hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

czternasty maja.

Komentuj (2)
Życie mi z kieszeni wypadło, wspomnienia, plany.
Loki, mój boże kochany… Ja lecę, ja lecę, ja lecę!
A jeżeli na chwilę przestanę - uciekniesz.
Zapętlony sen, o to za głęboka noc
O to zaplątany krok
Nie mogę się zatrzymać, nie mogę się zatrzymać,
Nie mogę, nie mogę. - Piotr Rogucki
Nie wiem właściwie, o czym miałabym pisać, a to nie jest przyjemne uczucie, bo jest we mnie jakaś potrzeba pisania, wyrzucenia z siebie myśli. To trudne - myśli wirują, wędrują i właściwie nie dają się od siebie oddzielić, a jeśli już mi się udaje to w palcach pozostaje jedynie nic nie warty strzępek.
Mam za dużo rzeczy do zrobienia, w skutek czego chwile czasu wolnego zbieram pomiędzy zajęciami, do których szczególnie trudno mi się przyłożyć. I nawet kiedy w końcu znajdę czas dla siebie, ciąży mi świadomość niezałatwionych spraw. Nie mogę się skupić, nie mogę zdusić pragnienia spędzania z nim więcej czasu, nie mogą się tan naprawdę uspokoić ani wejść w posiadanie nadwyżek energii. Ale właściwie nie powinnam się tym przejmować - jest maj, co z czasem zacznie oznaczać coraz więcej wolnego (przynajmniej w teorii), robi się coraz cieplej, a ja kupiłam sobie nowe piękne trampki po okazyjnej cenie. Mam pod ręką dzbanek herbaty, kilka odcinków Zabójczych Umysłów, tomik wierszy Wojaczka i La cravate et la montre Apollinaire'a. A za oknem jest ciemno, cicho i spokojnie.

{ Barwy dnia ja w nich tonę i myśli wirują po głowie...
On, bo zdaje się ostatnio jedyną osobą, z którą mogę prowadzić w miarę rozsądne dyskusje. Słońca, słońce, słońce. Zapachy i smaki przywodzące na myśl rzeczy, które już się wydarzyły i czasem fajnie jest jak dzień przypomina bańkę mydlaną reminiscencji. Herbata, krzyżówki i lizaki Nimm2. }

piętnasty maja.

Komentuj (8)
Fiction allows us to slide into these other heads, these other places, and look out through other eyes. And then in the tale we stop before we die, or we die vicariously and unharmed, and in the world beyond the tale we turn the page or close the book, and we resume our lives.
A life that is, like any other, unlike any other.
- Neil Gaiman
W deszczu widzę poczucie przestrzeni - jest to skojarzenie, które kiedyś wniknęło do mojej głowy i zadomowiło się tam na stale, tworząc własne połączenia między synapsami. Bo deszcz to wilgoć, którą czuje się w powietrzu każdym ze zmysłów, to świeżość w powietrzu i poczucie przepływu, dyfuzji. To cisza świata spływającego po szybach, możliwość usłyszenia tego, co normalnie nie przedziera się przez gwar innych dźwięków. To ostrzejsze kolory, to cała feeria odcieni, która uświadamia jak trudno jest nazwać kolory - tak jak nie da się nakreślić linii oddzielające poszczególne kolory tęczy. To świadomość, że w najzwyklejszym świetle czy w kropli wody jest cała paleta cieni, odcieni, kolorów.
Śpiew ptaków, muzyka sącząca się z radia. Krótkie chwile równowagi między spokojem a energią. Chęć sięgnięcia po książkę (jaką?), ipoda i kubek ciepłej kawy. Bałagan, który mnie otacza. Brak przejęcia, przynajmniej chwilowo, niedoborem snu - przecież sen jest tylko symptomem niedoboru kofeiny. Niespodziewana myśl, świadomość tego, że może udałoby się znaleźć trochę czasu na to, co chce się robić. Ciekawość - bo właściwie czemu, gdy patrzę na regał nachodzi mnie wrażenie, że brakuje na nim Amerykańskich bogów, książki, którą czytałam dosyć dawno i którą pożyczałam od Niego?

{ I have measured out my life with coffee spoons... - T.S.Eliot
Kartki z życzeniami, które kupiłam w liczbie dwukrotnie większej niż powinnam, bo były takie ładne. Kawa. Istnienie tabletek przeciwbólowych. Nowy, piękny notes - tak, wiem, notesy to naprawdę dziwna rzecz do kolekcjonowania, ale... Gerbery, krzyżówki. Budząca się do życia zieleń. }

szesnasty maja.

