hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy maja.

Komentuj (9)
"To jest trochę tak: istnieją powietrzne linie gdzieś nad twoją głową poza polem twojego widzenia, strefy, na której granicy zatrzymuje się twój wzrok, twój węch, twój smak, to znaczy, że jesteś ograniczony od z e w n ą t r z, i nie możesz wykroczyć poza te granice w pojmowaniu..."
Nostalgia to takie dziwne słowo, które osiada na skórze i nie daje się usunąć. To dziewięciozgłoskowy, słodko - gorzki posmak na języku, coś co przykleja się do podniebienia. To ludzie, z którymi parę dni temu się żegnałam. I dziwne wrażenie nierzeczywistości, które ostatnio się mnie trzyma. Ale tak naprawdę nie ma nic, nie ma już dziewięciozgłoskowych ani ośmiozgłoskowych wyrazów, które ocierają się o wargi przy wypowiadaniu ich na głos, pozostaje jedynie świat, który rozszerza się i ciągle dąży do termodynamicznego chaosu, którego tak bardzo chciałabym dotknąć i posmakować. To trwa przez mgnienie, dwa kroki, moment zaczerpnięcia oddechu. Światło, wreszcie dużo światła, morze możliwości, pomysłów i zakupów, których jest tak oszałamiająco dużo i których nie byłabym w stanie naraz objąć wzrokiem, Drzwi percepcji sączące się przez radio i słowa.

{ Głos. I smak. I dźwięk. I słowa. }

czwarty/piąty maja.

Komentuj (23)
... zjawiał się coraz rzadziej i postać jego stawała się coraz bardziej oddalona, jakby rozpływała się w płomiennej jasności popołudnia. Ostatni raz, kiedy Aureliano wyczuł jego obecność, był już prawie niewidzialny i szeptał: "Umarłem na żółtą febrę w bagnach Singapuru." - Sto lat samotności
Świat zmalał, uległ kondensacji i skroplił się na samym dnie słów takich jak oczekiwanie. Uległ nastrojowi i przez chwilę jeszcze sprowadza się do odrealnionej, odludnej okolicy. Do fragmentu drogi, nazwanej w mitycznym czasie nadawania imion ulicą wschodzącego słońca, z której podnosi się kurz piasku zmieszanego ze zdziwieniem nawet wtedy, gdy echa kół słychać jedynie z daleka. Ten właśnie wycinek z książek i opowieści - jeszcze bardziej nietrwały właśnie przez to, że rzeczywisty w pewnym czasie i przestrzeni - wpada przez otwarte okna, miesza się oczekiwaniem na burzę i wiatrem, którego nie da się odczuć na skórze, a który sięga głębiej, przez zmysły i nerwy. Za dużo metafor, po cóż metafory, skoro wrażenia łamią się na słowach? Melodie, które powracają i powracać będą zawsze, bo niektóre głosy wplecione są w myśli, słowa rzeźbią sobie tylko znane trasy przez korzenie i kości, a melodia odnajduje się w pulsowaniu krwi. Bo wielokrotnie odkrywany na starzejących się stronicach głos szepcze właśnie: Umarłem na żółtą febrę w bagnach Singapuru. A ja mogłabym twierdzić, że to tylko efekt stresu, napięcie igra ze zmysłami i każe pozostawać w rozedrganiu i pogoni, ale mogę wierzyć też - tymczasem i tylko przez chwilę - w to, że świat jest niepowtarzalny, bogaty w opowieści i złudzenia, które sączą się z przepełnionego centrum istnienia prosto przez ręce, nuty, słowa.

{ I może Sto lat samotności, ta piosenka i nadmiary otwartych okien to niezbyt rozsądnie dobrane połączenie, ale cóż ja poradzę? }

dziesiąty maja.

Komentuj (13)
Wystudiowane gesty,
Wyjałowiony byt.
Co to ma, proszę ciebie,
Co to ma być?
A senność to twór, przez który świat wymyka się z rąk, otula czymś miękkim i szepcze do ucha krótkie zdania o dekoncentracji. Rozmywa napięcia mięśni, ważne sprawy i plany. Odsuwa myśli o tym, co powinnam teraz robić, wszelkie niepokoje i znużenia, końcami palców ściera granice między jawą i snem, tym, co jest lub co mogłoby być. Zostaje tylko kolaż, na który składa się bliżej niesprecyzowany fragment rzeczywistości, niedookreślone skojarzenia i wnętrze mojej głowy przypominające czasem mniej lub bardziej specyficzne dzieło surrealistów. A odłamki myśli - czy może raczej splątanie nici słów - są jak pieśni. Właśnie tak, "zostały jeszcze pieśni. One już, chce czy nie chcę, nie są moje."

