hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

trzeci listopada.

Komentuj (2)
Niektórzy może chcieliby, aby gdzieś w wiszącym nad tym wszystkim powietrzu, tym powietrzu, które ma niezmiennie czarny kolor, było coś jeszcze. Jakiś głos. Jakieś echo. Jakaś prawda. Jakiś skarb.
Świat zdaje się ostatnio napierać na ciebie ze wszystkich stron, zniecierpliwienie i pośpiech wsączają się do pokoju przez niedomknięte okna i drzwi. Znowu wszystkiego jest za dużo i za bardzo, znowu wzbiera w tobie podenerwowanie i lęk, ale jest lepiej. Jest lepiej, bo zamiast nie mam gdzie się schować, myślisz muszę odpocząć i rezygnujesz na chwilę z nauki, sprzątania, czegokolwiek. Liczysz na to, że kiedyś uda ci się powiedzieć zrobiłam wystarczająco dużo, zasłużyłam na odpoczynek, ale do tego jeszcze długa droga (i to głupie, śmieszne, strasznie zabawne, jak takie proste rzeczy mogą być niewyobrażalnie trudne i jak cię nikt nie pogłaszcze po głowie i nie pochwali za to, że uczysz się stawiać jakiekolwiek granice i to jest twoje nowe wielkie osiągnięcie, kiedy ludzie w twoim wieku wyprowadzają się z domów, wchodzą w związki i powoli myślą o zakładaniu rodzin).

{ Jest dobrze. Nie jest. Nie jest i chuj. Ale jest lepiej. }

czwarty listopada.

Komentuj (3)
W życiu może zdarzyć się wszystko, a zwłaszcza nic
Siedzisz na podłodze, oparta o drzwi, z twarzą w dłoniach i powtarzasz jak mantrę co ja mam robić? co ja mam teraz zrobić? Nigdy nie sądziłaś, że będziesz właśnie taką osobą, twój kreowany obraz przyszłości tak bardzo odbiega od tego, co jest teraz, że to aż śmieszne. Chciałabyś powiedzieć, że to pierwszy raz, ale łzy płyną doskonale znanymi ścieżkami, a ty dalej - głupia dziewucho - nie umiesz się nauczyć, że w życiu nie zmienia się nic. Głupia ty, oj, głupia. Nie tyle wpadasz, co kładziesz się wciąż pod te same pociągi. Gdzieś, obrzydliwie niedaleko, twoja matka mówi ojcu przemoc domowa? ty chyba żartujesz. ktoś ci naopowiadał głupot. objawy przemocy domowej? twoja córka po prostu nie rozumie hie-rar-chii.
Wolałabyś, żeby cię biła.

szósty listopada.

Komentuj (2)
odważmy sie spojrzeć
prawdzie w te szare oczy,
których z nas nie spuszcza,
które są wszędzie, wbite w chodnik pod stopami,
wlepione w afisz i utkwione w chmurach
Masz zmęczone oczy człowieka, u którego stosunek godzin przespanych do spędzonych na pracy jest zdecydowanie niekorzystny. Twoje spojrzenie przez to mięknie, nie masz wzroku cynika, bo kontury rozmywają się, kąty zaokrąglają. Temu rozmyciu przyklaskuje deszcz i wytrwale pomaga w zwilżaniu krajobrazu - żłobi w ziemi kałuże, maluje kroplami liście maluje wzory na szybach. A ty siedzisz przy stole, popijasz kawę, słuchając muzyki i przez moment niczym, niczym się nie przejmujesz.

jedenasty listopada.

Komentuj (3)
Czuje, że znów będę się bać
Mimo, że ktoś daje mi znak
Mała, Ty wiesz, dławi mnie tlen
A każdy dzień wymyka się
Druga zero trzy, nie ma dokąd iść
Masz gdzieś w głowie głos, który nie bawi się w żadne ozdobniki, zdania wielokrotnie złożone czy wyszukane słowa. Z wrodzoną przewrotnością wyraża się często gestem - masz wtedy wrażenie, że gdzieś w głowie coś krzyżuje ramiona, patrzy spode łba i jest o krok od tupnięcia nogą. Konstruuje wypowiedzi lakoniczne, spartańskie niemal. Potrafi wymalować na wewnętrznej stronie twojej skóry mam dosyć, nie chcę nic robić, jestem zmęczona, chcę nagrody i powtarzać te słowa do znudzenia. Jest złośliwie uparty - wystarczy ciche nie chcę przechodzące przez głowę na dźwięk budzika i potem znajdujesz jego ślady na dnie umywalki, na lustrze, w kubku po kawie, między muesli a jogurtem. Czasami idziesz, a odgłos twoich kroków to rytmicznie wybijane nie-chcę-nie-chcę-nie, czasem myślisz, że niechcenie płynie już w twoich żyłach zamiast krwi. Listopad włazi do miast. Strasznie dużo wysiłku kosztowało cię zrozumienie, że ten głos to nie abstrakcyjny byt, nie bliżej niezidentyfikowane coś, ale ty sama (ty! ty, która zawsze stara się robić więcej niż powinna, która na myśl o zmarnowanym czasie wpada w panikę, której czasem żal czasu na sen, bo tyle jeszcze można by przez te godziny zrobić!). Bardziej ty, niż ten głos wymagający i karzący za wszystko. Bardziej i musisz to sobie powtarzać, bo za łatwo przychodzi ci wciskanie tego głosu w kąt, za łatwo przychodzi ci mówienie odczep się, dorośli teraz pracują, za łatwo.

{ Jutrzejszy koncert. Pierwszy od bóg wie jak dawna. I pojutrze będziesz już mogła odpocząć. Miewasz wrażenie, że i tak nikt tej bazgraniny nie czyta. }

szesnasty listopada.

