hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy maja.

Komentuj (3)
Przy nadpalonych mostach
Gdzieś pomiędzy wierszami
Na skrzyżowaniu słów - niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Dzisiaj bardziej niż zwykle chciałabyś móc spojrzeć na siebie z boku i ocenić, jak bardzo zmieniłaś się od skończenia liceum, naprawdę. Stojąc gdzieś między kolejnym stosem książek, a płynem do soczewek i karmelową świeczką, dochodzisz do wniosku, że sporej części otaczających cię rzeczy zwyczajnie nie potrzebujesz. Masz wciąż w szafie ubrania, których nie nosiłaś od wieków, morza książek, które utraciły nawet wartość sentymentalną. Przez moment masz wrażenie, że toniesz pośród rzeczy, które kiedyś były dla ciebie bardzo ważne i to strasznie dziwne uczucie. Masz jeszcze jakąś rozpacz do opowiedzenia? I wprawdzie przeglądasz własne zapiski sprzed paru lat, nie odnajdując się w nich zbytnio, ale po prawdzie, w lustrzanym odbiciu też nie odnajdujesz się zbyt dobrze. Właściwie, pamiętasz, że było wtedy średnio, że było źle, może nie najgorzej, ale ale całkiem, całkiem blisko - pamiętasz, jak przez mgłę. Ale jakoś nie umiesz przyjrzeć się sobie z boku, jakoś wolałabyś, żeby ktoś pomógł ci porównać siebie sprzed końca liceum i siebie teraz, bo czasem wydają ci się być oddalone o kalpy czy eony, a czasem jedynie taflę lustra i cienką warstwę skóry. Gdzie indziej poczyna się piękno, z innego spojrzenia.

{ Nic ci się nie śni, nic a nic, wcale. Poza tym, muzyka, kawa i stare książki. A twoje rzeczy wcale nie przywodzą nikomu na myśl antykwariatu. }

trzeci maja.

Komentuj (9)
pozostanie ci budzić się
obok siebie
i patrzeć na własną zmęczoną twarz
zrób wtedy wszystko aby się od niej odwrócić
lepiej skierować wzrok na starą niepomalowaną ścianę
na stary wytarty dywan
na cokolwiek
aby tylko nie miało twoich oczu
Może po prostu ktoś nie udzielił ci najważniejszej lekcji, wskazówki, która zmieniłaby całe twoje życie. Może na którejś z mijanych przez ciebie ławek siedział starszy pan, który miał powiedzieć uważaj, dziewczynko, jakie filmy oglądasz, bo życie przypomina film, bo życie to jest film, w którym ugrzęźniesz na dobre i pewnie wolisz, żeby była to komedia romantyczna, a nie pokręcony dramat psychologiczny, czyż nie?, a ty miast przytaknąć i wieść życie usłane różami, zignorowałaś zaczepki posłuszna przykazaniu, by nigdy nie rozmawiać z obcymi. A teraz trudno, too late, obejrzałaś za dużo filmów Tarantino i za dużo sezonów Archiwum X, by jeszcze coś z ciebie było. There are question I can't ask. Niektóre noce są cięższe niż inne, a tej nocy grzęźniesz w kolejnej filmowej scenie. Wskazówki zegara przeskakują niektóre cyfry, na innych opierają się zmęczone - druga w nocy zdaje się trwać wieczność, rozciągnięta jak guma do żucia czy linka do skoków na bungee, ale w końcu nadchodzi trzecia i ona ciągnie się jeszcze bardziej. Światło księżyca gniecie kołdrę, wchodzi do oczu, wyrywa cię uparcie z sennych letargów. Mięśnie szepczą własną historię ucieczek i pogoni. Przewracasz się z boku na bok, myśli ciężkie i nieposłuszne grają w berka z księżycową poświatą. A gdy udaje ci się im na chwilę uciec, niespokojny, wciąż czymś przerywany sen wcale nie przynosi ukojenia. But you don't know what hell you put me through. Budzi cię senny jęk łamanych kości, ale po otwarciu oczu nie jesteś nawet pewna, czy należały do ciebie. Jest za gorąco, żeby spać. Kołdra ląduje na podłodze lub na Marsie, o tej godzinie nie ma to znaczenia. Budzi cię surrealizm obrazów przewijających się pod powiekami. Dłonie masz zimne i zaciśnięte w pięści. Rozprostowujesz palce z trudem i wpatrujesz się w czerń. Budzi cię złość. Metaliczny posmak na języku przywodzi na myśl, nie krew z przygryzionej wargi, a frustrację. Nie możesz znaleźć sobie miejsca w tych czterech ścianach, w tych tkankach i zakończeniach nerwowych. Budzi cię radosny absurd snu, w którym wszystko idzie tak, jak powinno. Wstydzisz się tego uśmiechu, który miałaś na twarzy, gdy błahość snu zapraszała cię do kina, to tak niewybaczalnie infantylne, wiesz?, ale twój rumieniec obserwuje tylko świt, a dzienne godziny łatwiej puszczają wszystko w niepamięć niż bezsenne noce.

