hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy grudnia.

Komentuj (5)
Zanim powtórnie usnąłem, wyobraziłem sobie (zobaczyłem) wszechświat giętki, zmienny, pełen nieoczekiwanych możliwości, elastyczne niebo, słońce, które nagle znika albo nieruchomieje, albo zmienia kształt.
Przyznaj, dziewczynko, że oddycha ci się odrobinę lżej. Oddechy przenajświętsze karmią serce przez nos. Mgła rozprasza się na chwilę, krawędzie rzeczy zaostrzają. Znowu nabierasz poczucia bycia choć trochę realną. Wartki strumień krwi w żyłach nie jest pustym słowem, skóra nie zdaje się coraz bardziej przezroczysta. Nie ma pustych od środka kości, w które dąłby wiatr. Jeszcze nasycam się powietrzem. Jesteś ty, dziewczynko, i nuty plączące się pod powiekami, zdjęciowe kadry na rogówkach i poczucie nierzeczywistości świata, które wcale nie jest nieprzyjemne. Doceń to - od tak dawna nie budziłaś się w dobrym nastroju. Listopad się skończył, choć przez chwilę nie dławi cię tlen.

{ Dziwne programy. Ananasowa herbata. Plakat z autografami. }

drugi grudnia.

Komentuj (14)
Nie myślę jasno, niemalże w ogóle nie myślę. Strzępy, zrywy, fragmenty, wszystko to szuka swojej formy, wtedy w grę wchodzi rytm i zaczynam pisać w tym rytmie, pisać dla niego, to on mnie popycha...
Wciąż nie możesz uwierzyć w ten stan, dziewczynko. Bolą cię mięśnie i gardło, w uszach wciąż wibruje dźwięk, chcesz na zawsze pozostać w tym wspomnieniu. We krwi pozostają nuty, melodie zmieszane, zmieszane z nią na wiek. Inaczej się nie da, kontrolowane euforie nie istnieją. Twoje szaleństwo, twoje l'appel du vide, jest, jakie jest, dziewczynko. Jest niczym eksplozja, zakwitające na niebie kwiaty sztucznych ogni, metafizyczna rzeka (Istnieją przecież i rzeki metafizyczne, Horacio. Kiedyś rzucisz się w jedną z nich). Negacje i frustracje nie przepadły, wciąż błądzą na dnie twojego umysłu i wciąż zdarza im się podejść ci do gardła, ale ty po raz pierwszy od tygodni czujesz, że możesz nad nimi zapanować. Na języku pozostaje posmak myśli o tych wszystkich szansach, nieodbytych jeszcze koncertach, sytuacjach, które nie miały jeszcze miejsca, nieprzesłuchanych płytach, nieprzeczytanych książkach.

{ Collected Poems of Allen Ginsberg, które właśnie do mnie trafiły. Koncert, na którym byłam w czwartek. Planowanie świątecznych zakupów. }

trzynasty grudnia.

Komentuj (6)
Tam nie odnajdę cie i tak
Choćbym wierzył, że się da
Choćbym pragnął
Uwierz w tamtych stronach ze stali i cienia...
Weź głęboki oddech, dziewczynko, a potem kolejny. Spróbuj zapomnieć, zignorować to, że część jej krwi pozostaje składową twojej, krąży w twoich żyłach z podziwu godnym uporem. Dlatego w cichych, ponurych chwilach, gdy szarość spada na ciebie bez uprzedzenia, dzielone z nią krwinki powstają i szepczą ci do ucha o niepowodzeniach, porażkach, a także o tym, że jesteś pozbawiona uczuć, ambicji, wszelkich ludzkich cech i że nic w tobie nie ma - pozostała pusta skorupa powtarzanych zachowań, w której odbijają się echa. Ale ty nie myśl o tych słowach, dziewczynko, nie myśl o tym, że w twoich tkankach rozpuszcza się wstręt (twój wstręt, jej wstręt, niechęć do ciebie). Zapomnij, bo jeśli weźmiesz ciążące ci słowa w dłoń, powinny dać się unieść podmuchowi wiatru, z czasem rozpłynąć we mgle.

{ Nie ma nic. Niespisane dobre momenty przesadna pewność obróciła w proch - trzeba było uwierzyć w to, że uśmiech nie dorówna trwałością siniakowi na ramieniu, dziewczynko. }

szesnasty grudnia.

