hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi marca.

Komentuj (4)
Nie próbowałem jeszcze dotyku. W tym może
szansa: odrzucić w tył zawodne instrumenty,
zostać tylko opartym na końcach palców;
może choć na odległość
rąk wyciągniętych utrzymać przybierające.
Zaskakują cię jej gorsze nastroje czy chwile zawahania nie dlatego, że nie chcesz mieć z nimi do czynienia, ale dlatego, że czasem ciężko jest ci je zrozumieć. Rozum tłumaczy ci cierpliwie, że wątpliwości dopadają ludzi niezależnie od faktycznego stanu, a ponury wilk niepokoju i rozterek nie jest wcale zwierzęciem samotnym. Ale jest tyle rzeczy, których jej zazdrościsz, masz nadzieję, że bez grama zawiści, tyle ich cenisz i chciałabyś, choć nieumiejętnie, wyjaśnić jej ten ciąg skojarzeń i powiedzieć, że... Bo łatwość, z jaką przyciąga spojrzenia i kradnie je na dłużej, czego przeważnie zdaje się nie doceniać i czego czasem nie zauważa. To, jak znajduje wspólny język z obcymi ludźmi, jak nawiązuje kontakty, jakby to była najłatwiejsza rzeczy pod słońcem, gdy ciebie za gardło trzyma ta dobrze znana panika. Poczucie, że jest panią własnego losu, które spowija ją jak płaszcz i które na jej twarzy wypisuje zapewnienie, że umie poradzić sobie sama i jest wystarczająco silna, by to unieść (bo jest, nawet gdy twierdzi inaczej lub gdy daje się komuś o tym na mgnienie oka przekonać). Cierpliwość, jaką ma do ciebie, szczególnie, gdy nachodzą cię te same natrętne myśli, co zawsze, a ona zdaje się to odczytywać spomiędzy liter wiadomości. Łatwość, z jaką umie mówić o tym, co ją cieszy czy martwi i umiejętność radzenia sobie z tymi sytuacjami, gdy tak łatwo wracają echa twoich gaf sprzed dziesięciu lat. Zaskakująco często przez nią niedoceniania wytrwałość. To, jak cierpliwie wyciąga z ciebie słowa, gdy o pewnych rzeczach chcesz mówić, ale nie umiesz. I jeszcze dużo, wiele, ale brakuje słów, odczuć dających się włożyć między wyrazy...

{ Dla Niej, na dzień przed urodzinami, na dzień po godzinach pełnych kawy i czekolady. Bo inaczej chyba nie umiesz. }

siódmy marca.

Komentuj (4)
Czy przypadkiem nie właśnie dlatego nie odzywasz się do ludzi, nie mówisz im o tym, co w tobie najbardziej wstydliwe, czyli o tym, co siedzi najgłębiej, (...), czy nie przypadkiem właśnie dlatego nie mówisz o tym, bo boisz się oceny?
Gdzieś między wieczorem a późnym wieczorem, przy próbach wyciągnięcia cię na stół, słyszysz, że miny, które robisz, są bezcenne. Na sekundę zbija cię to z tropu, deprymuje. Trudno byłoby ci tę reakcję wyjaśnić, próbując zawrzeć swoje zaskoczenie w słowach, musiałabyś posłużyć się zdaniem topornym, ponuro brzmiącym i zdecydowanie niedopowiedzianym - tak naprawdę rzadko kiedy ktoś na ciebie patrzy. Ale przecież to nieważne, nie o to chodzi. W końcu Ja, cóż - Włóczęga, niespokojny duch, ze mną można tylko pójść na wrzosowisko. Ponieważ mija właśnie piątkowy wieczór, dezorientacja szybko przechodzi, a raczej zdaje się blaknąć na tle stołów, drinków, piosenek i ludzi. Niemal całkowicie przyćmiewa ją jeden dramat, taka piękna eksplozja chaosu, która wydarza się nagle i w oparach absurdu. Raissa wciąż wybrzmiewa ci w głowie, smak melonowych napoi pozostaje na języku. Wspomnienie drinków, których podstawą jest płonący alkohol i rozbłysk, na tle tych wszystkich zajęć laboratoryjnych wcale nie jest tak magiczne, jak mogłoby się wydawać i to bawi cię niemożebnie. Wszystko inne po prostu dzieje się, dzieje się, jak chce, a tobie to nie przeszkadza, bo jest dobrze, jest w porządku i wszystko gra. Dzisiaj, cóż dzisiaj. Dziś być musi od teraz do zawsze. Tamta dezorientacja, wciąż zaskakująca, ale wciąż nie nieprzyjemna, przypomina się dopiero, gdy w nocnym pociągu wpatrujesz się w okno. Starasz się nie zasnąć, choć senne rozleniwienie oplata cię powoli, myśli snują się jak bezpańskie sny, a za oknem świat przemija, przemija.

{ Piątkowy wieczór. Prezenty. I tradycyjnie już, choć tym razem bardziej dosłownie, opary absurdu. }

jedenasty marca.

