hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

dwunasty października.

Komentuj (6)
You are driving me into manic
You can’t break me out of my habits
I never will be you, I hate that you’re breathing
So leave me alone, I’m an addict
You never will see it my way (...)
Baby, spare yourself (But I’m in love with you)
No, I won’t take your help (But I will see it through)
I am too far gone for you to bring me back, so baby, spare yourself

***
Naprawdę nie wiem, jak opisać tydzień (dziewięć dni, licząc podróż), który wydaje się miesiącem, niemal kwartałem. Bo to trochę tak, że dni wypełnione tak szczelnie zwiedzaniem, językiem francuskim i przebywaniem z przeróżnymi ludźmi układają się w doświadczenia, anegdotki i odczucia spiętrzone w niedającą się opisać masę. Właściwie, jedyne, co jestem w stanie zawrzeć w słowach to oplatające mnie wrażenie patrzenia w krzywe zwierciadło - teoretycznie wszystko jest takie same, uniwersalne dla całego świata (idee domu, rodziny, planu dnia czy codziennego życia), ale każde uważniejsze spojrzenie ujawnia niespodziewaną krzywiznę w swojskim, oczywistym odbiciu.
księżyc nieustannie odmienia złotą twarz
Tysiące drobiazgów nieustannie upewniających cię o tym, że nie jesteś w domu. Zdziwienie na wieść, że pijam herbatę (moja korespondentka piła przy mnie swój pierwszy kubek), fajni (inni) ludzie, malutkie kubeczki albo miski do picia kawy, śniadanie na słodko, pięćdziesięcio pięcio minutowe lekcje, szalone godziny posiłków, absurdalny poziom nauki, język francuski o drugiej nad ranem, szkolne autobusy i najcudowniejsze oceanarium, jakie w życiu widziałam.
klepsydry oceanów toczą ziarna piasku
Zazwyczaj, kiedy skądś wracam bardzo szybko jestem w stanie wejść w rytm codzienności, przekonać się, że tamto było tylko dziwnym, psychodelicznym snem rodem z Krainy Czarów. Dlatego wszystkie kraje, które odwiedziłam są równie odrealnione, co marzenia czy sny - a może nawet bardziej?
nie ma nas nie ma nie ma
Teraz jest inaczej, teraz niektóre rzeczy nie przypominają tych, które zostawiłam. Ludziom, z którymi przebywam przeniknął do skóry właściwej i trwale wyrzeźbił się na naskórku. Moje myśli pozornie krążą wokół tych samych tematów (próbuję się przekonać, że wierzę w jego nieistnienie w mojej głowie), ale zataczają coraz szersze kręgi, żeby ominąć to, co powoli wtapia się w Drugą Stronę Lustra. Tak, mój umysł przypomina Krainę Czarów.
jestem teraz i jestem mu naprzeciw
I pomimo tego wszystkiego, co dzieje się w mojej głowie, jego obecność (nieobecność) jest wszędzie. I gdyby porównać tok myślowy do strumienia wody, a tematy do wysp, to jego istnienie jest już chyba atramentem permanentnym rozpuszczonym w wodzie. I przeraża mnie to, że pierwszą poniedziałkową myślą była ta o możliwości zobaczenia go, a rozmowa z nim wprawiła mnie w dobry nastrój już wczoraj. I zdecydowanie coś z tym światem jest absolutnie nie tak.

{ You are driving me into panic, I know that you can’t understand it
I’m constantly sinking, I’m no longer thinking - So leave me alone when I’m frantic

Kawa - nie w małych filiżaneczkach czy w misce, ale w dużym, białym kubku. Fakt, że moja rodzina chyba jednak mnie kocha - a w domu zastałam wszystkie niezbędne mi do funkcjonowania produkty. Muzyka, wspomnienia. Świadomość, że gadałam z nim wczoraj i dzisiaj, a jutro chyba też będę miała taką możliwość. }

siedemnasty października.

Komentuj (4)
a najpierw nienawidzę
bo kocham
więc z instynktów wysnute znaczenie
bierze mnie w garść i trzyma
miota mną
jak gdybym była z piasku
zamknij rozpacz
w nawias ust i spójrz