{ Kupiona farba, wypita kawa. Ta sama piosenka. Wieczorno-nocna rozmowa - co ty byś bez Niej zrobiła? }

czwarty maja.

Komentuj (3)
Czy to jest kluczowy moment tej historii, chwila, w której można zacząć ją opowiadać. Chyba tak, bo w końcu przestałem wątpić. Bo w końcu wszystko z powrotem jest na swoim miejscu.
Ciężko ci dzisiaj znaleźć sobie miejsce. Nie jakoś szczególnie - nie błąkasz się bez celu z mokrymi od łez oczyma, nie wpatrujesz tępo w przestrzeń, szukając w myśli czegoś, czego nie ma. Ale trzyma się ciebie wrażenie, że dzisiejszy dzień to taniec, który rozpoczynasz od nie tej stopy, oczekiwanie na burzę, która się nie rozpoczyna, niewybrzmiała do końca nuta. Może to świat zamiera w oczekiwaniu, a ciebie wypełnia jedynie przeczuwanie sama nie wiesz czego? Czasami budzę się o świcie i nawet moja dusza jest wilgotna. Huczy, ciągle huczy dalekie morze. Powietrze jest ciężkie i ciepłe, klei się do skóry. Zieleń przychodzi nie wiadomo skąd, cały świat pokrywa się zielenią. Winniczki wychodzą na drogę zwabione zapowiedzią deszczu - wyglądają jak przecinki rozsypane po tworzonej w pośpiechu wypowiedzi. Wiatr szepcze do ucha rzeczy, które bardziej czujesz niż słyszysz i które wywołują słodko-gorzką tęsknotę za czymś odległym. Zachód słońca na tle pochmurnego nieba wygląda jak szereg pastelowych kresek rozmazanych czyimś palcem. Na jego widok nie umiesz powstrzymać uśmiechu rysującego się na wargach. A gdy wracasz w końcu do domu, czując ciągle w ustach posmak bliżej niesprecyzowanego oczekiwania, pod skórę wchodzą echa. Trudzi się moje życie głodne niepotrzebnie, mówi Neruda w twojej głowie, mówi ustami ptaków za oknem i szumem drzew. A ty słuchasz, słuchasz senna i nagle spokojna.

{ Deszczowe noce przynoszą spokojny sen. Neruda chodzi po głowie. Jest lepiej. }

piąty maja.

Komentuj (4)
Więc dla poprawy nastroju
Wrzeszczę jak dziecko w ciemnym zamknięte pokoju
Ja bardziej niż wy jeszcze krztuszę się i duszę
Ja częściej niż wy jeszcze żyć nie chcę a muszę
Nie umiesz wyjaśnić czemu się złościsz, naprawdę. Pewnie mogłabyś wchodzić w dywagacje o tym, jak okropnie nie lubisz być filmowana, jak niezręcznie się czujesz i jak bardzo nie masz wtedy gdzie uciec, jak próbujesz się chować przed tymi migawkami chwytanymi ukradkiem, bo ciebie samą twoja twarz widziana znienacka i kątem oka zaskakuje, rzadko kiedy pozytywnie - ale przyznaj, dziewczynko, sama nie wierzysz w czyjeś do tego monologu przekonanie. Mam czerwone oczy doświadczalnych królików. Tym niemniej, wszystko szybko przestaje być zabawne. Złość przychodzi nieproszona, a za nią wleką się poczucie winy i wstyd, te dwa bezpańskie psy podążające za karmiącą je ręką. Nie umiesz się bowiem złościć, nie czując się winna, zbyt często powtarzane musisz być wyrozumiała dla wbiło ci się do głowy. A gdy złość przechodzi, pozostaje zmęczenie - miły dodatek do piekących oczu i obręczy bólu zaciskającej się na głowie, zmęczenie i lepka mieszanina nieprzyjemnych wrażeń. Słucham nie słów lecz dźwięków. Chęć by zatrzymać auto w szczerym polu, by obserwować niebo, jest silniejsza niż zwykle. Miękkość chmur nieodmiennie cię zachwyca. Rozproszone światło zachodzącego słońca na tle oranży i szarości wymyka się opisom, ale kojąco, kojąco działa na zmęczone oczy i nadwrażliwe nerwy. Jeszcze nie jest tak źle.

