hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

czwarty grudnia.

Komentuj (6)
Stoję na środku drogi z odchyloną w tył głową i gapię się w niebo. Tak łatwo można zapomnieć, jak cudowny jest świat.
Wyobraź sobie, że po raz kolejny bawi cię coś, co śmiesznym zdecydowanie nie powinno być i prawdopodobnie, obiektywnie rzecz biorąc, nie jest. Ze wszystkich sił starasz się to rozbawienie ukryć, kierujesz myśli ku rzeczom takim, jak kalorymetria czy maszynoznawstwo, pogoda za oknem i melancholia. Powoli i z trudem odzyskujesz panowanie nad sobą. A kiedy, już spokojna i poważna, odwracasz wzrok od źródła swego niekontrolowanego chichotu, patrzysz za siebie. I napotykasz rozbawiony, po twojemu ironiczny uśmiech. I napotykasz oczy, które wpatrują się w ciebie w myśl łączącego was niespodziewanie, milczącego wspólnictwa. Uzyskane z trudem opanowanie trafia szlag, ty nie umiesz już dłużej powstrzymywać wzbierającej w tobie reakcji i wybuchasz śmiechem.

{ Bo jest zimno, męcząco i coraz bardziej melancholijnie, ale ciągle śmiech, muzyka, towarzyszące ci poczucie absurdu. I za to jesteś wdzięczna. }

siódmy grudnia.

Komentuj (11)
Więc szron, mróz; ziemia jak łóżko przykryte pościelą, w której marzną
poranki i noce szare jak popiół. Jeszcze tli się na niebie blade słońce...
Idziesz ulicą i wpół kroku łapie cię myśl, że dziwnie się czasem układa. Tak strasznie lubisz te studia, na które poszłaś odrobinę przypadkiem i ludzi, z którymi studiujesz - a przecież to splot nici tak cienkich, że aż niewidocznych odpowiada za to, że jakoś łatwo jest ci się uśmiechnąć do tej myśli na wilgotnym, zmarzniętym chodniku. Drobna siatka przypadków i oddycha się lekko, śmieje się dużo, igra w rozbawieniu z absurdem. Nawet jeśli gdzieś przy twoim ramieniu przysiada melancholia, w której sierści tkwią słowa ciężkie i nieporadne - słowa jak desperacja, frustracja, samotność - i już wkrótce zaczną się sączyć do twojego ucha, a ty... Ale to nieważne, jeszcze nie. Jeszcze ciepłe poczucie, że nie żadna istota wyższa, ale ty sama prowadzisz się przez i chyba jednak wybierasz dobre ścieżki.

{ Ludzie. Pyszna zupa. Dobra ocena za prezentację. I co ja robię na 42. miejscu wśród najpopularniejszych blogów, co? }

dziesiąty grudnia.

Komentuj (17)
Mówiłeś: zimno to tylko choroba skóry.
Wilgoć przyjdzie od rzeki.
Z nadmiaru światła kruszy się grudzień,
zima jest blisko; już tętni
w ziemi, w ścianach; we wnętrzach korzeni i żył.
Bo chociaż w tym kłębku za mostkiem kuli się grudzień - zaciśnięta pięść, chłodny kamień - to jednak chyba nie rozrasta się. Coś innego rozmywa granice, może cieplejszego? Może w twoich żyłach krąży inna krew? Właśnie skulona na fotelu skończyłaś książkę i słodkawe robicie szumi ci w głowie. Absurdalna rozmowa przechodząca od chemii fizycznej, przez oznaki lenistwa i dziwaczne plotki, aż do papieży wciąż unosi kąciki ust. Natknęłaś się przypadkiem na wiersz, którego fragmenty zdają się być sczytywane z twoich własnych żył. Jechałaś świątecznym tramwajem, w którym z trudem udało ci się nie stracić zębów. Oh gravity, stay the hell away from me. Posmak czekolady z orzechami wciąż tkwi na języku. Jaśminowa herbata paruje leniwie. Piosenka wydobywa się z głośników. Rozgrzewa cię wnętrze własnej głowy, dziwne uczucie. Popatrz; tutaj, pod spodem, wciąż jeszcze pulsuje tętno – ten dźwięk się zapętla, odbija od lodu i wraca do nas jak echo.

