hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

czwarty kwietnia.

Komentuj (7)
... a kiedy miał już roztopić się w blasku, rozłożył skrzydła, majestatycznie zakreślił w powietrzu łuk, bezkształtny cień, niewielka plama przesuwająca się ponad nieruchomą, pofalowaną płaszczyzną białego piasku, żółtego piasku; zatoczył koło i miał pod sobą wszystko: kamienie, mury, kraty...
Nieposkładane są twoje sny. Nieposkładane, niemalże zbudowane z niewymiarowych arkuszy papieru. Jak pijane origami. Ostre kanty tych sennych widziadeł rysują wierzchnią warstwę skóry, brudzą ją siatką zaczerwień, drażnią mapami dróg nie prowadzących donikąd. We go down with the due in the morning light. Dziwaczne są te twoje sny. Budzą nieusprawiedliwionym niepokojem, nieprzytomnym spojrzeniem za siebie, nie pozwalają wyrwać się z otępienia lub rozwiewają się na ułamki sekund przed ich uchwyceniem. Po kilku przespanych godzinach nie potrafisz odnaleźć w sobie energii, po kolejnych czujesz, jakbyś nie spała wcale. And we breathe. Strasznie uparte są twoje sny. Zdarza się im pozostawać na skórze grubą warstwą mgły, która szczelnie cię otula. Coś wtedy wchodzi w skórę, w kości, ale co, jak?

{ Zaraźliwy śmiech najdziwniejszych momentów. Nowy wisiorek, urocze breloczki i notes. Ciężka, ciekawa książka, nieprzeciekający termos i kolczyki z Allenem Ginsbergiem. Nieboląca głowa, absurdalność ćwiczeń z fizyki i chyba coś ze mną nie tak. }

siódmy kwietnia.

Komentuj (14)
...nalegałaś, by opisywać i jeszcze raz opisywać, jako że jest to jedyna kpina, która nam pozostaje: inwentarze, katalogi są ostateczną ironią, którą można odpowiedzieć na wszystkie zmarnotrawione historie, na wszystkie pokonane osoby, na wszystkie puste znaczenia.
Gdzieś w twoich tkankach tkwi czarna dziura, myślisz. Dotykasz palcami skóry i niemal czujesz ją na wysokości mostka, w okolicy płuc. Odganiasz to zdanie niczym natrętną muchę, odwracasz głowę i uparcie spoglądasz na rzeczy, które mogłyby odciągnąć od niego twoją uwagę. Ale pewne zestawienia wyrazów nigdy nie oddalają się na długo. And we breathe it in. Bo czarna dziura, obszar czasoprzestrzeni powstały w wyniku nagromadzenia niewiarygodnie dużej masy w odpowiednio małej objętości, bo obszar, którego nic, łącznie ze światłem, nie jest w stanie opuścić. Powraca z innymi niechcianymi echami, wsiąka porami skóry do żył jako doskonała metafora. Siła grawitacji rośnie wraz z iloczynem mas i odwrotnie do kwadratu odległości, myślisz. Więc niewiarygodnie duża masa, ciężki, napierający na ciebie świat, w odpowiednio małej objętości, w drobnej przestrzeni między tkankami to twoja własna destrukcja, niepiękna katastrofa, bo nic, łącznie ze światłem...
Ale czasem coś, sen, który cię zmorzy czy wpadające do pokoju słońce, przegania ponure myśli na chwilę przed teoretycznym zniszczeniem.

{ Nadmiary pracy, bliżej niesprecyzowany napój energetyczny. Nieprzespana noc, dziwaczne sny, niewspółpracujący z tobą komputer i za długa książka. Bez sensu. }

czternasty kwietnia.

Komentuj (12)
the history of melancholia
includes all of us.
me, I writhe in dirty sheets
while staring at blue walls
and nothing.
Jesteś zmęczona zmęczeniem zakończeń nerwowych startych do kości, tatuaży cieni pod twoimi oczami. Zmęczeniem nerwowej atmosfery, wystygłej krwi i emocjonalnych wahań. Błąkającym się bez sensu, snującym bez określonego celu, gdy tak wiele rzeczy wymagałoby twojej uwagi. Zapomniałem nakręcić czas i zapomniałem rozpocząć nowy dzień. We własnej głowie znajdujesz przede wszystkim ciężki kłąb waty, który utrudnia układanie słów w rozmowy możliwe do odbycia, plany, na których realizację starczyłoby ci energii czy prośbę, by ludzi, do których nie masz siły dzwonić, nie rezygnowali z ciebie. Powieki masz półprzymknięte, czasem oczy łapią zagubiony promień słońca czy obraz zamglonego lasu, który dociera do przetartych nerwów i przez chwilę czujesz się żywa. Częściej jednak przesypiasz przystanki, zapominasz o datach, a ścieżką do domu prowadzi cię ślepą twój własny upór, gdy nie masz siły patrzeć pod nogi. A może ja jestem opowieść zmęczonych ust? Nachodzi cię wrażenie bycia na skraju zawrotów głowy, w zasięgu czegoś dziwnego, w samym sercu niemożności zatrzymania się.

