hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

siódmy lutego.

Komentuj (3)
Znowu mi się śniło, że świat się rozpada,
a ja nie wiem co robić, czy go trzymać czy puścić?
Jestem niespokojna, ciągle się zamartwiam
tym czy będzie wojna, a może mam już raka?
Słońce wspina się po ścianach w sposób zdecydowanie niezimowy, jest coś miękkiego w powietrzu, które przychodzi do ciebie przez otwarte okno. Myśli błądzą, wracają do ciebie wspomnienia euforii, wspomnienia odległe i wyblakłe. Natrafiłaś na ich obraz przypadkiem, niemalże potknęłaś się o nie w czasie którejś z rozmów i od paru dni chodzą za tobą niczym nieposłuszne psy. A ty już nie wiesz, czy te wspomnienia są bardziej melancholijnie tęskne czy poplamione niepewnością - przestajesz być pewna, czy nie wymyśliłaś ich po drodze, nie wyśniłaś. W końcu to niemożliwe, że potrafiłaś się tak śmiać, że potrafiłaś mieć pewność tego, że jest dobrze, właściwie. Że potrafiłaś śmiać się tak głośno, być strasznie zapracowana i zmęczona, a jednak mieć tę lekkość kroku, łagodność spojrzenia, która kazała ci szukać wszędzie pięknych zdań i zapierających dech obrazów. Ty, ty - nieporadny niepokój, plan B, przeczucie nadchodzących katastrof - ty tak potrafiłaś?

{ Muzyka. Książki. Muzyka. }

czternasty lutego.

Komentuj (1)
And would it have been worth it, after all,
Would it have been worth while,
After the sunsets and the dooryards and the sprinkled streets,
After the novels, after the teacups, after the skirts that trails along the florr -
After this, and so much more?
Myśl, że może faktycznie robi się lepiej przychodzi do ciebie nagle i niespodziewanie. Codzienność ciągle się śpieszy, zawsze za czymś goni i ciągle czegoś od ciebie chce, a to może niekoniecznie jest tak strasznie męczące, ale na pewno pochłania większą część twojej uwagi. I tylko czasem coś, gdzieś, niepostrzeżenie, z zaskoczenia, zawsze, zawsze nie do przewidzenia. It is impossible to say just what I mean! Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu obserwujesz chmury. Jest szary, szary dzień, nie lepszy i nie gorszy od poprzedzających go dni. Kofeina nie tłumi ziewania, wiatr znajduje sobie miejsce między twoim płaszczem a szalikiem, zimną ręką przesuwa po twoim karku. A ty obserwujesz chmury. Dłonie ci marzną i drętwieją, nie znajdują dla siebie miejsca na dnie kieszeni. Umyślnie ryzykujesz spóźnieniem, nadkładasz drogi, kierujesz się nad morze. Niebo i woda mają ten sam kolor, wiatr jest zimny i obojętny, nie wiesz już sama czy patrzysz na chmury czy ich odbicie. Huczy, ciągle huczy dalekie morze. To właśnie jest port. I są słowa, i układają się miękko, przez moment brzmią właściwie. I chmury są gdzieś tam, daleko i pośpiesznie odpływają w dal. I morze marszy brwi pod twoim spojrzeniem. I masz pod skórą miękką, melancholijną obietnicę euforii, i ona gdzieś się jednak czai, wystarczy tylko odpowiednich słów, właściwych obrazów. I jest dobrze, przez chwilę - mgnienie, sekundę, moment zaczerpnięcia oddechu - naprawdę jest dobrze.

{ Zapach morza. Muzyka. Torchwood. }

osiemnasty lutego.

