hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

trzeci listopada.

Komentuj (2)
Toczy koła czas
Zmienia wszystko tu
Nigdy nie wiesz czy osiągniesz cel
Jest nadzieja w nas
Jest magiczna moc
Choć ocean życia burzy się
***
Przed wyjściem do szkoły - kocham mieć na dwunastą piętnaście z powodu próbnej matury...
Jak inaczej wszystko wygląda, kiedy wstaje się, patrząc na wesoło święcące słoneczko - zwłaszcza, że zazwyczaj wstaję w środku nocy...

{  Poza tym, nie mam na nic czasu, ale to też nie wydaje się takie złe.  Dlaczego? }

ósmy listopada.

Komentuj (1)

Wiesz, chyba ja nie chcę umrzeć.
Wiesz, chyba ja boję się.
Dlaczego to kiedys przyjdzie?
Nadzieja na co?? Pytam Cię.
I po co mi to głupie szczęście?
i to, że dzisiaj kocham Cię?
Jedno tylko ze mnie przetrwa, blada kość i wieczny mrok.

Wszystko, co już wiem,
Wszystko, czego chcę,
na nic nie zda się, ciemność wieczna jest.
Wszystko, co mi dasz,
Wszystko o co dbam
umrze we mnie tez, wszystko to, co ja.

***

Świeżo po lekturze "Ogrodu kości", który wprawdzie strasznie mi się spodobał, ale wpędził mnie melancholijny nastrój. Dlaczego nie mogłabym uciec? Dlaczego ciągle muszę robić coś, myśleć, planować, wyprzedzać kolejne dni w planowaniu, a nie mogę po prostu odpocząć?

Czy da się zapobiec czemukolwiek? Czy mamy jakikolwiek wpływ na wszystko? Co roku wmawiam sobie, że może nie będzie tak źle, że może moje zimowe obniżenia nastroju to tylko kwestia dojrzewania - minie albo chociaż będzie trochę mniej odczuwalne. Nie prawda, dnie przeciekają mi przez palce i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie da się uciec przed niekórymi rzeczami. Tylko czemu ludzie notorycznie próbują uciekać, chociaż wiedzą, że nie mają szans?

{ Czuję się otępiała i ogłuszona. Rzeczywistość widzi mi się jako coś wielce nieprawdopodobnego i odległego. Moje myśli, emocje, plany oddziela od jawy gruba warstwa snu. Dlaczego nie miało by tak pozostać? Zostać na zawsze w swoim własnym świecie - czy to było by takie złe? }

***

I po co znów budzę się?
Dlaczego wciąż tchu mi brak?
Czekam tylko gdy się stanie
Ile jeszcze czasu mam?


ósmy listopada.

Komentuj (6)
Wstaję rano, chłodny świt
Ta bezsenność męczy mnie
Ciągle nie wiem dokąd iść
Przerażona dręczę się

