hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy kwietnia.

Komentuj (4)
Problem, że wszyscy bez względu na płeć zaczynamy żyć coraz dalej od siebie. Od siebie nawzajem, a także od własnego ja, które pogrąża się w zgiełku zabiegania, w śmietniku reklamy oraz finansowych namiętności. Skały naszego skupienia są roztrzaskiwane przez nadmiar bodźców, zalewają je fale płynące z telewizyjnych kanałów, atakują nas męskie i żeńskie jęki komórkowych telefonów.
Deszczowość owija się wokół ciebie jak najbardziej podstępny z bluszczy. Rytmiczny stukot kropli o szyby towarzyszy ci niemal bez przerwy od paru dni, powoli wkrada się w sny – jeszcze trochę, jeszcze bardzo niewiele i będziesz śnić o niekończących się rzędach okien w deszczowe popołudnia. A wtedy utkniesz już na zawsze w tym przednówku wiosny, pomiędzy resztkami mokrego śniegu i pierwszymi kwiatami, słońcem wychodzącym spomiędzy chmur i szarością drzemiącą między drzewami. A nie chcesz tego, nie chcesz. A brak czasu to brak przestrzeni na czułość. Senne zmęczenie, które się ciebie od paru dni trzyma, miesza w głowie. Ciężko jest się skupić, ciężko splatać słowa ze sobą w wytrzymałe ciągi zdań, gdy oczy z taką łatwością zamykają się, a myśli odpływają w sobie tylko znanych kierunkach. Rzeczy do zrobienia rozmywają się głowie, częściej niż zwykle zdarza ci się włączyć coś lub wstać po coś i znaleźć się z wyciągniętą ręką i kompletną pustką w miejscu, gdzie przed momentem był jasno sprecyzowany cel wykonywanej czynności. Pod skórą krąży odruch oparcia zmęczonej głowy na cudzym ramieniu i poskarżenia się na ten deszczowy czas, który to odruch musisz powstrzymywać raz za razem, kryjąc go w zaciśniętych palcach czy nieobecnym spojrzeniu tylko pozornie utkwionym w samym sercu tłumu. I niby nie wypatrujesz konkretnych twarzy między ludźmi, niby nie obracasz niczyjego imienia na języku, raz za razem sprawdzając, jak brzmiałoby wymawiane w te wilgotne wieczory, ale sny mieszają ci w głowie – którąś noc z rzędu w twojej głowie grają film z poruszającą muzyką w tle, który oglądasz z szeroko otwartymi oczami, a który nad ranem pamiętasz jak przez mgłę. A gdy połamane, podrapane czasem letnim i zimowym poranki zaczynają się od wpadania w pajęczynę tkaną z resztek snów, trudno oczekiwać, by reszta dnia była poukładana i zwyczajna. Wstałem i nie wiem, co mógłbym zrobić. Chyba tylko herbatę.

{ Hektolitry kaw. Muzyka. I deszcz. }

dziesiąty kwietnia.

Komentuj (6)
But my peace has always depended
On all the ashes in my wake
All you have is your fire,
And the place you need to reach
Don't you ever tame your demons,
But always keep 'em on a leash...
Jest tyle rzeczy - małych lub nieco większych - za którymi tęsknisz. Drobiazgi, których ci brakuje albo o których starasz się nie myśleć, pieczołowicie je zakopujesz pod natłokiem spraw ważnych i niecierpiących zwłoki (choć to wszystko i tak czasem wraca, mimochodem wraca; sprawia, że momentami o niczym innym nie marzysz tak, jak o oparciu głowy o to ramię oddalone od ciebie o zaledwie kilka centymetrów i zamknięciu oczu lub o powiedzeniu czegoś, co masz na końcu języka i zawsze, zawsze powstrzymujesz się dopiero w ostatniej chwili, w połowie gestu). All you have is your fire. Ale gdybyś miała wybrać jedno uczucie - to najczęściej obecne, najsilniej odczuwane, oplecione najcieńszą warstwą tkanki nerwowej - byłaby to tęsknota za latem i wszystkim, co się z nim kojarzy. Tęsknisz więc za tym światłem tak jasnym, że niemal oślepiającym, leniwymi rozmowami na politechnicznych ławkach w przerwach między zajęciami, miękkim, rozluźniającym poczuciem lekkości, wrażeniem, że świat nie jest taki ciężki i przytłaczający jak obecnie ci się wydaje, miękką trawą pod bosymi stopami, śmiechem, ciepłem...

{ Zakupy. Światło. Nowa książka. }

czternasty kwietnia.

