hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi października.

Komentuj (10)
W tym kraju ludzie nie cenią sobie poranka. Budzą się gwałtownie na dzwonek budzika, który druzgoce ich sen jak cios siekiery, i od razu stają się niewolnikami żałosnego pośpiechu. Niech mi pan powie, cóż może być wart dzień, który zaczyna się od takiego aktu przemocy? Co musi dziać się z ludźmi, którzy co dzień za pośrednictwem budzika doznają miniaturowego elektrowstrząsu? Każdego dnia przyzwyczaja się ich do przemocy, każdego dnia oducza się ich od rozkoszy.
W pewnych godzinach nie ma sensu wychodzenie, jeżeli nie ma się ku temu specjalnego powodu - na wszystko jest za wcześnie lub za późno. Świat zdaje się nie mieć wtedy zbyt wiele do zaoferowania. Niszczeją wszelkie trwałe formy. Czerń otula świat. Spragniony kontaktu z człowiekiem wiatr czule przesuwa zimnymi palcami po karku. Zamglona wilgoć przesiąka przez płaszcze i szaliki. Senna rezygnacja zamyka ci oczy, drogę wskazuje chyba tylko ślepa intuicja. Dźwięki stają się niesforne - odbijają się echem na wiele metrów od źródła lub łamią i rozpierzchają zaraz po wydobyciu się. Myśli włóczą się po głowie. Obłęd lubi wracać jesienią... I tylko czasem, jeżeli rozglądasz się wystarczająco uważnie, świat wynagradza ci konieczność przemierzania zimnych, nocnych ulic. Śle dyskretny uśmiech, porozumiewawcze spojrzenie. Stoję na środku drogi z odchyloną w tył głową i gapię się w niebo. Tak łatwo można zapomnieć, jak cudowny jest świat. nad twoją głową niewiarygodnie czarna tkanina skrzy się od gwiazd, wykrojony ze światła półksiężyc zarysowuje się na twoich powiekach. A pod twoimi stopami, na powierzchni kałuż, powstają nowe nieboskłony.

{ Kawa. Książka. Za wczesne godziny. }

czwarty października.

Komentuj (12)
Wczesny ranek. Wyruszyć o świcie. Podróżować dookoła, wyprzedzając słońce, ukraść mu cały dzień. Robić tak bez końca i nie starzeć się ani o dzień. - James Joyce
Dziwaczny dzień, dziwaczny. Może lekki stan podgorączkowy pokrywa świat cienką warstwą absurdu, nakłada go na to, co absurdalne nie jest? Cienie sprzed lat, drzemiące w albumach ze szkolnymi fotografiami cienie w kolejce łapią cię za ramię i próbują na nowo zarysować się w pamięci. Zaskakujesz samą siebie odcieniem niektórych wspomnień. Ale przeziębienie rodzi abstrakcje. Ty siedzisz na ławce w parku, obserwujesz gołębie i piszesz. Są takie zbiegi okoliczności, które przypominają wyrafinowany plan. Przy plątaninie wyblakłych myśli z odległej przeszłości zaprzątających umysł, dziwi obraz tkwiący w twojej głowie. Nie możesz, nie potrafisz wymazać z pamięci Chłopca (Mężczyzny?) z pociągu, mimo że nie wiesz do końca, czemu w niej tkwi. Może coś w nim wzbudziło twoje zainteresowanie, może na wpół świadomie nakładasz na jego zarys cień innego Chłopca? Może to wrażenie urwanej myśli, poczucie niedokończenia historii rozpoczętej trochę dziwacznie? Sens urywa się, nikt już nic nie rozumie. Spłoszone z głowy gołębie unoszą się i kierują wprost na horyzont. Są takie zbiegi okoliczności...

{ Herbata, herbata i kawa. Książka. Przeziębienie. }

trzynasty października.

Komentuj (19)
Drzewa nie chwiały się tak mocno jeszcze tej jesieni. Może to znak, że lepiej wziąć wolne i zalać się w trupa?
Czas pędzi z prędkością miliona myśli na sekundę. Nie możesz się zatrzymać. Prettiest mess you've ever seen... Tory kolejowe i autobusowe trasy wyznaczają dni na równi z niewyspaniem. Świat przyśpiesza. Mogłabyś zapatrzyć się w niebo, wsłuchać w ziemię i przez moment nie robić nic, ale pogania cię wirujące z zawrotną prędkością koło myśli. Białe linie na asfalcie zlewają się w jedną, białą wstęgę, która oplata horyzont. A ty tkwisz w stosach kartek, listach rzeczy, materiałach ulegających korozji, przemianach fazowych, Technical English i książkach o truciznach. A w tobie, o dziwo, wciąż pozostaje poczucie zmarnowanej okazji, nie rozpoczętej opowieści. Two thousand miles until I reach that open road.

