hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi października.

Komentuj (7)
Chemia, elektromagnetyzm, tajne fluidy żywej materii, wszystko to dziwnie przypomina manę. W ten sposób na marginesie zagadnień socjalnych można by podejrzewać akcje innej natury, coś podobnego do partii bilardu, w który niektórzy grają, inni zaś są grani, dramat pozbawiony Edypa, Rastignaca i Fedry, dramat nieosobisty na tyle, że w jakiejś mierze świadomość i namiętność postaci włączają się weń dopiero a posteriori.
Nie potrafię do końca oswoić się ze świadomością, że za to, co nazywamy myśleniem i przeżywaniem odpowiada szereg fizyczno - chemicznych reakcji. U niektórych coś łączy się lub przeplata, synestezja sprawia, że nagle kolory pachną niczym kawa, a muzyka rozpływa się na języku niczym czekolada. Są ludzie, którzy słysząc o widzeniu na własne oczy jako niepodważalnym dowodzie istnienia, myślą o plamce ślepej, która tworzy lukę w naszym polu widzenia uzupełnianą tym, co nasz umysł uważa za stosowne. Gdzieś tam, coś rozplata się, przenosi i zmienia, a emocje niczym wzburzone morze pozwalają płynnie przechodzić od euforii do stanów depresyjnych. Co kilkanaście dni stosunek poziomów hormonów wpływa na amplitudy moich nastrojów. A mimo to... "Pomimo" bywa zwykle jakimś nieświadomym "dlaczego"... Właśnie dlatego słyszany już nie setny, a tysięczny raz głos, który rozpływa się w słuchawkach, nagle wydaje się tak niewiarygodnie piękny, że aż odbiera dech. A ja wracam, przygryzając wargę, by nie roześmiać się głośno, bo jestem, bo żyję. Bo ciągle coś się dzieje i jest.

{ Muzyka. I świat. I jak mam nie wracać myślami do rzeczy, które już dawno minęły, gdy osoby długo niewidziane pojawiają się w pobliżu niczym duchy świąt Bożego Narodzenia. }

trzeci października.

Komentuj (20)
Mocniej żyję, czuję mocniej, pragnę,
Ale więcej płacę,
Płonie wszystko, czego dotknę.
Rozedrgany umysł rozpatruje świat zadaniowo. Przegląda w myślach plany, poszukuje kolejnych prac, których można by podjąć się możliwie wcześnie, korzysta z resztek starannie eksploatowanej energii. Biegnę, bo nie mogę się zatrzymać... Nakładanie się rzeczy nie wpływa korzystnie na odporność systemu na przeciążenia, odziany w osiemnaście wiosen mózg powinien w końcu nauczyć się, że nie należy mieszać niewyspania, niejedzenia, dni przed okresem i braków kofeiny w krwiobiegu z czymkolwiek, co nie jest banalną książką czy ciepłym kocem. Takie egzoenergetyczne reakcje rzadko przynoszą oczekiwane wyniki - nie doczekasz się więc, dziewczynko, spektakularnego wybuchu czy feerii barw na niebie, bo to po prostu nie działa w ten sposób, a ty już od dawna powinnaś zdawać sobie z tego sprawę. Istnieją przecież i rzeki metafizyczne, Horacio. Kiedyś rzucisz się w jedną z nich...
Postrzępione myśli przypominają dzisiaj obraz uzyskany przy zabawie stroboskopem. She's chaos in action, proszę państwa.

{ Gorzka czekolada. Kawa. Byle do piątku. }

dziewiąty października.

