hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

siódmy listopada.

Komentuj (3)
Najtrudniej uwierzyć
w pierwszy krzyk
tramwaju
W twoich dłoniach
śpią jeszcze
godziny ciszy
Są dni, które składają się z odbić, luster, konturów rysowanych palcem po wodzie. Ale kto mi umaluje niebo w ciemny fiolet popołudnia... Mozaika świateł zapalonych w oknach bloków przypomina ci odrobinę mieszaninę płomieni rozświetlających cmentarze po pierwszym listopada - małe punkty, okruchy metropolii wyglądające zza mgły. Mleczne, miękkie powietrze tłumi dźwięki. Latarnie to umocowane przy drodze gwiazdy, których konstelacje rozczytujesz i rozpoznajesz jeszcze gorzej niż te umieszczone na nieboskłonie. Świat pokrywa warstwa mżawki, wilgoć rozmywa kontury. Stawiasz nogę za nogą, starając się, nie wybiegać zbyt mocno myślami w przód. ...w ciemny fiolet popołudnia, gdy pozwolę mu odejść i nie wrócić. A wcześnie, o wiele za wcześnie, ten sam poranny róż samoistnie, nieuchronnie rozlewa się po niebie.

{ Rano. Nowa torba. Latte z chilli. }

ósmy listopada.

Komentuj (4)
W twoich dłoniach
śpią jeszcze
godziny ciszy
Wróciłaś do domu już ładnych parę godzin temu. Stanęłaś w drzwiach z ułożoną w głowie listą rzeczy, którymi trzeba się zająć, korzystając z paru chwil wolnego czasu. Postawiłaś torbę na ziemi, zjadłaś coś i usiadłaś. I od paru godzin nie robisz nic. Nie możesz się za nic zabrać. Nie poszłaś na pocztę. Nie sięgnęłaś po książkę leżącą na schodach. Nie ogarnęłaś około domowego chaosu. Nie robisz nic. Dlaczego?

{ Koncert w niedziele. Samochód. Sen? }

dziesiąty listopada.

Komentuj (5)
Niech nasze ciała wędrują, zbliżają się, oddalają,
rozumiem teraz nasze niebieskie ciała.
Wybaczam sobie pragnienia
proste i niecierpliwe jak białe korzenie
roślin żyjących na piasku.
Weekend nie spędził się ani na odpoczynku, ani na nauce - biegałaś z jednego miejsca na drugie, dawałaś rodzinie zawracać sobie głowę i generalnie niemożliwie się zmęczyłaś. Nie rozumiesz swoich rodzinnych koligacji i wzajemnych relacji, męczą cię wizyty u dziadków, gdzie irytacja i wynikające z niej poczucie winy zataczają wokół ciebie coraz ciaśniejsze kręgi. Nie umiesz pozbyć się napięcia umiejscawiającego się na wysokości karku, ponurego poczucia samotności i poczucia, że czas wymyka ci się z rąk. Myślę więc o ludziach, którzy żyją w wielkich miastach i tracą rozum. Dzisiaj wieczorem spróbujesz przekonać siebie, że nie ma sensu na siłę zmuszać się do pracy na pełnych obrotach, że zasługujesz na sekundkę odpoczynku. Dzisiaj szarpniesz się na jakiś zakup, wypijesz piwo, pójdziesz na koncert i nie będziesz myśleć o tym, czego właśnie nie robisz. Może napięcie zniknie spomiędzy łopatek, nerwowość przestanie być widoczna w twoich ruchach. A jutro? Jutro znowu będziesz próbować zbawiać własny świat.

{ Zakupy. Piwo. Koncert. }

szesnasty listopada.

Komentuj (10)
Chciałabym każdego dnia umieć coś w sobie zmienić, jakieś zachowanie, sposób bycia wobec innych, umieć pozwolić sobie na pewne rzeczy, innych natomiast sobie zabronić. Opanować samotność.
Przyglądasz się ludziom, którzy zataczając się, wracają do domu, gdy ty z niego wychodzisz podczas zbyt wczesnych poranków (a one zawsze nadchodzą zbyt wcześnie). Chciałabyś zrozumieć, może na chwilę zamienić się miejscami z kimś, kto nie przejmuje się niczym i bawi się do upadłego. Szczególnie wtedy, gdy powstrzymujesz dziecięcy odruch przetarcia oczu, starcia z nich zmęczenia. Gdy mrużysz oczy, by łańcuch latarni przypominał bardziej prowadzący cię szlak, bo przecież dopiero wstałaś, jeszcze tyle do zrobienia i jeszcze dalej trzeba iść, tak, trzeba. Ale wdzięczna jesteś za to, że senność sprawia, że półprzytomnie wyciszasz w głowie wszystkie inne głosy poza swoim własnym. I tylko w tle mruczy echo, szepcze, o tym, że bywają dni dobre, ale bywają i złe, i te też muszę przyjąć za własne. Są dni, kiedy jestem z kamienia, czasem z żelaza, najczęściej, niestety ze szkła.