Komentuj (8)
Z perspektywy czasu
Się pocieszam, że
Nie ma o czym płakać
Dobrze będzie, dobrze będzie
W gruncie rzeczy mogłabyś ponarzekać na coś - łapiące cię przeziębienie, rodziców czy brak czasu, ale kompletnie nie masz na to ochoty. Wolisz pisać o zachwytach i łagodnie miękkich, bo jesiennych, melancholiach. Wolisz, bo pod skórą masz morza, oceany ech, bo pod skórą masz tablice, na których nie tylko twoja ręka skrupulatnie wypisuje każdą twoją wadę, porażkę, niepowodzenie, a one są ciężkie i nieporęczne. Ale są dni, gdy nie ma to znaczenia - liczą się za to kształty chmur, kolory nieba, zapachy świec i niekończące się listy rzeczy zapierających ci dech w piersiach. Bo gdy jest dobrze to, paradoksalnie, masz skórę cienką jak papier i z łatwością dostają się pod nią najdrobniejsze uśmiechy, cudownie ułożone słowa, wyrazy brzmiące miękko i łagodnie. Leniwy szept wszechświata, dobra kawa, chwila miłej rozmowy. Kolorowe kredki, kupowanie ludziom prezentów. Społeczne reklamy wzruszają cię do łez, kolory lakierów do paznokci kuszą i wabią, a muzyka działa jak rozluźniający, gorący prysznic. Czytasz książkę, która ci się podoba, w tle pali się niesamowicie zimowa świeczka, nigdzie się nie śpieszysz. Byłaś na fajnym koncercie. Pod twoją skórą czai się łagodna euforia, delikatny płomyk w miejscu niepowstrzymanego pożaru. I niech tak zostanie, myślisz sennie, bo zasłużyłaś, sądzisz, że zasłużyłaś.

{ Myślisz o założeniu bloga z recenzjami książkowymi, bo w sumie zawsze chciałaś to zrobić, a ilość ludzi, z którymi masz okazję o książkach rozmawiać raczej nie powala. I trochę zachwycasz się tymi wszystkimi wymianami książek, robieniem prezentów dla innych blogerów i wszelakimi giftboxami. No bo kto nie lubi dostać fajnej paczki? }

dwudziesty pierwszy listopada.

Komentuj (3)
And some days I can't even dress myself
It's killing me to see you this way
'Cause though the truth may vary
This ship will carry our bodies safe to shore
Przechodzisz przez mokre od deszczu ulice i myślisz, że Żulczykowski deszcz, który miałby zalać i zmyć z map Warszawę jest z definicji niemożliwy - zdarzyć się może i zdarza jedynie w Trójmieście. Tylko tu ulewy zmywają wszelki kolor z map, gdy łamiący parasole, sztormowy wiatr ściera z pejzażu najwyższe budynki i najbogatsze w liście drzewa. Z lotu ptaka ulice wyglądają, jakby ktoś na nich rozsypał jak szpilki pudełko znaków interpunkcyjnych, ludzie z daleka wyglądają jak zakapturzone wykrzykniki, walczące z parasolami znaki zapytania lub niewielkie kropki i przecinki bezradnie ulegające siłom natury. It's the house telling you to close your eyes. W skali mikro jest inaczej, wszystko cieknie, woda nie nadąża z wlewaniem się w oczy studzienek i maluje na kocich łbach niezrozumiałe rysunki. W skali mikro masz buty przemakające i - o czym dowiesz się parę dni później - kiełkujący pod skórą zalążek przeziębienia. Ale to nic, to nic, światło rozbija i rozpryskuje się na kroplach, jego odłamki kleją się do włosów i płaszcza, jego resztki chrzęszczą ci potem pod nogami. Brodzisz w mokrym świetle, wiatr robi, co chce, wszystko kończy się i rozpływa. The stairs creak as I sleep, it's keeping me awake. Rano wszystko wyschnie i rozjaśni, po kałużach światła nie będzie nawet śladu, a czyjaś ręka ponownie namaluje kontur tego miasta.

dwudziesty drugi listopada.

Komentuj (4)
ja wiem
jestem szorstka
ale to nie znaczy
odporna
U schyłku leniwej niedzieli nachodzi cię melancholia równie niesmaczna jak przysłowiowy dziegieć w beczce miodu. Bo jest dobrze, jest leniwie i nieśpiesznie, a potem myśl krążąca po krwiobiegu klinuje się na którymś z żylnych zwężeń i ten skrzep drapie i drażni. I znowu coś spod skóry szepcze ci o tym, że ludzie nie lubią i nie cenią, a jedynie chcą czegoś. Że za bardzo się starasz, starasz staraniem ponuro nieefektywnym. Że nikt nie pisze spytać, co u ciebie?, bo nikogo to nie interesuje i właściwie czemu miałoby? Że nie warto ci poświęcać weekendów, piątkowych wieczorów i innych chwytliwych terminów, bo lepiej jest zostawić sobie furtkę na jakieś ciekawsze spotkanie. No cóż. Może szepty robią z małych cieni wielkie ciemności, może za wiele razy i za kanciastymi słowami ktoś na ciebie krzyczał. Może po prostu świat już tak ma, że z biegiem czasu coraz mnie osób interesuje to gdzie i z kim teraz umierasz. Słaba istota pokrzywopodobna. Ta myśl jest pod skórą, ten szept jątrzy się, babrze. A tobie pozostaje tylko odwracać wzrok, zajmować się czymś innym i powtarzać, że do jutra nad tą myślą zapanujesz.

{ Niebieskie paznokcie, sajgonki i zielona herbata. }

2018
wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.