hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi listopada.

Komentuj (2)
To, że galaktyczny podmuch
Zniszczy cywilizację
To nie jest dostateczny powód
By wybuchać płaczem
Nie płacz już, dziewczynko. Wytrzyj oczy i postaraj się w końcu wyzbyć tego dziecinnego nawyku. Nie płacz, dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień. Ale wszystko mija, przemija i staje się coraz mniej istotne. Prędzej czy później będzie miało mniejsze znaczenie niż tamten niedzielny, wyczekiwany koncert, blednące siniaki czy szarość spływająca po dachach domów...
Nie martw się, dziewczynko, oszczędź sobie złego. Rzucanie się w pogoń za światem jeszcze pozwala w plątaninie wąskich uliczek zgubić lęki, oplatające cię muzyka koi zmysły. Jeszcze nie jest tak źle.

{ Nowy lakier do paznokci. Udało mi się zobaczyć film, na który w końcu nie dotarłam do kina. Maszyna do pisania w końcu wróciła z naprawy. }

trzeci listopada.

Komentuj (15)
Powietrza, które nas dzieli,
Płytkiego oddechu nadziei
Lęku przed sobą i wreszcie
Siebie samego i jeszcze
Całej serii pomyłek
Szarość wspina się po ścianach, wzbija w powietrze niczym poruszony podmuchem wiatru kurz. To nie jest tak, że brak kolorów spada na ciebie nagle, że melancholia zimną strugą spływa ci za kołnierz, dziewczynko. Po prostu coraz większy staje się kłębek negatywnych myśli, lęków i smutków, zbliża się i czai na chwilę rozproszenia, by grubymi nićmi opleść twoje dłonie - jest jak bolący ząb, do którego powracasz myślami i który badasz językiem, upewniając się, czy i tym razem zaboli (a szaleństwem jest powtarzanie tych samych czynności, oczekując odmiennych rezultatów, dziewczynko). Po prostu kolory bledną. Po prostu melancholia jest jak wodny ciek kryjący się pod podłogą, powoli napełnia pokój, podnosi poziom wody - na razie jeszcze brodzisz w niej po kostki...

{ Kawa. Książka, którą może wreszcie uda mi się skończyć. Herbata owocowa. }

siódmy listopada.

Komentuj (8)
Wyliczaj, wyliczaj. To pomaga. Łap się za imiona, żeby nie upaść. Tu jest nocny stolik, firanka nie poruszyła się w oknie, Claudette ma zawsze ten sam numer telefonu... Wszystko jest w porządku.
Jesienny lęk w końcu powrócił - właśnie teraz kładzie on swój wielki, ciężki łeb na twoim ramieniu. Ta świadomość zawiązuje twój żołądek na supeł, napiera na klatkę piersiową. Nie możesz swobodnie oddychać, dziewczynko, coś wspina się przełykiem, wypełnia przeponę. Przesuwa się pod językiem, pozostawiając za sobą gorzki posmak i spierzchnięte wargi. Teraz możesz zobaczyć. Czego się boisz? Czy nieumiejętność udzielenia na to, tak podstawowe, pytanie nie niepokoi cię choć trochę? A to, co myślisz, niewiele znaczy.
Opowiedz o swoich lękach, dziewczynko. Spisz je, opisz. Przedstaw każdy objaw, który nie daję ci spać lub wsuwa się pomiędzy sny. Cień, który każe ci spoglądać za siebie. Odgłos wymuszający przyśpieszenie kroku. Wypisz z siebie to, czego chciałabyś się pozbyć. Może zniknie z twojego życia, dziewczynko, i już nie wróci?

{ Owocowa herbata. Nikt nikogo (i tak warto żyć). Nic szczególnego. }

trzynasty listopada.

