hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi maja.

Komentuj (7)
Ten świat jest tak cudownie pojebany, że nie wszystko można zrozumieć, i to stanowi o jego urodzie.
Gdzieś w trawie rozpada się czas, a ciebie od stóp do głów wypełnia mieszanka dziwacznych uczuć, których nie umiesz odseparować od siebie i rozpoznać. Błąkasz się bez celu, nie znajdujesz dróg. Ale świat ignoruje wszelkie ludzkie losy, wiatr szumie tak, jak zawsze. Kwiaty wciąż kwitną. Ptaki śpiewają. Czas mija. Drzewa tulą się do siebie, sroki krążą po niebie - czarno - białe punkty na plamie błękitu. A ty szukasz czegoś, nie umiejąc tego nazwać czy opisać. A ty czekasz na coś.

{ Nowe baleriny. Kawa. Tulipany. }

trzeci maja.

Komentuj (5)
Od trzech tygodni jestem przeraźliwie głodny
i staram się dużo spać.
Słońce robi, co może; rozumiemy się ze słońcem.
Może jest tak, jak powinno być - może kiedy myślałaś, że uciekasz od huśtawek nastroju w listopadowo - grudniowe uśmiechy, tak naprawdę przesuwałaś melancholię na przełom kwietnia i maja? Popijasz niesmacznie piwo kawą, licząc, że coś przepędzi senność. Za dużo wydajesz, jesz niezdrowo, świat wymyka ci się, gdy na chwilę spuszczasz go z oczu. Rysujesz na swojej skórze twarz, nieobecność jej spojrzenia podkreślasz kreską biegnącą wzdłuż linii rzęs. Przypominasz sobie dziewczynkę, która parę dni temu w autobusie zakładała nogę na nogę twoim ruchem, poprawiała włosy gestem ciągnącym się przez pokolenia i myślisz, że może my wszyscy nie różnimy się tak bardzo od siebie.

{ Różowe paznokcie. Nowa pomadka. Kino. }

dziewiąty maja.

Komentuj (11)
Follow me down to the river
Drink while the water is clean
Follow me down to the river, tonight
I'll be down here on my knees
Za oknem deszcz zmywa świat, nie widać przez nie nic prócz jednolitej czerni. Ale to nie ważne. Nakładasz odżywkę na paznokcie, które ciężko znoszą ciągłe zmiany barwy. Krople wystukują rytm na szybach, plotą melodie niczym opowieści. Zastanawiasz się, czy znowu ludzie będą nachodzić cię w snach - ciebie, której ludzie przecież nie śnią się nigdy. A teraz budzisz się z cudzą twarzą pod powiekami, złudzeniem zapachów, cieni i świateł na skórze. I jakoś nie opuszcza cię ten sen, nie znika. Follow me down to the river. Niedługo znowu pójdziesz spać, co ci się przyśni - nie wiesz. Sny już dawno wymknęły ci się z rąk, rozpierzchły się na cztery strony świata. Nie masz już żadnej nad nimi kontroli. Więc zaśniesz i dasz się im ponieść. A przez noc świat za oknem będzie stwarzał się od nowa.

{ Karmelowa herbata. Sok bananowy. Deszcz. }

piętnasty maja.

Komentuj (12)
But the children are doing fine
I think about them all the time
Until they drink their wine
And they will, they will, they will
Do czego to doszło, że sama sobie musisz kraść czas, przekradać się jak złodziej między zegarkami i nastawionymi alarmami? In the night ahead there's a light upon this. Udało ci się spędzić parę godzin między zajęciami na wydziałowych juwenaliach - z piwem, ludźmi i muzyką. Potem śmiejąc się z wszystkiego, wrócić na zajęcia w towarzystwie zawrotów głowy i zapachu dymu. Pijana powietrzem, przez chwilę trochę bardziej zrelaksowana, rysowałaś chmury na zaparowanych szybach między jednym sączeniem a drugim. A dzisiaj już nauka, teoria pola krystalicznego, izotermy Langmuira. Brak pieniędzy i czasu. Wyścig z samą sobą. Bolące zatoki i oczy piekące z niewyspania. I tylko w głowie wciąż tkwią te jej słowa ja nie chcę nic mówić, ale jak rozmawialiśmy to mówił wyłącznie do ciebie. Obracasz to echo w palcach, przesuwasz na języku, zastanawiając się, czy ma to jakiekolwiek znaczenie bądź sens i nie wiesz. Somewhere in the end we're all insane...

{ Ta piosenka. Juwenalia. Wizyta u babci. }

osiemnasty maja.

Komentuj (11)
Somewhere in the end we're all insane
To think that light ahead can save us from this
Grave that's in the end of all this pain
In the night ahead there's a light upon this
House on a hill
Za chmury zachodzi słońce, promienie w barwie miodu prześlizgują się po regale. Twój wzrok podąża za nimi, ścigają się pośród książek i głębi drewnianego brązu. Liście delikatnie nachylają się nad oknem, obserwują ten wyścig, wznosząc okrzyki, w których nostalgia przeplata się z łagodnością uśmiechu. And we breathe it in, there is no need to forgive. Przez chwilę nic cię nie boli, bo nadciągające przeziębienie zostawiłaś za drzwiami. Nigdzie ci się nie śpieszy, bo zasłużyłaś na chwilę odpoczynku i będziesz to sobie powtarzać aż do znudzenia. Więc siedzisz, obserwując leniwy ruch światła. Małymi łykami popijasz sok marchwiowy, Nick Cave dotrzymuje ci towarzystwa, jego głos sączy się z głośników. We have the answer to all your fears. It's short, it's simple, it's crystal clear. Ah, jak ci brakowało tego ciepłego uczucia rozlewającego się po ciele, tego miękkiego poczucia, że świat wyciąga ku tobie ramiona, tej łagodniejszej siostry euforii. Świadomości, że jest tak, jak powinno być i wszelkie niedogodności, które znajdują się na twojej drodze prędzej czy później stracą na znaczeniu. I jak chciałabyś zachować, zatrzymać przy sobie to uczucie, mieć je przy sobie w najgorszych momentach.