Są noce kiedy nie chce się żyć
Są.... I nie mogę nic, nie zrobię nic
Są czarne chwile, nie każda mija
Są... Gdy jestem niczyja, niczyja
***
Właściwie całe moje życie obraca się wokół różnych form sztuki. Trochę to śmieszne, kiedy weźmie się to wszystko do kupy.
Kiedy tylko nie mogę się skupić i do niczego się nie nadaje, chwytam za ołówek czy kredki. Rysując, mogę się na czymś bez końca skupić i nabieram perspektywy. Strasznie lubię to robić, ale nie zawsze znajduję czas na rysowanie. Zawsze słucham muzyki i nie wyobrażam sobie bez niej życia, wzbudza emocje, których nie mogę wytumaczyć bądź wpędza w euforię, której nie mogę - i nie chcę - powstrzymać. Niektóre piosenki, wykonania, artystów kocham wręcz obsesyjnie. Chociażby Comę. Czytam od zawsze, pamiętam jak po raz pierwszy zaczytałam się tak, że nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje i jak z niecierpliwością, mozolnie składałam litery, żeby poznać zakończenie książki, którą czytał mi tata. Książki zawsze były moją ucieczką, światem, gdzie miałam wstęp tylko na chwilę, a do którego zawsze chciałam należeć. Kiedyś wydawałam wszystkie pieniądze na książki, rodzice raz kupili mi kosmetyki na gwiazdkę, bo stwierdzili, że nie mogę mieć tylko książek. Myślę słowami, piszę. Czasem tylko to trzyma mnie przy zdrowych zmysłach. Czasami pomysł chodzi za mną dopóki go gdzieś nie zapiszę - nieważne, czy w office'owskim dokumencie czy na wyrwanej skądś kartcę. Pisałam pamiętnik, bloga, piosenki, wiersze, opowiadania. Nawet zbieram notesy...
Śpiewam. Kiedy tylko mogę, kiedy tylko nikt mnie nie słyszy. Nie umiem tego robić, nad czym okropnie ubolewam, bo to uwielbiam. Śpiewam do zdarcia gardła, zwłaszcza, kiedy jestem sama w domu. Notorycznie kupuję biżuterię, plotę sznureczki, obklejam wszystko samoprzylepnymi kartczkami... Przyglądam się ludziom, próbuje rozszyfrować ich sposób myślenia i odkryć, o czym myślą. Logika też jest sztuką.

{ "Bóg dał mu duszę artysty, ale zapomniał o talencie - konsekwencją był wieczny niepokój, który spalał go od środka i od czasu do czasu doprowadział do rozpaczy".
Czy czytając po raz pierwszy te słowa, myślałam, że mogą się do mnie odnosić? Nie wiem, nie pamiętam. Ale ta myśl coraz częściej mnie nachodzi - w żadnej z tych rzeczy nie jestem wystarczająco dobra, żeby to coś znaczyło.
Setki, tysiące drobiazgów, do których nie mam ani talentu, ani serca, a bez których nie mogę się obejść. A wystarczyłaby tylko jedna. }

***
Nie lubię czekać, tęsknić też
To z miłości, przecież wiesz
Nie lubię o nic prosić się
Jestem dumna, przecież wiesz
Nie lubię tez niczyją być
To takie smutne, przecież wiesz
Jeszcze nie Twoja, nie Jego już
Zawieszona czekam tu

dwudziesty pierwszy listopada.

Komentuj (3)
A więc mnie nikt nie przeprosi za wszystko to, co się stało?
Nikt nie będzie tłumaczył, że nie mógł wymyślić lepiej?
Nikt mi nie powie: Maleństwo, jakżeś się dzielnie trzymało!
Nikt mi medalu nie przyzna ni po ramieniu poklepie?
Nikt mi nie powie, dlaczego? Nikt mi nie powie, dla kogo?
(...) I przejdę samotną drogą,
zgubię się i zarzucę, tak jakbym nigdy nie była?
***
Boję się, mam wyrzuty sumienia i nadmiar poczucia obowiązku - do takiego wniosku dzisiaj doszłam. Dlaczego? Właściwie nie wiem, chociaż... Może po prostu uświadomienie sobie przyczyny zobowiązałoby mnie do zrobienia z tym czegoś - teraz, zaraz, natychmiast - a nie byłaby to łatwa praca.
Boję się czasu przeciekającego mi przez palce, tego, że się ne wyrobię. Może jestem zbyt słaba na wyścig szczurów? Boję się, że popełniam błąd - że zamiast maksymalnie wykorzystać każdy dzień, zamykam oczy i odliczam dni do najbliższej soboty czy przerwy świątecznej, będąc zmęczona już w poniedziałek.
Mam wyrzuty sumienia, że ściganie sie nie sprawia mi przyjemności, że nie umiem w pełni poświęcić się temu, co robię. Że nie wykorzystuję jakiejś szansy, że nie robię czegoś wystarczającą dobrze. Że swoim nastawieniem, podjętymi decyzjami lub brakiem reakcji, zamykam przed sobą jakiejś drzwi.
Poczucie obowiązku jest czasem jedyną rzeczą, przez którą zwlekam się z łóżka - bo czeka mnie sprawdzian, bo poprawić ocenę, bo rodzice będą niezadowoleni, a i tak mają zbyt dużo na głowię, "bo muszę...", "bo nie mogę sobie pozwolić na..." I jakoś powtarzam sobie, że wytrzymam - przecież to tylko dwa sprawdziany, jeden tydzień, trzy tematy do nauczenia się, osiem lekcji. Bo przecież nie mogę być gorsza, bo ucierpią na tym moje ambicje, oczekiwania rodziny, plany, wszystko.
Im większe mam poczucie winy, tym - w ramach zadośćuczynienia, stawiam sobie większe wymagania. Im większe oczekiwania, tym większy strach, że im nie podołam, że kogoś zawiodę. A kiedy się nie udaje - jeszcze większe poczucie winy.
Jestem zmęczona na samą myśl o tym, jak bardzo pokręcony, okrutny, niepsrawiedliwy, ale właściwy wydaję mi się ten stan rzeczy.

