hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy lutego.

Komentuj (5)
At first the fingers start to twich
The blood is set in commotion
The feet start to beat
Strange tattoos on the street
Skup się, dziewczynko, na zmęczeniu mięśni zasługujących na odpoczynek i bólu wciąż pulsującej muzyką głowy. Na przeciwstawiającym się ciszy, wypełniającym uszy szumie. A warmth flood fast. Wspomnieniu wybijanego na metalowej barierce rytmu, drżeniu wprawionej w ruch podłogi. Poczuciu realnej obecności w czasie i przestrzeni. Odbijającej się od wnętrza czaszki melodii, filmie rozgrywającym się wciąż pod przymkniętymi powiekami. Uśmiechu wkradającym się na usta, palecie możliwości rozpościerającej się przed niewiarygodnie cielesnym ja. Łamiącym rzeczywistość głosie. Inside theris minds everyone's on fire. Nie ma znowu tak wiele rzeczy, które czynią oddychanie choć odrobinę lżejszym, zimę o kilka godzin krótszą, więc zamknij oczy i skup się na nich, dziewczynko.

{ Muzyka, muzyka, muzyka. Bilety na lutowy festiwal. Nowa koszula. }

trzeci lutego.

Komentuj (11)
Ach, jaki piękny dzień, od rana pada deszcz,
Rozmiękłe echo twoich słów, ja błagam cię
Nie zalej się.
Ach, jaki piękny dzień, rozmyty deszczem sen
Niech moje miasto o tym wie, że kocham je
Jak dziecko złe
Nawet minimalnie dodatnie temperatury sprawiają, że spomiędzy ponurych zasp na ulice wychodzą kolory. Rozejrzyj się wokół siebie, dziewczynko, wyjrzyj przez okno. Siedzisz w żółto - brązowym autobusie, za zaparowaną szybą szarość pokrytego deszczem bruku zyskuje głębię. Kolorowe plamy parasoli pośpiesznie przemierzają przejścia dla pieszych (alarmująca aliteracja?). Kiedy błąkasz się po mieście, dzieci z wielobarwnymi kwiatami wymalowanymi na twarzach mijają cię, ściskając w dłoniach skręcone z balonów zwierzęta i uważnie przyglądając się kuszącym wiosenną żywotnością witrynom. W twoich uszach rozbrzmiewa muzyka z każdym kolejnym koncertem zyskująca nie tyle kolor, co twarz i zapadający w pamięć uśmiech. Unikalny zapis najważniejszych spraw. Gdy przechodzisz koło kawiarni, w oknie dostrzegasz zaaferowaną dziewczynę, której gorączkowej wypowiedzi nie jesteś w stanie usłyszeć, ale która przykłada do szyby kartkę, kartkę z tęczowym, koślawym "uśmiechnij się". Właśnie wtedy dociera do ciebie nierzeczywistość tego zadziwiająco listopadowego poranka i na środku chodnika wybuchasz śmiechem, a absurd rozlewa się po twojej skórze feerią barw.

{ Wracające z jakiejś imprezy dzieci, dziewczyna z kartką. Nowa bransoletka. Zapach jabłecznika. Jesień w Pekinie Borisa Viana i Daleka droga do domu }

dziewiąty lutego.

Komentuj (5)
Don't breathe too deep, don't think all day
Dive into work, drive the other way
That drip of hurts, that pint of shame
Goes away, just play the game
Sypiasz źle, odrobinę niespokojnie. Nocami budzisz się z wyciągniętą, pustą dłonią, w którą po raz kolejny nie udaje ci się pochwycić mglistej kuli snu, bo w ostatniej chwili urywek dziwnie gwiezdnego materiału wymyka ci się z rąk. Just don't let go or you may drown. Twój umysł napina się niczym czujny, dziki kot nasłuchujący odgłosów nocy, a jednak brak ci uważnej precyzji łowcy oczekującego na możliwość pochwycenia niczego nie podejrzewającej zwierzyny - ciągle szukasz czegoś, co nieobecnie, nieopatrznie pozostawiłaś w absurdalnym miejscu, zapominasz, oglądasz się za siebie, nie będąc pewna, czy nie pogubiłaś zawartości wypchanych kieszeni. Pozostaje ci więc herbata, poczucie, że nie uchwyciłaś czegoś istotnego i to, że niemal każda otwierana przez ciebie książka kończy się upadkiem postaci w chodnikową przepaść, gdzie jest już tylko pachnące powietrze, które spowija go i towarzyszy mu, i pieści go, i dwanaście pięter.*

{ Les Miserables. Ścieżki dźwiękowe z musicali. Marquez. *Opowiadania Cortazara. }

jedenasty lutego.

