hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

czwarty listopada.

Komentuj (3)
Kiedy jest niewygodnie, kiedy robi się chłodniej
A za szyba panoszy się mrok
Głupi sen sobie wyśnij i za gardło go ściśnij,
W ciemna przyszłość bez sensu zrób krok

***
Brakuje mi lata. Słońca oświetlającego świat, nadając mu odrobinę odrealnione, bajkowe kontury. Ulewnych deszczy, uczucia letnich kropel na rozgrzanej skórze. Wdychania parnego, wilgotnego powietrza. Siedzenia na ganku, obserwując błyskawice. Zielonych liści, kwiatów, motyli. Lenistwa. Energii krążącej po żyłach, optymizmu i snów, które pamiętałabym, budząc się rano.

{ Podpal sobą ulice, zacznij szarpać i krzyczeć...
Jego imię na końcu każdego ciągu skojarzeń, w miejscach, gdzie spotykają się odczucia zmysłowe wszelkiego rodzaju - nie potrafię tego wyjaśnić. To tak jak kawa, która kojarzy się z poranną sennością, lekką goryczą, mlekiem i grzejącym dłonie ciepłem. Jak muzyka, która kojarzy się z całym bukietem emocji, ale też latem, energią i tęczą. Jak sen kojarzący się z ciepłem, miękkością, spokojem...
... Ja ci szybko wybaczę te złość. }

dziesiąty listopada.

Komentuj (2)
There are the broken monuments
There are a thousand stupid books (...)
In our foggy towns
We are the shadows of being
Our silly heads in clouds
Our thoughts like smoke from chimneys.

***
Nie mogę dzisiaj dojść do ładu z samą sobą. Przeziębienie, zmęczenie, nadmiar zajęć i wizja długiego weekendu to mieszanka, która zniekształca rzeczywistość trochę tak, jak zrobiłby to posklejany niewprawną ręką pryzmat. I dzięki temu irytacja czai się pod skórą - rzeczy, które zwykle próbuję ignorować, doprowadzają mnie do białej gorączki, a lekka frustracja rozwiązuje język. Z kolei to, co powoduje uniesienie kącików warg, teraz sprawia, że nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Daje to naprawdę ciekawy efekt.
My intuition, impending fatality.
They won’t sleep till dawn, full of conflicting emotions.

Czasami budzę się z melodią chodzącą mi po głowie. Zazwyczaj jest to coś, czego nie znam zbyt dobrze - z pamięci jestem w stanie zaśpiewać tylko kilka linijek, a moja umiejętność nucenia pozostawia wiele do życzenia. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, bo ten utwór staje się tłem porannych czynności, jeszcze zanim do końca się obudzę. Zdarza się też, że piosenka, którą znam bardzo dobrze i której słuchałam już tyle razy, podczas sto pięćdziesiątego odsłuchu odbiera mi dech. Jakoś tak po raz kolejny uderza we właściwą strunę, porusza całą lawinę emocji...
Przecież nic nie pozostaje takie samo - ja się zmieniam, świat ewoluuje - więc niemożliwym wydaje się ciągłe zakochiwanie się w tym samym zespole, wokaliście, piosence. Ale, w takim razie, z jakiegoż to powodu mi trafia się to szczęście?

{ Silence and fire, Everlasting desire in me
Kino z przyjaciółką. Coma. Początek długiego weekendu. Muzyka (Coma). On - ten, którego tak strasznie się staram nie zamieszczać na początku żadnej z list, a on i tak jest we wstępie, na końcu i gdzieś po środku każdego ciągu skojarzeń - widzenie go, rozmowa z nim, przekomarzanie się, śmiech i to, że siedząc koło niego nigdy nie potrafię powstrzymać uśmiechu. I jeszcze raz Coma? }

jedenasty listopada.

Komentuj (18)
In our foggy towns
We are the shadows of being
Our silly heads in clouds
Our thoughts like smoke from chimneys

***
Brakuje mi dni takich jak ten. Momentów spędzonych na robieniu tego, co - zamiast przynosić efekty, zmniejszać górę spraw do załatwienia i być stu procentowo produktywne - po prostu sprawia mi przyjemność. Nie martwienia się o to, że z czymś nie zdążę, że po raz kolejny nie uda mi się odpocząć. Zajmowania się czymś, co lubię bez poczucia, że tracę czas.
Brakuje mi dni takich jak ten. Dni spędzanych na malowaniu i słuchaniu muzyki.

{ Silence and fire, everlasting desire in me
Herbata, pędzle, farby i Coma - tego mi było trzeba. Nic więcej, tylko ja i oplatające mnie dźwięki muzyki... }

dwudziesty listopada.

Komentuj (6)
Bo wszystko jakby z dala i przez szybę
Kwiecień się rozmywa nad chodnikiem.
Żadne zło nie wstrząśnie mną póki co (...)
Miasto ledwie jawi się spoza mgły
Mkniemy w jego światła jak głupie ćmy
Przestrzeń rozstąpiła się i wzdycha
Stopą nie dotykam już chodnika.