Komentuj (3)
... z powodu każdej plamy wina na obrusie, z powodu każdego śladu rdzy na kratach Cour de Rohan o świcie, wymyślamy nasz pożar, płoniemy, poczynając od środka...
Eksperyment na dziś: spróbuj wytłumaczyć choć jedną z rzeczy, która cię dziś rozbawiła tak jakbyś opowiadała ją zupełnie obcej osobie. Zignoruj ponury głos, który przekonuje, że tłumaczenie dowcipów jest jak rozkopywanie świeżego grobu, żeby pochwalić się starym znajomym - zupełnie bezsensu. My lover's got humour, She's the giggle at a funeral. Ale spróbuj. Bo jest za dwadzieścia ósma, co oznacza piasek na dobre zadomowiony pod powiekami, wilgotną senność klejącą się do skóry i poziom skupienia oscylujący w okolicy zera. Wykład trwa od wieków, co w żaden sposób nie wyklucza się z informacją, że rozpoczął się o siódmej trzydzieści, o czym powinien wiedzieć każdy, kto wyrażenie współczynnik korelacji liniowej usłyszał przed południem. Walczysz nie tyle ze snem, co z ogarniającym cię poczuciem absurdu i, w przypływie desperacji, rozpoczynasz grę w kółko i krzyżyk. 'We were born sick, ' you heard them say it. A kiedy twoje mocno owalne koła układają się tak, że żaden plusopodobny krzyżyk nie może odebrać ci wygranej, twój kolega odkłada długopis. I głosem uroczo dziecinnym - głosem wyjątkowo niepasującym do kogoś, kto swojego wieku od ponad dekady nie jest w stanie pokazać na palcach, a każdy dzień rozpoczyna niemal gruźliczym kaszlem palacza - oświadcza, że się tak nie bawi. Może to kwestia pory za wczesnej na wszystko, bolących zatok czy twojego niemal permanentnego niewyspania, może sposobu, w jaki krzyżuje ręce na piersi z urazą, ale nie jesteś w stanie powstrzymać się od śmiechu.

{ Jakieś półtora tysiąca słów zapisanych nie wiadomo gdzie, a ty upubliczniasz właśnie te... Poza tym, absurd, ta piosenka, nadmiary kofeiny. }

piętnasty marca.

Komentuj (4)
Później, późnym popołudniem
Gdy cienie będą dłuższe i smutniejsze niż są
Później, przeczuwam to podskórnie
Wszystko nagle utnie się, przemieli na proch.
Jeszcze pocieszam się, że jestem
Rozkoszne czując dreszcze od nadmiaru i żądz.
Myślisz, że powoli, stopniowo mija ta ciężka zima. Ale nie było w tym roku mozolnego brnięcia przez śnieg do przystanku autobusowego, brak brudnej bieli klejącej się do butów, a więc i nieśpieszna, mozolna zmiana sezonów wydaje się mniej oczywista. Zima, luty, głód powietrza, słoneczka. Znowu masz okazję widywać wschody i zachody słońca – wszelkie przejazdy z domu na politechnikę, z uczelni na korepetycje, wszystkie z i do odbywały się ostatnio pod osłoną nocy, z ponurą szarością jako jedynym tłem każdego z pokonanych kilometrów. Dni są nieco cieplejsze, nie jest to jeszcze zwalająca z nóg różnica, ale coś w tobie już wraca myślami do ukochanej skórzanej kurtki czy trampek. Wszędzie słychać śpiew ptaków – nie sądziłaś nawet, że ci tego brakuje, póki świergot nie zaczął przecinać miejskiej ciszy poranków (miejskiej, bo nigdy zupełnej, ale podkreślanej warkotem silników w oddali). Coraz częściej szukasz w schowkach czy czeluściach torby przeciwsłonecznych okularów, bo światło staje się śmielsze i rzadziej chowa się za chmurami. Uciekam w piosenki, odszukaj mnie tu. Ale przede wszystkim, przede wszystkim czujesz tę wiosnę pod skórą. Powoli, bardzo powoli żylna infrastruktura roznosi ją po ciele. Jest to obserwacja dokonana mimochodem i całkowicie zaskakująca, bo przeziębienie, jak zwykle, niemal zwala cię z nóg, utrudnia każdą, nawet najprostszą czynność i wyciąga zachłannie ręce po wszelkie okruchy energii. Nie boję się śmierci, zrodziłem się z chmur. Ale wiosna nie zawraca sobie głowy żadnymi teoriami czy mechanika kwantową – wiosna drwi sobie z tego, czy wyczekujesz jej niecierpliwie, czy może nie dostrzegasz jej pełnego dostojeństwa nadchodzenia, obserwacja nie wpływa na nią w żaden sposób. A ty (po odespaniu tygodnia niedosypiań i niedojadań, z przykazaniem, ze masz odpoczywać) z zaskoczeniem znajdujesz ją u siebie. Czai się dyskretnie między doniczkowymi kwiatami, słońcem wpadającym przez okno, miękkim błękitem malującym się na okiennych szybach. Znajdujesz ją w nagłym przypływie pomysłów. W chęci by zrobić coś, cokolwiek. W tym cieple rozchodzącym się po ciele, żarzącej się zapałce umiejscowionej na splocie zakończeń nerwowych i poczuciu, że wystarczy westchnienie, najlżejszy powiem, aby rozniecić płomień, rozpalić to wielkie ognisko. Niedosyt serdeczny odczuwam i głód.