Komentuj (1)
Leżę stopą wystukując rytm,
Liczę każdą z sufitowych rys.
I nagle elektryczna staję się.
Muszę wyjść, muszę wyjść natychmiast gdzieś.
I nie raz, i nie dwa, dużo więcej!
Będę czuł czystą moc, dzikość w sercu.
Są takie dni, gdy wpadasz lub po prostu budzisz się w nie dobrym, a świetnym humorze. I to jest stan, którego nie potrafisz opisać nawet najzwięźlej - brakłoby papieru, a jednak wciąż próbujesz. Bo nagle zachwyca cię cały świat, zapiera dech w piersiach sposób, w jaki chmury przesuwają się po niebie, a słońce tak cudownie rozświetla ich skłębienia, odcień zieleni, który przybierają te najświeższe, najmłodsze z liści, otulająca cię la tendre indifférence du monde, kwiaty, trawy, ludzie wokół, ulotne wspomnienie czyjeś wody kolońskiej czy zapach morza przynoszony ci przez wiatr. I to trwa przez moment, mgnienie oka i moment zaczerpnięcia oddechu lub nawet przez parę, paręnaście godzin - masz wrażenie, że lato to splot tychże momentów, ale to może być jedynie złudzenie, bo czas formuje i przekształca wspomnienia. Ale są takie chwile, kiedy świat nie jest lżejszy, a kompletnie pozbawiony ciężaru, kiedy możliwe jest wszystko i w twoich żyłach krąży coś, co spala cię od środka, krąży palący głód wszystkiego. I jeśli ktoś spyta się, czy nie podwiozłabyś go do Krakowa to odpowiesz pewnie, czemu nie? albo w sumie nigdy nie byłam w Krakowie, a fakt, że mieszkasz w Gdyni i to raczej nie byłaby półgodzinna podróż jest kompletnie nieważny, bo to brzmi tak kusząco i spontanicznie, a ty kochasz cały świat i nagle mogłabyś zrobić dla niego wszystko. I kładziesz się spać późno, późno i raczej z obowiązku, bo i tak nie możesz spać, bo i tak krąży ci po głowie nieskończoność myśli prześcigających się wzajemnie, a poza tym tyle rzeczy mogłabyś teraz zrobić, na przykład wciąż odkładane generalne porządki albo napisać książkę, zmienić coś, stworzyć, ułożyć na nowo... I te myśli ciągną się, tworzą nowe, rozbłyskują niczym fajerwerki tak, że nie nadążasz ich śledzić, o zapisaniu nie mówiąc. I czasem zastanawiasz się, czy to przypadkiem nie jest niezdrowe, czasem myślisz, że to sposób odreagowania tego, że twoje mięśnie są napięte jak struna a lęk trzyma się ciebie niczym najwierniejszy z psów, ale przeważnie wyczekujesz tych momentów, śnisz o nich kolorowe sny i tęsknisz, tęsknisz strasznie.

{ Przeczytana książka. Muzyka. Słońce, trochę słońca. I sobotni wieczór. }

osiemnasty kwietnia.

Komentuj (8)
... to jest bardzo głupie nosić szminkę w kieszeni, gdy ty patrzysz na mnie tak poważnie, jakbyś w moich oczach widział gotycki kościół. A ja nie jestem żadną świątynią, tylko lasem i łąką
Jest piątkowy wieczór, a ty siedzisz w domu z herbatą jako swoim najbliższym towarzystwem. Oglądasz film, do którego przymierzałaś się od dłuższego czasu, jak zwykle wymieniasz przy tym ciąg dziwnych wiadomości z ludźmi i nie bawisz się źle. Myślisz, że może z podziwu godnym uporem przekonujesz samą siebie, że chcesz ruchu, głosów, chaosu, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Może i lubisz czasem wylądować ze znajomymi w klubie, napić się i w niesamowicie niewygodnych butach tańczyć do rana, ale to raczej zdarza się niż jest. Bo siedząc tu sama, słyszysz ten cichy głos, który przekonuje, że normalni ludzie nie spędzają tak piątkowych wieczorów, że coś z tobą nie tak, jesteś nieprzystosowana, samotna i pokręcona, ale jest on tylko niewyraźnym echem, gdy uśmiechasz się do monitora. Bo gdybyś miała czegoś chcieć to dzisiaj nie chcesz wcale tłumu, głośnych rozmów i niekończącego się śmiechu, a raczej ramienia, które stykałoby się z twoim przy wspólnym oglądaniu filmu. Nie powinno cię to zaskakiwać, naprawdę, nie kiedy śnią ci się godziny, które spędzasz wtulona w kogoś, i to jest takie absurdalne, naprawdę, ale przecież nic nie poradzisz na to, jak wygląda wnętrze twojej głowy i na to, że gdy oglądasz film i do głowy przychodzi ci komentarz to grono osób, do których w myśli go kierujesz jest strasznie wąskie, jednoosobowe czasem i jest szansa, że to jest bardziej niż niezdrowe, ale naprawdę, co możesz poradzić? I kiedy na domiar wszystkiego masz mieszane uczucia w związku z tą całą poszarpaną sytuacją, o której nie możesz opowiedzieć nikomu do końca, nie brzmiąc jak dziesięciolatka, której udzielasz korepetycji i do tego słyszysz jeszcze no ja nie mogę, ja się powstrzymuję od rozwijania tego tematu, bo w mojej głowie kończycie razem, no naprawdę, co możesz poradzić?

{ Nowe okulary przeciwsłoneczne. Parę obejrzanych filmów. Ciągi rozmów i basen. }

dwudziesty szósty kwietnia.

