hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

czwarty października.

Komentuj (7)
Early birds flying oh so high
Standing trees, brother in arms
Dying hope in this town of strangers
Carbon streets on a rainy day
Carpets of leaves under my feet
The dawn is coming to my town of strangers
Nie pamiętasz, kiedy ostatnio byłaś na antybiotyku i z trudem przyjmujesz do wiadomości, że teraz dostałaś aż dwa. A wszystko przez lekki kaszel i to, że nigdy nie potrafisz uznać, że zasłużyłaś na odpoczynek. Masz za swoje, dziewczynko. Weekend spędzasz więc w domu, obserwując zza uchylonego okna jesień. Tabletki popijasz syropem, rajskie jabłka rumienią się pod wpływem twojego spojrzenia. W kawie topią się muchy, gdzieś tam sroka nie daje o sobie zapomnieć. Muzyka mruczy w tle, ból głowy zdaje się nasilać w jej rytmie. Jak rzadko kiedy nie starasz się pośpieszać czasu - po wieczorze przyjdzie noc, nocami budzi cię własny kaszel, potem zajęcia, na które nie masz ochoty iść, korepetycje, praca, masa obowiązków. The storm comes and goes, and I keep walking, I keep walking. Sama sobie musisz przypominać, że jesteś chora i nie musisz wszystkiego robić od razu, i że część rzeczy możesz odpuścić. I nie idzie ci dobrze. Fences break under the pressure of time. Słońce przesuwa się po niebie jesienną trasą, w końcu jest tak nisko, nisko, że patrzy ci w oczy i przez moment czujesz na twarzy sierpień, lipiec, łagodne spojrzenie wszechświata i może wszystko będzie dobrze.

{ Jesienne słońce, muzyka. Własnoręcznie przygotowany obiad. Mały pluszowy wilk. }

trzynasty października.

Komentuj (3)
Prawdziwe są tylko drzewa spróchniałe i śnieg. Miejsca ciemne
i zimne. Miękkie podbrzusza;
ciało jest obcą rzeczą,
nocami wzbiera, wyciąga pędy
Jak poprzedniej jesieni, jeździsz na bardziej niż wczesne zajęcia. Podczas tych zlepionych snem, przemarzniętych godzin podróżnych karmisz się muzyką i obrazami. Wyglądasz przez zaszronione szyby, łapczywie chwytasz każdy odcień, jaki może przybrać wschodzące słońce. Starasz się zapamiętywać wszelkie oranże, żółcienie, róże, fiolety, szarości i czerwienie - nimi malujesz piekące z niewyspania oczy i dłonie zimne do bólu skóry. Bo zimno to tylko choroba skóry. A dzisiaj, dzisiaj słońce barwi niebo na kolor dojrzałych pomarańczy, kolor okładki twojej ukochanej książki i soku wieloowocowego. Gruba linia chmur oddziela horyzont od reszty świata, wygląda to tak, że mogłabyś wierzyć w nieskończoność tej linii. Światło nie jest ani odrobinę sierpniowe, na letnie wschody trzeba będzie jeszcze długo poczekać. W końcu zima jest blisko; już tętni w ziemi, w skórze, we wnętrzach korzeni i żył. Mijasz i auta, i latarnie, rzędy plakatów wyborczych - każdy z nich mówi o ruinach i naprawach, o tym, że jest źle, i może, może będzie lepiej. Cyniczniejesz z każdym czytanym hasłem wyborczym, cyniczniejesz powoli i niechętnie. Taki świat nie jest, a jedynie bywa piękny. A ty nie chcesz haseł i pustych obietnic, zmarzniętych dłoni, świata widzianego brudnozielonymi oczyma. Tobie marzy się słońce, ciepła i rdzawa jesień, nieśpieszność, brak kaszlu, wyspanie, leniwa euforia sprzed paru miesięcy.

{ Kredki i świece. Herbata. Muzyka. }

osiemnasty października.

Komentuj (1)
Będę patrzeć w niebo zamkniętymi oczami
Będę słuchać dźwięku krwi
płynącej dzikiej rzeki żyłami
Przeze mnie, wszystko przeze mnie
Bo nie umiem słuchać i za mało mam słów
Przeze mnie, przeze mnie
Jesień się rozmywa, rozpływa. Ostatnie żywe barwy deszcz, drugi dzień z rzędu, pracowicie ściera z zapomnianych liści, ostatnich, niezauważonych jabłek i traw. Świat popada w melancholię, robi się z każdą godziną coraz bardziej rudo-brązowy, buro-brązowy. Rudobrązowiejesz i ty, choć nie naturalnie i nie samoistnie - wybierasz się do fryzjera i przez dwie godziny zastanawiasz się, czy w farbach do włosów dalej można znaleźć amoniak, czy może twój umysł wygiął się i uformował tak, że już zawsze będziesz kojarzyć wszystko z rzędami kolb i butelek. A gdy wracasz do domu, czujesz się znacznie bardziej z tą jesienią związana. Popadasz więc w październikowo-listopadowe półtony, odpoczywając w bezruchu, śniąc o rzuceniu się w coś, tęskniąc do ludzi i własnego towarzystwa, będąc sennością i niemożnością usiedzenia w miejscu. A gdzieś blisko mruczy głód, głód, o którym dopiero uczysz się, że jest nie do zaspokojenia i niepowściągnięty będzie cię spalał od środka we wszelkich negatywnych znaczeniach tego słowa. Mruczy i nuci chcę wię-cej, chcę wię-cej i nie ob-cho-dzi mnie to, co jest, bo za-wsze jest mało, za mało, a "wy-star-cza-ją-co" to nic, kiedy trze-ba wszystko i trze-ba więcej, bo zro-bisz wszystko lub nie na-da-jesz się do ni-cze-go. A tobie ta wątpliwa muzyczna melodia nie daje spokoju, wystukuje się sama twoimi niecierpliwymi palcami i nie jesteś już pewna, czy to twój głos powtarza zasłyszane echa, czy to wiatr nuci przez szpary w oknach.

dwudziesty trzeci października.