Komentuj (3)
Wyliczaj, wyliczaj. To pomaga. Łap się za imiona, żeby nie upaść. Tu jest nocny stolik, firanka nie poruszyła się w oknie, Claudette ma zawsze ten sam numer telefonu: DANton 34 ileś tam, a mama pisuje z Aix-en-Provance. Wszystko jest w porządku.
Między zachodem słońca a dłońmi na kierownicy rodzi się myśl: póki są wschody i zachody słońca z ich niesamowitymi paletami szarości, oranżów i różów, póki jest dobra, dobra kawa pita w dobrym towarzystwie (nawet jeśli tylko twoim własnym), ulubiona książka, której samo wspomnienie rozchodzi się ciepłem pod skórą - jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało. Póki bywają chmury których widok każe otwierać oczy w zachwycie, bo domalowują głębię płaskim błękitom nieba. Póki jest czerwony lakier do paznokci, muzyka niepostrzeżenie wślizgująca się pod skórę, wiersze wracające do głowy same z siebie (to jedno będzie nas umiało rzucić na kolana). Póki gdzieś tam są kwiaty, herbata i dobre seriale. Póki masz zdecydowanie za dużo par rękawiczek, nieprzeczytanych książek i niedokończonych planów. Póki drzemie gdzieś w tobie myśl, że coś da się zmienić, póki odkrywasz, że jakoś łatwiej jest spędzać czas z sobą samą. Póki to wszystko, jesteś skłonna wierzyć, że - prędzej, później, kiedyś, kiedykolwiek - wszystko będzie dobrze.

{ Zachody słońca. Książki. Sen. }

dwudziesty pierwszy lutego.

Komentuj (3)
Zapytacie: a gdzie się podziały bzy
i metafizyka porosła gęstwą maków,
i deszcz, który tak często dudnił
słowami, napełniając je
ptactwem i szczelinami?
Czasami zdarza ci się usłyszeć jakieś zdanie wypowiedziane do telefonu przez przypadkowego przechodnia, czasem chwytasz fragment rozmowy odbywającej się między początkiem kolejki, a pakowaniem zakupów przy kasie. Niektóre z tych momentów są zbyt błahe, a właściwie zbyt mocno wyrwane z kontekstu, by zapisały ci się w pamięci. Niektóre obracasz w myślach, planując opowiedzieć je komuś, co czasem faktycznie robisz, a co przeważnie się nie wydarza i słowa blakną gdzieś pod twoją skórą. A część z nich błąka ci się po głowie, zapisuje w którejś z szuflad pamięci i czasem - jak zdanie z przeczytanej przed laty książki czy fragment cytatu, którego pochodzenia nie potrafisz sobie nigdy przypomnieć - wraca przed oczy i jest. A gdzie się podziały bzy i metafizyka porosła gęstwą maków? Nie wiesz, czy powinnaś coś z tym słowami zrobić, nie wiesz, czy jest coś, co mogłabyś z nimi zrobić. Ale są takie dni, gdy wraca do ciebie echo pożarów tlących się pod skórą, pierwsze przebłyski dawnej energii i jesteś niemal pewna, że prędzej czy później te wszystkie słowa krążące ci po głowie znajdą gdzieś swoje miejsce. Ale są też dni, deszczowe i nieśpieszne, gdy wraca do ciebie miękka, czuła melancholia, łagodna zgoda i wtedy myślisz, że może wszystkie te słowa zmyje z twojej skóry deszcz, a i tak wszystko będzie dobrze.

{ Deszcze, chłód i niedzielny wieczór po raz pierwszy od dawna nie przynoszą niepokoju. Zaskakująca, zaskakująca myśl. A ty nawet nie wyczekujesz swoich urodzin. }

dwudziesty czwarty lutego.

Komentuj (0)
To te fragmenty nas samych, których jednak sami nie mamy – subtelności, za którymi tęsknimy, choć w istocie nigdy nie były naszym udziałem. To uzupełnienia.
Zeszłe urodziny spędzałaś z nieopuszczającym cię porównaniem siebie obecnej i tej, którą sobie wyobrażałaś, mając lat paręnaście. To zestawienie nie chciało opuścić twojej głowy, uporczywie przypominało o wszystkim, co mogłaś, powinnaś była już zrobić. I żadna muzyka, nawet najgłośniejsza, żaden zatłoczony klub czy emocjonująca rozmowa nie potrafiły wymazać spod powiek bilansów i sald. To te fragmenty nas samych, których jednak sami nie mamy. W tym roku jesteś dziwnie, dziwnie pogodzona ze światem. Masz pod skórą miękki, nieśpieszny spokój. Masz pod skórą nieśpieszne plany dotyczące tego, co mogłabyś kiedyś zrobić, co chciałabyś zrobić. Wybierasz leniwą rozmowę nad włoskim makaronem i warzywami zamiast tłumnych spotkań, poranek z książką i nowymi kredkami zamiast zakupów. Wiatr przysłuchuje się twoim rozmyślaniom o wiośnie i przekornie pokrywa wszystko bielą, ty odwdzięczasz mu się, zamawiając w knajpie lemoniadę.. I jest dobrze. To te fragmenty nas samych. Ten rok był długi, długi, długi i niezbyt łatwy, ale jest dobrze. Teraz, w tej chwili, sekundzie, momencie zaczerpnięcia oddechu - jest dobrze.

