hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

piętnasty maja.

Komentuj (1)
pan się tak bląka
od sklepu do kina
i od kina do sklepu
od niedoszłej narzeczonej do byłego szefa
Oglądasz wciąż te same filmy, bo brakuje ci cierpliwości do wyszukiwania nowości. Z resztą, jak zawsze masz problem z planowaniem, więc ciężko ci znaleźć czas, kiedy mogłabyś któryś film obejrzeć bez drażniącego poczucia, że powinnaś zajmować się czymś bardziej przydatnym. Może i lepiej, że nie masz stosu płyt DVD na biurku czy notatnika z niekończącą się listą tytułów? Dzięki temu bardziej słuchasz niż oglądasz któryś z doskonale znanych filmów, bez przekonania i jakiejkolwiek motywacji przygotowując prezentację na seminaria. I co chwilę zerkasz na grafitowe chmury przesuwające się za oknem. Może jeszcze tylko sny są nasze? Łatwo przyzwyczajasz się do widoku chmur - w tym mieście pochmurność jest niemal na stałe wpisana w krajobraz. Przyzwyczajasz się więc i zapominasz o tym, że obłoki to nie maźnięcia bieli czy szarości na płaskiej płachcie w kolorze błękitu. Przypominają ci o tym dopiero dni burzliwe czy wietrzne. Przypominają o tym, że patrzysz na dziesiątki, setki kilometrów przestrzeni, miliardy kropli wody układające się w te wszystkie kształty. I dopiero ta myśl wyrywa cię z marazmu, wyrywa spomiędzy książek o chemii organicznej i kalendarzy.

{ Wiersze o moim psychiatrze Kotańskiego. Juwenalia. Kiepskie, rozcieńczone piwo. }

dwudziesty pierwszy maja.

Komentuj (3)
Obezwładniająca siła dnia,
Siła, z jaką w miastach odradza się maj.
Chciałoby się zacząć jeszcze raz,
Chciałoby odnaleźć zmarnowany czas,
Utracony blask.
Co roku zaskakuje cię szybkość, z jaką drzewa są w stanie pokryć się zielenią. Mogę przyglądać się roślinom, codziennie obserwować każdy nowy listek, ale tak naprawdę pojedyncze drzewo w ogrodzie nie jest w stanie dorównać lasom i łąkom. Siła, z jaką w miastach odradza się maj. Przejeżdżasz przez lasy i w drodze na zajęcia, i jadąc do pracy. Widujesz codziennie długie palce gałęzi poruszające się z wiatrem w rytm sobie tylko znanej melodii lub ponuro nieruchome, białe od śniegu, błyszcząco wilgotne po deszczu. Drzewa stoją tak, jakby miały pozostać tu na zawsze, pozornie wieczne i niezmienne, niewzruszone faktem, że grudzień zastępuje październik, a potem ustępuje miejsca lutemu. A potem nadchodzi maj, dzień lub dwa ulewnych deszczy, grafitowe niebo, kaczki kąpiące się w kałużach - nic niezwykłego. I las wybucha zielenią, las płonie zielonym płomieniem. Wszystko jest żywe, jasne, głośne. Rośliny pachną, ptasia wrzawa wymazuje z głowy wspomnienie ciszy, nie możesz nacieszyć oczu zielenią. Obezwładniająca siła dnia...

{ Lasy. Kwiaty. Lakiery do paznokci. Książka. }

dwudziesty szósty maja.

Komentuj (2)
Czemu to piszę? Nie myslę jasno, niemalże w ogóle nie myślę. Strzępy, zrywy, fragmenty, wszystko to szuka nowej formy, wtedy w grę wchodzi rytm i zaczynam pisać w rytmie, pisac dla niego, to on mnie popycha, a nie to, co nazywamy myślą...
Dawno nie czułaś tego rozpalonego, rozpaczliwego wręcz zachwytu krążącego po twoich żyłach. Trudno to wytłumaczyć, opisać to uczucie, naprawdę trudno. Zwłaszcza, że słowa prześcigają się, gonią, wybuchają w głowie jak fajerwerki i rozpływają w mroku, zanim zdążysz je naprawdę zarejestrować. Nie bierna obserwacja, spokojna, pozbawiona większych emocji myśl podoba mi się to, a czysty, krystaliczny zachwyt, który nie pozwala ci usiedzieć w miejscu. Po krwiobiegu płynie benzyna, roznosi cię od środka, nikt nas nie uleczy z tego głuchego ognia, który pracowicie spala synapsy i zakończenia nerwowe. Nie umiesz skupić myśli na jednym punkcie, bo wszystko jest głośnie i jasne, i zachwyt, i nic innego nie ma znaczenia. Powiedzieć zachwyt i wszystko powinno być jasne, a nie jest, bo w gruncie rzeczy nie wiesz nawet, czy tylko ty, tylko tak - komu jeszcze zdarza się czuć tę słodycz, która powoli będzie spalała nas aż do obrócenia w popiół? Nie alkohol, nie narkotyki, wygrana w totka czy czuła obojętność wszechświata, bardziej coś na kształt przypływu, reakcji łańcuchowej, którą wywołuje jakiś drobiazg, coś małego i pozornie nieznaczącego. Zapałka w hurtowni fajerwerków. Niewiarygodne, nieopisywalne, wszechogarniające poczucie, że płonie wszystko, czego dotknę.

{ Bardzo, bardzo to. Książka. Muzyka. }

2018
styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.