hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

dziesiąty lutego.

Komentuj (13)
Tam, dokąd sięga ulica
Ujęta w księżycową syntezę,
Szeptane zaklęcia księżyca
Rozpuszczają podłoża pamięci,
Wszystkie jej jasne skojarzenia,
Sformułowania i rozróżnienia

***
Właściwie wszystko jest w porządku, tylko mam wrażenie, że świat się rozmywa. Powinności, wymagania, listy rzeczy do zrobienia pęcznieją i rozszerzają się z każdą mijającą minutą. Sekundy płyną, rozpływają się i spływają po szybach, a ja coraz mniej się tym przejmuję (To nieistotne,). Bo właściwie, co z tego, że nie mam czasu dla znajomych, a oni dla mnie, prawie z Nim nie gadam (nie ważne,), za dwa tygodnie są moje urodziny, jest zimno i wstrętnie, coraz mnie lubię samą siebie (nie piękne), a ból zatok utrudnia myślenie? Z tego, że świat się rozpływa (wyblakłe i) i rozpada na najdrobniejsze cząsteczki?
I niby wszystko jest w porządku (to nie istotne z perspektywy absolutu.). Tylko czasem od zaciskania zębów bolą mnie mięśnie.

{ I przez obszary mroków północ potrząsa pamięcią,
Jak szaleniec potrząsa uschniętym geranium...

Za dwa tygodnie mam urodziny. I zamówiłam sobie nowy termos. I mam nowe kolczyki, książki. A może nawet uda mi się pójść na basen. }

czternasty lutego.

Komentuj (10)
Nie mniej smakowało
Uleganie szaleństwu
Naginanie wieczności.
Ja wiem, teraz nam trzeba
Z entropii, z wolności i głodu
Odnowić moc.

***
Zdecydowaną wadą zim jest to, że chwili, kiedy mam ochotę uciec od świata i schować się w najmniejszej z mysich dziur jest zdecydowanie więcej niż dni, podczas których jest dobrze. I że mam wrażenie, iż z każdą taką chwilą oddycha się coraz trudniej i coraz ciężej jest po tym doprowadzić się do jakiegoś, chociażby umiarkowanie, neutralnego poziomu.
I tylko zastanawiam się, czy naiwnością nazwać próby przekonania samej siebie, że nie jestem zbyt zmęczona, by udowadniać całemu światu, że jestem w stanie egzystować normalnie, że nie ma we mnie tego palącego, dławiącego uczucia, które sprawia, że nie mogę oddychać, myśleć ani nawet się skupić.

{ Jak można cieszyć się światem
poza chwilami, kiedy się ucieka od świata?

Odrobinę otumaniające zmęczenie, wspomnienie rozmowy z Nim i... Trudno jest mi wymienić kolejną pozytywną część, jako że nawet sen, herbata i jutro (bo przecież jutro zawsze musi być lepsze) nie brzmią zbyt zachęcająco. }

osiemnasty lutego.

Komentuj (7)
Ja mogę tak być i mogę w to wierzyć, że
Przez kilka chwil nic się nie zmieni.
Ja mogę tak być na skraju spraw
W niedorzeczności bezpiecznie trwać.

***
Lubię - gdy nigdzie mi się nie śpieszy i nie muszę nic robić - pozwolić mgiełce senności osiąść na mojej skórze. W takich chwilach mam wrażenie, jakby gorąca woda zmywała ze mnie wszystkie niepotrzebne, nieprzyjemne myśli i rozluźniała mięśnie, pozostawiając wrażenie, jakby jakaś cząstka mnie znajdowała się zakopana w pościeli, głęboko, głęboko. A kiedy zamknę oczy świat zdaje się niemalże wymyślną wodną klepsydrą, w której czas odmierzając małe, nieskalanie błękitne krople, a wszelakie proporcje zmieniają się w mgnieniu oka.

{ We leave traces of ourselves
wherever we go, on whatever we touch...