Komentuj (8)
Mała, ty wiesz, dławi mnie tlen
A każdy dzień wymyka się.
Druga zero trzy.
Nie ma dokąd iść.
Dławi mnie październik. Duszą coraz częstsze niedobory czasu współgrające z nadmiarami zmęczenia. Dławi mnie tlen. Duszą, bo wiem, że będzie ich coraz więcej i więcej. Z wytrwałością godną adoratorów rodem z historycznych romansów melancholia będzie zaciskać się wokół mnie, wsączać w pory skóry i wnikać do krwi. Bo chłód to jesienno - zimowy szpik, który czyni noce zbyt krótkimi, a każdy dzień za zimnym. Bo wilgoć przykleja się do włosów, zimną strugą spływa po karku, przyśpiesza gnicie liści, zmywa kolory z drzew. A każdy dzień wymyka się. Bo wichurami dzwoni w uszach, zawodzi, jęczy o ciszach i nieuleczalnych, lecz powoli dogasających ogniach.

{ Bo ja chcę jakiś koncert. I ciepły zimowy płaszcz. Ale przynajmniej znalazłam w szafie martensy w kwiatki. I Cisza i ogień. }

trzynasty października.

Komentuj (12)
Cały skłębiony świat
dymu i pogiętej stali
wokół mojej głowy w wagonie
pociągu, a myśl moja wędruje
poza rdzą wyprzedzając cza
Coraz częściej zdarza mi się wyglądać za okno. Słońcu jeszcze zdarza się przedrzeć przez grubą warstwę grafitowych chmur, by przesunąć po bladym zarysie tęczy, spłynąć po złotawych liściach. Jeszcze nasycam się powietrzem; jeszcze smaki, kolory, kształty i dźwięki znaczą szkła okularów, wsączają między nerwy.
Czasami gubię się w rytmicznym łoskocie kołyszących się wagonów, w warkocie autobusowych silników. Zapadam się wtedy w jesiennych obrazach przesuwających się za szybą, w wycinkach rzeczywistości zamkniętych w szklanych taflach i we własnych rozmyślaniach, uparcie zraszanych przez deszcze.
Powoli robi się chłodniej, melancholijniej, szarzej. Później, przeczuwam to podskórnie, wszystko nagle utnie się, przemieni na proch... Stopniowo będę wtapiać się w cienie, czające się po kątach.
Ale jeszcze pocieszam się, że jestem...

{ Nowy, ciepły płaszcz. Bilet na koncert. Dobra książka. Spotkanie z koleżanką. }

szesnasty października.

Komentuj (12)
Zdyszany szept zegarka, pęknięte lustro słowa
Sen; bezsenność rytmiczna, czternastosylabowa
Z cezurą na skurcz serca: śmierć, która sercu śpiewa.
Czasami dochodzę do wniosku, że nie umiem już przestać pisać. Wszystkie niewykorzystane słowa i niewybrzmiałe głoski odkładają się w głowie, układają się w stale rosnące stosy. Gdy w końcu konstrukcje okazują się zbyt ciężkie, chwiejne, niestabilne - pozostaje im jedynie runąć niczym biblijne wieże z kości słoniowej. Wtedy odłamki liter wbijają się w skórę, połamane dźwięki kaleczą podniebienie. Uparte skojarzenia ( Nie tu są oczy Nie ma tu oczu... W sennym królestwie śmierci ) lub fragmenty zapisanych w pamięci tekstów ( Istnieją przecież i rzeki metafizyczne ) mienią się na powierzchni umysłu tak, jak mogłaby to robić roztrzaskana szklanka w świetle słonecznym.

{ Kawa. Sen. Ciągle coś. }

osiemnasty października.

Komentuj (5)
Przyglądam się nędzy, nie dziwię się złu
Uciekam w piosenki, odszukaj mnie tu.
Nie boję się śmierci, zrodziłem się z chmur,
niedosyt serdeczny odczuwam i głód...
Jeszcze czasem promień słoneczny oświetla tańczący w powietrzu kurz, jeszcze godzi się na rozszczepienie, odgrywając przed niczego nieświadomym obserwatorem paletę barw. Termodynamiczny chaos, do którego dąży wszechświat ( ponieważ entropia jest miarą nieuporządkowania ) zdaje się wciąż być obietnicą wszechogarniającej euforii, a nie zapowiedzią totalnej apokalipsy. Czas nie kruszy się i nie łamię, połamane sekundy nie odkładają się pod powiekami, drażniąc oczy niczym ziarnka piasku. Dywany z liści w barwach jesieni, wywołują na razie tylko trudną do uzasadnienia melancholię - stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.