{ W imię czego? Po co? Co ja z tego mam?
Powinno tak być? Zostawić to tak, jak jest? Zmienić? Da się? Warto? Jak?
Dlaczego wszystko jest tak cholernie trudne? }

***
Oto Królowa Mrozu idzie przez ulicę,
otoczona przez dziką śnieżycę.
Usta ma blade, zaciśnięte twardo
i kapelusz z zaśnieżoną kokardą -
w reku list. Czarne słowa na białym papierze,
z których mróz swój początek bierze.
Idzie prędko ku rzece. Zamarzłe ma oczy.
Rzeka stanie, gdy Królowa w nią skoczy.

dwudziesty trzeci listopada.

Komentuj (3)
Poza nami wielki czas
Kilku zmarnowanych szans
Nie brakło, nie zabrało słów i snów
Były dni na samym dnie,
Ale szło się dlaej gdzie
Nie brakło, nie zabrakło słów i snów
***
Czasami, ale tylko czasami mam wrażenie, że idę ścieżką, która jest położona pod kątem stu siedemdziesięciu stopni - różnica na tyle niezauważalna, żebym nie próbowała się wspiąć, nie mogła potknąć się gwałtownie i otrząsnąć się z otępienia, a na tyle znacząca, że - bez względu na to, jak długo to potrwa - nieśpiesznie schodzę na dno. Wesoła myśl, nieprawdaż?

{ "Od pewnego punktu nie ma już żadnego odwrotu. Ten punkt należy osiągnąć." Franz Kafka }
***
Chwała Bogu za ten gniew,
Który syci naszą krew, by
Nie brakło, nie zabrakło słów i snów

Czekamy na odpowiedź
Wypalił się w nas ogień
Wspaniali jak bogowie
Zginiemy bezpowrotnie
***
Są krótkie chwile, kiedy myślę, że nic do niego nie czuję, przeszło mi i wreszcie będę mogła być po prostu jego koleżanką. A potem nie mogę się doczekać momentu, w którym będę mogła z nim porozmawiać, mam straszną ochotę się w niego wtulić albo po prostu być obok niego.

A skoro już o nim mowa: Czy można mieć pewność? Czy jeśli M. twierdzi, że nie wątpi w siebie to kłamie? A może nie zdaje sobie sprawy ze swojego wątpienia, nie rozumie, na czym to wszystko polega? Jest zbyt zapatrzony w siebie (chociaż śmieje się z siebie i jest w stanie przyznać się do swoich wad - nie wszystkich, ale to inna sprawa), zbyt ślepy, nie zajrzał tak głęboko w siebie, by przeanalizować swoje racje?Po prostu wierzy? Nie widzi sensu w zbyt dogłębnej analizie?
Kto ma racje? A może właściwiej byłoby spytać, która droga uczyni nas szczęśliwszymi?

dwudziesty dziewiąty listopada.