Wszelaka muzyka i fakt, że Piotr Rogucki za jakiś miesiąc wydaje płytę (Łiiii... ekhm...). Stosunkowo duża ilość gazet i jeszcze większa książek. A Good Year, Kolory Magii obejrzane, a ja może wybiorę się na Czarny Czwartek. Babcina herbata i nowy termos, którym od wczoraj mogę się bezkarnie cieszyć. Krzyżówki, które ostatnio namiętnie rozwiązuję i Pulp Fiction, który nie daje mi spokoju. Kolczyki - te, które już kupiłam, bo jakoś kurczy mi się na nie miejsce. Książki, których w ciągu tygodnia czytam jedynie kilka stron, a w weekend dokańczam. On, bo (We leave traces of ourselves...) najprawdopodobniej mam go pod skórą tak głęboko, że już nic nie mogę na to poradzić. I w takich chwilach mam wrażenie, że mogłabym wymieniać bez końca... }

dwudziesty szósty lutego.

Komentuj (3)
Fall in love or fall in hate.
Get inspired or be depressed.
Ace a test or flunk a class.
Make babies or make art.
Speak the truth or lie and cheat.
Dance on tables or sit in the corner.

***
Coraz częściej jest dobrze. Coraz częściej, bo dni są dłuższe, słońce jaśniejsze. Zdarza mi się słyszeć śpiew ptaków albo po prostu mieć dobry humor. Oddychać. Skupić się na czymś dłużej niż kilka chwil, tak naprawdę. Znajdywać rzeczy i chwile, które wywołują uśmiech. Nie bać się. Nie tonąć.
Czasem orientuję się, że "coraz częściej" nie wystarczy, że to ciągle za rzadko. Płynnie przechodzę od wrażenia, że tonę w ruchomych piaskach do poczucia, że spadam prosto w przepaść. Powolne zatapianie się (w samej sobie; w ciemnej czarnej dziurze na samym dnie mnie samej, z której nie mogę wyjść, przez którą nie mogę oddychać, nie mogę myśleć, nie mogę się skupić na niczym poza paniką i rosnącą, nienasyconą czeluścią - a wszystko polega na stopniowym, z początku niemalże niezauważalnym zatapianiu się w ciemności i poczuciu osamotnienia, tak znajomego i znienawidzonego zarazem - czeluścią, której opis nie odda nawet dziesiątej części tego, co otacza, opływa, przytłacza, pochłania mnie...) zamieniam na skok.
Life is divine chaos. Embrace it.
Forgive Yourself. Breathe.

Zamieniam na skok (w nicość, w ogień; w coś, co nie da się opisać, nie dlatego, że brakuję słów, ale z nagromadzenia chaosu skupiającego całą moją uwagę, bo żeby coś opisać trzeba od czegoś zacząć, a jak opisać wstęgę Möbiusa?; szaleńcze wirowanie na karuzeli, idiotycznie samobójczy pęd do autodestrukcji - może przekonanie, że lepiej wykończyć się samodzielnie, szybko i brutalnie niż dać się pochłonąć? - którego nie uświadamiam sobie póki nie znajdę się pomiędzy sobą samą a nie sobą albo jeszcze dalej, rozdzielając coś, od czego uciekam między nerwowe ruchy, niemożliwość usiedzenia w miejscu i napięcie mięśni aż do bólu, zdarte kawałki skóry, krew na wargach i palcach, ból oczu, zimno i tykający, zepchnięty w najdalszy zakątek umysłu, pakunek wszelkich negatywnych myśli i uczuć zdolnych przyśpieszyć to wszystko jeszcze, jeszcze bardziej...), którego nie potrafię jeszcze poznać ani oswoić. I gdzieś w tym wszystkim tkwi przekonanie, że próbuję opisać coś, czego opisać się nie da, a mimo to będę próbować - chociażby tylko po to, żeby próbować.
And enjoy the ride...

{ Wyliczaj, wyliczaj. To pomaga. Łap się za imiona, żeby nie upaść. To jest nocny stolik, firanka nie poruszała się w oknie, Claudette ma zawsze ten sam numer telefonu (...). Wszystko jest w porządku.
Rozmowy z Nim, które w jakiś dziwny sposób poprawiają nastrój i jakoś intensywniej niż inne zapisują się w pamięci. Książki, od których nie mogę się uwolnić, a przynajmniej taką mam nadzieję. Muzyka. Najbardziej urocza świeczka wszechświata zakupiona we Flo, torba, herbata o smaku passiflory i malin, a także mnóstwo innych rzeczy, które ostatnio kupiłam i przez które cierpię na niedobór funduszy. }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.