Komentuj (6)
Zawsze przypuszczenie było
Się myślało, że to niedorzeczne
Lecz co jeśli więcej ze mnie nie będzie?
Kiedy słyszysz, że trzeba być bohaterką swojego życia to przez dłuższą chwilę całą swoją uwagę skupiasz na powstrzymaniu się od śmiechu. Niby wiesz, o co chodzi, niby rozumiesz, powiedzmy, że się zgadzasz, ale wszystko ma swoje granice i twoja granica poczucia absurdu opasana jest śliczną wstążką z napisem bohaterka swojego życia. Także podziękujesz za tę radę, ale chyba ci prędzej cegła w drewnianym (albo jakimkolwiek, po prawdzie) kościele na głowę spadnie niż te słowa przejdą przez usta. Jesieni się naniosło. Tym niemniej, coraz częściej znajdujesz w sobie to łagodne, melancholijne przywiązanie do świata, którego ci tak rozpaczliwie brakowało w wakacje. Nienatarczywy, cichy, łatwy do niezauważenia wśród stresów czy rozpaczy, głos, który ci szepcze do ucha, który opowiada o tym, co miłe i fajne, piękne czy niezwykłe. Nie było siły być. Coś, co z dziecięcym zachwytem pokazuje ci lasy całe w brązach i oranżach, rumiane jabłka w ogrodzie, świeczki o zapachu pianek pieczonych nad ogniskiem i nowe kolorowanki. Coś, co się nie zraża żadnym i tak wolę lato czy kredki są dla dzieci. Coś, co chyba lubisz, chyba nawet bardzo.

{ Świeczki, kolorowanki, nowe kubki. Ciepły sweter. I dobra kawa. }

dwudziesty dziewiąty października.

Komentuj (2)
Każdy się wstydzi trzech rzeczy.
Że nie jest ładny.
Że za mało wie.
I że niewystarczająco dobrze radzi sobie w życiu.
Dlaczego więc nikt się do tego nie przyznaje? Dlaczego nikt o tym nie mówi? O ile łatwiej by się nam rozmawiało na przyjęciach, gdyby można to było powiedzieć głośno.
Wraca do ciebie ostatnio myśl o szczerości absolutnej. Wraca szczególnie wytrwale w dni, takie jak te - dni, które zaczynają się źle i kończą się nieszczególnie, a ty, mimo że nic bardzo przykrego ci się nie przytrafia, stajesz się przez nie nieco nerwicowym kłębkiem zmartwień. I każda myśl jest jak napierająca ściana, i w końcu nie potrafisz powiedzieć, czym tak naprawdę się przejmujesz, bo do tego trzeba by stanąć z boku, a jak można dystansować się od czegoś, co jęczy i krzyczy? Więc trochę żałujesz, że jednak nie byłaś w tym tygodniu u psychologa, trochę wyłażą z ciebie wszystkie możliwe lęki i myślisz, że może i Pascal miał rację, mówiąc, że wszystkie nieszczęścia biorą się stąd, że człowiek nie potrafi siedzieć cicho sam w pokoju, ale żyjąc w czasach facebooka i darmowych smsów, na pewno byłby dla ludzi łaskawszy. Bo strasznie ciężko siedzi się samemu w pokoju, myśląc o tym, że cały świat bawi się gdzieś, imprezuje, zawiera znajomości, jest Bardzo Zajęty, a na ciebie z politowaniem patrzy milczący telefon. I siedzisz, czując się głupio i źle, nie masz na nic ochoty i nie możesz się pozbyć przekonania, że sama sobie to uczucie zafundowałaś, bo matka od dziecka powtarzała, że nie można oczekiwać od świata nic dobrego, a ty miałaś nadzieję, a teraz masz za swoje. I boisz się, że nie jesteś dość dobra, że nigdy nie będziesz, bo jesteś za brzydka, za głupia i masz za wstrętny charakter. Boisz się, że nigdy nie uda ci się stworzyć żadnej relacji z drugim człowiekiem, bo jest z tobą coś za bardzo nie tak, a czas mija szybko i niedługo będzie na wszystko za późno, a ty nawet się jeszcze nie wyprowadziłaś z domu. I boisz się, że tyle różnych rzeczy chciałaś zrobić, i żadna z nich ci nigdy nie wyjdzie, nigdy nic nie uda ci się zrobić, nie uda ci się przeżyć tego życia wystarczająco dobrze, plakaty motywacyjne patrzą na ciebie z wyrzutem, a ty się boisz i boisz, i nic z ciebie nie będzie, żadnego pożytku, nawet spożywczych zakupów nie umiesz zrobić porządnie.

2018
październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.