{ Zachody słońca. Muzyka. Krople deszczu na szybach. }

ósmy maja.

Komentuj (3)
drzazga mojej wyobraźni
czasem zapala się od słowa
a czasem od zapachu soli
i czuję jak pode mną
przestępuje z nogi na nogę okręt
Krąży ci to po głowie, musisz przyznać. Jak drzazga tkwiąca pod skórę, której istnienie zmusza cię do ciągłego upewniania się, czy w dalszym ciągu znajduje się w tym samym miejscu, jak słowo tkwiące na końcu języka czy nierozwiązane zadanie, które krąży po głowie na długo po odłożeniu pióra czy kartki. Czuję jak pode mną przestępuje z nogi na nogę okręt. Bo wiesz dobrze, że nie można mówić pasujecie do siebie, licząc na spektakularny - jakikolwiek, po prawdzie - efekt. I że to tak nie działa, i najlepiej byłoby zostawić cały ten bałagan myślowy w spokoju. Ale z drugiej strony, nie potrafisz zignorować tych rozmów - nie, kiedy jesteś tak niesamowicie mało spostrzegawcza odnośnie stosunku innych ludzi do ciebie i własnych relacji międzyludzkich, że twoją ignorancję można by uznać za godną podziwu, gdyby nie była tak ponura. A raz już trafiły, wytyka ci obco brzmiący głos w twojej głowie. Nie kocham nikogo i niczego. A że żadnych planów na weekend nie masz i nikomu nie starcza dla ciebie czasu, możesz prowadzić krzywe dialogi sama ze sobą w nieskończoność. Z resztą, z tobą i tak można tylko w dali znikać cicho...

{ Dawno zapomniany wiersz. Zachody słońca. I muzyka. }

jedenasty maja.

Komentuj (9)
Felt it in my fist, in my feet
in the hollows of my eyelids
Shaking through my skull, through my spine
and down through my ribs
No more dreaming of the dead
as if death itself was undone
Od rana nosi cię, od rana masz głowę pełną myśli niespójnych i niedokończonych niczym fragmenty skojarzeń zapisywane pośpiesznie na zawsze zbyt małych samoprzylepnych karteczkach. Nie potrafisz usiedzieć w miejscu, ciężko jest ci zabrać się za coś konkretnego, bo myśli płyną w tylu różnych kierunkach, skóra zdaje się być rozżarzona od wewnątrz. Prowadząc trzy różne rozmowy jednocześnie, malujesz paznokcie lakierem w kolorze rozlanej benzyny, rozwiązujesz krzyżówkę i przygotowujesz się na korepetycje. A jednocześnie frustracja podchodzi ci do gardła, bo po infrastrukturze żył krąży głód, głód wszystkiego przychodzący sama nie wiesz kiedy i skąd, i nagle wszystkiego jest za mało, robisz za mało, spotykasz się z ludźmi za mało, jesteś w ruchu za mało. Sekunda ocknięcia się w ruchu, pośrodku zdyszanego wyznania przecinek stawiany na oślep, na opak, na razie, na zawsze. Gdzieś między wypitą herbatą a rozkrajanym przez ciebie mango, ona mówi, że chyba odpoczęłaś w końcu, bo wreszcie znowu świat pali ci się w rękach, a ty myślisz być może?, a ty myślisz to nie tak. Bez żalu pozbywasz się worków zbędnych rzeczy, bo nagle zdają się osaczać cię, a tobie śnią się nieskończenie wielkie przestrzenie. Deszcze częściej niż kiedyś budzą zniecierpliwienie, jakbyś każdą mżawkę porównywała do najgwałtowniejszych burz, w miejscu przesyceń odnajdując niedopowiedzenia. Mniej niż kiedyś wpatrujesz się w swoje nastroje, a jednocześnie masz wrażenie, że ich zmiany są coraz bardziej histeryczne - dziwna to huśtawka, dziwna. Ale świat wciąż mieni się odcieniami piękna, spojrzenie jest wszędzie, wbite w chodnik pod stopami, wlepione w afisz i utkwione w chmurach. Zachwycają cię nasycone barwy kwiatów, stale zmieniająca się mozaika chmur i odcieni nieba, miękkość zmierzchu zapadającego przed twoimi oczyma. Bo choćby się pod nami nigdy nie ugięły nogi, to jedno będzie nas umiało rzucić na kolana.

{ Przede wszystkim: Umarliśmy już tyle razy, że teraz możemy tylko dumać, czemu wciąż nam zależy. }

siedemnasty maja.

