hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

szósty grudnia.

Komentuj (21)
W koronach drzew włóczę się
Spróchniała kora wcale nie pieści mych stóp
Śpiew wiatru podsyca lęk
I z każdym ruchem braknie mi tchu

Dosięgnąć czubka ich głów
Móc ukraść liściom wolę bo szumią jak chcą
A ja uciekam od słów
Gdy zwiędłych marzeń wyczuwam woń
Chcę wspiąć się jak najwyżej stąd
***
Coraz trudniej jest mi się zabrać za rzeczy, które moim zdaniem pozbawione są wartości. Nie jest moją winą niekonsekwencja nauczycieli, złośliwość czasu i idiotyczny plan lekcji, ale to ja za to wszystko zapłacę. I za to, że obowiązki - zamiast równomiernie się ułożyć - jednego dnie zwalają mi się na głowę w olbrzymiej ilości, innego w ogóle mnie nie dotyczą. Ale oczywiście wszystko - nawet ich zmęczenie, ich głupota - jest moją winą, ponieważ w naszym doskonałym systemia nauczania i w idealnym świecie, wierzy się nauczycielom, bo "wiedzą, co dla nas dobre, my jesteśmy głupi, a w ogóle trzeba być idiotą, żeby wierzyć własnym dzieciom, a nie kadrze nauczycielskiej". Coraz częściej mam ochotę rzucić w diabły ten idiotyzm.
Z drugiej strony, bardzo szybko nauczyłam się dzielić sprawy na te, w których nie mamy szans nic zrobić i należy je omijać szerokim łukiem i te, o które można wlaczyć, burzyć się i krzyczeć. Nie zawsze to się udaje, czasami nie umiem ugryźć się w język albo znaleźć w sobie właściwe argumenty, ale przynajmniej próbuje.

Chciałabym, żeby choć raz nie uznawano ludzi, którzy się buntują i chcą coś zmienić za rozwydrzonych, egoistycznych kretynów, którzy nigdy nie mają racji. Chciałabym, żeby ludzie przed przyjęciem czegoś na wiarę przez chwilę zastanowili się, czy to ma sens.

{Albo chociaż, jeśli w coś wierzą, umieli uzasadnić to czymś więcej niż "bo tak".}
***
Przez bezsilność brnę tak co dnia
A zły los śledzi każdy mój krok
Szary cień wokół mnie
Ginie kolejny rok
I znów ginie rok

Gałęzi trzask łamie mnie
Wysokość spycha w otchłań od której aż mdli
Od waszych twarzy mi źle
Ich pusty wyraz dodaje sił
By jak najwyżej stąd już być

osiemnasty grudnia.

Komentuj (6)
Nie umiem zamknąć oczu
Na tych, którzy chcą
Zabawiać mnie do pierwszych łez, o nie
Lubię się sparzyć
I spokojnie koić ból
A potem mówić, że tak chcę

Jedno już wiem, jestem silna
Jedno już wiem, wytrzymam to
Jedno już wiem, jestem silna tak
I tylko czasem tracę coś
***
Nie poszłam dzisiaj do szkoły, choć mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to nie moja wina. Co się stało? O godzinie siódmej dwadzieścia wyszłam na temperatutę -15C, przeszłam przez śnieg o wysokości osiemdziesięciu pięciu centymetrów (mierzyłam!), postałam na przystanku do ósmej sześć, kiedy to rodzice zadzwonili, żeby powstrzymać mnie od bezsensownego czekania.
A w całej Polscę mówią, że panika jest przesadzona i wcale nie ma śniegu. Mieszkam w Trójmieście, to jest c y w i l i z a c j a. Teoretycznie.
I dlatego zdecydowanie nie kocham zimy.

dwudziesty grudnia.

Komentuj (8)
Nie umiem zamknąć oczu
Na tych, którzy chcą
Zabawiać mnie do pierwszych łez, o nie
Lubię się sparzyć
I spokojnie koić ból,
A potem mówić, że tak chcę
***
Dziwny nastrój to zdecydowanie moja domena. Mieszanka zmęczenia, prób pogrążenia się w niebycie, a jednocześnie podejrzany niepokój i żar, który pali każdą moją kość na tysiące różnych sposobów, a nie jest w stanie przegonić chłodu dłoni i senności umysłu. Oczywiście wiem, co powinnam zrobić - usiąść gdzieś, gdzie jest pełno słońca, słuchać głośnej, mocnej muzyki, wypić gorącą herbatę i zająć się czymś, czmkolwiek niewymagającym myślenia. A co ja robię? Siedzę w pokoju, którego wszystkie pięć okien pokrywa dwudziestocentymetrowa warstwa śniegu, popijam lodowatą herbatę, słucham nie do końca melancholijnej muzyki i czytam niepokojące książki, których naturą jest wpędzanie mnie głębiej w ten stan.
Gdzieś z tyłu mojej głowy pozostaje wrażenie, że mam prawie zawroty głowy (dłuższa historia). Oczywiście, logiczna i racjonalna część mnie tłumaczy to jakimś zwariowanym zaburzeniem błędnika wynikającym nie-wiadomo-skąd, a reszta imformuje mnie, że nawet mistrzowie w balansowaniu na krawędzi zdrowia psychicznego nie powinni wykonywać zwariowanym piruetów uparcie patrząc w dół, w poszukiwaniu jakiegoś stałego punktu, który nie kręci się wraz z nimi.
Zwariowałam, to ta optymistyczna wersja.
***
Nie wiem jak skończę,
Ale chcę, byś wiedział, że
Nie mogę nic obiecać Ci, o nie
Może przestanę w końcu
Bać się o mój los
Może naprawdę kocham Cię
***
{"Pisanie to latanie we śnie.
Kiedy je sobie przypomnisz. Kiedy to potrafisz. Kiedy się udaje.
To takie łatwe."}

