hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

szósty listopada.

Komentuj (6)
Jeszcze pocieszam się, że jestem
Rozkoszne czując dreszcze od nadmiaru i żądz.
Jeszcze nasycam się powietrzem
Oddechy przenajświętsze karmią serce przez nos.
Później, późnym popołudniem
Gdy cienie będą dłuższe i smutniejsze niż są
Później, przeczuwam to podskórnie...
Jesienie najlepiej ogląda się przez okno jadącego powoli pociągu. Wycięty z rzeczywistości fragment miejsca, przez które przebiegają tory - nieuczęszczana ulica, odrobinę inna wysokość względna, konkretny kąt. Nieobecnym wzrokiem uchwycony staranny dobór odcieni farb wyrażający się w liściach nie tyle żółknących, co raczej płonących ostatnim, a więc najbardziej gwałtownym płomieniem istnienia, niedbałe dodanie charakterystycznego odcienia słonecznych promieni, który niemalże można pomylić z sierpniowym światłem. Widok, który mnie mami i oszukuje jedynie w momentach, gdy przyglądam mu się z lekką nieufnością zza szyby, z ogrzewanego fragmentu rzeczywistości, który nie pozostaje w jednym miejscu wystarczającą długo, bym zaczęła szukać efektu mijających już pierwszych listopadowych dni.
Być może wszystko przez to, że ciężko jest wsłuchiwać się w ponuro szary wiatr wdzierający się przez niedomknięte okna, gdy w głowie od środowego wieczora gra muzyka?

{ Koncert, bo właściwie co innego mogłoby to być? Książki, na które - oczywiście - nie mam czasu. Muzyka. }

jedenasty/dwunasty listopada.

Komentuj (11)
... Już w zgodzie ze snem nie napiszę ciebie,
Wierszu. Moja męko, nędzo i wielkości,
Nudo, rozpaczy, głodzie i szaleństwie,
Nie policzę cię na palcach żadnej zorzy...
Dobrze jest móc choć na jeden dzień, choć częściowo uciec od świata. Więc teraz dziwna mieszanka energii skrzącej się pod opuszkami palców i senności na wpół przymkniętych powiek daje dziwny komfort. Yerba - w nieco dziwacznym odcieniu zieleni - znajduje się w zasięgu ręki, stos książek do przeczytania powoli zaczyna maleć. Muzyka wciąż mi towarzyszy, leniwie przeplatając się bądź nakładając z odpryskami serialu, który właśnie skończyłam oglądać i z Aujourd'hui, maman est morte. będącym wstępem do kolejnej z lektur.
Iskra, której utrata najbardziej niepokoi na myśl o zbliżających się jesiennych miesiącach, a która dzisiaj wróciła z niemalże sierpniową siłą. Znowu nabrałam ochoty by malować.

{ Farby. Sherlock, który to serial zdecydowanie lubię. Muzka. Vonnegut, Beckett, Wojaczek, Camus - w tym dniu i kolejności... }

dwudziesty listopada.

Komentuj (8)
Są dni, kiedy każda widziana rzecz wydaje mi się brzemienna w znaczenie, w przesłania, które trudno przekazać mi innym, określić, przełożyć na słowa, chociaż właśnie dlatego sprawiają one wrażenie ostatecznych. - Italo Calvino
Dzień maluje się w odcieniach szarości, zimny, jesienny deszcz uderza w szyby. Senność próbuje choć na chwilę przymknąć mi powieki. Cały świat wydaje się mieć nieco rozmazane, zatarte brzegi i nie do końca zaznaczone kontury - powinnością wydaje się sprowadzenie dnia do centralnie ustawionego fotela, dzbanka herbaty i książki.
Nie umiem się wyciszyć, jakiegokolwiek zajęcia nie wybiorę (ukrycia się w fotelu z książką czy zabrania się do pracy), myśli już po kilku chwilach odpływają w sobie tylko znanym kierunku. Osiem godzin snu nie ściera zmęczenia, deszcz nie zmywa napięcia mięśni. Niepokój przesącza się przez chłodne dłonie, powoli (powoli, obojętnie, cierpliwie) zadomawia się w okolicach mostka.

{ Jeśli zimową nocą podróżny. Muzyka. Herbata? }

dwudziesty piąty/dwudziesty szósty listopada.

Komentuj (14)
Mocniej żyję,
czuję mocniej pragnę,
Ale więcej płacę,
Płonie wszystko czego dotknę...
Muzyka przepływająca przez wszystkie tkanki, wibrujące w zakończeniach nerwowych dźwięki. Mocniej żyję. Głos wywołujący gęsią skórkę. Światła migające pod powierzchnią powiek. Czuję. Ruch - niczym niepowstrzymane, wszechogarniające rozedrganie. Mocniej pragnę. Esencjonalność tego, co znajduje się w zasięgu zmysłów i poza nimi. Ale więcej płacę Niekontrolowany wybuch emocji, woli mocy. Fala energii. Świat otwiera się na oścież, a ja chłonę strzępki nieopisywalnego - płonie wszystko czego dotknę.

{ Chętnie utoczę sobie krwi. Utoczę sobie krwi, Przekażę ci treści, przekażę. Bo emocje oddalają się, rozmywają o poranku, a ja nie mogę ich zatrzymać. Muzyka. Koncert. Farby. }

dwudziesty ósmy listopada.

Komentuj (11)
Zostaw ten cholerny kubek
Potniesz sobie palce.
Wypij mleko, umyj buzię,
Przyjdę zanim zaśniesz...
-Coma, Los cebula i krokodyle łzy
Jesienno - zimowa melancholia przywdziewa moją skórę jak doskonale znany, choć nieużywany od wiosny płaszcz. Nie powinno mnie to dziwić, nie podczas ostatnich listopadowych dni, a jednak część mnie nie umie powstrzymać pełnego wyrzutu ja nie chcę, nie tak od razu. Nie powinnam czuć się zaskoczona, różnica stanów nie sprowadza się do obrotu o sto osiemdziesiąt stopni podczas paru godzin przespanych niespokojnym snem, a przeciąga się i rozwleka - rozkłada na dni, odcienie, odłamki. Właściwie na pierwszy (drugi, trzeci) rzut oka trudno byłoby znaleźć różnice, dopiero skalpel i dłonie w lateksowych rękawiczkach rozsuwające warstwy skóry, tkanek, mięśni mogłyby musnąć to, czego nie umiem do końca ubrać w słowa. Bo właściwie wszystko to tylko lekka zmiana proporcji - po prostu nie do końca zasklepione rany już same pchają się pod zbyt ostre paznokcie, niepokój wypełnia płuca watą, szlaki myślowe zbyt często sprowadzają na szlaki negatywnych konotacji, szare myślenie nie daje tak łatwo zepchnąć się na drugi, trzeci plan.

{ Wszystko, czym daje się przegnać szarobure ponurości: muzyka, książka i sny. }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.