hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy października.

Komentuj (2)
Tak samo jak sieci nie zatrzymują wody.
Kochanie moje, zostają ledwie krople drżące.
A jednak coś śpiewa wśród tych słów ulotnych.
Coś śpiewa, coś dźwiga się do moich chciwych ust.
Jak zawsze ścigasz się z czasem. Wstajesz i jest tak wcześnie, wcześnie, wcześnie, przecierasz zaspane oczy, zwlekasz nogi z łóżka. Przekonujesz sama siebie, że czas najwyższy wstać, warstwa snu wciąż przesłania ci świat, w ustach masz smak słów i wydarzeń wyśnionych - o wiele bardziej realnych niż najgłośniejszy budzik. Potem już rytm porannych czynności, doskonale znienawidzona koleina, pasta do zębów i szminka, soczewki, niezdecydowana szafa. Kawa pita w biegu, wciąż jeszcze nocna cisza opierająca się twojej porannej krzątaninie. Zbyt wolno rozgrzewający się samochód, muzyka, która powinna powstrzymać cię od snu, kolejne kilometry. I nagle wschód słońca wyłaniający się zza zakrętu, porozumiewawcze mrugnięcie świata skierowane do tych, którzy wstają, którzy walczą, którzy są. Niebo płonie, czerwienie, fiolety i oranże wspinają się po dachach, koronach drzew, samochodach. Paleta barw, od których nie da się oderwać wzroku. Więc na kilka sekund kończy się świat, a ty nie zauważasz tego, wpatrzona z zachwytem w niebo.

{ Herbata. Wiersze Pabla Nerudy. Rozmowy z kimś. I Lolita. }

siódmy października.

Komentuj (6)
Wyobraź mnie sobie; nie zaistnieję, jeśli mnie sobie nie wyobrazisz.
To jeszcze nie, które wkrada się w twoją wypowiedź i nieproszone zasiada w miejscu zwyczajnego nie, zbija cię z tropu. Zwyczajny lapsus, przejęzyczenie, coś, czego nie planowałaś powiedzieć, a co wymknęło ci się z ust, pozostawiając za sobą ślad mieszanych uczuć. Wargi układają się nieproszone, rejestrujesz fakt mówienia dopiero, gdy rozbrzmiewa echo twoich słów. To subtelny prztyczek w nos - język przypomina ci, że nie masz władzy nad słowami, że możesz z nich jedynie korzystać, wypożyczać i kraść niektóre z nich, odkrywać je i słuchać się ich. Wyobraź mnie sobie...

{ Kawa. Fajny weekend. Muzyka. }

czternasty października.

Komentuj (4)
Płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził.
Nie był płaczem dla niego, chociaż mógł być o nim.
To był wiatr, dygot szyby, obce sprawom ludzi.
I jest jesień, jesień w całej okazałości - bez żadnych wątpliwości, złudzeń, ucieczek i powrotów sierpniowej aury. Widać ją w stalowoszarym niebie, deszczowych porankach. Jest w coraz późniejszych, przeważnie purpurowych, wschodach słońca. Rzuca ci pod nogi liście, eksplozja kolorów jest, jest wszędzie, ale przywodzi na myśl bardziej stabilny płomień świecy, dyskretny obłęd płonącej wódki niż wszechogarniające szaleństwo podpalonej benzyny. Jest i ciepło wieczornej kawy, i chłód poranków sączący się przez szpary w oknach czy czepiający się ubrań, smak pierwszej październikowej zupy dyniowej i ostatnich malin, ochota na grzaniec i poszukiwania świeżych warzyw. Jesienny chaos myśli, ta słodko-gorzka mieszanka melancholii i ekscytacji, która jeszcze nie chce się ustabilizować pod twoją skórą. Niesprecyzowane skojarzenia, nieznane uczucia, nie umiesz określić, co myślisz i czujesz, i co w związku z tym wypadałoby zrobić. A za oknem deszcz, deszcz, wytrwały pomruk kropel porywanych przez wiatr do tańca. A więc jesień...

{ Brzoskwiniowa herbata. Czekolada. I jesień. }

dziewiętnasty października.