{ Prezent od N. Pomysły chodzące po głowie. Kredki od rodziców. }

dwudziesty szósty lutego.

Komentuj (2)
Czasem rozsypuje się dekoracja. Poranne wstawanie, tramwaj, cztery godziny w biurze lub w fabryce, posiłek, tramwaj, cztery godziny pracy, sen i poniedziałek, wtorek, środa, czwartek, piątek, i sobota w tym samym rytmie; najczęściej tą drogą idzie się łatwo. Tylko, że pewnego dnia pojawia się 'dlaczego?' i wszystko rozpoczyna się w znużeniu zabarwionym zdumieniem.
Niepokój rozmywa się, przemija sam i obręcz zaciskająca się wokół klatki piersiowej rozpływa się między jedną godziną a drugą. Przez kilka dni jest dobrze, zaskakująco dobrze - pod twoją skórą nie tkwi niespokojne oczekiwanie, aż wszystko zacznie się sypać i tym uczuciem się upijasz, przez to uczucie czujesz się pijana. Świat przyśpiesza, przyśpiesza niepostrzeżenie i nieustannie. Koła zębate obracają się, maszyneria dnia nieustannie pozostaje w ruchu. A potem wszystko płynie, biegnie, rzuca się w pogoń z prędkością na tyle dużą, że widok zza okna rozmywa się tak, jakbyś wyglądała nie przez kuchenne okno, a przez boczną szybę pędzącego samochodu. Jeżeli wcześniej czułaś się pijana światem to chyba tak wygląda kac, myślisz. Myśli biegną przez głowę za szybko, jednak nie wywołuje to w tobie dawnej euforii, a jedynie znużenie. Nie możesz się zatrzymać. Masz pod skórą dziwne, niekończące się ciągi skojarzeń, chaotyczne odłamki zdań bez początków czy końców, które nie dają ci spokoju. Skojarzenia te wędrują pod skórą , plaga mrówek zmusza mięśnie do ciągłego ruchu, bolą cię ręce, stopy, ramiona. Plaga mrówek wkrada się w twoje sny, mozaika obrazów, rodzajowych scenek i wciąż przeprowadzanych myślowych analiz zajmuje miejsce snów i kiedy budzisz się, jest trochę tak, jakbyś w ogóle się nie kładła. Co się robi, gdy nagle znajduje się pośpiech w miejscu krwi?

dwudziesty siódmy lutego.

Komentuj (2)
I never thought that I'd be facing
A sea that's bluer than the tide
Now my knees are shaking
And I can't look in your eyes
Czujesz się dziwnie naga w to sobotnie popołudnie, pozbawiona tkanek, mięśni - naga infrastruktura zakończeń nerwowych. Zimne powietrze przesuwa się po twoim karku i nie opuszcza cię wrażenie, że odczuwasz ten chłód po niewłaściwej stronie skóry. Ciepła herbata nie spływa przez gardło do żołądka, a rozlewa się po pustych, nagich żyłach. Sposób, w jaki twoje własne włosy przesuwają się po szyi wywołuje gęsią skórkę. Świat wchodzi nawet pod paznokcie. Ten ruch: tak to jest życie...Może to niewyspanie obdziera cię ze skóry, może słońce pada w jakiś konkretny sposób albo może wasze nocne rozmowy dotknęły którejś z czułych strun i będziesz się tak czuć, póki masz w głowie jej delikatny rezonans. To taki stan, kiedy byle reklama zmusza do płaczu. Nie wiesz do końca jak to się stało, ale masz w głowie nocne rozmyślania (drogi donikąd, niedokończone zdania i własne nieobecne spojrzenie), zawieszony w pokoju łapacz snów, masz dowody, że gdzieś tam są ludzie, którzy o tobie myślą i nocne odkrycie, że gdybyś chciała koniecznie z kimś ten temat przegadać to wiesz, gdzie mogłabyś zadzwonić o wpół do trzeciej w nocy. Oczy cię pieką, głowa boli, słońce zachodzi dyskretnie, szybkość z jaką mija czas powinna cię niepokoić, ale pod powiekami masz zachwyt i czułość.

{ Wszystko. }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.