hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi grudnia.

Komentuj (2)
Śpiewam już tylko o Polsce i o złej miłości,
złe piosenki o złym systemie
Polska przychodzi do mnie tylko po autograf,
dla miłości zaś jestem złudzeniem
Zastanawiasz się, czy tylko tobie zdarza się w czasie bólu głowy godzinami zabierać za podejście do apteczki i wzięcie sobie czegoś przeciwbólowego. Czasami myślisz, że jedynie tobie, bo cała reszta świata ma wszystko pod kontrolą - i te dni są cięższe niż inne. Czasami łatwiej jest ci uznać, że większość osób (wszystkich?) czasami przerasta branie kolejnej sprawy we własne ręce. Będziemy jak ten deszczowy maj, jak ci wszyscy brzydcy ludzie z Tesco. Także dziś wieczorem jesteś niepozbierana, nieposkładana, masz skórę cienką jak najbledsza kalka i poczucie, że świat, którego jest dużo za dużo, napiera na ciebie ze wszystkich stron. Dzisiaj stoisz pod prysznicem o litry zmarnowanej wody dłużej, opierasz głowę o ścianę, próbując odciąć się od świata. Nie chce ci się mówić, bo masz usta pełne słów mokrych i w gruncie rzeczy niepotrzebnych - bo jesteś zła, a złość to słaby mówca, zmęczona i smutna. A pod tym bałaganem czai się coś, co powtarza ci do znudzenia, że chcesz jedynie, by ktoś się tobą zajął, powiedział, że napracowałaś się wystarczająco i że czas odpocząć. Będziemy jak ten deszczowy maj. Bo jak widać sama nie radzisz sobie z tym najlepiej.

{ Jessica Jones, Adele i zakupy. Może herbata? }

szósty grudnia.

Komentuj (1)
Be careful of who you love
Be careful of what you do
'Cause the lie becomes the truth
Billie Jean is not my lover
She's just a girl who claims that I am the one
Masz pod skórą niepokój kogoś, kto mówi jest dobrze i ogląda się szybko za ramię, spodziewając się ujrzeć pył opadający na ruiny wszystkich możliwych światów. Może kiedyś nauczysz się wiary w to, że wszystkie miasta da się odbudować lub w to, że w gruncie rzeczy nie ma takiej potrzeby, bo za horyzontem jest ich przecież nie dziesiątki, a setki, kto wie? Na razie jeszcze śnią ci się porzucenia, utraty i końce wszechświata. Pracowicie ścierasz te obrazy spod powiek przy pomocy farb, kredek, muzyki i filmów. Chowasz się przed nimi za kubkiem słodkiej herbaty, kawą w czekoladzie i nieśpiesznie czytaną książką. I wyławiasz spośród godzin te chwile, podczas których nie śpieszysz się nigdzie, nie boisz się niczego, a porozumiewawczo ciepłe spojrzenie wszechświata nie wydaje się być żadną metaforą.

{ Herbata, kolorowanki i nowe kredki. Kolory. I zimowo białe paznokcie. }

dwunasty grudnia.

Komentuj (6)
Nagły zryw, cichy wrzask
Przestrzeń drży, zmienia kształt
Dziwi mnie własny wstyd
Zbawić się
Zabrakło, zabrakło, zabrakło, zabrakło sił

Niepokój nachodzi cię od czasu do czasu, łapie za ramię w samym sercu tłumu, w połowie gestu czy pomiędzy wypowiadanymi słowami. Wystarczy zerknięcie na zegarek, wystarczy na wpół świadome skojarzenie czy nawet jakiś obraz i niepokój bez skrupułów wchodzi w twoje życie, mości się na twoim krześle i kładzie brudne buty na biurku. A ty możesz tylko spoglądać na niego bezradnie i próbować myśleć o czymś innym. Bo nie ma czasu, bo czas ucieka, przelewa się przez palce i mija. Kolejny rok się zbliża, a ty masz wrażenie, że w gruncie rzeczy nic się nie zmienia, nie posuwa do przodu, nie ulega żadnym zmianom. Że każdy kolejny rok, aż do końca, będzie taki sam - ponuro samotny, lękliwy, niespokojny, z niechęcią zerkający na wszystkie pary świata. Czas mija, zegary tykają nieustannie, słyszysz to tykanie nawet we śnie. Nieznośny bruk wdarł się do ust. Próbujesz patrzeć w inną stronę, zająć się czymś, czasem nawet się udaje. Szkoda tylko, że tyka wszystko. Czy tylko tobie świat szepcze nie ma czasu, nie ma?

{ Manicure i nowy krem do rąk. Buty. Farby i kredki. }

czternasty grudnia.

Komentuj (1)
Cause I'm gonna be free and I'm gonna be fine
(Holding on for your call)
Cause I'm gonna be free and I'm gonna be fine
(Maybe not tonight)
Istnieje szansa, że wszyscy jesteśmy, w gruncie rzeczy, pojebani. Może świat składa się z ludzi z problemami i tych, którzy nie przyznali się jeszcze do tego, że przydałaby się im terapia. Chciałabym, żeby wszystko było na maksa i takie prawdziwe. Może normalność to pojęcie wykreowane przez durne czasopisma i amerykańskie filmy, wszyscy porównujemy nasze życie do komedii romantycznej, w której wszyscy bohaterowie mają dwadzieścia lat, świetną pracę, masę znajomych i sylwetkę rodem z okładek gazet, a ich jedyny problem to wybranie miłości swojego życia spośród innych, równie idealnych ludzi. Może wszystko to jest taką samą bujdą, jak pomysł, by Perfekcyjna Pani Domu sama na kolanach szorowała kilometry podłóg, które ma w domu, by czyjekolwiek życie erotyczne faktycznie wyglądało jak przydługi film erotyczny, a zdjęcie okularów i rozpuszczenie włosów mogło szkolną prymuskę uczynić najpiękniejszą dziewczyną w mieście. Pamiętaj, że każdy napotkany człowiek czegoś się boi, coś kocha i coś stracił. Może po prostu łatwiej jest się przyznać do przejścia operacji plastycznej - lenistwa, elementarnej niewiedzy, czegokolwiek innego - niż do tego, że nasza skóra to nie najwytrzymalsza stal, ale wciąż tłukące się szkło. Szkło posklejane taśmą i gumą do żucia, przez które oglądać można infrastrukturę żył i siatkę wciąż za długich zakończeń nerwowych.