{ To. Książka. I wieczór. }


dwudziesty grudnia.

Komentuj (17)
Mam być wdzięczna?
Za co pytam się
Za niepokój, za nieprzespane noce?
Za zwątpienia, za obiecany raj,
Na który pewnie nie zasłużę?
Może za to, że żyje właśnie tu...
Za miękkie, ciepłe uczucie rozchodzące się po brzuchu, wywołującą uśmiech myśl, która czai się na granicy myśli. Za ciężar zawieszający się w okolicy miednicy, któremu znacznie bliżej do ekscytacji niż niepokoju, absurd na stałe goszczący w twojej krwi. Za to, że ponure myśli o samotności i pustce nie oddaliły się same z siebie - to ty trzymasz je na odległość i nie dajesz im dojść do głosu. SKMkę, która spóźniając się pół godziny, oszczędziła ci godzinnego oczekiwania na dworcu. Może za to, że żyje właśnie tu... Przeczytaną książkę. Telefon, który upada i nie niszczy się. Paręnaście dni wolnego, na które zasłużyłaś. Te studia i tych ludzi, przez których tkwi w tobie iskra żalu na myśl o tym, że ta przerwa jest aż tak długa (nawet jeśli nie masz na nic czasu, nie dosypiasz, nie dojadasz i, w gruncie rzeczy, pędzisz jak szalona przez zbyt krótkie dni). Smak grzanego wina, gdy dłonie sztywnieją ci z zimna. Dziwaczne rozmowy przeskakujące między tematami z podejrzaną swobodą. Muzykę. Znajomo ironiczny uśmiech na nie twojej twarzy. Czyjąś wodę kolońską. Śmiech. Historie opowiadające się jedna przez drugą.

{ Muzyka. Ludzie. Książki. Jeszcze 42. miejsce na liście najpopularniejszych blogów nie zdziwiło mnie aż tak mocno, ale jedenaste ósme? }

dwudziesty szósty grudnia.

Komentuj (8)
If this is to end in fire
Then we shall all burn together
Watch the flames climb high
Into the night
Nie chcesz chować się w tej melancholii - głębokiej i chłodnej niczym jezioro, uspokajającej w sposób, który chwyta za gardło i unieruchamia dłonie. Nie chcesz tonąć w mulistych rozpadlinach na dnie własnych żył, gdy nad twoją głową będzie krążyć krew ciepła niczym ogień. Desolation comes upon the sky. Z tego powodu odrobinę brakuje ci chaosu spraw, który czynił krok lżejszym, a głos głośniejszym. Z tego powodu dajesz się uwieść filmowi w półmroku kinowej sali, a po wyjściu z niej długo nie możesz znaleźć sobie miejsca. Przeziębienie maluje zaczerwienione oczy wilgocią, rozmazując kontury lamp. Senność ułatwia sięganie głębiej w siebie, w ciepłą myśl, w płomień świecy, w to coś, czemu nie pozwolisz minąć.

{ Film. Książka. I, przede wszystkim, to. }

dwudziesty siódmy grudnia.

Komentuj (20)
And as the sky’s falling down it
Crashed into this lonely town and
With that shadow ‘pon the ground
I hear my people screaming out
Melancholijne zwierze, które zaczyna podążać twoim śladem wraz z rozpoczęciem jesieni to stwór o zbyt ostrych pazurach i mieszance niesprecyzowanych uczuć wczepionej w futro. To stworzenie dogania cię w chwilach, gdy zatrzymujesz się, by odpocząć i kładzie ciężki łeb na klatce piersiowej, utrudniając oddychanie. Zimno to tylko choroba skóry. Chłód wchodzi między palce i zadomawia się pod skórą z wprawą wynikającą z powtarzalności zim. W takich chwilach trudno ci jest przekonać samą siebie, że jest inaczej, że coś się zmienia, poprawia. Łatwość, z jaką ostatnio wyciągałaś na wargi uśmiech na samo wspomnienie pewnych ludzi czy zdarzeń, powoli zaciera się w twojej pamięci. Ale jesteś i zawsze byłaś uparta. A to wszystko przecież minie.

{ Kanapa. Ciepła herbata. Piosenka, która od wczoraj, nieprzerwanie, wybrzmiewa w twoim domu. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.