hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

piąty kwietnia.

Komentuj (8)
No walls,
Can keep me protected
No sleep,
Nothing between me and the rain
And you can't save me now,
I'm in the grip of a hurricane
I'm gonna blow myself away.
Bo to jest trochę tak: dni mijają, godziny prześcigają się wzajemnie, ciężko jest chwytać momenty, które zlewają się ze sobą niby drzewa obserwowane zza szyby samochodu. Wyciągasz ręce i próbujesz nabrać w nie każde słowo, nutę, śmiech i promień słońca. Ale przecież zawsze coś prześlizgnie się przez palce, ucieknie poza granice wzroku, a to rodzi niedosyt. Pośpiech rodzi niedosyt, zmęczenie rodzi niedosyt, myśli, sny, podgorączkowe stany i jesteś tak strasznie głodna świata, że aż brakuje ci słów. I'm in the grip of a hurricane, I'm gonna blow myself away. Więc (ponieważ? pomimo?) uciekasz z kolein i utartych schematów, a to zawsze rodzi niepokój. Bo to jest trochę tak: nie potrafisz podjąć decyzji. Nie umiesz powiedzieć, czemu obracasz w myślach jak w palcach najdrobniejsze szczegóły obrazu pewnego kogoś ze studiów, ale nie jest to pozbawiona emocji analiza. Nie wiesz, czy odnajdujesz siebie w tej czerwonej sukience i wysokich butach, gdy słyszysz boże, jak ty na mnie działasz od nowo poznanego faceta. Nie jesteś pewna, czy da się wciąż splatać ze sobą nastawianie miana nadmanganianu potasu z Fuentesem i Kunderą, złośliwość z nieśmiałością, pęd z refleksją, dialog ze spojrzeniem - po głowie błąkają ci się wzory i urywki wierszy, dyskusje, melodie, sprawozdania i obrazy.

{ To. Herbata. Niebieskie paznokcie. }

dziesiąty kwietnia.

Komentuj (12)
Już w zgodzie ze snem nie napiszę ciebie,
Wierszu, moja męko, nędzo i wielkości,
Nudo, rozpaczy, głodzie i szaleństwie.
Nie policzę cię na palcach żadnej zorzy.
I nie wysłowię cię do wtóru gwieździe:
Tak wysoko we krwi śpiewa, że aż boli.
Może to nie myśli czy skojarzenia są nierealne i pozbawione odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale granice, ramy czasowe? Wiem, że inny jest język poematu. Ciepły wiatr przywodzi nostalgię tak silną, że wszystko, czego masz okazję skosztować, zostawia na języku słodko - gorzki smak. Powietrze wypełnia niespokojne oczekiwanie na burze, to czekanie nie ma kształtu czy ograniczonej powierzchni - jest wyczuwalne pod skórą, gdy raz za razem wyglądasz przez okno czy nasłuchujesz grzmotów, jest widoczne w ruchach ptaków, które kluczą nad domami zbite w stada formą przypominające dym ulatniający się z kominów podczas największych zawiei. Do pokoju wpada światło deszczowe i mokre, brudzące barwy wilgocią, rozcierające kontury, czyniąc je niemożliwymi do rozróżnienia. Wyznacza mnie ciało, które wciąż mam, a zakreśla skóra. Wszystko to widzisz, słyszysz, wyczuwasz w otaczającym cię powietrzu, wszystko to czujesz w sobie. Spod palców uciekają godziny, gubisz kartki wyrwane z kalendarza, a gdy jesteś tak strasznie zmęczona deszcz pada, tak jakby chciał cię utulić do snu. Po kolejnych dniach zostaje tylko dziwnie szorstki osad na opuszkach palców, listy spraw spisane atramentem odbijającym się na dłoni i urywki skojarzeń nachalnych jak owady szukające schronienia przed burzą - a nad tym wszystkim szumi wiatr, on jeden przypomina ci o wszystkim, co już powoli wymyka ci się z rąk. Patrzę czasem na Ziemię lecz już nie widzę planety. Cóż, że jest słowo Ziemia, że inne także pamiętam. Po burzy, na mokrym niebie rozlewa się tęcza, a to, jak kojący jest ten widok, zaskakuje, przede wszystkim, ciebie. Ale nie spuszczasz z niej wzroku, póki jej wspomnienie nie znika za horyzontem.

{ Żółte paznokcie. Deszcz. Truskawkowa herbata. To. }

jedenasty kwietnia.