Komentuj (4)
I w końcu upadamy w czas, wyprostowani,
i porywa nas, i już minęliśmy, umarli,
wleczeni bez istnienia, aż nie jesteśmy ni cieniem,
ni prochem, ni słowem...
Jedziesz w pośpiechu i zamyśleniu, a droga prowadzi cię serpentyną przez las. Opowiadać by ci historie na skraju zmierzchu, kochanie smutne i słodkie. Lawirujesz między liśćmi i promieniami słońca, z szeroko otwartymi oczyma wpatrujesz się w ten pożar oranży i czerwieni, żółci, brązów, zieleni. Świat pęka, myślisz, że tak wyglądać mogłaby apokalipsa - powolne konanie czasu pośród ostatnich wybuchów barw na kilka godzin przed wygaśnięciem wszystkiego. Jedziesz czarną wstęgą przerzuconą niedbale przez środek dywanu z liści. Pomiędzy wargami a głosem coś umiera, więc śmiejesz się głośno z absurdalnie banalnych metafor, które przychodzą do głowy, gdy jest tak pięknie, pięknie, pięknie, że aż widok zapiera ci dech w piersiach.

{ Kawowa pogoda. Truskawkowy szampan. I nowe buty. }

dwudziesty piaty października.

Komentuj (5)
A przecież biel
najlepiej opisać szarością
ptaka kamieniem
słoneczniki
w grudniu
Czasami próbujesz się odnaleźć w tej rzeczywistości dziwacznej i sennej, czasem ciężko ci idzie. Ale jak mogłoby iść tobie, która przedkłada poezję nad książki akademickie, laboratoryjne skrypty nad literaturę nazywaną popularną i koncerty nad dyskoteki. Z dziecięcą radością zabierasz do domu próbówkę z pierwszym polimerem zrobionym na zajęciach, przy kawie rozmawiasz o książkach, ludziach, języku, laboratoriach, analizach i syntezach, a pomiędzy wszystkimi waszymi studenckimi rozmowami przemykają absurdy, przez które nie da się powstrzymać od śmiechu. Przy pierwszym piwie słyszysz, że gdy jesteś zmęczona lub pijana, używasz słów o niebo trudniejszych od tych używanych normalnie, próbujesz wyjaśnić to przy drugim i trzecim, ale śmiech utrudnia tłumaczenie. Liście żółkną tak ślicznie, wschody słońca zbyt często zastają się w drodze na uczelnię, jego dłoń przesuwająca się po twoich plecach, gdy wyciąga kawę z szafki nad twoją głową, chodzi ci po głowie zbyt często, z ludźmi ze studiów widujesz się zbyt rzadko i często jednocześnie - i to tylko pozornie nie ma sensu. Ale to nie ważne, to nie szkodzi, walczysz ze snem, prowadząc korepetycje i siedząc na swoich własnych zajęciach, czytając książkę, ucząc się i śniąc. Zaskakująco mało poważny wydaje się świat, gdy nie potrafisz zbytnio skupić na nim wzroku.

{ Piwo pite ze znajomymi. Gorąca zielona herbata. I tyle. }

dwudziesty dziewiąty października.

Komentuj (4)
Między Yinem a Yangiem ileż eonów?
Od tak do nie ileż może?
Wszystko jest pismem, wszystko fabułą.
Zaczynasz podejrzewać, że jesteś genetycznie predestynowana do tego, by podobali ci się wyłącznie faceci nie zwracający na ciebie uwagi. Wysłuchujesz kolejnych komentarzy starszych, nieoryginalnie dowcipnych panów na temat tego, jak go musi rozpraszać siedzenie w towarzystwie takiej ładnej dziewczyny i szkoda, że oni tak tylko mówią, niedbale rzucają puste frazesy i tyle z tego wszystkiego wychodzi. Chce ci się śmiać, tak strasznie śmiać z samej siebie. Więc dajesz się ponieść temu rozbawieniu, które w tobie drzemie i śmiejesz się, pomimo tego, że to nie powinno być, nie jest zabawne. Ale już trudno, nie warto winić się, bo co masz robić, jak nie śmiać się? A w serce moje wstąpił wiatr, i tam on zamieszkał i szumi. Cóż innego nam pozostaje na tym świecie czule okrutnym, zmęczonym i wielkim, boleśnie pięknym, delikatnie szkaradnym, ukrytym w każdej metaforze i oksymoronie?

{ Dziwnie ci. Niepozbieranie ci. Sennie ci. }


2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.