hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

szósty maja.

Komentuj (7)
Wyznacza mnie ciało
które wciąż mam
a zakreśla skóra
która że doświadcozna była
o tyle wiem
ile palcami wyczuwam
Gdzieś w słońcu rozpada się czas, gdy ty z półprzymkniętymi oczami słuchasz zapisanych w nutach emocji. Spod osłony rzęs dajesz się unosić błękitowi nieba, głoskom miękko układających się na języku i zapachowi herbaty dzięki dyfuzji unoszącym się po pokoju. Ożywianie tego, co martwe, dotykiem ręki, stopy, nerwu, zmysłu, myśli życiodajnej. Twoja skóra, dziewczynko, to wyrwana z zeszytu kartka, zapisana strona, siatka słów niewidocznych, bo wewnętrznych. Bo uparcie kiełkuje w tobie wiosna, na przekór wczesnym porankom, zmęczeniom i stresom. Bo mimo przeziębienia czujesz ją w powietrzu, bo karmisz źrenice zielenią napotykaną po drodze. Bo krew w końcu zaczyna wrzeć.

{ Błękit nieba, oranż paznokci, zieleń trawy. Niektórzy ludzie. Muzyka. }

ósmy maja.

Komentuj (4)
Wieczna interwencja. Falowanie na wietrze. Wypełnianie próżni. Zakładanie wiszących ogrodów. Ożywianie tego, co martwe dotykiem ręki, stopy, nerwu, zmysłu, myśli życiodajnej. Wieczna interwencja. Falowanie na wietrze. Dzikie potyczki z ogniem trawiącym.
I przez moment jest dobrze, dziewczynko. Pomimo przeziębienia, kaszlu, nieopuszczającego cię zapachu kwasu octowego, zbyt wczesnego poranka - "pomimo" bywa czasem nieuświadomionym "dlaczego". Dzień jest miękki i soczysty, rozpływa się na języku wilgocią powietrza, zapowiedzią burzy, ciepłem rozgrzewającym zesztywniałe zimą kości. Lód twojej krwi syczy, niemalże sublimując w zderzeniu z z nerwami rozgrzanymi bukietem bodźców. Mięśnie leniwie przyjmują wartki strumień myśli, wyciągając się leniwie na leżaku. Coś w tobie wybucha, podlega ciągom skomplikowanych reakcji chemicznych. Odżywa, mieni się przeróżnymi barwami, zagląda w twoje oczy, gdy uśmiech powoli staje się łatwiejszy. Ja od niedawna widzę też w ciemności.

{ Wojaczek, Marquez, Stachura. Esben and the Witch. Słońce, no i leżak. }

jedenasty maja.

Komentuj (5)
Żeby mi wreszcie dano spokój i wytchnienie
Od wieców rewolucyj i bomb atomowych
żeby mi nie mówiono o jasnej przyszłości
żeby mi sztuczny księżyc nie zawracał głowy
Byłoby niemal idealnie, gdyby nie zależność od stosunku ilości hormonów w twoich tkankach. Tymczasem sfrustrowana złość podchodzi do gardła, obija się o zaciśnięte zęby, dociera do czaszki, gdzie ze złośliwą satysfakcją pulsuje bólem głowy. Masz dosyć chorowania, ludzi mówiących ci, co masz robić. Osób nie liczących się z twoim zdaniem, ale także tej złości choć trochę dziecięcej i głupiej, bo innego dnia zapewne spojrzałabyś na to wszystko inaczej. Ale dzisiaj nie możesz się na niczym skupić, bo nie możesz się zdecydować, co denerwuje cię bardziej: troska wyrażana ustawicznym i namolnym przypominaniem, żebyś coś zrobiła, jakbyś postanowiła zaprzyjaźnić się nie z równolatką, a z własną matką; bezmyślne wpraszanie się niektórych ludzi na "wyjazd dwuosobowy", co będzie skutkować czterodniowym czuciem się niczym piąte koło u wozu, zamiast fajną wyprawą, o ile to w ogóle do niej dojdzie; twoje nieistniejące życie towarzysko - uczuciowe; cała reszta?

{ Przynajmniej w końcu zdałaś egzamin na prawo jazdy. Zmyłaś lakier z paznokci. I chuj. }

czternasty maja.

