hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy lutego.

Komentuj (8)
So I ran to the devil, he was waitin'
I ran to the devil, he was waitin'
Ran to the devil, he was waitin'
All on that day
Są dni, w których zimno zdaje się być czymś znacznie większym niż tylko chorobą skóry. Chłód na dobre zadamawia się w kościach, niebo ma kolor brudnego śniegu - horyzont zaciera się przy dłuższym w niego wpatrywaniu. Atmosfera w domu jest na tyle nerwowo - niespokojna, by odkładać się napięciem na twoich ramionach. Zmęczone zakończenia nerwowe protestują w zetknięciu z kolejnym bodźcem. Ludzie, z którymi zamieniłabyś parę słów w celu poprawienia nastroju, nie mają dla ciebie czasu. Where you gonna run to? Czujesz się dziwnie mało realna w konfrontacji z rzeczywistością, która, jak na złość, zdaje się być zbyt realna. Rodzina czai się gdzieś na skraju obrazka, by przypominać o dodatkowych, nie twoich problemach. A głębiej pod skórą, gdzieś na wysokości mostka, rozkwita to nieprzyjemne, palące od środka, strasznie ciężkie odczucie. Oh Sinnerman, where you gonna run to? Są dni, kiedy podążają za tobą cudze piosenki, cudze rozmowy, cudze perfumy i śmiechy. Wtedy pozostaje ci tylko zacisnąć zęby i rozejrzeć się w poszukiwaniu drobnej, rozgrzewającej myśli, odłamka czegoś dobrego - gorącej herbaty, skmki przyjeżdżającej w chwili, gdy wchodzisz na dworzec, dobrej książki. Czy to nie to, co robimy z takimi dniami, warunkuje naszą rzeczywistość?

{ Nowe rękawiczki. Kawa. Chwilę wolnego. }

trzeci lutego.

Komentuj (9)
...być pulsem płonącego stosu wśród niekończącego się morza kamieni, krążyć wśród nocy naszego życia ze ślepym posłuszeństwem krwi w jej zamkniętym obiegu.
Wrażenie, które przychodzi nagle i bez zapowiedzi, odchodzi bez pożegnania. Nie iskra nad suchym drewnem, bardziej haust powietrza, strumień benzyny w zetknięciu z tlącym się płomieniem - zawsze lubiłaś zapach benzyny, może to właśnie przez to?, cudownie niekontrolowana eksplozja. Nerwy płoną od środka, jak to możliwe, że to się powtarza - krótkie momenty mieszczące w sobie paletę euforii odbierających ci dech i właściwie niczym nie spowodowanych - jak to możliwe, że nerwy wciąż są obecne pod skórą, że tkanki nie zwęglają się od wewnątrz, że zostaje z ciebie więcej niż kruche resztki spalonych kości? Nieuleczalni, zupełnie nieuleczalni. Świat zamyka się w czterech ścianach i jednocześnie otwiera. Masz przy sobie więcej niż jeden świat. Setki, tysiące światów i każdy zdaje się mówić do ciebie, wyciągać ku tobie ręce, rozszerzać się w słodką nieskończoność, redukować do krwi w jej zamkniętym obiegu. A krew płonie, płonie ogniem igrzysk olimpijskich i pożarów pochłaniających hektary lasów.

{ Sherlock. 400. wpis. Marcelina. Robi się cieplej. }

czwarty lutego.

Komentuj (8)
Wejdź przez okno, nie dzwoń,
nie bądź wybredna, jeszcze raz zdecyduj,

że ja.
Niektóre rzeczy trzeba wypowiedzieć na głos, bez względu na to, jak dziwnie układają się na języku: trochę czasu zajęło ci zrozumienie, że jeżeli wilk jest strachem, który ściga cię bez wytchnienia - czując twój ślad pod warstwami śniegu i pomiędzy innymi ludźmi, zachowując dystans i dysząc ci w kark, muskając czasem zbyt ostrymi zębami za miękkie tkanki - to musi być także tym skulonym, piszczącym kłębem futra, który chowa łeb pod twoimi palcami.

{ Słońce. Niebieskie paznokcie. Kawa. }

siódmy lutego.