{ Nowy, świecący w ciemności lakier do paznokci. Kawy w politechnicznym bufecie. Trochę snu. To. }

dziewiętnasty października.

Komentuj (7)
Dear God, life ain't kind
People gettin' born then dying
But I've heard there's joy untold
Lays open like a road in front of me
Ostatnie tygodnie wypełniają ci nadmiary rzeczy do zrobienia i sny. Na początku w pojemniku o stałej objętości znajdują się ciecz i para. Wraz ze wzrostem ciśnienia, podnosi się temperatura. Noce i dnie powoli zlewają cię ze sobą, Przestajesz zauważać godziny następujące po sobie, świty i zmierzchy. Farbowane różnymi odcieniami światła chmury, płonące oranżem słońca wschodzące i zachodzące, księżyce w różnych fazach, gwiazdy rozsypywane garściami po niebie nakładają się, a ty nie umiesz już poukładać ich w kolejności. Stosunek gęstości faz zmienia się. Powoli układ zmierza do punktu krytycznego. Spacerujesz po uliczkach wybrukowanych sennym zmęczeniem, drogi pokonywane codziennie pokrywają się mgłą pod twoimi półprzymkniętymi powiekami. Postaci w śniących ci się pociągach łapią cię za ramię, na jawie rozglądasz się za nimi. W końcu granica między cieczą i jej parą zanika. Pogrążasz się w dziwacznych konstrukcjach myślowych, które powstają w twojej opartej na poduszce głowie, tkwisz w nich nawet po wstaniu. Są z tobą idee, pozostają w pobliżu w ciągu dnia i do ucha sączą dziwne opowieści. W szumie drzew znajdujesz kołysanki. Nie ma już cieczy, gazu. Całą powierzchnię zbiornika wypełnia płyn zwany płynem krytycznym. Chwytasz się wróbli przesiadujących na płotach, tryskających kolorami liści, diagramów fazowych, pomalowanych paznokci, mieszanin anionów, zbliżającego się koncertu. Pozwalasz myślom spuszczać się ze smyczy i splatać ze sobą w dziwacznym tańcu. Bo na początku jest moja głowa w moich rękach. Następnie z tego miejsc rozchodzą się koła...

{ Wyspałaś się dzisiaj. Chodząca za tobą Angelene. Zielona herbata. Świetlicki. }

dwudziesty szósty października.

Komentuj (9)
Transmisja, nasycenie brzmieniem.
Decyzja wkroczenia na przestrzenie.
Stymulacja, mentalne przesilenie.
Konsolidacja, natchnienie!
Tłum oplata cię ciasno, podłoga zdaje się wibrować pod stopami. Struny głosowe wchodzą w rezonans, krew płynie innymi niż zwykle ścieżkami. Przechodzi przez ciebie euforia barw, eksplozje nadmiarów. W całości wypełnia cię chwila. Na pewno mogę, na pewno chcę, wiem! Jest coś niewytłumaczalnego w tej atmosferze - coś, co skrzy się pod skórą, zapala pewien płomień pod warstwą niewyspań i rzeczy do zrobienia. Co zaostrza kontury, czyni bycie bardziej niż byciem i inaczej nie da się tego opisać. Co sprawia, że zaczynasz się zastanawiasz: bo gdyby dało się wyśpiewać, wykrzyczeć rzeczywistość, oczyścić struny głosowe z pyłu przemilczanych kwestii, zmyć, zetrzeć z siebie osad uprzedzeń, przekonań zastanych i wchłoniętych bez twojej woli, strachów drzemiących w podświadomości, negatywnych myśli, kompleksów, nakładających się na siebie melancholii, uprzedzeń. Na pewno pragnę, na pewno wiem. Możliwym byłoby dotarcie do energii, która drzemie w tobie, a teraz zaczyna wibrować w opuszkach palców i przeskakiwać z myśli na myśl. Uchwyciłabyś tę dźwięcznie drżącą strunę tkwiącą pod żebrami. A wtedy...

{ Jak widać, sezon koncertowy się rozpoczął. Poza tym: wypad z grupą ze studiów, rękawiczki, weekend prawie pozbawiony nauki i trochę snu. Może nawet znajdę chwilę na zakupy czy przeczytanie książki. }

dwudziesty ósmy października.