Przeczytałam "Złodzieja czasu" i zakochałam się ponownie. Jest to chyba jedyny autor, którego książki albo zachwycają mnie, albo śmiertelnie nudzą. Chociaż, może to tylko kwestia niewłaściwej chwili, bo wszystko ma swój czas i miejsce, a książki zdecydowanie należą do kategorii "wszystko". Jeśli mam być szczera, moja własna kategoria na "w" zawiera bardzo dużo książek.
Zawiera też wysokie temperatury - byłabym zachwycona tą, która widnieje na moim termometrze, gdyby udało mi się wczoraj wieczorem nie zauważyć maleńkiego minusika przed liczbą dwadzieścia dwa i osiem. Byłabym wniebowzięta. Swoją drogą, jestem bardzo, bardzo wdzięczna tacie H., który jutro uratuje mnie przed godzinną podróżą do szkoły w oszronionym autobusie z jedną przesiadką i wspinaniem się pod zalodzoną górę, na której ktoś - podle i bezczelnie - postawił moją szkołę. Jednym słowem: zaoferował podwiezienie.
W szkolę czeka mnie sprawdzian - kto normalny robi sprawdziany w ostatni dzień szkoły? Ah, nauczyciele, których drogą "łapanki" znaleziono w Marsylii miesiąc po rozpoczęciu roku szkolnego, bo zatrudnionej lektorcę wypadło coś na tyle dużego, by zrezygnować z pracy. Czy będzie wyrazem uprzedzenia stwierdzenie, że nie lubię francuskich nauczycieli?
A po ośmiu godzinach lekcji dodatkowy francuski i kolejny sprawdzian. Hurra.
I następnego dnia wigilia klasowa (w klasie, gdzie na dwadzieści osiem osób tylko dziesięć chodzi na religię, z czego jakieś cztery chodzą za wyraźnym życzeniem rodziców, a jedna jest tak irytująca, że na sam jej widok podnosi mi się ciśnienie. Dwie, właściwie, ale do A. się przyzwyczaiłam - czwarty rok mnie wkurza), więc będzie wesoło. Moglibyśmy zrobić replikę stajenki, ale chyba nikt nie weźmie mojego pomysłu na poważnie (jeśli coś takiego pada z moich ust, ludzie oczyma wyobraźni widzą: zielone niemowle z czułkami oraz płonącymi cyframi "666" na czole, śmierć z kosą - koniecznie na białym koniu o imieniu "Pimpuś", cmentarz, aniołki, które zsunęły się odrobinę za nisko śpiewające "Jingle Bones", wodę zamienioną w wino - dużo wina i wielki napis "Merry Christmas and The fucking Crazy New Year". I ta wersja dla mnie wygląda lepiej niż tradycyjna stajenka), więc dla świętego spokoju nawet nie wygłaszam tej opinii w szerszym gronie.
***
Jedno już wiem, jestem silna
Jedno już wiem, wytrzymam to, o nie
Jedno już wiem, jestem silna tak
I tylko czasem tracę coś

dwudziesty drugi grudnia.