Komentuj (8)
I drive on her streets, 'cause she's my companion
I walk through her hills, 'cause she knows who I am
She sees my good deeds and she kisses me windy
I never worry, now that is a lie.
To niewiarygodne, jak niektóre rzeczy odciskają się w naszej pamięci. Charakterystyczna woda kolońska przesuwająca się z wiatrem, ukryty w ruchu powietrza zapach, z którym bez trudu kojarzysz i imię, i twarz. Piosenka krążąca leniwie po twojej krwi, rozgrzewająca ją, gdy wspominasz wyśpiewywane zbyt głośno linijki tekstu. Muzyka twoimi palcami wybija rytm na klawiaturze, unosi kąciki twoich ust z podejrzaną łatwością. Pijesz herbatę, ale na języku wygrzewa się wciąż cierpki smak grzanego wina (ostatnimi czasy kolejny grzaniec to następne wspomnienie dobrego towarzystwa), który łagodzi drapanie w gardle. Take me to the place I love, take me all the way... Uśmiechasz się. Bo chyba śni ci się muzyka. Piosenka jest pierwszą rzeczą, która przychodzi ci do głowy po obudzeniu. Nie narzekasz, na pewno nie narzekasz - są rzeczy i ludzie, których obecność w twojej głowie tuż po przebudzeniu zaniepokoiłaby cię bardziej, dużo, dużo bardziej.

{ >Zwłaszcza, że i tak przestajesz mieć wpływ na to, kto zajmuje twoje myśli ostatnimi czasy. Ta piosenka. Książka, zakupy. Wyjście na piwo. }

ósmy/dziewiąty lutego.

Komentuj (15)
różne okropieństwa wyłażą z kątów i wydają się realne, wszystko to, co się myśli, nagle wydaje się pewne i prawdziwe i nie można się od tego odczepić
Może to tylko dziwaczna myśl, która nie chce w tej chwili opuścić twojej głowy, może coś na kształt złudzenia optycznego - wywołanego nie przez odcień czy kąt padania światła, ale przez późną godzinę, twój własny śmiech, nastrój, który rozwieje się rano. Świat dalej kręci się wokół słońca i dla mnie dobry jest... Ale zaczyna cię ogarniać niepokojące wrażenie, że chyba gdzieś po drodze zadurzyłaś się całkiem mocno (mocno i bezsensu, to byłabyś cała ty) i dopiero to do ciebie dociera. Albo to jednak toczeń?

{ Dziwaczne słowa i sny błąkające się po głowie. Muzyka, która przepływa pod skórą. Śmiech. }

jedenasty lutego.

Komentuj (6)
I have heard the mermaids singing, each to each.
I do not think that they will sing to me.
I have seen them riding seaward on the waves
Combing the white hair of the waves blown back
When the wind blows the water white and black.
Nie może być bez przerwy świetnie, doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Dlatego dzisiaj nie złościsz się specjalnie, dziewczynko, bo złe dni muszą zdarzać się od czasu do czasu. Druga zero trzy, nie ma dokąd iść. Bo dzisiejszy dzień był zły jeszcze zanim się rozpoczął - noc przyniosła ze sobą sny niewyraźne, ale niespokojne, pełne emocji lepkich i czepiających się skóry. Ranek miał kształt napiętych, obolałych mięśni kogoś, kto przez całą noc uciekał przed własnymi myślami. Ranek był szarym, deszczowym przeczuciem czegoś nieprzyjemnego, jedzoną w pośpiechu kanapką i masą rzeczy do załatwienia. Każdy dzień wymyka się. Potem już nic zaskakującego, kolano lekko poszkodowane przy bliskim spotkaniu z taflą lodu, zmęczenie, zniechęcenie, ludzki odpowiednik kładzenia uszu po sobie. Ale chyba pierwszy raz w życiu poskarżyłaś się komuś, że jest źle, dziewczynko, zamiast chować się przed światem i samą sobą. Napisałaś do kogoś i ta rozmowa nie powinna sprawiać, że czujesz się odrobinę lepiej. Ty wiesz, dławi mnie tlen. Ale jakoś oddycha się lżej.

{ Rozmowa, bo nie wiesz. Ciepła herbata, bo co innego? Czerwone paznokcie, bo tak. }

szesnasty lutego.