Komentuj (4)
Może w ogóle pragnienie życia kryje się w rozpaczy, bo jak inaczej bylibyśmy w stanie siebie odczuwać, a nie tylko być w tym życiu bezwolnie pogrążeni.
Bo to jest trochę tak: wiosna przyszła i jest, jest bezdyskusyjnie, ale to niczego nie zmienia. Niby chodzisz w sukienkach, niby uśmiechasz się często, nocami śnią ci się rzeczy błahe i głupie, ale twoja własna, prywatna czarna dziura ma się świetnie. Na dnie klatki piersiowej, między tchawicą a mostkiem tkwi kamień, jego ciężar daje o sobie znać przeważnie w momencie, gdy opuszczasz wszelkie tłumy ludzi i masz siebie samą za jedyne towarzystwo. Ponura szarość kamieni szepcze ci do ucha to wszystko, co boisz się wypowiedzieć, a co o sobie myślisz, krew podchwytuje to chętnie, czasem nie rozróżniasz słów, ale zimne napięcie mięśni całkiem dobrze tłumaczy wszelkie echa. Więc tak to jest. W jednej chwili śmiejesz się głośno, świat jest piękny i kolorowy, chcesz wszystkiego, o co mogłabyś prosić, w drugiej - jest ciężko, dławi cię tlen, wdychane powietrze smakuje goryczą, a wydychane frustracją. Ta huśtawka, ten dysonans męczy cię strasznie, nie umiesz sobie z nim poradzić, nie umiesz objąć go ramą słów tak, by ktoś pokiwał w zrozumieniu głową. Więc tak to jest. Dzika tęsknota, wieczna interwencja. Masz wrażenie, że dopiero alkohol płoszy ten ciężar znad żołądka i to jest to, co powinno niepokoić cię bardziej. Ale od piątkowego wieczoru oddycha się lżej, ten stan będzie trwać moment, mgnienie oka, bo ciężar trzyma się ciebie jak najwierniejszy z psów i za nic nie chce stracić z oczu. Nieustający strumień. Spod cieniutkiej skórki nerwy tryskające fontannicznie jak krew z nakłutej szpilką wargi. Może tak po prostu już z tobą jest, dziewczynko?

{ Melancholijna Florence. Szczeniak śpiący na kocu. Piątkowo-sobotni świat. }

dwudziesty pierwszy maja.

Komentuj (4)
Może powinniśmy odpowiedzieć sobie sami
Kiedy zaczęliśmy się dotykać spojrzeniami
Że ten cyrk i te historie nie są dla nas
Że nam się krzyknąć nie udało...
Masz oczy brudne od zachodów słońca, dziwaczne sny wchodzą ci pod powieki. Czasami pod skórą może krążyć ten sam ogień, który wyjdzie z tego tlącego się stosu popiołów, ale ostatnio nie masz zbytnio siły wierzyć w te sierpniowe burze i letnie pożary rozniecane w głowie - wierzysz ostatnio najwyżej w pogorzeliska. Idziesz do lekarza po raz pierwszy od gimnazjum, słysząc pytanie o przyczynę, musisz wzruszyć ramionami. Jestem tak strasznie zmęczona nie dzień, a tydzień, miesiąc, kwartał, mówisz. Zwalałam to na zimę, przesilenie wiosenne, napięcie przedmiesiączkowe, brak witamin i niskie ciśnienie, ale powoli kończą się rzeczy do obwiniania, mówisz. Zastanawiasz się, dziewczynko, co jeśli któraś z niekończących się debat nad tym, czy wstawanie z łóżka ma sens, zakończy się porażką - ale o tym przeważnie milczysz. Dostajesz skierowanie na badania, wypisane bardziej profilaktycznie niż z przekonaniem. Zastanawiasz się, co zrobisz, gdy wyniki okażą się być tak wzorowe, jak oczekuje twoja matka, gdy usłyszysz jest pani zdrowa jak mało kto. Może wystarczy spać dłużej, medytować i biegać co rano? i nie wiesz. Malujesz palcem po bezchmurnym niebie, śnisz o leniwych wieczorach spędzanych w towarzystwie odbijającym się na wewnętrznej stronie powiek. Zastanawiasz się, jak wygląda świat dla niepogorzelców. Jak zwykle, budujesz w głowie listy rzeczy nierealizowanych, pomysłów lekko szkicowanych tępym ołówkiem zmęczenia.

{ Nowa odżywka do włosów. Kawa. Zachody słońca? }

dwudziesty piąty maja.