Komentuj (2)
Na pozór wszystko gra. Uśmiecham się tak, jak jest to ogólnie przyjęte, nie za szeroko, nie za wąsko. Tak w sam raz. Jestem zawsze pogodny i uprzejmy dla wszystkich. Ludzie szanują mnie za to. Tylko wewnątrz cichy głosik krzyczy 'kurwa mać!'.
Bo tą najgłupszą, najbanalniejszą prawdą jest to, że nie ma energii nie kończącej się - prędzej czy później zmęczenie dopada każdego i nie ma znaczenia, że nie masz na nie czasu i że jeszcze tyle trzeba zrobić. W pewnym momencie słowa trzeba wytrzymać jeszcze parę dni na maksymalnych obrotach, a w czwartek, w czwartek będziesz mogła odpocząć brzmią ponuro i sztucznie nawet w twoich własnych uszach. W pewnym momencie coś na kształt łez rozmazuje zmęczone spojrzenie, oddech spłyca się, a ty zdajesz się być jednym wielkim splotem napięć, bo wszystkiego jest za dużo. Lubię ten mglisty zawrót głowy po mocnym zaciągnięciu się gorzkim dymem. Rzeczy do zrobienia zdają się rozmnażać i nawarstwiać, w pośpiechy gubisz myśli. Ludzie wymykają ci się, bo nie da się być stale w kontakcie, gdy jest się tak zmęczonym, nie da się tego wyjaśnić i zastanawiasz się, czy każdy dzień nie oddala cię coraz bardziej. Hormony to nieposłuszeństwo krwi, przypominają, że nie masz ostatniego słowa. Politechnika staje się miejscem łakomym i chciwym - wyciąga ręce po kolejne partie twojego czasu, a ty już i tak oddajesz jej prawie każdą swoją chwilę. Masz moralnego kaca w związku z chłopcem, na którego wiadomości nie odpisujesz, bo nie masz siły na to, by wyjaśniać, że nie podobał ci się on, a jego zainteresowanie i że przez parę godzin byłaś pijana czyimś uczuciem, ale śnisz jedynie o chłopcach, którzy nie zwracają na ciebie uwagi. W roztargnieniu zostawiasz rzeczy gdzie popadnie, a wstając nie umiesz wybrać, co zjesz i w co się ubierzesz. Potrzebujesz chyba kogoś, kto powie ci, że nie zrobiłaś niczego złego i że zapracowałaś na odpoczynek. Zmiany przyjdą na pewno, lecz nie wtedy, kiedy się na nie czeka. Więc jutro znowu będziesz pędzić jakoś czy gdzieś.

{ Things we lost in the fire. Ciepła herbata. I kawa, dużo kawy. }

trzynasty kwietnia.

Komentuj (11)
A gdy późny zmierzch zakrzepnie w ołów
Przechadzamy się pod latarniami
I ograne płyty z końcem świata
Nakręcamy gestem apostołów
Do głowy, zupełnie nie proszeni, wkradają się ludzie. Śnią ci się - tobie, której sny wymykają się nad ranem i niemal nigdy nie dają się pochwycić i przypomnieć. Brudzą skórę melancholią, zostawiają na języku posmak chaosu. Zaczyna ci się wydawać, że nadciągające katastrofy i wyczerpania smakują zimną kawą, nie do końca rozpuszczonym cukrem z samego jej dna. Wracają do ciebie nie twoje przeszłości w słowach słyszanych coraz częściej. ... bo kiedyś w Raciążu były tylko dwa samochody - taksówkarza i milicji. Rankami przekonujesz sama siebie, że trzeba wstać, a echa sennych rozmów czepiają się twoich palców, gdy sięgasz do budzika. Najlepsze pomysły nachodzą cię, gdy za długo wystajesz pod prysznicem, może to zasługa tego, że na skórze przez moment nie ma resztek zmęczenia. Po wyjściu spod prysznica związujesz włosy, nie udaje ci się przywołać w pamięci momentu, kiedy urosły na tyle, by ci się to udało. Ale to nic, przeglądając notatki dalej malujesz paznokcie krwistoczerwonym lakierem. Gdy za oknem, nie wiadomo kiedy, zapada zmrok, na chwilę zawieszasz wzrok na szaro - niebieskich chmurach i myślisz, że ludzie wariują od patrzenia w puste twarze. Ale to nie ważne.

{ Czerwone paznokcie. Możliwość wyspania się. I co? }

dziewiętnasty kwietnia.

Komentuj (5)
Właściwie chodzi wyłącznie o to, żeby nie poddać się zmęczeniu, nigdy nie dopuścić do braku zainteresowania, do obojętności, nigdy nie zagubić swej bezcennej ciekawości, bo wtedy człowiek sam sobie pozwala umrzeć.
Dzisiaj słuchasz opowieści o portach, zwiedzanych miastach, niewielkich ogrodach odkrywanych w samym centrum blokowiska. Czytasz o kolejnych parkingach znajdujących się wzdłuż autostrady prowadzącej od Paryża do Marsylii, lasach i polach oczekujących na pejzażystów sprzed dwóch stuleci. W snach wracasz na niewiarygodnie zieloną trawę, z której wsłuchiwałaś się w koncertową muzykę, mając przed oczami tylko błękitne niebo. Rodzi się w tobie tęsknota za czymś nieuchwytnym, nieobecnym, niesionym z wiatrem. Otwierasz na oścież okna, ignorując wściekłe mruczenie piły dobiegające z ogrodu sąsiadów i to znacznie bardziej niepokojące szemranie osy - zza twojego krzesła. Oddychasz wpadającą do pokoju wiosną, oddychasz błękitem, zielenią, słońcem, cieniami motyli przelatującymi przez podłogę. Oddychasz, przez chwilę wolna od niepokoju, pośpiechu, niepewności.

