hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi grudnia.

Komentuj (6)
a meble są kanciaste
a ciało - delikatne
a ziemia - wszędzie płaska
a niebo - nieosiągalne

miłość jest słowem
mózg - metalową skrzynką
nakręcaną codziennie
srebrnym kluczem ułudy

***
Gdzieś w zasięgu mojego wzroku stoi duża, kolorowa skrzynka. Jest metaforą jak wszystko, co piszę i śnię (mówię?), ale to nie jest najważniejsze. Grunt, że jest w niej wszystko: strach, napięte do bólu mięśnie, lęk, ból brzucha, niepokój, zimno, zmęczenie, frustracja, powtarzane 'lepiej wściekać się niż płakać', świadomość, że wstaję z łóżka tylko i wyłącznie z poczucia obowiązku i 'co będzie jak i ono zniknie?', poczucie winy, obawa, że nie uda mi się powstrzymać - nie mam już siły, naprawdę - jej (ich?) przed upadkiem i 'kto mnie złapie, kiedy będę tego potrzebować?', a potem żal, tęsknota, obojętność w stosunku do wszystkiego i wszystkich, bo jedyna myśl ('nie chcę, nie chcę...') wypiera z głowy pozostałe.
Skrzynka stoi na biurku, staram się ją odsuwać w czasie i przestrzeni, przekładać, omijać i za wszelką cenę pozbyć się jej. Z tym, że ze skrzynkami jest jak z rzeczami do zrobienia - robienie czegoś innego to tylko chwilowe zapomnienie, bo ciężar myśli dotyczących tej niezałatwionej sprawy jest wprost proporcjonalny do chęci, by ta rzecz nigdy i nigdzie się nie pojawiła. I trzeba być głupim, by wierzyć, że stan (skrzynka), który pojawia się każdej zimy i którego nie da się odsunąć w czasie, naprawdę mnie nie najdzie...

{ ciekawości by wiedzieć, pragnienia aby znać
pożądania by błyszczeć, uporu aby istnieć

I trzeba być głupim, by wierzyć, że może mu zależeć w jakiś, jakikolwiek sposób - chociaż po części - bo to wszystko jest po prostu absolutnie, obrzydliwie niemożliwie. A ja nie lubię być głupia. Nie lubię też czuć się całkowicie nieprzystosowana, roztargniona i trochę chora, bo od poniedziałku widuję go tylko bardzo, bardzo przelotnie.
__________________
Kawa. Książka. Muzyka. Sny otulone ciepłem spokoju.}

czternasty grudnia.

Komentuj (7)
Oh the weather outside is frightful,
But the fire is so delightful,
And since we've no place to go,
Let It Snow! Let It Snow! Let It Snow!

***
Pogoda należy do takich, które idealnie nadają się do zajęcia fotela, przykrycia się kocem i czytania książki, popijając herbatę aż do nadejścia wiosny. Niestety, zanim będę miała taką możliwość, będę musi dobiec końca najgorszy okres szkolny (końcówka semestru). W chwili obecnej - a także dwa tygodnie w tył i tydzień w przód - nie mam czasu na sen, o innych czynnościach już nie mówiąc. Nie mam też funduszy jako, że szał zakupów świątecznych i planowane kupowanie nowych okularów dobiło mój budżet.
Odmówiłam pójścia dzisiaj do szkoły, dochodząc do wniosku, że z takim poziomem niewyspania i tak na nic mi się ona nie przyda. A w mój pierwszy całkowicie wolny dzień od niepamiętnych czasów uzupełniam prace domowe. Tak, żyć, nie umierać.

{ nie potrafię o niczym nic bo czekam...
Kawa, herbata. Muzyka (chociaż słuchawki oddały już ostatnie tchnienie). "Ulisses", którego czytam w stosunkowo ślimaczym tempie, jako że nie mam siły ani czasu.
Jeszcze tylko osiem dni... }

dwudziesty czwarty grudnia.