Komentuj (24)
Wirujesz jak obłok, wynurzasz się z bramy
A ja jestem głodny, tak bardzo głodny
Kochanie, nakarmisz mnie snami
Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz
Rozkwita na drzewach, na krzewach
Ściekami z rzeki kompletnie pijany
Chcę krzyczeć, chcę ryczeć, chcę śpiewać - T.Love
Jestem zła. Złość krąży mi w żyłach, a ja nie znajduję sposobu pozbycia się jej z krwiobiegu. Irytacja płonie pod skórą, miesza się z krwią i chyba już na stałe łączy z hemoglobiną. Tak łatwo jest być złą, a to nie jest najprzyjemniejsza z idei. Nie, kiedy palce niemalże odruchowo zaciskają się w pięści ("znasz upór moich zmagań i drętwe pozbawione smaku i czucia wyczerpanie"). Nie wiem, czemu energia magazynuje się we frustracji, czemu nie mogę się jej pozbyć i w ogóle jak miałabym to zrobić.
Nie chcę być zła. Nie chcę wszelkimi siłami - w dodatku bez większych efektów - walczyć z samą sobą ("życie moje wiesz kiedy będę drapał krzyczał i rzucał się"), nie chcę czuć gorąca palącego moje zmysły i napięcia mięśni. Nie, kiedy kawa jest taka dobra, a świat tak cudownie deszczowy. Kiedy odkopałam w bibliotece kolejne książki Cortázara, mam wspaniale nowe kolczyki z Pacmanem i przepiękny notes. Kiedy chciałabym spożytkować energię na tyle innych możliwych sposobów.

{ Zdyszany szept zegarka, pęknięte lustro słowa sen...
Intensywne kolory, do bólu przesycone życiem, a ja je chłonę - egoistycznie, zaborczo, łakomie. Tląca się we mnie energia, czająca się gdzieś muzyka. Pragnienie, by śpiewać czy krzyczeć, by wydrzeć się na całe gardło. Przyniesione z biblioteki książki. On - na skraju myśli, w zakończeniach nerwowych. I zapach deszczu. }

dwudziesty maja.

Komentuj (9)
Fiction allows us to slide into these other heads, these other places, and look out through other eyes. And then in the tale we stop before we die, or we die vicariously and unharmed, and in the world beyond the tale we turn the page or close the book, and we resume our lives.
A life that is, like any other, unlike any other.
- Neil Gaiman
Dzisiaj nie jestem zła, ale senna. A to jest otaczająca mnie mgła, która osiada na skórze i zadamawia się w płucach, pozostawiając uczucie zmniejszenia ich objętości. To jest poczucie nierzeczywistości, wrażenie, że znajduję się na granicy snu, z krainą po drugiej stronie tęczy i siódmym kręgiem piekielnym na wyciągnięcie ręki (a żadna z tych opcji nie porusza mnie wystarczająco mocno, by przekroczyć granice realności). Melancholia rozchodzi się po ciele - począwszy od chłodnych dłoni, a ja po raz pierwszy od dłuższego czasu witam ją z otwartymi ramionami. Bo właściwie dobrze jest choć na chwilę uciec od złości i zamknąć się w otulonym kocem świecie. Pozwolić nadmiarowi bodźców spleść się ze wspomnieniami, przenieść się, w któryś z efektów imaginacji. Nie pędzić, nie rzucać się na oślep w autodestrukcje, w - teraz już całkowicie odruchowe - wypatrywanie Go we wszystkich miejscach, w których mogłabym Go zobaczyć i w znajdowanie sposobów na zajęcie czymś trybików w mojej głowie.
There was a girl, and her uncle sold her, wrote Mr. Ibis in his perfect copperplate handwriting. That is the tale; the rest is detail.
Biorę głęboki oddech i pozwalam przychodzącym mi do głowy wspomnieniom przewijać się przed oczami. Przypomina mi się przygotowywanie śniadania przy pomocy produktów spożywczych, jakie można znaleźć w domku letniskowym wyposażanym przez nastolatków - makaronu, masła i torebkowego sosu do Strogonowa. Pamiętam siedzenie na biurku z nogami na jego krześle, rozmowa o czymś naprawdę idiotycznym (a może wcale nie?) i jego zapach. Czytanie tamtego opowiadania po raz pierwszy. Pulp Fiction. Ostatni koncert i rozpierająca mnie energia. Siedzenie w kinie, jedząc pączki i pijąc kawę. Przejście od krzyku do śmiechu w ciągu ułamków sekund. To wszystko zostawia ciepłe uczucie przypominające plamę oleju na kałuży.

{ I believe that life is a game, that life is a cruel joke, and that life is what happens when you're alive and that you might as well lie back and enjoy it.
- Senność rozluźniająca mięśnie i spowalniająca oddech. Mleko czekoladowe w tubce. Zabójcze umysły. Sny, których nie jestem w stanie do końca sobie przypomnieć, ale o których wiem na pewno, że były dobre. }

dwudziesty drugi maja.