{ Ochota, by znaleźć się na koncercie, gdzie muzyka, głos i ruch pozwalają na wyzbycie się skumulowanych oporów i negatywnych emocji. Książka. Małe, pluszowe bakterie. }

jedenasty maja.

Komentuj (5)
Odczucia, wrażenia, wglądy, fantazje - wszystkie one są prywatne i, oprócz opisu poprzez symbole, z drugiej ręki, nie do przekazania. - Aldous Huxley
Nareszcie pada i grzmi, w końcu wyciągam ręce w podzięce, łapiąc krople wody. W końcu coś, potężna sprawcza siła, która zmywa resztki zimowo - wiosennych przygnębień czy melancholii i opływa w słowa z łatwością wprowadzające struny głosowe w ruch. Eksplozja sił, wyładowania skumulowanej już dawno energii, zaledwie kilka, kilkanaście minut szaleńczego tańca wody. A potem świat, świat rozpoczynający się na nowo, słońce wyglądające zza chmur i w końcu uda się naprawdę odetchnąć.

{ Burza. Słońce, ciepło i nowe buty. Nawet bilety na koncert udało się kupić. }

dwunasty/trzynasty maja.

Komentuj (26)
Twister, oh, a na na na. It's not gonna happen, no.
You're not gonna make fun of me, happen now.
But you're gonna have to hold on.
You're gonna have to hold on, hold on, hold on.
Or we're gonna have to move on, move on.
- The Cranberries
To naprawdę zabawne - choć może powinnam powiedzieć, że dziwaczne i odrobinę niepokojące? - jak silną reakcję może wywołać ujrzenie kogoś, kogo nie widziało się od miesięcy. Jak namieszać może spotkanie z gatunku tych, podczas których ludzie na pewno nie umówią się na kawę, by przegadać zaległości, ale raczej miną się i pójdą w inną stronę. Możliwe, że "przypadkowość" nie istnieje, że przypadek to jedynie zespół przyczyn nieokreślonych, a coś po prostu bardzo chce udowodnić mi, że emocje to nie zmywalne z luster plamy. W głowie myśli - one, na kształt rzecznych prądów, unoszą z dna najcięższe osady, ten przedwieczny kurz, który znowu rozejdzie się z krwią. I do opuszek palców dojdzie pytanie, czy on w ogóle mnie na tej drodze zauważył i czy mój brak jakiejkolwiek zdecydowanej postawy emocjonalno - zachowawczej w zetknięciu z nim w ogóle wyszedł mi na dobre? A na wargach wykwitnie wahanie, bo czy można mówić o nostalgii, kiedy to wraca tak żywo i czemu właściwie tak się mnie trzyma, coś, co nie znajdzie końca, bo nigdy się nawet nie rozpoczęło?

{ Bo three o'clock is always too late or too early for anything you want to do rzuciło się w oczy. Bo jest zimno i wietrznie, a ja potrzebuję przynajmniej paru godzin snu, żeby o tym zapomnieć. Bo kupiłam książkę, której do końca matur i tak nie zacznę czytać. }

siedemnasty maja.

Komentuj (11)
Więc, choć nie wierząc, że ktoś kupić zechce,
Zapisujemy ten wiersz na serwetce
Ołówkiem od kelnerki pożyczonym.
- Rafał Wojaczek
Znużenie rodzi najgorszy z rodzajów frustracji - ten, który powraca w najmniej sprzyjających momentach, który można czuć wędrujący po krwiobiegu. A ponieważ furia zmaterializowała się w jakąś substancję kleistą i gorzką, sparaliżowała mu język, natrafiam jedynie na jej odbicia w skórze i pod nią. Powoli, powoli zaczynam odnajdywać zmęczenie w bólu mięśni, irytacji unoszącej głos, splątanych kłębkach nerwów i czasem bólu głowy. Właściwie odliczam dni do momentu, w którym będę mogła odpocząć naprawdę i porządnie. Najpierw jednak czeka idiotycznie nierealny wyjazd, by uciec - najszybciej, najdalej i na oślep - w muzykę, a potem kilka z ostatnich dni mobilizacji, gdy trzeba będzie się spiąć, zawziąć, zagryźć zęby, by podejść do ostatnich już egzaminów. A potem spróbujemy na nowo nauczyć się chodzić powoli, nie spiesząc do żadnego z góry określonego miejsca.

