hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

trzeci marca.

Komentuj (8)
kiedy czułeś się taki chory
jakbyś miał umrzeć
to naprawdę
tylko od nowa
ładowałeś baterie
Coś się w tobie tli, ale gdzie, jak? Coś, co powoli zaczyna dawać o sobie znać, gdy promienie słoneczne zdają się oplatać cię z każdej strony. Coś, co nas określa. Delikatne, niewiarygodnie kruche, wspinające się po pomalowanych paznokciach, mieszające się na języku z posmakiem karmelowej czekolady, ale, przede wszystkim, obecne, znowu obecne. Nawet wtedy, gdy siadasz przy biurku tylko po to, by oprzeć głowę na rękach i zamknąć oczy, gdy próbujesz wypisać z siebie zmęczenie, które uparcie utrzymuje się na twojej skórze, rysując senne znaki na pościeli. Mieć to rozgorączkowanie i jednocześnie tę trzeźwość. Coś, co odrobinę pomniejsza ziejącą przepaść klatki piersiowej, powstrzymuję pole grawitacyjne czarnej dziury skrywanej za mostkiem, która przez tyle miesięcy w roku pochłania nawet najmniejszy promyk światła. Coś lekkiego, barwnego, coś niby obietnica esencji i niewiarygodnych eksplozji, coś.

{ Czekolada. Wczorajsze ognisko. Operacja Argo. Alt J. }

szósty marca.

Komentuj (4)
takie dobre wieczory jak ten potrzebne mi są
dla odmiany
i tobie też.
bez nich
po żadnym moście nie dałoby się
przejść.
Za szybko pędzisz przed siebie, zachłystujesz się pierwszymi promykami słońca. Starasz się nie spuszczać wzroku z horyzontu, żeby uniknąć kontaktu z podążającym twoim tropem wilkiem lęków i niechęci, ale także dlatego, że coś niedbale ściera marginesy świata. Dzisiejszego wieczoru tracisz równowagę, dziewczynko, niekoniecznie w negatywnym znaczeniu tego słowa. Oko na dnie butelki odpowiada mrugnięciem? Tracisz ją i trudno jest wyjaśnić to nagłe zawahanie zmysłu równowagi kojarzone z bliżej niesprecyzowaną ilością alkoholu, gdy tłumisz senność kolejną już filiżanką kawy, a twoje myśli i tak grawitują w stronę bardzo dobrego kryminału czy jakiegoś filmu, który chciałabyś obejrzeć. Podłoga jest twoją zawieszoną nad przepaścią liną, twoją równoważnią, gdy zbyt szybko wstajesz lub próbujesz wodzić za czymś oczyma. Ludzie wariują od patrzenia w puste twarze. Balansując, wspinasz się po schodach, ostrożnie stawiasz stopy na półpłynnej masie rzeczywistości. Twoje myśli są miękkie i plastyczne, układają się we wzory podobne do tych, które przy odrobinie cierpliwości znajdujesz pod zamkniętymi powiekami, satiacje semantyczne odbierają słowom znaczenie. Widziałaś dzisiaj przebiśniegi, świeciło słońce, obserwowane obrazy zapadały się w pulsującym świecie. Laboratoryjne opary i niewyspanie czy może wiosna uderzyła ci do głowy?

{ L.A. Confidential, Esben And The Witch. Czerwone paznokcie, nowa herbata. Słońce. }

siódmy marca.

Komentuj (8)
oko na dnie butelki
jest nasze własne i
odpowiada mrugnięciem.
stare głosy, stare piosenki
to wąż
odpełzający coraz dalej.
ludzie wariują od patrzenia w puste twarze
Nigdy nie rozumiałaś, czemu właściwie złość czy frustracja z taką łatwością wplata się pomiędzy nici senności, ale faktem jest, że rośnie liczba rzeczy wyprowadzających cię z równowagi. Irytuje cię zimny, wilgotny wiatr ścierający wiosnę z ponurych pejzaży i zmęczenie powlekające myśli mgłą. Ale wiem, że kiedyś znów zacznę szaleć ze wstrętu. Także to, że szukając w głowie czegoś, co wywoła uśmiech na twojej twarzy, trafiasz na obrazy, których nie spodziewałaś się znaleźć. Irytuje cię, że bliscy ludzie nie są w stanie dać ci głupiego prezentu w dniu twoich urodzin, drobiazgu z niedbale zawiązaną wstążką czy swojego czasu, do szału doprowadza cię dziecinny egoizm tego stwierdzenia - ale wszystko przez to, że wraca dziecięce poczucie wyobcowania, poczucie, że cały twój świat to bardzo niewielka grupa osób jedynie przez grzeczność znosząca zestaw dziwactw składający się na twoją osobę i to przekonanie ciąży, i gdybyś chciała upewnić się w tym, że coś z tobą nie tak, zaczęłabyś spędzać więcej czasu z własną matką. Irytuje cię nadmiar rzeczy do zrobienia, ukończenie dobrej książki odbierające chęć na rozpoczęcie kolejnej, za dużo rzeczy, które chciałabyś kupić i absolutna nieciekawość twojej garderoby. I to, że możesz jedynie oczekiwać końca rozstrajającego cię zmęczenia. Jednak na razie wychodzisz z domu i wracasz do niego zmęczona, w nieskończoność przedłużając czas między tymi czynnościami, bo poza domem zdarza ci się nabierać dystansów czy tryskać energią.