{ Tym razem, fioletowe paznokcie. "Autonauci z kosmostrady". Kult Unplugged i Nick Cave. }

dwudziesty pierwszy kwietnia.

Komentuj (5)
We have the answer to all your fears
It's short, it's simple, it's crystal clear
It's round about and it's somewhere here
Lost amongst our winnings
Wiosna nadchodzi tak, jak powinna w dobrych, grubych powieściach - ukradkiem, ale nieuchronnie, ignorując rozterki i oczekiwania głównych bohaterów. Kiedy wyglądasz przez okno, dostrzegasz kolory powoli wypełniające coraz większe przestrzenie, życie zostawiające za sobą marazm i apatię. Ptaki nawołujące się gorączkowo. Pokrywające się kwiatami drzewa. Jaskrawożółte tulipany. I energię, która czai się niczym gotowy do skoku kot i która ujawnia się pod postacią niepokoju lub ekscytacji, dwojga dzieci tego samego impulsu. Pass me that lovely little gun. Chaos pierwszych dni odpoczynku - kara osób robiących wszystko jednocześnie i bez chwili wytchnienia - w końcu minął i znowu czujesz się silna. Spokojna. Po głowie krąży ci uśmiech nie należący do ciebie, uśmiech, który zapamiętujesz nie roszcząc sobie prawa do czegokolwiek ponad nim albo który sprawia, że chcesz więcej, chcesz wszystkiego. Nie wiesz. Lift up your voice, lift up your voice. Ale po krwiobiegu znowu krąży to dziwaczne poczucie, że jest dobrze, że robisz, co możesz i że masz prawo nie brać wszystkiego na poważnie, gdy świat pływa w oparach absurdu. Wiesz, że chcesz trzymać się tego poczucia.

{ Książka. Kino. Kolejna piosenka. }

dwudziesty szósty kwietnia.

Komentuj (8)
Autostrada nie jest linią prostą, ale spiralą; nasze dwa życia też są spiralne; te krzyżujące się linie, na mozaikowym tle okręgów i stycznych, równoległych i przecinających się, budzą w nas zawrót głowy...
Ostatnio, kiedy jedziesz autobusem, nie czytasz książki. Uważnie wpatrujesz się w okno. Głodny wzrok karmiąc każdym fragmentem trawy, każdym kwiatem. Zakochujesz się w wiosennym mieście, drzewach pokrywających się zielenią, bielą, różem. Ciepłe światło obejmuje świat, cienie kładą się u twoich stóp. Twoje myśli, niczym dzieci bawiące się na skąpanym w słońcu placu zabaw, poruszają się swobodnie, spychają się wzajemnie z pierwszych planów, prześcigają konotacje. A ty dajesz im się bawić niczym wyrozumiała matka, przekonana, że prędzej czy później wrócą tam, gdzie ich miejsce. Ale na razie obserwujesz je, poruszające się coraz szybciej i szybciej w szaleńczym tańcu wokół własnej osi. I jak tu się przy tym skupić?

{ Słońce. Z jakiegoś powodu to. I jakiś dziwny brak skupienia. }

dwudziesty siódmy kwietnia.

Komentuj (5)
I upadki jakby głębsze, i wzloty jakby wyższe.
Bo to jest trochę tak: dni mijają, pędzą przed siebie w szaleńczym tempie. Horyzont zaciera się, w tym pośpiechu widzisz jedynie bezkresny błękit nad twoja głową i to od niego nie odrywasz wzroku. Chciałabyś rzucić się w pogoń za światem, dać unieść podmuchowi wiatru, ale nie udaje się wciąż i znów. Po obudzeniu przekonujesz sama siebie, że należy wstać, że trzeba, że już - monologi te stają się coraz dłuższe i coraz mniej przekonujące. Jesteś wciąż senna, a kolejne kawy wypijane trochę mimochodem, w gruncie rzeczy, nie zmieniają nic. Coraz trudniej jest ci zabrać się za coś, co zrobić trzeba, jesteś zmęczona, wytracasz czas, on rozpada się w pył i osiada ciążącą warstwą na skórze. Ciężko się oddycha, ciężko się myśli, ciężko się jest.

{ Słowa. Myśli. Kawy. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.