{ Cały ten świat, bezkarnie przewlekła hipertrofia... Muzyka, kawa. Nowy lakier do paznokci. }

dwudziesty pierwszy marca.

Komentuj (4)
Never feel too good in crowds,
With folks around, when they're playing
The anthems of rape culture loud,
Crude and proud creatures baying
All I've ever done is hide
Pierwszy niemal letni dzień, pierwszy od tak dawna. I wprawdzie nie jest wyjątkiem to, jak śmiałaś się dzisiaj – śmiejesz się zaskakująco często, ostatnimi czasy – ale zimą rzadsze są radości pozbawione jakiegoś ale, nieobarczone ciężarem, wolne od rozpaczy czającej się na dnie każdej myśli. I feel like a person for a moment of my life. Może to kwestia okolicy – ławki brodzące w trawie między budynkami chemii i nanotechnologii mają cholernie dużo uroku, szczególnie gdy są upstrzone studentami chwytającymi pierwsze, wiosenne promienie słońca. Światło jest tu niewiarygodnie miękkie, otula szczelnie horyzont, chroniąc go przed nadejściem chmur. A gdy usiądziesz tyłem do wszystkiego, co związane z ludźmi, uczelnią, nauką, pierwsze, co rzuca ci się w oczy to parkowe alejki (które już wkrótce, wkrótce czas pokryje twoim ukochanym odcieniem zieleni, barwą młodych liści widzianych pod światło, kolorem-esencją). It feels good, girl, it feels good, oh to be alone with you. Może to kwestia okoliczności – gdy siadasz na tej ławce po raz pierwszy w tym roku, myślisz o zbliżających się miesiącach ciepłych i słonecznych. Krzyżujesz nogi tak samo jak zawsze i przez moment masz wrażenie, że wszystkie spędzone w tym miejscu momenty majowo-czerwcowe nakładają się na siebie, jakbyś w głowie miała kolejne arkusze przezroczystej folii zapisanej flamastrem albo kilka kartek tego niemożliwie cienkiego papieru do kalek, które można nakładać na siebie otrzymując jeden wielki, kompletny obraz wszystkich przesiedzianych tu minut. Rozglądając się wokół, zastanawiasz się, czy tylko tobie to miejsce kojarzy się tak silnie. O ja, nie mogę doczekać się Chemikaliów, słyszysz i już wiesz, że nie. Now at last the worst is over. Może po prostu to miejsce albo ci ludzie, to słońce na twojej twarzy – nie wiesz. Ale śmieje się lekko, oddycha się lekko, nie dławi cię tlen. Nie dające ci spokoju przeziębienie, ból gardła zawiązany na supeł wokół strun głosowych, momenty, gdy zawodzi cię zmęczony liczbą słów głos, wszystko odsuwa się na dalszy plan. It feels good, girl, it feels good.

{ Deszczowy, leniwy poranek. Wczorajszy wieczór. Ostatnie dni. }

dwudziesty dziewiąty marca.

Komentuj (2)
Leżę stopą wystukując rytm,
Liczę każdą z sufitowych rys.
I nagle elektryczna staję się.
Muszę wyjść, muszę wyjść natychmiast gdzieś.
Także włączasz muzykę, stopą wystukujesz rytm, patrząc na lakier koloru wieczornego nieba, który schnie nieśpiesznie na paznokciach. Za oknem słońce prześwituje między chmurami z podziwu godnym uporem. Posmak dobrej kawy wciąż tkwi na języku i to jest jedna z twoich słabości, z których nie zrezygnowałabyś, za żadne skarby. To miasto będzie dziś zdobyte. Kofeina krąży w żyłach, ty znów masz trudności z usiedzeniem w miejscu. Nie wiesz tylko jeszcze, co zrobisz z tą dopiero co nabytą energią, ale to nie wiesz jeszcze przyjemnie dźwięczy w uszach - każda głoska to rozszerzający się stale obszar możliwości. To będzie dobry dzień, myślisz. To będzie dobry dzień, jesteś o tym przekonana, pewna, zdeterminowana, by takim go uczynić. Innych opcji nie ma. Tu będzie bal, będzie bal czy chcesz czy nie.

{ Jesteś dzisiaj absolutnie zakochana w tej piosence. I to jest pięćsetny (sic!) twój wpis. I Pulp Fiction, znowu. }

2018
styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.