Komentuj (6)
Majaczył, ale był spokojny, a prawdziwe szaleństwo (...) jest zawsze szaleństwem pogodnym i spokojnym: obłęd, który nie mąci nikomu tak zwanego normalnego życia, obłęd, który wstaje z łóżka, kąpie się, je śniadanie, idzie do pracy, je obiad, wraca do domu, myje zęby, zasypia i znów wstaje rano na dźwięk budzika.
Co możesz zrobić, dziewczynko, gdy dźwięk budzika wyrywa cię z nieprzyjemnych snów? Budzisz się, powracasz z granicy pomiędzy koszmarem, a wykrzywionym obrazem rzeczywistości. Trafiasz w chłód i ponurość, które tak zręcznie wprawiają w ruch to dobrze ci znane "nie chcę" (dotąd osiadłe na dnie twoich żył), które przez najbliższe miesiące z mniejszą bądź większą częstotliwością będzie krążyć w granicach krwiobiegu. Czas mija. A gdy w końcu doba zaczyna przesuwać się nieuchronnie w kierunku napisów końcowych, ty siadasz przy biurku, z niechęcią spoglądając to na ołówek, to na klawiaturę. Chciałabyś, dziewczynko, wzniecić w pamięci płomień dobrych czy ciepłych rzeczy, które przetaczają się przez twoje dni, ale myśli nieuchronnie zmierzają w kierunku osadu ze startych w proch godzin i melancholii, który zdobi twoją skórę. Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień...
I tylko czasem coś - jedna z ulubionych piosenek zasłyszana w radiu, gorąca kawa czy trawa, której pryzmat zaparowanej szyby nadaje kształt skrzących się okruchów szkła - promieniem słońca przesuwa się po karku, uspokaja oddech.

{ Dobra książka. Ludzie, którzy potrafią wpędzić w dobry nastrój. Muzyka, która odsuwa niepokój. }

piętnasty listopada.

Komentuj (9)
Więc dla poprawy nastroju, wrzeszczę
Jak dziecko w ciemnym zamknięte pokoju
Ja bardziej niż wy jeszcze krztuszę się i duszę
Ja częściej niż wy jeszcze żyć nie chcę, a muszę
Ale tknąć się nikomu nie dam...
Powinnaś zachwycać się tym odpryskiem czasoprzestrzeni, który czasem daje o sobie znać, dziewczynko. Wyjrzyj przez brudną szybę autobusu, przypatrz się nocy, która wymyka się spomiędzy opadających liści i zadamawia się na dachach domów. Pomyśl o tym i o tulących się do siebie latarniach, wspomnieniu kolorowych świateł w przydymionych ciemnościach, formowanych na czubkach palców słowach. Nawet jeśli na powierzchnię skojarzeń wypływają najpierw negatywne konotacje, a niezagojone rany pchają się pod zbyt ostre paznokcie - zignoruj je. Bo możesz, dziewczynko. I go where I please, I walk through walls, I float down the Liffey.
Bo jeszcze czemuś w tobie zdarza się krzyczeć. Jeszcze zdarza ci się łykać hausty powietrza, dziewczynko, energia potrafi wpędzić zakończenia nerwowe w ruch, muzyka rozluźnić ucisk na wysokości mostka, a głos napiąć skórę i utrzymać krew, zmieszaną krew, zmieszaną z twoją na wiek, w plątaninie kanałów i ujść.

{ Houellebecq, który niepokoi. Przeglądanie starych notesów i urwanych cytatów. I upór, bo jeszcze nie chcesz rzucić się w jedną z metafizycznych rzek, dziewczynko. }

dwudziesty listopada.

Komentuj (7)
Jeżeli buty uwierają - to dobry znak. Coś się tu dzieje, coś, co nas wskazuje, co głucho nas ustawia, co nas określa.
Kiedy zdarzyło ci się prowadzić rozmowę, w której słowa potykały się o siebie, prześcigając w możliwości wyrwania się z pustki powtórzeń i ech? O ileż razy więcej zdarzyło ci się unosić w palcach rozkładającego się trupa banalnych wymian zdań o pogodzie czy szkole? Słowa są jak tłuste ryby, otwierają pyski, nie mówią nic... Martwe rozmowy rozpadają się w proch, osiadają na języku czy wargach. Duszą tętno w zarodku, krew zamarza. Coś w tobie stawia opór, dziewczynko, każe wracać myślami chociażby do, pozornie nieistotnych, wieczornych kawiarni, piątkowego dialogu odbić ze szkła. Dlatego też nachodzi cię myśl o pewnym chłopcu, dziewczynko. Rozmowy z nim miały puls, w jego słowach tętniło życie.