Komentuj (14)
Ja od niedawna widzę też w ciemności. Ja od niedawna widzę też w ciemności. Ja od niedawna widzę też w ciemności. Ja od          dawna widzę też w ciemności. Ja od niedawna widzę też w ciemności. Ja od niedawna widzę też w ciemności.
Siatka twoich zakończeń nerwowych pokryta jest substancją trwałą, acz łatwopalną - gotową uchwycić najmniejszą nawet iskrę i wybuchnąć niczym bomba fosforowa w zetknięciu z zawartym w powietrzu tlenem. ...like fabulous yellow roman candles... Świat wokół ciebie mieni się, skrzy, wypełnia drobnymi zachwytami. Czy tylko do ciebie należą? Bocian przechodzący przez łąkę, szczególny odcień zieleni traw. Przychodzący bez uprzedzenia i wyraźnej przyczyny zapach morza. Odcień nieba przecinanego zachodzącym słońcem. Ciąg słów, o którym wiesz tyle, że jest tym właściwym. Niemal sierpniowa burza, ciepło majowego światła. Piosenka błąkająca się po głowie. Pozostający w twojej głowie obraz panoramy wieczornego miasta świateł wyłaniającego się zza zakrętu. ...desirous of everything at the same time... To, co pozwala uśmiechać się zamiast budzić z ustami pełnymi goryczy. To, co pozwala utrzymywać niepokoje w odległości ramienia i rozglądać się uważniej, myśleć lżej. Oddychać lżej.

{ Sok bananowy. Powoli mijające przeziębienie. Spotkania z ludźmi. Frank Turner i żółte paznokcie. }

dziewiętnasty/dwudziesty maja.

Komentuj (5)
You press your ear to the ground and you can make out, barely, an ancient rumble of words coming through the layers of rock and dirt. If you told them, they'd say it was your dad station wagon in the driveway or a truck going past on the main road. And they'd be wrong.
Przyglądasz się czasem kroplom deszczu. Przyglądasz się aż do momentu, w którym wydaje ci się, że wsiąkasz wraz z nimi w suchą, zmęczoną ziemię. Pochłania cię wtedy pomruk wydobywający się spomiędzy traw i kamieni, sama esencja istnienia, dudniący puls ziemi, który z czasem staje ci się coraz bliższy. ...the sun's still trickling through the trees, hitting the ground in little spots here and there like it has a secret no one knows. Coś więcej niż dźwięk, raczej wrażenie odczuwane na granicy każdego ze zmysłów. Wyczuwane pod palcami przesuwającymi się po kartce papieru, na języku, gdy smakujesz burzowe powietrze czy pod skórą, kiedy po raz kolejny zapadasz się w sobie. No one but you. Kruche i łatwe do zagłuszenia przez chaos i napięcie mięśni, ponurą nerwowość unoszącą się w domu, niekończące się przeziębienie i ból głowy. A jednak, mimo wszystko, twoją skórę pokrywa niekończący się spacer po mieście, wspomnienie rozmów prowadzonych bez trudu, śmiech i echa historii, które opowiada ci świat. Właśnie teraz chcesz wierzyć, że, bez względu na wszystko, zawsze będziesz potrafiła zamknąć oczy i wsłuchać się w cichy pomruk samej istoty życia.

{ Słowa. Czwartkowy spacer. Chłodna, słodka herbata i wciąż Frank Turner. }

dwudziesty pierwszy maja.

Komentuj (10)
Tak mi trzeba wiedzieć, że się ktoś o mnie troszczy w tym obcym świecie. I wiem, jak bardzo nie zasługuję na tę troskę - ja z moimi idiotycznymi depresjami i całą tą maszynerią spekulacji.
Dzisiejszy deszcz nie jest podrywającą z miejsca burzą, ale pełnym politowania spojrzeniem rzuconym spod półprzymkniętych powiek. Powinnaś zostać przy pomruku ziemi, przy echach niesionych przez wiatr, dziewczynko. Nigdy nie radziłaś sobie z ludźmi. Bo będąc w samym środku radości i odprężenia byłaś równocześnie o włos od rozpaczy, twoje zawiedzione serce tonęło we mgle*. Ludzie są trudni, nieprzewidywalni. Przy ludziach jesteś kanciasta, dziwaczna, pleciesz głupstwa, wyzłośliwiasz się i nigdy, przenigdy nie opowiadasz o tym, co jest dla ciebie ważne. Niepokoisz się, gdy są zbyt blisko i nieustannie musisz powtarzać sobie, że nie jesteś sposobnością znajdującą się na wyciągnięcie ręki. Przy ludziach odżywają słowa tak często słyszane, że niemal wytatuowane po wewnętrznej stronie twoich żył, zapewnienia, że oni wszyscy są mili tylko wtedy, gdy czegoś od ciebie chcą. Przy ludziach znowu masz sześć lat, panicznie boisz się odezwać i nikogo to nie obchodzi.

{ Ta piosenka. Sok marchwiowo - bananowy. * Cytat z Gry w klasy. I Les particules élémentaires Houellebecqa. }

dwudziesty trzeci maja.