***
Ostatnimi czasy ciągle jestem zmęczona i śpiąca. Po prostu w pewnym momencie dnia - takim jak ten - staję senna. Kładę się coraz wcześniej i coraz trudniej jest mi powstrzymać się od ziewania. Nie jest tak, że się nie wysypiam, nie jestem też specjalnie chora. Ale na moje narzekania przy kolejnym kubku kawy, ojciec stwierdził, że to psychiczne zmęczenie - może ma rację? Może mam zbyt dużo rzeczy na głowie?
Jakoś nie potrafię odciąć się od wszystkiego. Po głowie krąży mi tysiąc różnych rzeczy, z większości pewnie nawet nie zdaję sobie sprawy. Nie umiem już postawić szyby pomiędzy sobą a światem i przez chwilę nie dotykać stopami chodnika. A powinnam - mam przed sobą stos książek, które chciałabym przeczytać, pokaźny plik gazet. Ipoda i muzykę płynącą z głośników. Szkicownik, flamastry i pastele. Herbatę. Odrobinę wolnego czasu i deszczowe, melancholijne popołudnie... Czegóż mi więcej potrzeba? Ale to nieważne.
Widzę jak owszem to nieistotne - nieważne, niepiękne, wyblakłe. To nieistotne z perspektywy absolutu... - Najbardziej kojące słowa w historii świata. Kojące, dla kogoś, kto zawsze bierze wszystko odrobinę zbyt serio i nie potrafi się nie przejmować. Kogoś ze skłonnością do nadmiernego analizowania i zamartwiania się wszystkim, czym musi i tym, co spokojnie mógłby sobie darować. I z nieujarzmioną potrzebą przechodzenia z gorącego w zimne i na odwrót.

{ A potem, kiedy wspomnę, a że wspomnę, wiem
Tak trudno mi zrozumieć będzie powód, że...

Nie jest dobrze. Jest dobrze: kino z tatą, a wcześniej z przyjaciółką. Wizja coraz szybciej zbliżających się zakupów świątecznych - mojej ulubionej czynności. Głos Piotra Roguckiego i w ogóle Coma. I The Stargazey jednej z moich ukochanych autorek.

dwudziesty trzeci listopada.

Komentuj (10)
Kiedy pęka ci w głowie,
myśl, że nadszedł już koniec
Kiedy dłonie sztywnieją na kość
- Podpal sobą ulice,
zacznij szarpać i krzyczeń,
ja ci szybko wybaczę tę złość

***
To takie normalne, że w głowię co jakiś czas formuje się myśl o tym, by schować się pod koc, zwinąć w kłębek i nigdy, przenigdy nie wychodzić. I to takie normalne, że ta myśl będzie pojawiać się coraz częściej i częściej - rozszerzać, wypychając z głowy wszystkie inne myśli. Rosnąć, aż w końcu zostaniesz przestaniesz żyć pomimo niej, a zaczniesz egzystować dla niej, ponieważ nie będziesz widzieć żadnej innej możliwości, by przetrwać - stanie się przecież jedyną pozbawioną negatywnego ładunku emocjonalnego myślą w twojej głowie.
Więc zaczniesz odliczać sekundy, minuty i godziny, zrezygnujesz z tego, co może kiedyś - w innym czasie i przestrzeni myślowej - sprawiało ci przyjemność, ale to i tak nie będzie miało żadnego znaczenia, bo będziesz zostawiać część siebie w idyllicznie sennej przestrzeni, przy pomocy której spróbujesz wmówić sobie, że wszystkie naprawdę ostateczne rozwiązania nie są dobrym pomysłem. To również nie rozwiąże problemu na stałe (okłamali mnie z nadzieją, że uwierzyłem i przestanę chcieć...), ale pomoże odsunąć decyzję do czasu, kiedy znowu wstanie słońce i powoli zacznie do ciebie docierać, dla czego warto żyć i jak niewiele brakowało, by ta noc była twoją ostatnią...

{ Si on me presse de dire pourquoi je l’aimais, je sens que cela ne se peut exprimer, qu'en répondant: "Parce que c’était lui; parce que c’était moi".
Jak to możliwe, że myśl o Nim przypomina morską wodę - to oddalając się, to przybliżając w zastraszającym tempie aż nie wypełni w całości mojego pola widzenia, ale zawsze w zasięgu wzroku? I już nawet nie wiem, czy gorsze jest myślenie o ogólnej idei o Nim czy niekontrolowane, impulsywne i nie zawsze świadome myśli o drobiazgach zapach, głos, jakaś wypowiedź...
____________________________________
Kawa. Balsam do ciała i pomadka. Dobra książka. Muzyka. Sprezentowany sobie wisiorek. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.