Komentuj (5)
Now there's no holding back,
I'm making to attack
My blood is singing with your voice,
I want to pour it out,
The saints can't help me now
Nie pisz, a ty nie możesz, bo tylko tu i tak... Więc prowadzisz dialogi przybrudzonych luster, zadymionych metafor i miękkich odcisków na klawiaturze, gdzie słowa rozmywają się, prześcigają i ciągną przez głowę jedno za drugim. Dajesz się unosić euforii wylewającej się z spomiędzy zakończeń nerwowych lub każdą literę wyrywasz z ciężkiego, nieprzyjemnego miejsca skrytego za mostkiem. Like some child possessed, the beast howls in my veins. Ale piszesz. Piszesz tak, jak myślisz, stając z boku i pozwalając myślom swobodnie płynąć - co jakiś czas emocje swobodnie przelewają ci się przez palce, jakiejś idei udaje się ciebie zaskoczyć. A to, co nie wpada ci w ręce za dnia, nocami wraca pod powieki, wypełniając godziny na wpół surrealistycznymi, na wpół realnymi wycinkami obrazów. Albo czai się na skraju myśli, przebiera nogami, uderza pazurami o ziemię - zerka na ciebie ponuro, przyprawiając o nerwowy niepokój palety nieprzyjemnych uczuć lub wręcz przeciwnie, nakłada na twarz nieschodzący uśmiech i przyprawia o szybsze bicie serca.

{ Piosenka. I to by chyba było na tyle. }

siedemnasty lutego.

Komentuj (10)
Like some child possessed,
the beast howls in my veins,
I want to find you,
tear out all of your tenderness
I hunt for you with bloodied feet
across the hallow'ed ground
Od jakiegoś czasu błąkasz się po własnej głowie, obracasz trzymane w palcach emocje i zastanawiasz się nad sobą. Zbliżające się urodziny chyba skłaniają cię do refleksji: może po prostu stworzyłaś sobie światopogląd ze słów za ciężkich i za dużych na twoje nastoletnie i dziecięce ja. Może czytałaś książki, słuchałaś piosenek i robiłaś rzeczy, które podstępnie odciskały się na twoich myślach w sposób nienadający się do udźwignięcia przez za słabe dłonie, plecy, kark. Może musiało być tak, jak było, żebyś teraz mogła obracać na języku słowa kiedyś chciałam się zabić i nie czuć już ich gorzkiego smaku albo mówić było bardzo smutno i źle, mając ochotę wyciągnąć dłoń do tamtej siebie sprzed paru lat. The saints can't help me now, the ropes have been unbound... Przede wszystkim myślisz jednak, że prawie zniszczył cię własny perfekcjonizm. Podjęłaś pełno głupich decyzji, skonstruowałaś chwiejną konstrukcję, która miała ochronić cię przed światem, a która jedynie szczelnie związała z tobą to bliżej niesprecyzowane zwierzę perfekcjonizmu, może głupio próżnego pawia? Chcesz coś zmienić. Chcesz przekonać samą siebie, że jesteś coś warta. Chcesz polubić w końcu swoje ciało. Przestać bać się ludzi. I, przede wszystkim, przyznać sobie wreszcie prawo do błędu błędów.

{ Jakoś dziwnie to. Wciąż to. I książka. }

dziewiętnasty lutego.

Komentuj (7)
...i nie wiadomo, gdzie jesteśmy. Może w jakiejś książce, ale ja nie wiem której. Zgubiłam ją. Ale wiem, że gdzieś tam jest o mnie dużo liter, bo ja cała jestem z liter.
Chodzi za tobą ta rozmowa, chodzi już od jakiegoś czasu - obracasz w palcach tę muszlę, w której szumią echa słów, zastanawiając się, czy to lustro dialogu, czy tkwiące w tobie zaskoczenie odpowiada za trwałość słów skrytych w wapiennym szkielecie. Nie jesteś pewna, ale to chyba jednak nie ma znaczenia - morze wydaje coś na kształt pomruku aprobaty, gdy przyznajesz, że niektórych odpowiedzi nie trzeba poznawać. Więc skupiasz się na myśli, że dziwnie jest przyznać się do czegoś, co zwykle spotyka się z rozbawionym niedowierzaniem i usłyszeć ja to wiem. Unosisz się na powierzchni tej rozmowy, starając się nie sczytywać nieistniejących słów ze smug piany morskiej i cieni na piasku. Ale przecież morze rządzi się swoimi prawami. Wyrzuca na piach, nie zważając na pokonywanie odległości, zdania luźno związane ze sobą nićmi wodorostów - już tak jest w tej twojej głowie. Wzmaga się wiatr. Jesteś urodzoną manipulatorką, a słowa przypływają na fali rozbawienia pozbawionego krytyki, każdy myśli, że to ironia. A pod twoje stopy, niczym woda, podchodzi wspomnienie. Bo kiedyś już - w innym czasie i w rozmowie z kimś innym - w niespodziewanym błysku szczerości przyznałaś, że łatwo jest powiedzieć prawdę w taki sposób, by nikt w nią nie uwierzył i teraz te słowa wracają do ciebie. Nadchodzi przypływ. A co po nim - kto wie?