Komentuj (4)
Did I drink too much? Am I losing touch?
Did I build a ship to wreck?
Good God, the star, the skies
We are lost, into the breach we got tossed
And the world is coming in fast
Może tak ma być, myślisz. Może faktycznie trzeba wyrywać cię z marazmu gwałtownie i bez zapowiedzi? Jeślibym była szukana, moje znaki szczególne to zachwyt i rozpacz. Ranek nie przychodzi powoli i nieśpiesznie, witając cię słońcem i kawą. Ranek oznajmia swoje nadejście głośną, głośną awanturą, twoimi łzami, bezsilną złością i wrażeniem, że cisza przez burzą była zdecydowanie za długa i w sumie mogłaś się tego spodziewać. O jedenastej siedzisz w aucie na tescowym parkingu i próbujesz zmyć z twarzy wilgotną jeszcze infrastrukturę łez. Dosyć nieudolnie, ale i z pewną praktyką zacierasz dowody na to, jak zaczął się twój poranek. Gdy wybierasz zapisany w pamięci telefonu numer, głos ci się lekko łamie - minie jeszcze trochę, trochę czasu zanim się tego pozbędziesz. Minie jeszcze więcej czasu, czasu i alkoholu nim pozbędziesz się echa uporczywie odbijającego się od ścian twojej czaszki, tego ponurego głosu mówiącego o tym, jak bardzo jesteś chora, skrzywiona, nienormalna, felerna, felerna, felerna, felerna. Na złość wszystkiemu decydujesz się dobrze bawić. Zachwyt i rozpacz. Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu śmiejesz się tak, że aż z trudem łapiesz oddech. Alkohol przyjemnie rozluźnia napięte od dawna mięśnie, nie możesz przestać się uśmiechać i to jest takie dziwne, i to jest takie piękne. A rano, rano zapach owija się wokół ciebie i łasi się do ciebie jak kot, i to zdecydowanie nie jest dobry znak, że poznałabyś go wszędzie, ale decydujesz się z nim postąpić jak z kotem - godzisz się na jego obecność, obdarzasz go atencją, której się doprasza, pozwalasz się oplatać ogonom i łapom. Zachwyt i rozpacz. Parę godzin później, gdy deszcz obmywa świat za twoim oknem, uśmiechasz się sama do siebie na wspomnienie wszystkiego i myślisz, że przez sekundę, minutę, kwadrans jest dobrze.

{ Burza, tony, tony zdjęć z wczorajszego wieczoru. Zapach, który się ciebie trzyma. I śmiech, dużo śmiechu. }

trzydziesty kwietnia.

Komentuj (1)
Cieszę się z pięknej pogody, z talerzyka malin, z sensownego zdania w książce. Pascal miał rację, człowiek jest potworem. Nie, Pascal nie miał racji, człowiek jest cudem.
Miewasz ostatnimi czasy wrażenie, że życie jednak odrobinę przypomina film. Nie jesteś pewna, jakiego gatunku mógłby być, nie jesteś. Bo wciągu sekund przechodzi od zabawnie dziwacznego Rubber, przez dziwnie absurdalny Grand Budapest Hotel, do popapranego i ponurego American Beauty, a metaforyka ta bez końca tka się sama z filmów, które oglądałaś ostatnio. Miewasz więc chwile zawahania - gdzieś między czyimś słowem, a widokiem czegoś - kiedy to wszystko wydaje się tak nierealne, że aż z niedowierzaniem przyjmujesz brak ścieżki dźwiękowej w tle. From here on in, we shoot without a script. Poza filmowymi kadrami nie ma tak pięknych zachodów słońca ani chmur, przez które chciałabyś położyć się na dachu i godzinami gapić w niebo. Nie ma rozmów w stylu kiedy znowu napiszesz coś na blogu, podszytych śmiechem opowieści o poprzednich dniach i uśmiechów nieschodzących z twarzy. Nie ma zieleni oblekającej cały świat tak niespodziewanie i bez zapowiedzi, że jej widok zapiera ci dech w piersiach i o siódmej rano. Dziwne, telenowelowe relacje, przez które wciąż rozpoczynają się rozmyślania o tym, kto kogo kocha lub za co się obraził, nie zdarzają się poza młodzieżowymi filmami w odcinkach. Nie ma zdjęć malujących uśmiech na twarzy, ciągnących się jak guma do żucia toków rozumowania, ja w sumie dwa lata temu myślałam, że coś między wami może być, kwiatów kwitnących gdzie się da. Miękkich snów, przez które budzisz się z mieszanymi uczuciami. Wrażenia, że nie za wiele ludzi toczyłoby takie rozmowy o burzach, oglądając interaktywne mapy błyskawic, niewiele mogłoby rozmową o niczym przekonać cię, że wszystko z tobą w porządku. Poczucia, że nie ma takich ludzi, a jeśli są to chcesz więcej, chcesz wszystkiego - chcesz euforii, niekończących się uśmiechów, filmowych przyjaźni, romantycznych happyendów i żeby nie trzeba było używać form przypuszczających. So it goes.

{ Florence, morze kawy i słońce. Zieleń, błąkaniny po sklepach, ciągi rozmów. Sen. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.