Komentuj (4)
Moja ulica murem podzielona
Świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona
Zza zasłony obserwuję obie strony
Lewa strona nigdy się nie budzi
Prawa strona nigdy nie zasypia

***
To takie normalne i do przewidzenia. To takie zwyczajne, że mój dobry nastrój jest jak bańka mydlana, a kiedy - jakimś przedziwnym zbiegiem okoliczności - bańka rośnie i rozrasta się, prędzej czy później ktoś zrobi wszystko, żeby ją przekłuć.
Szkoda tylko, że chociaż tak rzadko mi się to zdarza, w środę byłam naprawdę szczęśliwa... A zamiast tego jest ogólne otumanienie, znużenie i jakaś taka obojętność, marazm, piekące oczy i zimne dłonie.
Wesołych Świąt?

{ Moje ciało murem podzielone...
Znalezienie trzech dobrych rzeczy nie jest takie proste, kiedy w swoje ukochane święta masz ochotę zwinąć się pod kołdrą i nigdy, przenigdy nie wychodzić. Ale trzeba i trzeba, bo bez tego będzie trudno, jeszcze trudniej niż jest.
Kult Unplugged, w który wsłuchuję się od paru dni. Przecudowne prezenty otrzymane na Wigilii Klasowej i nowe okulary. Jego radość z powodu mojego prezentu. }

dwudziesty dziewiąty grudnia.

Komentuj (4)
Too many shadows in my room
Too many hours in this midnight
Too many corners in my mind
So much to do to set my heart right
Oh it's taking so long i could be wrong, i could be ready
Oh but if i take my heart's advice
I should assume it's still unsteady
I am in repair, i am in repair

***
Prawdę mówiąc, otaczający mnie ludzie nie mają guzików zamiast oczu, a ja nie wpadłam do króliczej nory – to wszystko przypomina raczej naprawdę kiepski film obyczajowy niż drugą stronę lustra. To właśnie czyni świat coraz bardziej odległym, mniej realnym i tak ciasnym, że to aż odbiera mi dech. I gdyby nie to, że nie znajduję się w żadnym labiryncie, byłabym w stanie uwierzyć, że Ariadna niepostrzeżenie przywiązała mi swoją nić do rękawa i to dlatego wszystko zacieśnia się wokół mnie. I chyba próbuję uciec, ale nie jestem do końca pewna, a jedynie domyślam się - budzę się obolała, zmęczona i oszołomiona, gdzieś na granicy spotkania z obrazem, którego nie pamiętam. Po przebudzeniu nie znajduję nic, co utwierdziłoby mnie w przekonaniu, że to nie sen (bo otacza mnie półmrok, półmrok i ludzie, którzy zdają się spać bardziej na jawie niż poza nią) i to uczucie zostaje ze mną aż do ostatniej, roztrwonionej chwili dnia.
miota mną jak gdybym była z piasku
A potem się kładę. Kładę się spać dopiero i właściwie tylko dlatego, że inni domownicy również się kładą i chociaż jest to dzień następny (to zawsze jest jutro) nie robi mi to właściwie żadnej różnicy. W chwili gdy zamykam oczy, leżąc w łóżku, jestem tak samo zmęczona i napięta jak w każdym innym momencie dnia i może nawet odrobinę bardziej zdezorientowana. Ale to również nie ma żadnego znaczenia, bo wiem, że i wtedy, i w każdej innej chwili - może poza tymi, gdy dopuszczam myśli do głosu i okazuje się, że natłok myśli uniemożliwia skupienie się na nich, a nawet sformułowanie ich do końca – jestem w stanie zasnąć (a kiedy się obudzę otaczać mnie będzie półmrok i sen, półmrok i sen).

{ jakiej czułości trzeba powiedz żeby rozproszyć cienie pod oczyma
jakiej pieszczoty żeby z kreski ust wydobyć pełnie księżyca lub kwiatu?
jakiej miłości!
żeby zagasić krater rozedrgany
otwartą ranę ziemi która nie chce się zagoić czy nie umie

A potem kawa. Kawa, książki i sen. Seriale, fanfiction opowiadania i muzyka - byleby tylko móc zaczerpnąć oddech w odrobinę szerszej rzeczywistości. I nie musieć tłumaczyć nikomu czy i dlaczego miałabym się czuć rozbita }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.