{ Wyrzec słowo, by stwierdzić, że głos jest krzykiem... Kawa z bitą śmietaną. Sen. Bilety. Koncert we Wrocławiu? }

dwudziesty trzeci listopada.

Komentuj (7)
All your past sins are since past
You should be sleeping
It's all right, sleep tight
Through the long night
Droga wymyka się spod stóp. Jeżeli na przystanku autobusowym nagle odczuwasz potrzebę wybuchnięcia płaczem i musisz się od tego niemal siłą powstrzymywać, jeżeli w obrębie twoich oczu łzy rozmazują świat, a ty nie możesz tego wyjaśnić to chyba rzeczywiście jest z tobą coś nie tak, dziewczynko. I w końcu upadamy w czas.

{ Jutro będzie lepiej, dziewczynko. }

dwudziesty siódmy listopada.

Komentuj (5)
Toż to zwykły lęk
Rudą warstwą wżera się
Korodujesz dzień za dniem
Uniwersum jest
Stąd do zawsze ciągnie się
Słodko - gorzka świadomość skóry, która chciałaby jednocześnie wyjść poza i przebywać w samym centrum wydarzeń. Melancholia tkanki łącznej, ona grubą warstwą próbuje oddzielić cię od wrzasków dnia. Pod powiekami przesypuje się piasek, jednostajny szum upadków ziaren budzi cię w środku nocy. Cóż na to poradzisz, dziewczynko? Pod powieki ciemność wpuść. Tęczowe lakiery do paznokci za nic nie chcą rozjaśniać ciemnych splotów emocji, a gdzieś w tobie mieszka dziki kot, który furią reaguje na zmęczenie czy smutek. Ale jeszcze pod skórą tętni życie - ono, być może ze zdwojoną szybkością, ślizga się w zamkniętym układzie żył. Gdyby tak, dziewczynko, krążyć wśród nocy naszego życia ze ślepym posłuszeństwem krwi w jej zamkniętym obiegu.

{ Lakier do paznokci. Piosenki, które ciągle zatrzymują powietrze w płucach. Nowe spodnie. }

dwudziesty ósmy listopada.

Komentuj (4)
Szparą w fundamentach wnikam
Strużką do gruntowych wód
Patrzcie dławią się studzienki
Wymiotują mnie na bruk
Wczorajsza skóra cieniem rzuca się na dzisiejszą. Z wyrzutem odbija na naskórku nieprzespane godziny, piekącym światłem wchodzi pod powieki. Kofeinowe hipertrofie nie zawsze ci służą, dziewczynko, podobnie jak wkładanie palców w klatki negacji i kompleksów. Ta powtarzalność, nieznośny rytm. Ale ty i tak najbardziej żałujesz tego, że najlepsze sploty słów przechadzają się po głowie, gdy w półśnie ubierasz buty, w ciemnościach brodzisz w świecie, obserwujesz autobusowe pejzaże - kalendarz pełen jest więc literackich spiral i niedokończonych zdań. Refreny świtów, porannych kaw. A tymczasem dzieją się dni, które zaczynają się i kończą źle, dni nijakie, szare, niezłe czy byle jakie. Także te rozpoczynane protestem krwi niechętnej do podnoszenia się z dna żył, ale podsumowywane sennym uśmiechem opitego słodką kawą kota, któremu przyjemna rozmowa pozwala zwinąć się w kłębek na dnie twojej głowy.

{ Cudem trafiony bilet. Za dużo rzeczy, na które chętnie wydałabym pieniądze. Nowa płyta. }

2018
wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.