{ Wieczór z przyjaciółką. Koncert. Muzyka. }

dwudziesty czwarty listopada.

Komentuj (6)
Budzi we mnie dziwny smutek, podobnie jak koniec lata, bo chociaż narzekamy na upał, czujemy się dotknięci, kiedy musimy pożegnać chłodnące słońce.
Nie da się określić momentu, w którym dzień przechodzi w noc - obserwujesz powolne zmierzchanie, przyglądasz się wydłużaniu cienia. Ale to wszystko dzieje się obok, a ciebie przecież goni czas, rzeczy do zrobienia i wypadałoby w końcu zjeść ciepły posiłek czy odkurzyć. A kiedy w końcu podnosisz głowę znad notatek czy talerza - noc już podchodzi pod drzwi. Podobnie jest z jesienną szarością. Pewnego dnia wyglądasz przez autobusową szybę i znajdujesz świat ubrany w wypłowiałe wspomnienia barw i paletę odcieni szarości. Wygląda niczym ulepiony z szarej plasteliny.

{ Nie masz czasu. Nie masz. Bo klatraty i kompleksy klasterowe, powłoki hydratacyjne. Ale przynajmniej byłaś na koncercie. }

dwudziesty ósmy listopada.

Komentuj (7)
Moje życie albo cudze. Najpewniej jakieś wymyślone. Ulepione z lektur, niespełnień, starych filmów, niedokończonych rojeń, zasłyszanych legend, niewyśnionych snów. Moje życie. Kotlet z białka i kosmicznego pyłu.
To nie jest sielski krajobraz, obrazek świata pokrytego cienką warstwą białego puchu. To szaleńcze pogonie zimnego wiatru za płatkami śniegu, to zamieć i chłód. Pierze, które po wysypaniu z poduszek wciska się w każdy kąt, przesypywana przez sito mąka, nietrafiony pomysł na filmik w 3D. Upadki, spadki, tańce wbrew rytmowi. Spadająca ze schodów śnieżna kula. A do tego, cichy głos mówi ci tak: ty, zimo, ty, śnieżyco wkręcająca się pod koła, zmazująca horyzont siło, przez którą zatraca się granice między górą i dołem. Ty, szaleństwo białej czerni podświetlanej latarnianą żółcią, ty, ponure zawodzenie dobiegające zza okna. Co ty zrobiłaś z moim czasem, z miesiącami przeciekającymi przez palce, ludźmi, których mogłabyś poznać i życiem, które trochę czasem cie omija?

{ Ludzie z roku, o dziwo. Sen. Film. }

dwudziesty dziewiąty listopada.

Komentuj (20)
I będę mógł kupić sobie dużo książek i czytać je; będę wieczorami chodzić do taniego kina (...), a nocami będę słuchał deszczu spadającego na miasto. I tak będzie aż do wiosny.
Senne dni nie są najprzyjemniejsze, gdy trzeba podnieść się z łóżka i zacząć robić coś, cokolwiek. Zasypiasz w autobusie, pociągu, tramwaju w tej samej sekundzie, w której siadasz i obracasz się w kierunku okna. Chłód zdaje się promieniować od kości, świat tonie w szarości, co z trudem dostrzegasz zza więcej niż półprzymkniętych powiek. Ale przynajmniej dzień mija szybko, gdy prawie w ogóle się nie zaczął i na wieczór wracasz do świata żywych. I masz chwilę na siebie. Włączasz piosenkę, której melancholia zdaje się być czasem echem, lustrzanym odbiciem, esencją tego, co nie płynie jedynie w twojej krwi. Muzyka kreśli wzory na wypełnionych nocą framugach okiennych, nieopowiedziane nigdy historie zapisuje na płachcie twego cienia białym piaskiem snu. W zasięgu ręki stawiasz kubek z herbatą - jej brzoskwiniowy aromat powoli wypełnia cały pokój. Kulisz się na nieszczególnie miękkiej kanapie, wtulasz policzek w znajdującą się pod nim poduszkę, palce - w stronice książki. Właśnie teraz nie myślisz o tym, co złe. Oddalasz się. Rozmywasz. Zatracasz ostre kanty, zbyt mocno zarysowane kontury. I pozwalasz myślom błąkać się po dowolnych ścieżkach tak długo, jak nie wejdą na szarawą dróżkę negatywów i zdań ostrych niczym potłuczone kawałki szkła. I igrasz z półsennym obrazem malującym się pomiędzy rzęsami, i będziesz igrać z granicą snu przez długie minuty, może godziny, póki ciemna, stęskniona noc nie ukołysze cię do snu.

{ Herbata. Babcia. Muzyka. }

2018
sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.