanie przypomina południe. Kawa rano (bo właściwie dlaczego nie?) i mnóstwo, mnóstwo herbaty pozwala przetrwać do następnej możliwości przejścia na drugą stronę stłuczonego lustra. Gęsta lepkość powietrza, które można już kroić nożem, sprawia, że zasypiam szybko, by przez kilka godzin wynurzać się i tonąć w niejawie. A potem właśnie budzik dzwoni, zdając się być nieco skonsternowany moim chaotycznym wstawaniem, zlepkiem snów i słów próbujących układać się w plany.
Śpię w autobusach, zazwyczaj tych powrotnych. Stan ten nie jest do końca uświadomiony, niestrudzony umysł we śnie odhacza kolejne punkty z list rzeczy do zrobienia, niepomny nierzeczywistości. Nie wiem, czy to sny - świat staje się wtedy niemalże tak niemożliwy, jak zazwyczaj. Nie wiem, czy można spiąć klamrą nomenklatury to wszystko, co mi się "śni" - bo On, bo wspomnienia, bo czytanie końcówki artykułu, który dopiero, co zaczęłam, bo książka, bo nieprzeprowadzone i przeprowadzone rozmowy, bo oceny, bo On, bo wszystko inne zepchnięte w kąt. A wszystko przez to, że dni są ciepłe i roztapiające się, drogowe prace rozciągane na inne wymiary, klimatyzacja to takie obce słowo, a koła autobusu leniwie obracają się w rytm pracującego silnika.

{ Wyglądasz tak nierozsądnie, to nieistotne...
Deszcz wreszcie pada, powietrze jest chłodne i świeże. Coś czai się za rogiem, zmusza do oczekiwania - coś, co nas określa. A wyciągnięta dłoń zatrzymuje się zawsze w połowie gestu, słowa wypowiedziane są jedynie w myśli. Ale to nic, świat pozostawia z nieco mieszanymi uczuciami. }

dziewiętnasty czerwca.

Komentuj (5)
... mogła być równoczesna z pierwszym zdaniem przemówienia pisanego szybko, aż do momentu, gdy nagle przerwało się, zmiecione przez rodzaj wiatru, odbierającego mu nagle wszelki sens. Reszta była długim milczeniem, ale chyba już kiedy schodził na dół, wszystko było jasne, jasne, acz nie sformułowane, ciążące niby ból głowy albo początek grypy. Nieuchwytne, w nieokreślonym momencie, jakiś dziwny ciężar, czarny wicher...
- Julio Cortázar
Nie umiem uciec do własnej rzeczywistości. Nie, kiedy ból gardła trzyma mnie przy ziemi za włosy, za ręce, za nogi i nie pozwala zapomnieć o rytmie każdego oddechu czy kaszlnięcia. Nawet pomimo palącego lęku (o ile to w ogóle jest lęk) na wysokości serca i przemożnej ochoty, by zwinąć się w kłębek pod kocem i nigdy, przenigdy nie wychodzić.
Krople deszczu w ciągu kilku minut znikły z szyb, przestały rzucać cętkowane cienie na ściany. Chmury są szare i samym swym wyglądem przywodzące na myśl uczucie zimna, a słońce wychyla się zza nich jedynie na krótkie chwile, by zadrwić z nadziei na ładną pogodę - utwierdzić w poczuciu zawieszenia, w półśrodkach i półcieniach. Niezbyt mam siłę kaszleć czy mówić, gardło buntuje się tak, jak zapewne buntowałoby się przed ideą połykania papieru ściernego. Naprzemienność odczuć zimna i gorąca trzyma mnie w ciągłej gotowości, gdzieś pomiędzy koszulką z krótkim rękawkiem a dwoma swetrami. Ręką zawisa w pół gestu sięgania po termometr - nie ma to z resztą chyba większego sensu, kiedy nie jestem do końca pewna, co by mi to dało i co ja bym z tym fantem zrobiła. W powietrzu stoi coś odpowiadającego za niezbyt radosny nastrój w domu, za zawieszenie w którym wydeptuje się ścieżki wokół bezruchu - ani nie mogąc usiedzieć w miejscu, ani powziąć jakiegokolwiek działania. To coś pozostawia mięśnie napięte, a decyzje (nawet te najbłahsze) zawieszone na skraju wypowiedzenia. Nie pozwala skupić myśli, choć po części zamknąć się we własnej głowie czy śnić.

{ Ten stan wciąż każe czekać i czekać na znak, i nie narzekać, że ta planeta niefajny ma kształt - Zapach pizzy roznoszący się po domu. 'Tęsknota atomów'. Muzyka. }

dwudziesty trzeci czerwca.

Komentuj (15)
A te dni ciszy, które, które dzielą nas
Podpowiadają mi złe obrazy
Muszę to przespać, przeczekać
Przeczekać trzeba mi
A jutro znowu pójdziemy nad rzekę
- Hey
Przeziębienie uniemożliwia mi myślenie. Myślenie, pisanie, skupienie się na czymś na wystarczająco długi okres czasu, by choć odrobinę odsunąć się od rzeczywistości. Siedzenie w domu przytłacza stertą chusteczek, obowiązkami i przyziemnością spraw przygniatających do ziemi tak, że niemożliwym staje się zapomnienie o rzeczywistości - o pulsującym bólu zatok, łzawiących oczach, zatkanym nosie i bólu mięśni. Marzy mi się wyjście z domu i gdyby nie to, że jest Boże Ciało, już by mnie tu nie było. Bo marzy mi się podróż autobusem (a autobusy to alternatywny świat słuchawek w uszach, muzyki i przesuwającego się ze zmienną szybkością krajobrazu), centrum, gdzie jest dużo, dużo sklepów, księgarnia i sklep z artykułami kuchennymi. Miejsce, po którym mogę chodzić - niezauważalnie anonimowa - i z którego w każdej chwili mogę wyjść. Marzy mi się też siedzenie w kinie z kimś i oglądanie filmów, na których obejrzenie miałam ochotę już od jakiegoś czasu.
Może jutro się uda? A nawet jeśli, gdzie pomieści się to całe dzisiaj?

{ A niebo znów na głowę spada mi... - Trochę pieniędzy, książki i plany, plany, plany. Buty, herbata, sen. Muzyka. Wszystko, co odciąga od teraz i bólu, niewygody, zatkanego nosa. }

2018
styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.