Komentuj (12)
But greed for greener grass
Lures me cruelly to the past,
Like a siren calling from the rock.
Left stranded in a vale,
It's lonely in the shade.
Po raz kolejny się nie wyspałaś, nerwowa energia wypełnia cię od czubków palców po same dno skrytej za mostkiem rozpadliny. Dyskretny sceptycyzm w wyrazie twarzy, mina człowieka, który wrócił z daleka. W twojej głowie rodzą się słowa, powstają ich najdziwniejsze kombinacje - rojące się pod skórą litery przeobrażają się także wtedy, gdy zupełnie nie zwracasz na nie uwagi. Czasem pojawia się coś, odpowiednia tonacja czy kolejność, które są jak błysk światła czy może rozpędzony pociąg odciskający na dnie czaszki tory konotacji. Rage, rage against the dying of the light. A jeżeli nie zdołasz wyciągnąć rąk, pochwycić w nie pędzącej przez siatkę nerwów materii (zakładając buty, odbywając rozmowę czy śpiesząc gdzieś w kilometrowym oddaleniu od kartki czy wiecznego pióra), ona rozbije się o umysłowe ściany i zgaśnie zupełnie niewidowiskowo.

{ Ale w kubku rozkwita herbata. Jest piosenka, która poprawia ci nastrój. Jest wczorajsze spotkanie i trzy dobre filmy, które udało ci się obejrzeć. }

piętnasty lutego.

Komentuj (9)
Just give me one good year
To get my feet back on the ground
I’ve been chasing grace
Grace ain’t so easily found
Próbujesz na kilka dni zapaść się w leniwe odrętwienie - zregenerować siły, pozbyć się napięcia mięśni i niespokojnego wzroku. Chcesz w końcu pozwolić sobie na nieśpieszne czytanie dobrych książek, oglądanie filmów kurzących się dotąd na liście rzeczy do obejrzenia, chłonięcie krótkich odprysków słońca błąkających się po domu i uśmiechnięte oczekiwanie. Same old skies of grey, same empty bottles on the floor. Ale zima ci ciąży, dziewczynko, pozostawia na twojej skórze brudnoszary osad, który burzy tok myślowy i wskazuje ciągom skojarzeń wciąż te same ponure zakończenia. It’s the little sins that wear your soul away. Wilk twoich lęków i negatywnych emocji żywi się odliczanymi sekundami, każda rozkładająca się obawa rodzi następną bądź pozostawia na języku gorzką świadomość, że mogłaś coś zrobić lepiej. Ciężko ci skupić wzrok na książce, myśli na ułamku dobrej chwili i zapaść się w głębi półprzymkniętych powiek. It’s a bitter wind in your face every day. Chwytasz się hektolitrów herbaty i kawy, jednej wódki z colą, kilku naprawdę fajnych filmów i dwóch, słuchanych na okrągło piosenek.

{ Owocowa herbata. Głęboki oddech i muzyka. Jeszcze tylko kolejny film do obejrzenia i do niedzieli znikam ze świata. }

dziewiętnasty lutego.

Komentuj (7)
Oto za głęboka noc,
Oto zaplątany krok,
Nie mogę się zatrzymać,
Nie mogę się zatrzymać,
Zaplątany krok.
Co myśmy ze sobą zrobili?
Wątpisz w swoją kontrolę nad ciałem, gdy żaden powolny, uważny oddech nie przegania obezwładniającej słabości krążącej w twojej krwi, a tłum, przez który przed nią uciekasz, zdaje się nie mieć końca. Gdy stawiasz stopę za stopą, oślepiona przez czarno - czerwone plamy pływające w twoim spojrzeniu, przez to ostrzeżenie żył przed nadwyrężaniem buntujących się kończyn. Ja lecę, a jeżeli na chwilę przestanę - uciekniesz. Przedzierasz się przez napierające zbiorowisko z szeroko otwartymi, niewidzącymi oczami, stanowiąc za pewne godny pożałowania, szaleńczy widok. A potem ponownie, tym razem przemierzasz tę samą trasę szybciej, depcząc resztki spokoju, zmytego z twojej skóry wilgotnym, chłodnym niepokojem. By the time I take a second breath, I'm a hundred yards downstream. Dezorientacja wzmaga się z każdą kolejną sekundą, choć w ryzach utrzymuje cię nowa świadomość nie gubiącej cię dłoni i orzeźwienie niedoszłego upadku, myśli rozpada się się w obliczu zatapiających twoje oczy i głowę migotliwych plam. Nachodzi cię tylko odrobinę niepokojące poczucie, że zawroty głowy powoduje wysokość, że stąpasz po bardzo cienkiej linie zawieszonej nad przepaścią i to wrażenie nie opuszcza cię wcale.

{ Cytrynowe babeczki. Weekendowy wyjazd. Zielone paznokcie. They gonna hang me in the mornin'... }

dwudziesty pierwszy lutego.