{ Sok marchwiowy. Muzyka. Słońce. }

dwudziesty drugi maja.

Komentuj (6)
Moja krew oszalała na twoim punkcie.
Czy bezsenność też można sublimować w sztukę?
Wstałem i nie wiem, co mógłbym zrobić
Chyba tylko herbatę.
W czasie fali gorąca przetaczającej się przez świat, życie zaczyna się dopiero wieczorami. Rozleniwiona krew zaczyna szybciej krążyć w żyłach, oczy, dotąd przysłonięte przez ciężkie powieki, otwierają się szerzej. Przez otwarte okno do pokoju wpada wiatr, wprawia powietrze w ruch, zmienia jego skład - wypycha na zewnątrz gorąc przesiąknięty muzyką, przynosi ochłodę lepką od głosów psów i żab. Myśl formuje się tak, że przez moment ma i początek, i koniec. Szum urwanych zdań czy obrazów czyichś uśmiechów stopniowo cichnie. Miasto o zmroku wypełnia się skargami żon, skomleniem psów. W godzinach ochłodzenia zaczyna się świat, ty także chciałabyś przyjąć, że dzień zaczął się nieśpieszną wędrówką cienia po skórze, nie krzykiem i irytacją. Dlatego dzisiaj jesteś bardziej wiatrem, powietrzem nagrzanym przez słońce czy słonawą skórą niż myślą i emocją.

{ Zbyt późna kawa. Czerwone paznokcie. Ciepło. }

dwudziesty piąty maja.

Komentuj (7)
...nigdy nie przyszło jej nawet na myśl, że ciekawość jest jedną z wielu pułapek miłości. W rezultacie zaczęła myśleć o nim tak często i tak intensywnie, jak nigdy przedtem ani później nie była w stanie sobie wyobrazić, że można o kimś aż tyle myśleć, bo przeczuwała go tam, gdzie go nie było, pragnęła go tam, gdzie w żaden sposób być nie mógł...
Twoje nastroje ostatnimi czasy zmieniają się szybciej niż ta nadmorska aura, które odżywa przeplatając ze sobą pachnące solą upały i posztormowe chłody. Rankiem irytuje cię nerwowa atmosfera w domu, niepokój, który wchodzi pod skórę i we włosy, twoja własna złość na ludzi, którzy znajdują czas na wszystko poza tobą (bo czas pędzi na łeb, na szyję, bo masz świadomość, że każdy mijający dzień to będzie coraz więcej przeciągających się chwil milczenia, bo ściana między wami zwiększa swoją wysokość, staje się coraz bardziej stroma, a po obu jej stronach można prowadzić, co najwyżej, dwa monologi i o to masz do niej żal), studia, na których czasem nie wyrabiasz. Popołudnia to nostalgie tak strasznie słodko - gorzkie, że nie wiesz, czy bardziej się uśmiechasz, czy bardziej boli cię serce, emocje niedające się opisać i czy w ogóle da się to nazwać nostalgią skoro tęsknisz za czymś bliżej niesprecyzowanym? Wieczorem dojmujący smutek bez wyraźnej przyczyny albo nieśmiałe, spokojne szczęście towarzyszące poczucie, że może jest tak, jak powinno być. A nocami śnią ci się ludzie, nachodzą we śnie i nie wiesz, jak na te niezapowiedziane wizyty reagować.

{ Turkusowe paznokcie. Wczorajsza burza. Czwartkowy wypad? }

dwudziesty piąty/dwudziesty szósty maja.

Komentuj (13)
nie potrafię być tylko człowiekiem
jest we mnie spłoszona mysz
i łasica węsząca zapach krwi
i przestrach i pościg
Grzeszysz w mojej głowie byłoby pijackim wyznaniem w rodzaju tych, na które dostałabyś odpowiedź w postaci co najwyżej ironicznego uśmiechu. Ironicznego uśmiechu, który cholernie lubisz, a który mógłby stanowić tło do waszej zwyczajowej wymiany zdań - ty z kiepsko odgrywanym oburzeniem zarzucasz mu, że się z ciebie śmieje, a on zapewnia, że wcale nie, że po prostu uśmiecha się do ciebie i nigdy nie potrafisz stwierdzić, czy rzeczywiście tak jest. Już sam obraz tej rozmowy kreowany w twojej głowie wzbudza mieszane uczucia, widocznie jest za wcześnie, za realnie, za trzeźwo, żeby pisać takie dialogi palcem po wodzie. Myślisz za to, że to właściwie wyjątkowo mało widowiskowy sposób na to, by wariować. Ale cóż, od czegoś trzeba zacząć.

{ Upał. Wiersz. Kolory nieba. }

2018
październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.