Komentuj (27)
No, this is not the time or the place for broken hearted, 'cause this is the end of the rainbow where no one can be too sad. No, I don't wanna leave, but I must keep moving ahead - 'cause my life belongs to the other side... - Sunrise Avenue
To trochę zabawne, że miałam w tym tygodniu aż trzy dni wolne od szkoły, w tym absolutnie żadnego momentu, w którym nad głową nie wisiałoby mi nic do załatwienia. Z resztą, w pozostałe cztery dni też nie miałam zbyt możliwości nic nie robienia. Przynajmniej jestem w stanie znaleźć pozytywy dzisiejszego zmęczenia - trudno jest złościć się na cały świat, gdy nie ma się wystarczająco dużo sił, by podnieść ręce na wysokość ramion. Na chwilę obecną nic mnie, tak cudownie, nie obchodzi, a to, co doprowadzało do szału - śmieszy (nie żeby było to jakoś specjalnie trudne, przy moim zamiłowaniu do czarnego humoru...).
Mogłabym właściwie rozwodzić się nad tym, co jest niefajne albo nad listą rzeczy do zrobienia, która z sekundy na sekundę robi się większa, ale właściwie po co? Po co, skoro tak fajnie byłoby zrobić sobie dzbanek zielonej jaśminowej herbaty, usiąść na leżaku ze świeżo zakupionym kryminałem na kolanach, słuchawkami w uszach i świadomością, że nie muszę absolutnie nic robić. Fajnie byłoby też pozbyć się poczucia, że nie mam się w co ubrać, ale na to szanse są akurat nieco mniejsze. W ogóle jest milion i jedna rzecz, które chciałabym zrobić - dobrze jest znowu mieć na coś, cokolwiek, ochotę.

{ Barwy dnia - ja w nich tonę i myśli wirują po głowie...
Książka, koło której przechodziłam w sklepie i która właśnie tak na mnie patrzyła. Piękna kartka, którą sobie kupiłam. Satysfakcja z wstawienia szafy i całkowitego przemeblowania mojego pokoju. I lody. A cień odległego wspomnienia jego zapachu wędruje wokół biurka. }

dwudziesty ósmy maja.

Komentuj (19)
"... natężenie dźwięku, strzępki tekstów, zapachy innych ludzi, ludzi z papierosami, wykrzywione obrazy ich obcych twarzy, otwartych i zasysających jak prawdziwe kwiaty, jak ty, kwat, wciągający cały ten syf podrzędnej knajpy i nareszcie swobodnych, niecodziennie świątecznych, szepty, rozmowy, energia, która jak niebieskie światło zaczyna krążyć na wysokości kolan, wznosi się jak kurz i nie pozwala oddychać swobodnie, widzisz masę głów eksplodujących światłem i upojeniem i sprawiających wrażenie zawieszenia albo płynięcia." - Dzienniki Michała Dworzanina
Mgła, która przez większą część roku mnie otacza - oplata, splata, zatapia i dusi - zniknęła. Szarość to nie motyw przewodni, a jedynie przemijające już sekundy. Wszystko jest intensywne, wszystko dzieje się, stwarza, rozpada i zmienia. Gonię za światem, za tym, czego mi brakowało i za czym tęskniłam przez dni średnie i gorsze. Próbuję chwytać i chłonąć zapachy, smaki, dźwięki, odczucia i emocje. A to, to jest głód wszechświata, który najlepiej byłoby zaspokoić w tej chwili, teraz, zaraz, już - do przesytu, do bólu, niemożliwości i wszelakich nadmiarów. Do zdartego gardła, bolących mięśni, łzawiących oczu, piekącego języka i niemożności wyciszenia się. Do energii wędrujących w każdej komórce ciała, nerwów zastępujących pięciolinie, czegoś, co nas określa, co nas rozwala i buduje na nowo (zmienionych, odmienionych, innych). Pełni energii, którą trzeba włożyć w coś, cokolwiek - ale dlaczego brakuje tych tysięcy form przekazu, możliwości, by przelać na papier to, co mnie pochłania i dlaczego nie potrafię w szaleńczym widzie naszkicować, namalować, napisać, wykrzyczeć choć części tego, co jest niemal na wyciągnięcie ręki?
"... decyduje się zamknąc oczy, a wszystko wokół zaczyna dziać się na poziomie doznania zmysłowego..."
A teraz jestem daleko od szaleńczego pędu czasoprzestrzeni. Teraz siedzę przy biurku, słuchając muzyki i czytają książkę, która nie jest tak dobra, jak dopiero co skończony kryminał. Piję herbatę, której dzbanek stoi w zasięgu wzroku i przypomina o potrzebie uzupełnienia herbacianych zapasów. Palce mam brudne od pasteli, którymi usiłuję się posługiwać, a czego efekty są raczej dyskusyjne. Wpatruję się w kolory zdjęć i obrazków, które trzymam i mam. Właściwie, jest to pierwszy dzień, kiedy nie muszę za bardzo nic robić.

{ Dwie nowe roślinki, które dostałam od rodziców. Cyanide & Happiness. Zabójcze umysły i Magia Kłamstwa. Kubek herbaty i muzyka, muzyka, muzyka. }

2018
sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.