Komentuj (13)
Biegnę, bo nie mogę się zatrzymać, moje
Ciało, jak maszyna, bez kontroli śmiało goni.
Myśli, które przemkną poprzez głowę
Jak powierzchnia supernowej
Zapalają się gwałtownie.
Świat drży, sypie się, pęka, by w końcu rozpaść się na miliony najdrobniejszych kawałków - cząstki energii, strzępki nut, strun i dźwięków przesypują się, wtapiają w masę napierających emocji. W twoje włosy wplatają się odłamki pięciolinii, dźwięk wlewa się do uszu, zachwyt kroplami spływa po karku, rytm serca jest powtórzeniem innego rytmu (Proszę cię, nie idź z tym chłopcem na dno, on w oczach ma zło) znajdującego się na wyciągnięcie ręki, euforia wibruje pod stopami. Wreszcie nie musisz nigdzie uciekać, dziewczynko. Oto ogień strawił w nocy wszystko.
Implozja emocji. Świat redukuje się do drogi, pociągu, budynku klubu, zacieśniającego się wokół ciebie tłumu, sceny, rozsadzającej emocji, jednego jedynego dźwięku, który łamie rzeczywistość, w którym odbija się obietnica życia krążącego w krwiobiegu i ponownych stworzeń światów. Ty tlen mi dostarczasz. Nie da się tego opisać, słowa rozbijają się o chaos, kompresję, mnogość niewystarczających konotacji. Twoja myśl redukuje się do ziarnka, dźwięku, ułamka sekundy, rozciągającego się na godziny i potem rozpręża, wraca falą nadmiarów, poczuciem nierzeczywistości, protestem mięśni.

{ Zapach się ulotnił, oto ogień strawił w nocy wszystko. Tym razem nie pozwolisz, dziewczynko, przegonić rozpaczom niespisanych wspomnień. Tym razem zwiniesz się w kłębek pod kocem tamtych godzin i nie dasz się dotknąć grudniowym chłodom. }

dwudziesty grudnia.

Komentuj (4)
...i porywa nas, i już minęliśmy, umarli
wleczeni bez istnienia, aż nie jesteśmy ni cieniem,
ni prochem, ni słowem, i wszystko tam zostaje
a w mieście, w którym żyć już nie będziemy,
pozostały po nas puste ubrania i pycha.
Błąkasz się pośród kocich łbów, warstw brudnego śniegu i śpieszących dokądś burych kurtek, a mgliste obrazy przesuwające się po twojej głowie lekko odsuwają od ciebie skraj ciemnej, ponurej przepaści, która rozpościera się pod żebrami. Chwytasz się ich, dziewczynko, pozwalasz im ogrzać zmarznięte powieki. Tak wysoko we krwi śpiewa, że aż boli. Samo serce koncertowego tłumu, w którym znajdujesz się do przesytu, do zdartego gardła i dna pełnych rdzawej wody żył. Kawiarniana kanapa, odcięta od świata, ale nie bezludna wyspa, na której pogrążałaś się w rozmowach. Skrzące się rozmowy, senne pociągi przecinające noc. Karmelowa herbata, kawa z bitą śmietaną, twoja ulubiona naleśnikarnia. Książki, w których się gubisz. "Wszystko jest święte! Każdy jest święty! Każde miejsce jest święte!" Odległe już wspomnienie głosu znanego kiedyś chłopca, gdy dziękował ci za otrzymany prezent. Czyjś uśmiech, ukochane piosenki słyszane na żywo, plakat z autografami. To, co w tobie zostaje, mimo że czasem trudno ci to dostrzec, dziewczynko. To, co zmienia, kształtuje, utrzymuje na powierzchni wody.

{ Kolejna, zakupiona przez ciebie biżuteria. Podążająca za tobą melodia. I wszystko inne. }

dwudziesty czwarty grudnia.

Komentuj (7)
To, że galaktyczny podmuch
Zniszczy cywilizację
To nie jest dostateczny powód
By wybuchać płaczem.
Nie oczekuj zbyt wiele od rodzinnych spędów, dziewczynko, bo święta pozostawią, co najwyżej, niesmak w twoich ustach. Uśmiechnij się, weź głęboki oddech i pomyśl o czymś przyjemnym, chociażby o nowym lakierze do paznokci czy spotkaniu z kimś, z kim nie łączą cię żadne stopnie pokrewieństwa. Zerknij na truflowy balsam do ciała, który dostałaś, ułam sobie kawałek czekolady, włącz jakąś dobrą płytę i spróbuj nie zamordować członków swojej rodziny, co?

{ Mimo wszystko, mogło być gorzej, dziewczynko. Masz parę całkiem niezłych książek do przeczytania, trochę wolnego czasu i to wszystko, o czym już wspominałaś. }

dwudziesty ósmy grudnia.