{ Radio Armageddon Żulczyka. Muzyka. I kawa z bitą śmietaną. }

siedemnasty grudnia.

Komentuj (5)
Spójrzmy prawdzie w oczy: (...)
w oczy pośpiesznie obmywane rankiem
z nieposłusznego snu, pośpiesznie ocierane
za dnia z łez nieposłusznych
Najgłupsze jest to, że ty sobie doskonale zdajesz sprawę z tego, jak absurdalne bywają twoje niepokoje. Potrafisz logicznie wytłumaczyć, że to martwienie jest zbędne, ale to tylko sprawia, że czujesz się głupsza, mniej przystosowana do rzeczywistości, bardziej zestresowana. Spójrzmy prawdzie w oczy. Czasami budzisz się z myślą, że cały świat radzi sobie lepiej. Nastawiasz wodę i nachodzi cię myśl, że ludzie miewają trójkę dzieci, zajmują odpowiedzialne stanowiska, a ty nie potrafisz się zdecydować, czy wolisz wypić kawę, czy herbatę. Patrzysz na kalendarz i dociera do ciebie, że minął rok, kolejny rok, a twoje życie znajduje się dokładnie w tym samym miejscu. Wyglądasz za okno z myślą, że wszystkie dziewczyny mają faceta i chodzą na fitness, czemu zawsze jest coś z tobą nie tak? Myślisz o nastolatkach-milionerach, liczysz książki młodych autorów, czytasz o licealistkach szukających lekarstwa na raka, historie o cudzych sukcesach budzą cię w nocy.Brawo ty, sama zadzwoniłaś do obcej ci osoby, powiedzmy, że to duże osiągnięcie.

{ Także no. Także tak. I tyle. }

dwudziesty piąty grudnia.

Komentuj (1)
Idę w miejsca, gdzie było dobrze
i nie ma tych miejsc!
Idę w miejsca, gdzie byłem obcy,
nadal obcy jestem!
Senna i zmęczona, ale wciąż z tlącym się pod skórą niepokojem, dajesz się prowadzić swoim własnym, bliżej niesprecyzowanym myślom. Zastanawiasz się, czy jesteś bardziej sobą cała ubabrana w tym lękliwym niepokoju, czy wpadając w czułą, miękką euforię nie bania się nikogo i niczego. Zastanawiasz się, bo tyle czasu wydawało ci się, że strach to twoje drugie imię, że jakikolwiek spokój to nie ty, to darowane przez kogoś chwile, które wydarzają się i mijają same, to nie ty. A teraz, co jakiś czas słyszysz, że strach to wyuczona bezradność, że tego lęku można się oduczyć, że tak naprawdę trafiamy tylko na to, czego sami podświadomie oczekujemy. Co jakiś czas nachodzi cię myśl, że strach to mimo wszystko pewna wygoda, bo boisz się, więc nie musisz nic robić, boisz się, więc egzystujesz uparcie, choć niechętnie. Kto powiedział, że zawsze ma być ciepło i tanio? A ponieważ nie układasz ich od tysiącleci - chciałabyś znaleźć w sobie, mieć wystarczająco dużo energii na jedną więcej listę postanowień noworocznych.

{ Słuchawki. Muzyka. Trochę wolnego. }

dwudziesty ósmy/dwudziesty dziewiąty grudnia.

Komentuj (5)
(...) i znowu poczuła tę dawną niepewność, tę, która wiąże się ze wszystkim, co może być takie albo inne, kiedy człowiek ciągle mota się między brakiem pamięci a wiedzą o czymś, między pamiętaniem a wyobrażeniem sobie.
Masz pod skórą niepokój, który na wewnętrznej stronie twoich zakończeń nerwowych wystukuje rytm z precyzją godną najlepszego sekundnika. Nie wiesz, czy czas już oswoić się z obecnością tego pomruku i uznać za szum tła, czy też to wszystko minie prędzej czy później - z początkiem nowego roku, nadejściem lata, końcem semestru? W płucach mam ranek. Ale to nieważne, nieważne. Bo zakupy, pomalowane paznokcie i książka. Bo palce brudzone palcami, leniwie tląca się energia, błąkające się po głowie urywki planów i zdań. Z zaskoczeniem zauważasz, że powoli, powoli uczysz się odpoczywać. Małe kroki. Dużo rzeczy ostatnio wypada. A nocami, nocami czerń reaguje na tykający pod skórą niepokój, wchodzi w rezonans, szepcze do ucha historie o kłótniach, wybuchach, porwaniach, rozmowach zawsze urwanych w połowie, a jednak wciąż dziwnie oczyszczających - przecież wszyscy mamy w sobie ducha przekory.

{ Czekolada, książki i prezenty. Kolorowanki. Nowe słuchawki. Czas miło spędzony. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.