{ Książki z antykwariatu. Żółte paznokcie. Dziwaczne konstrukcje myślowe - zajęcia z fizyki chyba źle na mnie wpływają. }

dwudziesty pierwszy października.

Komentuj (18)
P. ogarnia jedno z tych dziwnych wrażeń, jakie dopadają ją od czasu do czasu; to nieodparta potrzeba zatrzymania wszystkiego, co w jednej chwili jest w stanie ogarnąć zmysłami.
Powiedzieć o tobie - tobie, której świat jawi się czasem jako wrzaskliwa eksplozja nadmiarów - że postradałaś zmysły, byłoby nieporozumieniem. Być może założenie to uznano by za opierające się na poprawnych przesłankach, gdyby traktować skalę normalności jako koło, w którym hipertrofie stykają się i przenikają z atrofiami, ponieważ jakaś cząstka ciebie wciąż nawiązuje do sensorycznych przeciążeń. To, co znajduje się wokół i wewnątrz ciebie, istnieje za bardzo, otacza (osacza?) feerią barw, kształtami, smakami, dźwiękami, paletą emocji, których natężenie najłatwiej zmierzyć w skali Fujity. Wszystko to, co znajduje odbicie w słowach i to, co jedynie próbujesz pomiędzy nie wcisnąć, zdaje się istnieć zbyt blisko, zbyt mocno, zbyt bardzo.

{ Napoje energetyczne. Dziwny film. Wszechogarniająca szarość. }

dwudziesty czwarty października.

Komentuj (4)
I niby wszystko jest tak, jak powinno być,
Za chwilę zbudzi mnie szary świt
Tylko, dlaczego ja z takim nieludzkim strachem
Nie potrafię.
Chciałabym się dzisiaj skryć w muzyce, zatopić w niej. Wpleciona między nuty przesypiać przerwy między utworami. Dać wzbierającej fali głosu zbliżać się coraz bardziej i bardziej, by w końcu mogła przykryć mnie doszczętnie. Niech mój szerokostopy mózg, co z głowy mi wyszedł, przemierzywszy kroćset mil powoli osiądzie na mulistym dnie basów, a głos sączący się do ucha zakryje i oczy, i usta. A wtedy niczego nie będzie żal...
Gdyby tak dało się chociaż na chwilę uciec z własnej głowy. Przedrzeć się przez granice skóry i kości, zbędne już tkanki i bariery mentalne, a potem oddalać się coraz bardziej i bardziej. Lawirować między nieprzyswajalnymi pojęciami takimi, jak czas i miejsce.

{ Nie ma nic. I tylko muzyka trzyma kości i ścięgna w zwartym polu skóry. }

dwudziesty szósty/dwudziesty siódmy października.

Komentuj (20)
Stwórz znów wtórny dzień,
zlep ze słów dziwną treść,
nie trafiaj w prosty rytm
i pogrzeb tempo w nim...
Oszukany kofeiną mózg wspina się na palce, próbując dosięgnąć przeróżnych celów, choć dłonie już znajdują się w rozjazdach. Skomplikowane konstrukcje myślowe nie służą, gdy ze zmęczenia potykasz się o słowa, dziewczynko. Nie mogę się zatrzymać, nie mogę, nie mogę. Zwolnij już, powoli zaczynasz nie wyrabiać na zakrętach. Ścinasz głoski, senne oczy nie dostrzegają horyzontów. Zwolnij, latarnie już tulą się do siebie. Przy tej prędkości zaczynają zlewać się ze sobą i nie ma już szczegółów krajobrazu, nie ma już bocznych ulic. Nic już nie ma.

{ Ale ty nie słuchasz, dziewczynko. Nie słuchasz, bo mocniej zanim stracę oddech, napiąć się, wypełnić ogniem. Bo krew zapala się tak łatwo, bo jutro koncert, bo kawa to cudowny wynalazek. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.