Komentuj (2)
I nie było słów, bo nie istniała odpowiednia myśl dla tej siły, zdolnej przetwarzać strzępy wspomnień, izolowane obrazy codzienności w jedną, pędzącą masę, w żywą konstelację, zniweczoną w samym akcie pojawienia się, w sprzeczność, która wydaje się równocześnie negować i ofiarowywać...
Pod twoimi powiekami rozgrywają się filmy. Zawsze miałaś się za osobę myślącą słowami - wszelakie konstrukcje myślowe powstające w twojej głowie składają się z okruchów liter, a formy i kształty powstają z ułożonych w stosy wyrazów - ale powoli zaczynasz uświadamiać sobie, że takie definicje nie wystarczą, dziewczynko. Przecież to muzyka, dźwięk niosący się w przestrzeni, odpowiada za najbardziej instynktowne, naturalne wybuchy emocji, a niektóre z obrazów nigdy do końca nie poddadzą się opisom. Najpiękniejsze nie są martwe ciągi czarnych odbić na papierze, ale głoski, które mają w sobie nadchodzący falami rytm, głoski eksplodujące barwami, powtarzające bicie serca, pulsujące krwią. Nie da się myśleć jedynie ciągiem papierowych liter, dziewczynko, dlatego pod twoimi powiekami roją się obrazy. Izolowane obrazy codzienności Widzisz kocie łby wieczornych uliczek i niemal słyszysz sierpniową ulewę uderzającą o bruk, odcienie brązu skryte w kubku kawy przeplatają się z echami rozmów, paleta zachodów słońca z szumem wiatru, błysk kolorowych świateł z muzyką, która rozchodziła się pośród zakończeń nerwowych. I nie istniała odpowiednia myśl.

{ Ścieżka dźwiękowa do Hobbita. Coraz bardziej kolorowe paznokcie. Władca pierścieni. I że też komuś chciało się podkradać moją pisaninę... }

dwudziesty dziewiąty/trzydziesty grudnia.

Komentuj (4)
I nie wysłowię cię do wtóru gwieździe:
Tak wysoko we krwi śpiewa, że aż boli.
I słabej głowy szkło nareszcie pęknie,
A ty mi się, wierszu, jeszcze nie położysz
Chłodne powietrze przesuwające się po karku i zimno dłoni na klawiaturze rozmazują twoje kształty, dziewczynko. Zapadasz się cała w tępym bólu głowy, wrażeniu mnożących się pod skórą wirusów, wywołanej niskimi temperaturami sinej bladości płytek paznokci skrytej pod kolorowymi lakierami do paznokci. Mur nie jest ścianą, lecz kurtyną z chmur. Twoje tętno zwalnia, poruszasz się we mgle swoich własnych, nieuchwyconych odcieni, nieostry już kontur napotyka opór, gdy próbujesz wykonać jakiś ruch. Produktywność nie jest dzisiaj słowem dla ciebie, dziewczynko. Dotknąć deszczu, by stwierdzić, że pada nie deszcz, tylko pył z Księżyca spada. Myśli odpływają w kierunku gorącej, słodkiej kawy z bitą śmietaną, która mogłaby ukoić ciało i świetnej książce czy miejscu przy samych barierkach na jakimś świetnym koncercie, które mogłyby uwolnić umysł od oporów rozmazanej skóry.

{ Zielona herbata. Kajmak. Muzyka. Film. }

trzydziesty/trzydziesty pierwszy grudnia.

Komentuj (5)
Chciałabym wyjąć serce spod żeber
i połknąć z nim cały mój lęk
Dzieje się ze mną coś bardzo dziwnego
śnią mi się wilki, śni mi się śnieg
śni mi się tajga, przez tajgę biegnę
i bardzo męczy mnie już ten bieg
Zdarza ci się w samym sercu chaosu siadać z notesem i zapełniać stronice opisami czarnych dziur rozwijających się na wysokości mostka, a także rozpaczy i upokorzeń, które roją się pod twoją skórą i wieczorami sączą do ucha opowieści o lękach i porażkach krążących w twojej krwi. Mieszasz atrament z łzami, w szaleńczej ucieczce gubisz składnię i charakter pisma, kluczysz w gąszczu powtórzeń. Zajmujesz czymś palce gotowe zagłębić się pod skórą, wydrapać spod niej kości i ścięgna, żeby uzyskać możliwie największe zapasy próżni między tkankami (czasami tak strasznie dławi cię tlen). Za mocno czuję, za gęsto śnię A potem poświęcasz się czynnościom najtrudniejszym na dnie rozpaczy - oddychaniu, rozprowadzeniu krwi po tkankach, chemicznym reakcjom twojego ciała - i czekasz, aż zelży ucisk w klatce piersiowej. Już wiem jak się traci na giełdzie rozpaczy Wtedy, być może, nabierzesz dystansu, przefiltrujesz to, co pozostanie w twojej głowie i będziesz w stanie dotknąć klawiatury komputera, nie zwracając uwagi na to, że w tynk na ścianach wniknął już na stałe twój cień, zarys ciebie nasłuchującej na schodach odbić twoich lęków.

{ Mocna kawa z bitą śmietaną cię usypia. Tabletki tłumią ból zatok. Ratują cię kolorowe paznokcie. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.