Komentuj (2)
sen
czmychnąć weń, zbiec jak tchórz
w fazy delta cichą otchłań spaść
od twych rąk, od twych ust
obojętnych tu na jawie
Nocami przewracasz się z boku na bok, budzisz kilkakrotnie, bo powietrze jest za wilgotne, za suche, za ciepłe. Stwarza to wrażenie, że budzisz się w miejscu oddalonym o dziesiątki czy setki kilometrów, masz więc oczy brudne od dezorientacji i dłonie klejące się od urwanych słów. Spać, przespać rok, siedem lat. Śnią ci się rzeczy dziwne, pozornie realistyczne scenki, które sprawiają, że rankami nie umiesz określić, co ci się śni, a co wydarza naprawdę. Prowadzisz ostrożne rozmowy z rodzicami, spodziewając się uwagi, że te twoje niby senne rozmowy faktycznie miały miejsce. Wystajesz pod prysznicem, zmywając z siebie odłamki wydarzeń, które nie mogły mieć miejsca. Spać, przespać rok, siedem lat, łubinowe pola, chabry śnić. Rankami budzisz się późno i spędzasz coraz dłuższe chwile, przekonując samą siebie, że należałoby wstać. Idzie ci coraz trudniej. A gdy już wstaniesz, kolejnymi kawami karmisz swoją senność, karmisz poczucie odrealnienia, które czasami łapie cię znienacka i poczucie, że należałoby coś z sobą zrobić.

{ Kawa. Zieleń. I dziwne sny. }

dwudziesty szósty maja.

Komentuj (2)
Nie śnij się. nie śnij. W którymś śnie się utop
tak ostatecznie i nie przyśnij już się.
Robisz mi nieporządek w chaosie. Aż muszę
zaraz po przebudzeniu kląć bezgłośnie, żeby
ciebie odpędzić.
Dziś jest zły dzień, dziś bardziej niż zwykle nie możesz oddychać, bardziej dławi cię tlen. Wszelkie próby opisania tego dziwnego stanu sprowadzają się do zdań łamiących się w połowie, niedokończonych metafor i konkluzji, że skóra boli cię od środka. Dzisiaj odwilż. I wszystko cieknie. Źle czujesz się ubrana we własne tkanki, własne zakończenia nerwowe, myśli i skojarzenia. Słowa rozpierzchają się, nieposłuszne i jak nigdy niewystarczające, a ty nie masz gdzie przed sobą uciec - to jest właśnie ta głupio błaha tragedia, którą po wielokroć próbujesz ubrać w zdania i która zawsze stawia przed tobą kolejne porażki. Wszystko cieknie. Niszczeją wszelkie trwałe formy. W dni takie, jak ten myśl, że jest z tobą coś strasznie, strasznie nie tak to nie podejrzenie a pewność, naprawdę. Powoli dochodzisz do wniosku, że tak się chyba nie da żyć, że nie chcesz tak żyć - nie, kiedy nie potrafisz znaleźć żadnego racjonalnego powodu, dla którego się tak czujesz. Budzi się z zimy rozedrgany ustrój.

{ Nie możesz się na niczym skupić, nie możesz. Nie pomaga i kawa, i słońce. }

dwudziesty dziewiąty maja.

Komentuj (4)
Spadnę tak już piętnasty raz
Głową w dół oczami na twarz
Spadnę tam gdzie stałeś
Gdzie ostatni raz cię widziałam
To nie jest tak, że ten głód wszystkiego całkiem w tobie zanikł, rozproszył się, spalił na popiół. On gdzieś tam tkwi - nie płomień, a tląca się zapałka, kaganek, resztka wosku na brudnych palcach w miejscu rozżarzonych węgli. Właściwie, bardziej myślisz, że coś zrobić trzeba albo wypadałoby niż faktycznie masz na to ochotę. I spadnę tak już piętnasty raz. Wszystko przykrywa fala, morze zmęczenia. Dajesz się zagadywać, śmiejesz się nawet czasem, ale jakby z rozpędu, jakby odległy żart docierał do ciebie przez warstwę waty. Rankami prowadzisz mało energiczne rozmowy z budzikiem. W roztargnieniu zdarza ci się zapominać nawet kurtki. Nasz podstawowy kurs języka słodko liznęliśmy ciut, akcent, idiom, gramatyka Budzisz się z piosenką w głowie, to słodko-gorzka rzecz, która wywołuje w tobie mieszane uczucia. A poza tym, ciężko jakoś, po prostu ciężko, zwyczajnie, po ludzku ciężko.

{ Trzyma się ciebie ta piosenka. Goździki i pełno świeczek. Poza tym, nic ciekawego. }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.