{ Znaleziona w szafie sukienka. Jakieś opowiadanie. Herbata, którą zaraz sobie zrobisz. }

dwudziesty czwarty lutego.

Komentuj (3)
"You're still alive" she said
Oh, and do I deserve to be
Is that the question?
And if so... who answers
I, oh, I'm still alive
Hey I, oh, I'm still alive...
Do czego to doszło, że siedzenie w domu frustruje cię, że aż cię palce świerzbią i nie możesz usiedzieć w miejscu, do czego? Tyle ucieczek do azylu czterech ścian, bo świat istniał za bardzo i synapsy w niemym proteście wczołgiwały się pod łóżko, a teraz koleiny okazują się za głęboko wyżłobione. I nawet jeśli lubisz czasem przejść dobrze znaną drogą to frustruje cię sama głębokość tychże - kiedyś już koleiny uwierały cię tak bardzo, że postanowiłaś w innym czasie, innym miejscu zagrać samą siebie od nowa i, cokolwiek to spowodowało, coś się zmieniło, ty się zmieniłaś, coś przeskoczyło i być może kolejna twarz okazała się twoją własną, jakiś fragment układanki - już nie wciskany uparcie w konstrukcje ramki - okazał się być odłamkiem horyzontu i nagle okazało się, że jesteś silna, dużo silniejsza niż kiedykolwiek ci się wydawało, dużo bardziej głodna życia, dużo bardziej skłonna by rzucić się w wir nie mam na nic czasu i jest tyle rzeczy do zrobienia, przeżycia, przebycia i trochę jeszcze boisz się, że to minie równie niespodziewanie jak się pojawiło, ale jednocześnie powoli rośnie w tobie pewność i to dziwne uczucie, że miast obserwować życie innych pędzące do przodu, sama rzucasz się w jakiś dziwny bieg. Bo okazało się, że możesz spędzić noc w klubie nie czując się źle, możesz wracać do domu pierwszym porannym autobusem, możesz napotykać zaskoczenia, gdy zapewniasz, że jesteś aspołeczna, możesz znajdować pozytywny aspekt sytuacji o piątej nad ranem w środku zimy i śmiać się, śmiać, utrzymywać na granicy ciepłego, absurdalnego rozbawienia...

{ Urodziny. Kawa. Telefon. Chodzi o to, że jak człowiek jest włóczykijem, to każdy dzień i każda noc same w sobie są przygodą. }

dwudziesty ósmy lutego.

Komentuj (3)
Możesz mnie mieć, deszczu, mnie sobie weź
Deszczu, jak tylko chcesz, mnie sobie weź
Deszczu, mnie pieść, deszczu, w deszczu mnie weź
I gdybyś miała żałować tego, gdzie i kiedy żyjesz (a starasz się nie rozwodzić nad rzeczami, na które nie miałabyś nigdy żadnego wpływu, mimo wszystko) to spalałby cię od środka żal, że nie byłaś jeszcze nawet możliwością istnienia, gdy w środku nocy Julio Cortázar z przejęciem opowiadał o muzyce Gabrielowi Garcii Marquezowi i Carlosowi Fuentesowi w pociągu jadącym do Pragi. Dziewczynko... Ale pewne rzeczy, mimo wszystko, nie zdarzają się wcale.

{ Nowa sukienka i torebka. Ludzie. Płyta. }

2018
wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.