Komentuj (8)
Dopiero prawdę, że na krótki czas
Dopiero jestem, przeczuwając jak
Za chwilę zniknę, by kolejny raz
Już nie odrodzić się
Przez chwilę jeszcze jesień barwi drzewa przeróżnymi odcieniami oranżów, żółci i czerwieni. Rumienią się jabłka, słońce zyskuje odcienie, które przywodzą ci na myśli płonący sód - coś, co powinno być dowodem, że laboratoria powoli stają się być sporą częścią twojego życia. Jeszcze przez moment jabłka rumienią się, niebo jest kremowe - słoneczne promienie barwią miękkie chmury odcieniami spokojnego, mlecznego światła. Później, późnym popołudniem, gdy cienie będą dłuższe i smutniejsze niż są, na widok za oknem nałożą się różne odcienie brązu, które będę stopniowo ulegać wszechogarniającej szarości. Na razie nabierasz ochoty na kubek gorącej czekolady i na spokojne, nieśpieszne obserwowanie świata, który śpieszy się gdzieś. Na razie jeszcze pocieszam się, że jestem, rozkoszne czując dreszcze od nadmiaru i żądz. Resztą martwić się będziesz później.

{ Zakupy. Kawa. Popołudnia. }

trzydziesty pierwszy października.

Komentuj (5)
Gdybym palił, zapaliłbym teraz papierosa, patrząc na rzekę i myśląc o tym, jak wszystko jest mętne i niepewne, a tak, nie paląc, pomyślę tylko, że wszystko jest mętne i niepewne, rzeczywiście, ale bez papierosa, chociaż papieros, gdybym go palił, sam z siebie wyraziłby mętność i niepewność rzeczy, tak jak dym, gdybym palił.
Nie ma co ukrywać, drzemie w tobie melancholia. Już dawno znalazła sobie wygodną przestrzeń gotową do zamieszkania i tam się tobą karmi, na zmianę rozrasta i maleje, śni. W dobrych momentach odsuwa się od ciebie, chowa ciężki łeb pod twoim ramieniem, nie będąc zdolna doprosić się o twoją uwagę. Czeka. Czasem daje o sobie znać kłuciem tkanek skrytych pod żebrami, niechęcią do dużych grup ludzi, lękiem przez większość czasu krążącym po twoim krwiobiegu, zimną dłonią chwytającą za gardło w najmniej odpowiednim ku temu momencie. Zabiega o ułamek twojej myśli, przygotowuje się na jesień. A w listopadzie zasiada w twojej głowie niczym prezes w nowym gabinecie, przestawia rzeczy - na wierzch wyciąga wszystkie starannie ukrywane lęki, niechęci, niepewności, a ściany maluje odcieniami szarości i czerni. Ładna ulica, taka smutna.Na razie jeszcze grasz z nią w chowanego. Jeszcze chodzisz na zakupy, starasz się widywać ze znajomymi, walczyć z własnym lękiem. Chyba musisz do jej nadejścia poznać jakichś ludzi, bo na razie nieprzyjemne poczucie samotności i wyobcowania dławi cię w gardle, gdy tylko tracisz kontrolę nad swoimi myślami.

{ Zakupy. Senność. Kawa? }

trzydziesty pierwszy października.

Komentuj (16)
...istniał świat. A to rozprasza. Ja budziłem się
i żyłem, dotykałem, jadłem, rozmawiałem,
piłem wino i grałem w ludzkie gry, jeździłem
koleją i pozowałem do zdjęć, rozproszyłem się...
To jest trochę tak, że zaparzyłaś sobie kawę i próbujesz jakoś ogarnąć to wszystko, co masz w głowie. Bo chodzą za tobą pewne piosenki i filmy. Bo podążają za tobą również skrawki myśli czy rzeczy: na wpół wyśnione sny, splątane ciągi skojarzeniowe, nadchodzący we śnie ludzie, absurd niedobudzonej jawy. Byłam zajęta w innych miejscach, w innych ludziach... Brukowane uliczki zwilżone wilgocią nocy, kawa z bitą śmietaną, sms z informacją, że od dawna niewidziana Em w sumie się za tobą stęskniła. Zimne powietrze wchodzące za kołnierz płaszcza i słońce karmiące oczy. Uśmiech, który czasem pojawia się przez niespodziewaną myśl. Spacer ulicą Długą z ludźmi ze studiów, z którymi zżywasz się coraz bardziej. ...miałam pory roku, zwierzęta, drzewa, wojny, dzieci, wielką przestrzeń do ogarnięcia. Czyjś bardzo ładny śmiech. Koty wspomnień przechadzające się własnymi drogami po głowie. Taksówkarz proponujący podwiezienie, zupełnie za darmo, gdy już wiesz, że raczej się spóźnisz. Muzyka. Schodzące siniaki, ślady ostatniego koncerty. Kapelusze i dachy, korony drzew, wieże, drogi i tory kolejowe, rzeki - stąd widziane rozpłyną ci się zaraz. Planowanie kolejnego muzycznego wypadu. Zakupy. Czytanie L'Africain. Ciągła niewiara w to, że udzielasz korepetycji i nawet nieźle ci idzie. I w to, że będziesz miała samochód. I że już zdążyłaś ubabrać czymś fartuch. I jeszcze dużo, dużo więcej.

{ Korespondencja pośmiertna. Kawa. Dynia. I jeszcze, i więcej. }

2018
styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.