Komentuj (9)
A time to weep, and a time to laugh;
a time to mourn, and a time to dance;
A time to cast away stones, and a time to gather stones together; a time to embrace,
and a time to refrain from embracing;
A time to get, and a time to lose;
a time to keep, and a time to cast away
O czym miałabyś mówić, dziewczynko, w kontakcie z tym zbijającym cię z tropu co u ciebie? O tym, że z trudem zwlokłaś się z łóżka, pożyczyłaś z biblioteki gruby tom wierszy, pijesz już drugą herbatę? Że tak strasznie zaskakują cię momenty bezinteresowności wokół, ale dwukrotnie przeszłaś koło roznoszącego ulotki chłopaka, bo żal ci go było w tę pogodę zaczerwienionych twarzy i zmarzniętych dłoni? Po raz pierwszy zmieniłaś adres mailowy, ćwiczenia z fizyki masz z kim, kto nie wygląda jak zgorzkniały relikt dawno minionej epoki, a do tego kupiłaś dzisiaj okulary ochronne do laboratorium? Na wysokości twojego mostka drzemie przepaść pełna ciężkich negatywnych uczuć, którą tak strasznie chciałabyś wydrapać spod skóry, za długa zima i zła, Houellebecq miał rację, opisując ludzi kontynuujących swoją egzystencję nawet przy rozkładającej tkanki rozpaczy, i to jest właśnie największa tragedia? Przyglądasz się wydeptanym w szarym śniegu ścieżkach i szarym budynkom uczelni, a przez całą drogę do domu krąży ci po głowie kawa i muzyka, muzyka i kawa? Zapomniałaś założyć swetra, nic nie zjadłaś w ciągu dnia? Nauczyłaś się pstrykać palcami na dziesięć dni przed swoimi dziewiętnastymi urodzinami, nie radzisz sobie z zimą i nie możesz zrozumieć, że choć odrobinę uspokaja cię fragment Księgi Koheleta - ciebie, która wierzy, co najwyżej w obieg pierwiastków w przyrodzie? To everything, there is a purpose, and a time, więc nie mówisz nic. Ale przyznaj, że w sumie się żyje cudnie.

{ Poniedziałkowe dzieci Patti Smith. Niektórzy ludzie. Pisanie. }

dwudziesty czwarty lutego.

Komentuj (7)
...there are two kinds of people, those chasing pleasure and those running from pain. ...I don't know. What I do know is this: pleasure helps you forget. But pain, pain forces you to hope. You tell yourself this can't last. Today could be different. Today something just might change.
Nie zastanawiaj się, skąd wziął się ten widziany kątem oka błysk i kiedy rozmyje się pomiędzy mrugnięciami, nie próbuj osłaniać nietrwałego płomyka dłońmi. Nie warto, bo kolejny poranek będzie wspinał się zimną wilgocią po główkach zapałek, kolejne słowa powstającej krwi (jej słowa, twoje echa) prześlizgną się między placami i zdmuchną świecę nim wosk opłynie smukły kontur chwili. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju. Lepiej roześmiej się głośno, wbrew zimie i wszystkiemu innemu, chwyć ołówek czy pióro, daj się ponieść słowom pchającym się pod palce. Podziękuj blaskowi odbijającemu się od twojej skóry, ciągom wyrazów przesuwającym się wzdłuż zakończeń nerwowych. Z drugiej strony, kiedy się upijam, krzyczę, wariuję, tracę panowanie nad sobą. Nie patrz za siebie, nie patrz pod nogi, bo i tak w końcu zaplączesz się w łańcuchy śniegów i siniaków. Lepiej utkwij wzrok w książce, całkiem dobrym filmie, niemożliwie pachnącej herbacie. Nie odrywaj oczu od nadciągającego horyzontu.

{ Absurd urodzin. Nowy wisiorek. Chaos w twojej głowie. }

dwudziesty ósmy lutego.

Komentuj (7)
Nieustający strumień. Spod cieniutkiej skórki nerwy tryskające fontanicznie jak krew z nakłutej szpilką wargi (...). To wszystko, co wszystkim jeszcze nie jest, męczy. Bardzo. Śmiertelnie. Zabija. Ale nie można już się cofnąć, nie można już inaczej, nie chce się inaczej. Tak jest. Nie chce się inaczej.
Przysparza ci kłopotów ta zima. Sam widok za oknem, ponuro zawodzący w kominie wiatr opierają się na twoich barkach ciężarem dorównującym wadze ponurych myśli i frustrujących, zbyt wczesnych poranków, a ty wiesz jedynie to, że stawianie nogi za nogą nie powinno być takie trudno. Miasto karmi się słabością. Szalenie chaotyczny plan zajęć męczy cię tak samo, jak huśtawka nastrojów czy ciągłe słowne przepychanki (ze sobą, światem, ale głównie krwią z krwi). Są dni średnie, bardzo złe i całkiem niezłe, żaden z nich nie pozwala do końca odnowić energii. Dzień zatruty, zima, luty, głód powietrza. Męczy cię, dziewczynko, idea dnia, tygodnia, miesiąca w tym dziwacznym, zmęczonym zawieszeniu. Ale już niedługo zmieni się wiatr, z podmuchem przyjdzie okres wiosennych przesileń - przesileń budzących cię w środku nocy ideą do zapisania czy nowym pomysłem, którego realizacji nie możesz się doczekać, przesileń, przez które będziesz się spóźniać i szamotać oszołomiona morzem możliwości opłukanych z zimowych ciężarów.

{ Stachura, Bukowski. Sen i kawa, kawa i sen. I pierwszy prawdziwie słoneczny dzień. }

2018
wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.