{ Truskawkowy żel pod prysznic. Nowa książka. Przenośny dysk zaczął wreszcie działać. }

dziewiąty marca.

Komentuj (8)
Shapes melt in the air
The horizon becomes a tear
You cut quite the figure
I watch you shimmer
Świat traci kontury, gdy obserwujesz go spod półprzymkniętych powiek. Leżysz na podłodze, nie znajdując w sobie energii potrzebnej do podniesienia się, do zrobienia czegoś pożytecznego. The castles in the skies are towering. Obserwujesz cienie zmieniające kształty pod osłoną rzęs, wciąż całkowicie wypełniające oprawki okularów. Chronią cię ramy wyciekających z zegara minut, delikatny prąd wprawiający w ruch te lżejsze myśli, gdy unosisz się na powierzchni, leniwie poruszając rękoma. The castles in the skies are towering. Parkiet jest twoim morzem, jest solą na twoim języku i w twoich włosach, gdy te kilka minut jest jak asekurujące cię dłonie trzymane kilka centymetrów poniżej twoich pleców. Tu nie dosięga cię jutro, północy wiatr ścierający osad wiosny z ponurych pejzaży, wicher tłukący szklaną tafle skóry, zimno piekących dłoni czy kolejny nieudany dialog. Bo ze mną można tylko w dali znikać cicho.

{ Muszę przestać kupować lakiery do paznokci (zwłaszcza, że musiałam je całkowicie spiłować i dziwnie się z tym czuję). Poza tym nowa książka. I nadmiary kawiarni. }

dwunasty marca.

Komentuj (7)
Są za to kary. Rozsypująca na proch, na pył, tęsknota za czymś bliżej niewiadomym - to jest jedna z tych kar. Tęsknota dzika i odurzająca zarazem. Dzika jak otwieranie brzucha, odurzająca jak ubytek krwi. Nad broczącym płynie wiatr. Bierze go i sieje.
Nadużywasz określeń powiązanych z ponurością, nic nie możesz, nie umiesz na to poradzić. Słowo na końcu języka, plama oleju na powierzchni myśli, coś, ale co, jak? Zapowiedź, złowróżebna opowieść o paru najbliższych tygodniach (ale coraz krótszy będzie ten okres niemal styczniowych, ten wołający z łaknącego destrukcji serca czarnej dziury), podsumowanie ostatnich miesięcy. Spójrz za siebie, dziewczynko, nieodmiennie widzisz kilka dobrych dni, słonecznych dni rozgrzewających przemarznięty szpik i obszerną plątaninę zimnych szarości, zbyt wczesnych poranków i napierających na ciebie nadmiarów świata. Czasem pył godzin dławi cię i zatyka usta, ujemne liczby na termometrze uwieczniają mięśnie w nieruchomej figurze napięcia. Świat jest nadmiernie krzykliwy i zbyt często eksploduje u twoich stóp z intensywnością granatu hukowego, ale to cena za wszystkie ciepłe dni, gdy przez uchylone okna wyciąga ku tobie ręce, poprzez szum wiatru czy heliotropizm dodatni snuje najpiękniejsze opowieści. Ale taki, jaki jestem, taki będę zawsze. Dużo było tych dni i jeszcze nowe będą się rodzić, jeszcze chwilę, jeszcze trochę, jeszcze nie.

{ Trzy kawy i napój energetyczny, gdy jesteś na nogach od czwartej trzydzieści, pozwalają nie traktować świata zbyt poważnie. A pierwsze w tym roku akademickim odrobienie zadania z fizyki powinno być efektem brania się za siebie, a nie stosunku do nowego prowadzącego. Ale przede wszystkim nieśpieszna rozmowa w kawiarni. Piątkowe spotkanie, koncert w planach. Może wybiorę się do kina? }

siedemnasty marca.

