hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

dziewiąty października

Komentuj (8)
"I've been roaming around,
I was looking down at all I see
Painted faces fill the places I can't reach
You know that I could use somebody
You know that I could use somebody
Z jakichś bliżej niesprecyzowanych przyczyn nie umiem do końca przełamać się, by sięgnąć po papier i ołówek, spróbować spisać to, co mnie trapi. Kończę składając słowa gdzieś z tyłu głowy, ukradkiem podczas długich, sennych przejazdów autobusem. Może wiąże się to ze stale zmniejszającą się liczbą czasu wolnego, ze zmęczeniem, które każe zasypiać zbyt szybko i śnić dziwne, w jakiś sposób nie moje sny lub idiotycznie wczesnym wstawaniem, które zdaje się nieodłącznie złączone z bagażem konotacji negatywnych na wszystkie możliwe sposoby (bo chłód, który przenika do kości i pozostaje w nich aż do późnej jesieni, bo zimno, zmęczenie, szarość i frustracja)? A może to kwestia rzeczy, o których nie chcę mówić - ciemna, ciągle rosnąca, nieprzyjemna plątanina, która postanowiła po raz kolejny przezimować na wysokości mostka, i której obecności uparcie nie chciałabym zarejestrować (jeszcze nie) czy chociażby to, jak łatwo można niektórym rozpłynąć się na obrzeżach istnienia i przestać być kimś, kogo obecność w zasięgu wzroku wydawała się nazbyt oczywista? Albo stale powtarzająca się jesienno - zimowa rutyna zatapiania się w nieprzyjemnej, lepkiej substancji melancholijnej strony własnej natury, w którą powoli wpadam, a która może, ale nie musi być możliwa do przetrwania?

{ Haven, do którego żywię zdecydowanie ciepłe uczucia. Książki - czytany po raz nie wiadomo który "Mistrz i Małgorzata", zdobyta jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności poezja Eliota, możliwie popaprane kryminały. No i, oczywiście, muzyka. }

dwudziesty pierwszy października.

Komentuj (7)
Łapiesz nocny autobus spod domu i jedziesz
Niewiadomo gdzie, zostań już na zawsze
W autobusie jadącym niewiadomo gdzie
I może ułożyło się świetnie, może ten pomysł
Nie jest zły - wreszcie możesz uciec stąd,
Wykonać decydujący krok:
Zacznij uciekać sto mil na sekundę,
Uciekaj jeden metr na rok...
- Piosenki o miłości, Cool Kids of Death
Czegokolwiek nie powiedziałabym o komunikacji miejskiej (a powiedzieć jestem w stanie dużo i nie zawsze z pozytywną pointą), muszę przyznać, że czas spędzony w autobusie niejednokrotnie jedynym momentem w ciągu dnia, gdy mogę pozwolić sobie na niemyślenie. Przez te półtorej do dwóch godzin mam zazwyczaj możliwość skupienia się na muzyce płynącej ze słuchawek, na książce czy myślach leniwie przeskakujących z tematu na temat bez poczucia zmarnowanego czasu. I czasem, zwłaszcza w okresie, w którym światło oglądam jedynie przez abażur, poza którym świat jest zimny i wstrętny, myślę o tym, czy nie dałoby się z tego autobusu nigdy przenigdy nie wysiadać.

{ Książki, na które nie mam czasu. Koncert, na którym byłam i ten, na który może uda mi się wybrać. Sen. Zakupy? }

dwudziesty ósmy października.

Komentuj (4)
Ach, jaki piękny dzień
Rozmyty deszczem sen,
Niech moje miasto o tym wie,
Że kocham je jak dziecko złe...
Czasami odbiera dech istnienie piosenek, które - nawet słuchane po wielokroć - sprawiają, że gdy tylko zamknę oczy to pod powiekami znowu znajdę się w wypełnionym dymem, odrobinę zamglonym klubie. Wokół będzie panował półmrok przetykany światłem tęczowych reflektorów, sali nie uda się nazwać cichą czy wyludnioną, a muzyka na parę chwil stanie się nie sączącym się potokiem, a wzbierającą, gwałtowną falą, której nie będzie dało się odbierać tylko przy pomocy jednego ze zmysłów.

{ Biegnę, bo nie mogę się zatrzymać - To na co nie bardzo starcza mi czasu - oglądanie filmów, czytanie masy książek, w których tak fajnie byłoby się móc zatopić, niedoobejrzane odcinki seriali, muzyka. }

trzydziesty października.

Komentuj (4)
Nie domykam furtki,
Łatwiej będzie zwiać.
W ostrej trawie gruszki.
Martwy sad.
Hej, tu nie dzieje się nic dobrego.
Hej, tu nie dzieje się nic dobrego.
Od lat.
Czasami niepokoi mnie to, że przychodząca znikąd melancholia jest tym, co wyostrza obraz, skupia uwagę na posmaku na języku, niespokojnym drżeniu płomienia nad świeczką, słowach, obrazie w głowie, którego w żaden sposób nie będę umiała przelać na papier. Właściwie, powinnam z tego powodu przywitać ją z otwartymi ramionami - szczególnie teraz, gdy lato zabrało ze sobą palącą intensywność nadającą wszystkiemu możliwość stania się samą esencją istoty bycia, pozostawiając poplątany supeł niedokończonych zdań, z którego nie mogę wyłuskać nic wartego zapisania. Może jestem w stosunku do niej niewdzięczna, ale to tylko złość na posłańca w chwili, gdy nie można nic zrobić autorowi złych wieści. Bo jest trochę tak, jakby przychodząc zostawiała uchylone drzwi zimie z jej wciskającymi się wszędzie zimnymi dłońmi, szarości, której się boję, lepkiemu brudno - żółtemu niepokojowi wnikającemu przez skórę, by ostatecznie zalec na dnie płuc.

{ Kawa. Nie mów noc, którego czytanie idzie mi raczej ciężkawo, choć nie do końca wiem dlaczego. Coma. }

2018
czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.