{Ciepła herbata w chłodne wieczory. Prezentacja maturalna wreszcie z głowy. Wyjazd na Juwenalia. Z Trójmiasta. Do Poznania.}

dziewiętnasty maja.

Komentuj (23)
O najważniejszych sprawach najtrudniej jest opowiedzieć, ponieważ słowa pomniejszają je. Trudno sprawić, by obcy ludzie zaczęli cenić to, co jest dla ciebie najważniejsze. - Władimir Nabokow
Bo prawda jest taka, że rozlewające się po otoczeniu światła, fantastyczne cienie lęgnące się w polu widzenia, głos, zdjęciowe niemalże kadry dostrzegane przez kogoś, kto stosunek do aparatów ma raczej ambiwalentny, nocny spacer po zupełnie obcym mieście, zdarte gardło, niemożliwa w swym absurdzie jazda z dworca do domu i dziwna więcej niż półsenna podróż pociągiem czynią niektóre wydarzenia niemal (na pewno?) nierealnymi. A że codzienna rzeczywistość, na kształt zbitego zwierciadła, ustokrotnione odbija widziadła, spotykają na ścianach zdjęcia, obrazy niemniej odrealnionych wspomnień przeplatają się ze sobą leniwie. Mi pozostaje uwinąć się z zadaniami na dzisiaj możliwie szybko, by potem zasiąść w fotelu widza i obserwować spektakl emocji, obrazów i dźwięków.

{ Muzyka. Wizja wakacyjnych planów. Sen. Zasłyszana w radiu piosenka, echo niektórych wydarzeń. }

dwudziesty piąty maja.

Komentuj (13)
Houdini, love you don't know
what you're running away from,
Blinded by nostalgia,
Who wants to sleep
in a city that never wakes up?
Właściwie jeszcze do mnie nie dociera świadomość, że naprawdę mam już wolne i mogę bezkarnie pozwolić myślom na przepływanie między palcami. Być może jeszcze przez jakiś czas będę z niepokojem zerkać na zegar, błąkać się bez celu, nie znajdując nic, co tak naprawdę musiałabym zrobić. Może zacznę się nudzić, marudzić, narzekać lub z nostalgią wspominać rzeczy, które już dawno miały miejsce. Ale teraz wieczór wyciąga ku mnie ręce, świat odbija się w moich własnych, błyszczących oczach i powracającej do mnie po raz kolejny piosence. I jest dobrze.

{ Muzyka. Wymiana wiadomości podczas słuchania tej samej piosenki w radiu. I pozostaje jedynie liczyć, by wyniki z pozostałych matur okazały się tak zachwycające, jak te z egzaminów ustnych. }

trzydziesty maja.

Komentuj (6)
... on, który zazwyczaj tyle mówił, teraz pozwalał, by godziny mijały, i pił, rozżalony o nic czy może o nicość, o tę wszystko ogarniającą nicość, która dopadała nas i przed którą nie było obrony.
- Julio Cortázar
Czasami podejrzewam los o złośliwe usposobienie, a siebie samą o posiadanie na plecach kartki z informacją, że to to dziwne jest, gryzie z początku, ale potem można z tym robić, co się zechce. Bo już sama nie wiem, czy mam spapraną psychikę, paranoję i zdolność do szukania drugiego czy trzeciego dna nawet w porcji budyniu, czy naprawdę przyciągam osoby, które szukają znajomości mogącej zapełnić puste miejsce na liście priorytetów między wizytą u dentysty i czyszczeniem zamrażarki. Z resztą, może trochę mylę się, co do tej hierarchii, ale chyba w tych okolicach lądują osoby, z którymi spotykasz się raz na rok na kawie w celu pozyskania od nich prezentu na urodziny albo które odwiedzasz raz na trzy lata?
I to jest właśnie ten moment, w którym znikam, zaszywam się we własnych czterech ścianach z muzyką i kolejną książką (bo ze mną można tylko w dali znikać cicho). W którym z uporem maniaka powtarzać będę, że nie mam życia towarzyskiego, w którym godzę się z tym, że w tym tygodniu z nikim się nie spotkam, bo ta garstka ludzi, która rzeczywiście chce mi swój cenny czas poświęcać, pozostaje chwilowo niedostępna. A wszystko przez to, że ja w taki brak czasu po prostu nie wierzę.

{ Książka. Muzyka. Zakupy. A poza tym, przygnębiająca szarość za oknami. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.