Komentuj (4)
Grzeczne dziewczyny nie przeklinają
I lubią chodzić do szkoły
Złe przeklinają, palą i piją
W ich oczach uśmiech jest wesoły
Grzeczne smakują jak tani cukierek
Są słodkie i nic poza tym
Złe są dzikie ogniste i wściekłe
I kochać jak nikt potrafią
***
Poszłam do klasy z profilem francuskim, żeby moja decyzja nie była tak strasznie ostateczna. Podjęłam tę, która nie zamyka przede mną żadnych drzwi, przynajmniej nie do końca i w końcu da mi możliwość zmiany zdania.
Ale ostatnio coraz częściej słyszę, że się do tego nadaję. Mówię o rzeczach, które zauważam i słyszę, że "nigdy nie myślała o tym w ten sposób". "Nie zastanawiałam się nad tym, nie roztrząsałam tego" mówiła, a ja się śmiałam z niedowierzeniem - przecież to oczywiste.
I lubię zagadki. Omawiam, rozdrabniam i rozkładam na części, próbuje analizować. Odkrycie czemu, po co i dlaczego sprawia mi satysfakcję. Nie lubię wczuwać się w czyjąś sytuację - zostawia to chaos w mojej głowie, ale nie jest to aż tak trudne.
Myślę o M. i przychodzi mi do głowy, co mówi, a czego nie. Co wybiera, eksponuje, a w których wypadkach nie decyduje się na nic. Kiedy J. mnie złości, próbuję odkryć, czemu taka jest i co wywołało w niej taką reakcje (nie zmienia to faktu, że bardzo gwałtownie się wtedy kłócimy). Staram się nie myśleć o osobach, które mnie irytują, ale czasem współczuję A., rozumiem postępowanie N. i trochę wiem, co czuła w stosunku do M.
Może, jeśli nie zrezygnuje z tej ścieżki, nie wzrośnie ilość samobójstw?
***
Grzeczne dziewczyny idą do nieba
Złe wolą bawić się z nami, (...)
Grzeczne dziewczyny słuchają radia
Kochają słodką muzyke,
Złe wolą słuchać starych winyli
Rock&roll zmarnował im życie
***
Wigilia jakoś chyba lepsza niż miała być, choć odrobinę na pół gwizdka. Jakoś się złożyło, że jest podobnie i inaczej jednocześnie, ale w nie do końca spodziewanych proporcjach. Chyba nie potrafię tego inaczej wyrazić.
Poza tym, dość znacząco powiększyło się grono moich znajomych, ale kontakty z tymi, którzy rok temu byli najważniejsi, raczej się poluźniły. Czy mogę mieć ciastko i zjeść ciastko? Zachować tych i nie stracić tamtych?

{ "Oh, jak bardzo nie lubimy się tłumaczyć, kiedy ktoś nas rozgryzł. Dlaczego tak bardzo jesteśmy przywiązani do myśli, że dla innych stanowimy tajemnicę?
Wyjawię ci moje sekrety, Margaret. Ale tylko tobie. To chyba przejaw miłości, dość logiczny."
Ciepły oddech na uchu. W szepcie jest coś kuszącego, intymnego. Cichy głos, który słyszych tylko ty. Szept to jakiś rodzaj zaufania - szepczę, bo chcę powiedzieć ci coś, czego nikt inny nie usłyszy i nie ma znaczenia to, jak cenna jest informacja. Jego dłoń na ramieniu. Chciałabym zachować w pamięci wszystkie wyszeptane tajemnice.
Zabawne, jak ważne stają się drobne sytuacje, kiedy większe nie mają miejsca. Są jak narkotyk, kiedy czasem nie mogę zrobić dokładnie tego, na co mam ochotę.
Jak zwykle się miotam. }



E d i t:
Wesołych świąt życzę. I żeby było lepiej niż w poprzednim roku.
Amen.

trzydziesty grudnia.

Komentuj (4)
The workaholic he works every day
24 hours, no time to play
He won't quit; he's addicted to work
I think he's going out like a jerk
Working, working, what can you do?
See the light from a different point of view
Ready in the morning for the bell to chime
I think he's glad it's working time!
***
Czuję się jak pracoholik, którego przymusowo wysłano na urlop: nie radzę sobie z wolnym czasem. Trwonię go bezsensownie, mam z tego powodu poczucie winy, więc zajmuję się kolejnym bezsensownym zajęciem, żeby o nim zapomnieć. Idiotyczne, wiem.
Ale zdążyłam przyzwyczaić się do posiadania najwyżej pól godziny dziennie tylko dla siebie, a nagle posiadam ich szesnaście.
Niepokój nie pozwala mi usiedzieć w miejscu. Nadzieja na to, że uda mi się odpocząć w święta spełzła na niczym - czuję się bardziej zmęczona niż tydzień temu. I nie jest to psychiczne zmęczenie.
Ponadto, moja mama stwierdziła, że nie wychodzeniem na dwór i permanentnym uzupełnianiu braków w czytaniu zapewnię sobie zapalenie spojówek. W skutek czego mam zakaz czytania książek, rozwiązywania krzyżówek i włączania komputera dopóki przestanę wyglądać jak "królik z podbitymi oczyma". Co też chwilowo naginam korzystając z nieobecności rodzicieli - musiałam coś napisać. Z nudów.
Swoją drogą, polecam to: klik!. Ciekawa rzecz.
***
Work your body, baby work your soul
Keep on workin' workin' to the bone
Work your body, baby, work your soul
I'm a workaholic when I'm on the floor!

2018
styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.