Komentuj (4)
Najbardziej niebezpieczne są emocje, ponieważ one obsesyjnie szukają jakiejkolwiek formy ekspresji, są niecierpliwe, nie mogą czekać, żeby stworzyć coś nowego, swoistego - wpadają więc z rozpędu w utarte formy.
Wrząca krew, nieposłuszna. Wieczna huśtawka, która tkwi pod skórą niczym drzazga, odpowiada również za wytrącanie się z krwi piaszczystego osadu. Opada on na dno twoich żył, siatką naczyń wędruje po ciele - wchodzi pod powieki, zapycha płuca, brudzi serce i sprawia, że ciąży ci skóra. Jest za głośno w sercu tej, niemal kontrolowanej, eksplozji, pod twoją czaszką. He felt hounded, crowded and surrounded by this life he didn't choose. Jest nieźle, dobrze nawet, a potem nachodzi cię ochota, by schować się gdzieś przed światem. Ubierasz się uważniej, malujesz i to niby przypadek, i nie ma znaczenia. Świeci słońce, jest przejrzystość, klarowność. Oddycha się lekko i powietrze zdaje się być słodyczą na języku. Albo niespokojnie oglądanie się za siebie. Splątanie w głowie, nieprzyjemna mieszanka emocji, którą pragniesz wydrapać spod tkanek. None of us are blameless, huddled here like strangers, shameless in our lists of all the changes we say we need. Niech ktoś to poukłada, podsunie rozwiązanie, metodę.

{ Odebranie z urzędu prawa jazdy. Piosenka. Nie wnikając w szczegóły, najlepszy dowód na problem z psychiką, ćwiczenia z fizyki. }

dwudziesty szósty maja.

Komentuj (7)
Said that he felt hounded, crowded
and surrounded by this life he didn't choose.
But everybody plays this game on a daily basis,
they're not heroes. They're survivors,
it's not Shakespearean if the loose.
Słońce powoli wychodzi zza chmur, od wczoraj nie pada, a ciebie wytrwały ból gardła sprowadza na skojarzeniowe manowce. Myślisz, że w twoich mięśniach i ścięgnach drzemie pamięć ruchu. Gdzieś w nich tkwi nie tylko ucieczka, ale i pogoń, wybijany rytm, ręce wyrzucane w powietrze, siła, o którą się nawet nie podejrzewasz i pamięć lotu. Pisanie to latanie we śnie. Myślisz, że tym, co powstrzymuje cię od zajrzenia pod własną skórę, jest strach. Ciągle masz wrażenie, że narzucasz się ludziom, choć czasem sama zapominasz o wyrytej wewnątrz tkanek potrzebie zapewniania o tym, że tak nie jest. Boisz się brudów i odkształceń, które znajdziesz po przesianiu krwi. Obawiasz się zwyczajności, chaosu, przegranych, ostrych kantów i popękanych ścian. Kiedy je sobie przypomnisz. Kiedy to potrafisz. Myślisz, że najwyższy czas na zmianę, na ruch. Może zrobienie porządków, zakupy, zajęcie się nauką, sobą? Póki stopa wybija rytm, powieki nie zamykają się jeszcze. Póki nie nadejdzie zima. Kiedy się udaje. To takie łatwe. Myślisz, że dawno już nie miałaś czerwonych paznokci.

{ Bazgranie bez sensu dla samej potrzeby bazgrania. Pierwsza jazda autem. Obiecujesz sobie przez najbliższe dwa tygodnie, do ósmego czerwca, codziennie pisać coś, cokolwiek - przynajmniej przez chwilę regularnie zapełniać jakiś nowy dokument. }

dwudziesty dziewiąty maja.

Komentuj (8)
Gdyby Ulisses uległ śpiewowi, nie byłby ostrożny; nie byłoby legendy; byłaby inna legenda. Nie mogę słuchać tego samego co ty; rozprasza mnie piękno, gra, życie...
Zaskakująco dobry humor dzisiaj masz. Twoja krew wrze. Zmusza palce do wybijania rytmu, a piosenki do układania się na języku, ale nie musisz się obawiać obrócenia w popiół przez płomień obmywający powieki. Ogień w żyłach zasila bowiem nie benzyna, a haust tlenu, słońce rozpływające się na skórze i niektóre rozmowy, z rodzaju tych, które mogłyby się nigdy nie kończyć. Od rana ludzie zdają się być bardziej fascynujący, podróże nieskończone, skóra wygodna i nieuwierająca, myśli miękka. Po południu można się oprzeć o światło, o słoneczne promienie. A wieczorem obserwujesz paletę błękitów i szarości powoli przykrywających niebo, nigdzie się nie śpieszysz i niczego nie musisz robić. Pozwalasz unieść się leniwemu rozluźnieniu mięśni i nieco melancholijnym rozważaniom, które jednak przywołują na twarz uśmiech. Przez chwilę jesteś bardziej tu niż gdziekolwiek indziej i nic innego nie ma znaczenia.

{ Chociażby to. Kawa w dobrym towarzystwie. Nowy zegarek. Spędzasz za dużo czasu (i z za dużą radością), rozmawiając o dziwnych ludziach, wliczając w to towarzystwo nachalnie katolicką koleżankę z roku i faceta, który cię uczy fizyki. No naprawdę... }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.