Komentuj (10)
...słucha wszystkiego, co zostało w powietrzu: słów Adama, kiedy się zorientował, i słów Boga, który zdał sobie sprawę, że jego stworzenie nie jest już niewinne (które także są pierwszymi słowami Boga: ostrzeżeniem - nie jedz tego owocu), słowa żyją, umarłe w falach wszechświata...
Dobre dni to całkiem ciepłe dni, słoneczne dni. Substytuty. Gdy nigdzie nie gnasz na złamanie karku i niczego nie musisz w ostatniej chwili powtarzać przed wejściem do fascynującej sali pełnej oparów, niedających się zmyć ze skóry zapachów i naprawdę podchwytliwych pytań o zachowania tysięcy substancji. Gdy nie możesz przestać się śmiać, a potem uśmiechasz się na samo wspomnienie tamtego momentu, także do mijanych na ulicy ludzi. Darzysz sympatią chłopaka niosącego czteropak piwa na głowie, dziewczynę, która emocjonalnie reaguje na czytaną w kolejce książkę, świeżo wyremontowane drzwi z napisem: "nie, jeszcze nie działają", i bardzo kiepskie, naukowe żarty, które tak często słyszysz i piosenkę, która leci właśnie w słuchawkach. Przyglądasz się skrawkowi księżyca przysłoniętego przez zimny palec nocy - najlepiej wygląda, kiedy podnosisz się z ziemi po kolejnym upadku. Słowa, które jest jeszcze w stanie wymówić odcięta głowa. Powoli zaczynasz lubić czwartki. Obserwujesz odrobinę zachmurzone niebo, na którym wędrują zapierające dech w piersiach gwiazdy, a dużo ich jest, niewiarygodnie dużo i jeszcze nowe się rodzą.

{ Nieco spóźniony prezent urodzinowy. Gorąca herbata z imbirem. Błąkanina w dobrym towarzystwie. Odkryta na zbyt dobrze znanej ulicy księgarnio-kawiarnia. }

dwudziesty marca.

Komentuj (6)
Paczka papierosów na biurku, potencjalna rozległa chmura dymu skupiona w sobie samej, zmuszona czekać w owym równoległościanie, którego krawędzie i kąty krępują dążenie do krągłości, niekończącą się paproć ślimacznic. Albo odwrotnie, poranna mgła, która rwie się na strzępy, zaczepiając o dachy miasta, nieudolnie próbująca przybrać konkretne kształty nieruchomego, sztywnego ideału - paczki, która trwa...
Dużo czasu spędzasz w środkach transportu miejskiego, coraz więcej i więcej. Obserwujesz więc to, co się w nich wokół ciebie dzieje ze zmęczoną niedbałością godną stałego bywalca. Tymczasem coś - perfekcyjny makijaż, strój dobrany z dbałością o najdrobniejsze detale, niewymuszona elegancja oparta na świadomości swoich zalet i wywoływanego efektu - co przykuwa twoją uwagę i każe obserwować kątem oka z zazdrością. Z zazdrością, bo ty to niewprawnie pozszywany patchwork podkrążonych oczu, do których wpadają zbyt długie włosy, kremów do rąk i pomalowanych paznokci, posiniaczonego, podrapanego kolana, poplamionych atramentem dłoni, perfum, turkusowego szalika, dziwacznej biżuterii, pomarańczowych słuchawek, książki na kolanach, nagłych przebłysków uśmiechów na chmurnej twarzy i kwiecistych martensów. Ostatnio także przychodzących do głowy zdań pośpiesznie notowanych na skrawkach papieru czy anulowanych mandatach, przejęzyczeń, kiepskich matematyczno-fizycznych dowcipów, dziwnych rozmów i ataków śmiechu na wykładach z fizyki. Ja jestem opowieść zmęczonych ust. A pod tym wszystkim, pod warstwą skóry i nerwów, ty to przede wszystkim strzaskane szkło składane niewprawną ręką przy pomocy kleju i taśmy klejącej, eksplozja nakładających się bądź kruszących warstw tego kruchego materiału.

{ "I wtedy popatrzył przeciągle na swoją dłoń, i kiedy ją zobaczył, rozpłaszczył ją na oczach tam, gdzie bliskość była jedyną szansą na zapomnienie." Nowa bransoletka i bilet na koncert. Sok marchwiowy. Dziwaczne rozmowy. }

dwudziesty pierwszy marca.