{ Właściwie to książka, breloczki i pluszowe kwarki. Zdarzają się dziwniejsze zestawienia. }

dwudziesty trzeci kwietnia.

Komentuj (9)
Z okna wyskoczył jej wątły cień,
Bezgłośny szept, gwałtowny puls.
Wszystko z wysokości moich okien
Ręce w powietrze, włosy na wietrze.
Piegi - w locie mrówki w złote,
Niedobry bruk wdarł się do ust.
To prawda, ostatnimi czasy bywasz głównie szarym zmęczeniem, osadem niewyspania trudnym do starcia ze skóry. Ale nic się nie martw, przecież sieć żył i tętnic niczym drogowa infrastruktura rozpływa się pod skórą, pozwala krążyć po ciele wartkiemu strumieniowi krwi. Ale czekaj cierpliwie - już niedługo świat będzie skrzyć się wszystkimi kolorami tęczy, wyrównywać kontury, letnimi ulewami ścierać spod oczu cienie. Napięcie wielkie, nieustające. Na razie przedsmak, porozumiewawcze mrugnięcie, czuła pieszczota świata w nagrodę za twoje starania. Nieustający strumień. Czy czujesz napięcie w powietrzu? Atomy wirują niespokojnie, powietrze drży, a w tobie coś budzi się, podnosi i odpowiada na to drżenie. Powraca do ciebie kilkanaście ostatnich zdań Obcego, piosenka, po wielokroć odżywająca w twoich tkankach, na stałe już obecna w twoich kościach. Nie można już inaczej i nie chce się inaczej. Twoja krew to nie nawyk ruchu, a wrząca, rwąca rzeka tlenu, nut i słów. Myśl to nie zaszczute zwierzę atakowane nadmiarami bodźców, a struna czuła na najcichszy szept wszechświata. Bo to są kary, ale też nagrody. Dziwaczne, szalone, osładzające za długie zimy, wynagradzające samotności i smutki, obezwładniające uczucie, że cały świat to niewiarygodnie żywa materia wyciągająca ku tobie dłonie. Ręce w powietrze, włosy na wietrze...

{ Tęsknota za pisaniem. Niedzielny koncert. Różowe paznokcie i twoja własna przekora. "Cała jaskrawość" przedostająca się do tekstu kursywą. }

dwudziesty dziewiąty kwietnia.

Komentuj (5)
Ten ruch: tak, to jest życie, napędzane wolą
Sprzeciwu wobec siebie, gdyż znajduje śmierć
W sobie samym, to tarcie, dobrotliwy opór
Zmierzający do tego, by zostało w tle
Jednej nieskończoności, ten bezwład ciążenia
Tkwi w tobie muzyka niczym cierń. Wystarcza jeden dźwięk, dźwięk, który ugina inne i unosi się ponad wszystkim. Który łamie cię w pół, tłucze starannie budowaną konstrukcję warstw wierzchnich. Ten ruch, uwierz, gdy mówię Ci, jest rzeczywisty w czasie... Nie eksplozja energii, nie przepływ wrzącej krwi zalewającej tkanki i płuca, ale coś znacznie subtelniejszego. Paleta emocji drżących pod skórą, dzikie zwierzę pomimo strachu przystające przed wyciągniętą dłonią. Mimowolnie wybijające rytm palce, mięśnie napięte do bólu, oczy obserwujące bez względu na położenie powiek - widzące ponad i przez. Ten ruch, uwierz, gdy mówię... Naga, przezroczysta skóra. Nagie, odsłonięte nerwy - wrażliwe na wibrację podłogi płynącą od stóp i na najdrobniejszy ruch powietrza. Naga krew w otwartych żyłach, gdzie rozpuszczalność muzyki przekracza twoje pojmowanie, a przede wszystkim samą siebie. Naga struna. Naga, drżąca, nierzeczywista, ale niewiarygodnie czuła. Ten ruch: tak, to jest życie... Rozwalił cię ten koncert, dziewczynko, i nawet nie znajdujesz innego na to określenia. Rozwalił i nawet nie rozumiesz, do końca, dlaczego?

{ Wczorajszy koncert. Wojaczek w italikach. Stachura na biurku. }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.