Komentuj (5)
to dziwne
powiedzą nawet absurd
ale nie ma
czasu

to dziwne
lecz jest tylko teraz
a czasu
nie ma
***
Rysowanie, pisanie czy muzyka pomagają mi wyjść z melancholii. Z drugiej strony, bez niej nie umiem aż tak dobrze pisać, rysować czy zatopić się w czymś do końca. Mam wrażenie, że podświadomie - albo i z pełną świadomością swojego postępowania - sama się w nią wpędzam. No cóż, zawsze twierdziłam, że mam w sobie coś z masochistki.
Z drugiej strony, podejrzewam, że już zawsze tak ze mną będzie - balansowanie na krawędzi uczyniłam sensem swojego istnienia, nawet o tym nie wiedząc. I tak dwubiegonowość moich nastrojów jest dla mnie wybawieniem, bo umożliwia mi kreatywne spełnianie się na wszystkie możliwe sposoby - raz jest to tworzenie pod wpływem melancholii, wyrażanie kłębowisk emocji, których jest za dużo albo uchwycenie każdej myśli, wszystkiego, co znajduje się na wyciągnięcie ręki, a czego nie mogę uchwycić.
Może to nie smutek mnie niszczy? Nie słabość mojej psychiki, a rutyna, od której na wszelkie znane mi sposoby - te mniej i te bardziej destrukcyjne - chcę uciec?
Może to szarość mnie zabija?

"O wiele łatwiej tracę równowagę, gdy życie jest zbyt przewidywalne niż wtedy, gdy zdarza się coś niepokojącego."

{ "Romantycy trwają na biegunach życia emocjonalnego. Przechodzą od depresji do hiperaktywności. Opisują siebie jako osoby ciążące ku jednemu lub drugiemu biegunowi emocjonalnemu lub jako osoby, których życie jest ciągłą huśtawką między jedną skrajnością a drugą. (...) Emocje zmieniają się gwałtow­nie. Miłość przechodzi w nienawiść, namiętność zaś w apatię. Takie Czwórki miewają pociąg do kochanków nieobecnych lub szkodli­wych. Mają skłonność do kąśliwego, sarkastycznego, czarnego humoru, w któ­rym ujawnia się skryty gniew. Zaletą Czwórek jest to, że potrafią wyczuć prawdziwy talent i do­ceniać bogactwo uczuć u innych." Helen Palmer }

trzydziesty listopada.

Komentuj (11)
Będę mówić to co chcę
O tym, co wciąż boli mnie
Krzyknę prosto w oczy Ci
Ból, syf dusi mnie
Jestem inna, czuję to
Nie rozumie mnie już nikt
Wcale nie dbam o to więc
Pieprz się! Milcz! Giń!
***
M. dostał ochrzan za okazywanie przynależności do subkultury mimo, że do niej nie należy. I tak się zastanawiam, czy to, że kocham swoje glany, jestem przywiązana do czarnego koloru i mam pieszczochę (którą M. zaadoptował, ale to już inna sprawa) musi koniecznie świadczyć o tym, że jestem 'metalem'? Zawsze mi się wydawało, że przynależność do subkultury to pewne przekonania, gust (ale bardziej muzyczny niż ubraniowy) i podejście. Ale może się myliłam?
Poza tym: prezenty, prezenty, prezenty. Głównie one zajmują moje myśli - prawdę mówiąc, ubóstwiam otrzymywanie i dawanie prezentów. Oczekiwanie, rozglądanie się. Ten rytuał planowania, szukania i robienia wszystkiego, by znaleźć coś idealnego. Ze wszystkich rzeczy dla mnie właśnie to są Święta.

{ "potem
palcem
przeciągnąć po twoich ustach
całych w pomarańczowej krwi
i ustom twoim ponieść
pachnącą wieść o tobie
"
Dni przenikają mi przez palce. Nie skończył się jeszcze poniedziałek, a ja już myślami jestem we wtorek, kiedy to będę się uczyć na środę. Od tego tylko krok do czwartku, a później soboty. Przy takim podejściu - raczej wyrzucam go za okno niż gorączkowo gonie. A właściwie dlaczego? }

2018
październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.