Komentuj (6)
I've got a reason now to bury this alive
Another little white lie
So what you had didn't fit
Among the pretty things
Never fear, never fear
I now know where you've been
To prędzej czy później mija, ale czasem chcesz uciec z tego świata, który jest w tobie i cię otacza. Oh, he's under my skin. Tego, który cię stworzył właśnie taką, niepełną, miejscami zaznaczoną zbyt mocną kreską, jednocześnie niedowidzącą i widzącą za dużo. Wykreował cię, ulepił przy pomocy ładnych słów. Skusił ziarenkiem piasku eksplodującym w twoich dłoniach pełnią znaczeń i konotacji, tętniącym szeptem z samego serca istnienia, który zdarza ci się dosłyszeć pośród szumów. Oh my permission to sin. A potem zostawił z przekonaniem, że być może postradałaś rozum, w tej rzeczywistości wrzaskliwej i przesyconej bodźcami zewnętrznymi, w trwałym przeciążeniu sensorycznym. Wszystkiego wokół jest za dużo, za bardzo i za mocno, i to jest kara, ale też nagroda, niesłychana nagroda, potykająca się o słowa euforia eksplozji, która cię niszczy i stwarza na nowo, i nic innego nie liczy się aż tak. Oh, he's under my skin. Bredzisz, dziewczynko.

{ Niektóre książki źle wpływają na twoje myśli i na język, giętki i podatny na wpływy. Zakupiona "Chemia Analityczna". A poza tym, niemalże weekend, srebrne paznokcie, sok marchwiowy. }

dwudziesty piąty marca.

Komentuj (10)
Moje miasto we mgle ginące
W słońcu się rozciągające
Moje miasto martwe w nocy
O świcie tramwajami rozwożące znowu życie
Zdążyłaś już stęsknić się za wrzącą w twoich żyłach muzyką, oplatającym cię dźwiękiem, stroboskopowym poczuciem, że świat składa się z serii obrazów. Za rozluźnioną, spokojną sennością, dla której ból głowy jest jedynie chwilową niedogodnością - kompletnie pozbawioną znaczenia na tle konstelacji kreślonych z dźwięków, w tym wiosennym rozkwicie zakończeń nerwowych. Za mocno czuję, za gęsto śnię. Dłonie, którymi opisujesz świat, są znacznie spokojniejsze, gdy znika z nich ucisk kilku ostatnich dni, dni skrzących się napięciem kłótni i rozpaczy. Aksamit i tusz, jedwab i skóra, kurz i gips, szkło i lakier - przebiegają pod moimi palcami. Rzeźbisz otoczenie o zaokrąglonych brzegach, kupujesz kolejny już karton soku owocowego, z niecierpliwością wyczekujesz krótkiego czasu nic nie robienia. Pozwalasz wezbrać okołowiosennej nadziei, pozwalasz mięśniom ugiąć się lekko w akceptacji ciężaru zmęczenia, a przede wszystkim dajesz się porwać tramwajom, autobusom i pociągom.

{ Wczorajszy koncert. Muzyka i dobre towarzystwo. Zamówiony wisiorek. Sok owocowy. }

dwudziesty dziewiąty marca.

Komentuj (16)
Wypchnąć z siebie wszystko, co się jeszcze opiera, wypluć, wykrztusić, wycharczeć z bólem, zdobyć się, zdobyć się na to, by wyrzec się wszystkiego, wypuścić z klatki wszystkie oddechy na wolność straszliwą... - Edward Stachura
Czasem świat uśmiecha się do ciebie przekornie i stajesz się solą łzawiących ze zmęczenia oczu. Wspomnieniem kulącego się za biurkiem, gryzącego się po rękach zwierzęcia o zaszczutym spojrzeniu. Planem B i wlepką w metrze. Potykającym się o siebie, nieopanowanym śmiechem, pobrudzoną atramentem dłonią, dziwacznym przejęzyczeniem. Wzbudzającą mieszane uczucia myślą, samym sercem koncertowego tłumu i sednem samotności. Kolejną kawą krążącą w twoich żyłach, poplamionym jodkiem ołowiu fartuchem, euforią szeptanych dialogów z wnętrzem ziemi. Poczuciem, że świat jest w tobie i wokół ciebie, trzyma dłoń na twoim ramieniu i prowadzi cię przez strome ścieżki, piosenką w radiu i niewyśnionym snem. Poplątaną metaforyką, dnem rozpaczy, połamaną duszą.

{ Przespałaś więcej godzin niż to powinno być dozwolone i po raz pierwszy od tygodnia nie boli cię głowa. Masz odrobinę wolnego, nowe kolczyki i ochotę na zakupy. I najwyraźniej słowotoki, bo to dziesiątyu wpis w tym miesiącu. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.