***
Bardzo trudno zauważyć, że zmierzcha, kiedy nie wygląda się niecierpliwie przez okno albo nie zna się dokładnego umiejscowienia zachodu słońca w czasie i przestrzeni. Bardzo trudno, bo szarość wnika przez szpary w oknach, wnika powoli i nieśpiesznie. Ziemia traci nagromadzone w ciągu dnia ciepło, a sekundy mijają.
You don’t want me, no, You don’t need me
Powiem ci coś: jeśli masz wystarczająco dużo szczęścia, szarawe niebo czy układ wskazówek na zegarze uświadomią ci, że najwyższy czas zapalić światło. Jeśli nie - noc zastanie cię pochylonego nad książką, zaskoczy niemożliwością odczytania zbyt ciemnych liter, a wtedy... Któż to wie? Może wstaniesz, jak gdyby nigdy nic, i zapalisz światło, może wysiłek włożony w walkę z samym sobą i jego konsekwencje (zmęczone oczy, ból głowy, chłód?) zniechęcą cię do podjęcia kolejnego - w twoim mniemaniu równie pozbawionego sensu, co poprzednie - wysiłku?
Like I want you, oh, Like I need you
Nie lubię jesieni ani zimy, bo to one sprawiają, że dni są krótkie, a czas gna na złamanie karku. Nie kojarzą się z rudawymi liśćmi, błękitnym niebem czy skrzącym się do bólu oczu śniegiem, a z szarością. Z tym rodzajem szarości, która wnika przez szpary w oknach, rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie, odcinając od wszystkiego, co nie jest z nią kompatybilne i nadając życiu swój własny odcień, ton, motyw przewodni.
And I want you in my life
And I need you in my life

Nie lubię półcieni szarości ani byle jakich fragmentów. Najlepiej, żeby świat nie był w odcieniach pasteli, a w barwach żywych, mocnych, soczystych. To musi być czerń albo biel. Ciepło albo zimno, miłość albo nienawiść. Radość albo rozpacz, pośpiech albo słodkie lenistwo. Intensywne przyprawy na kubkach smakowych, futro albo ciepła skóra pod opuszkami palców, muzyka wnikająca do krwiobiegu, zapachy uderzające do głowy, widoki odbierające dech. Osoby głębokie, intensywne, inne. Reminiscencje, gwałtowne emocje i pochopne decyzje. (I'm attracted to chaos, attracted to rage) Wszelka nijakość i niepełność rodzą obojętność, a obojętność to przepaść, ruchome piaski i powolne opadanie na dno. Bo kiedy robi ci się wszystko jedno (nie wiesz, czego chcesz, po co robisz to, co robisz, a jedyne, na czym jesteś w stanie się skupić to to, czego nie chcesz - a wyrażenie "nie chcę" zdaje się być wydrapane na kościach, wyrzeźbione z nerwów i rozpuszczone w krwiobiegu, sprawiając, że chcesz za wszelką cenę wydrapać je z pod skóry), łatwo zrobić coś naprawdę głupiego.
I knew before I met her that I would lose her
Jak zwykle jesienią, mam wrażenie, że kolory blakną. Dłonie zdają się zimne, oddechy płytsze. Coraz mniej rzeczy wywołuje we mnie silniejsze emocje, coraz trudniej jest mi zdefiniować uczucia i emocje. Nic nie pobudza do działania. Nie mogę znaleźć sobie miejsca. Jest gorzej, bo filary mojego dobrego samopoczucia wydają się coraz mniej stabilne - nie rozumieją, sami potrzebują pomocy albo ja nie potrafię im zaufać, a on jest niestety zbyt daleko, by dało się grzać jego obecnością. Jak zwykle jesienią próbuję odsunąć szarość w czasie i przestrzeni.

{ Some begged, some borrowed, some stolen
Some kept safe for tomorrow

Rozmowa z nim. Zakupy z przyjaciółką. Swoja własna przewrotność i chęć postawienia na swoim. Herbata, kawa, czekolada. Muzyka. Filmy. Książki... }

dziewiętnasty października.

Komentuj (2)
I have a tale to tell about a girl whose soul was screwed
She was born into a life with everything to lose (...)
She took a bullet and she blew out her brains
She didn't say goodbye, she just went away (...)
So you wanna call me the devil's advocate
When you don't know the half of it?
What's the point of screaming out if no one gives a damn?
What's the point of reaching out if no one lends a hand?
She had passed the point where there was nothing left to give?

***
Szarość i chłód, szarość i chłód powoli oswajają mnie ze sobą i przyzwyczajają do swojej obecności. Nie wiem, czy są przyczyną tego wszystkiego, czego nie czułam jeszcze parenaście dni temu. Staram się racjonalnie szukać powodów - może to po prostu PMS, zmęczenie albo powoli łapiące mnie przeziębienie. Nie wiem.
Nie mogę się na niczym skupić, zebrać się w sobie, żeby zabrać do pracy. Mam ochotę uciec gdzieś, schować się pod kocem i nigdy, przenigdy nie wychodzić. Przejadam zły nastrój. Zimno mi, jestem zmęczona. Jest we mnie coś, jakiś strach, niepokój, smutek? Kurde, nie chcę, naprawdę nie chcę tego wszystkiego, ale zniechęcenie i frustracja łapią mnie za kostki, nie pozwalając uciec od szarości.
nie ma żadnej przestrzeni pomiędzy słowem i miłością...
jesteś w przestrzeni pomiędzy słowem i miłością...
Co jakiś czas łapie mnie wrażenie, że znajomość z nim jest jedyną rzeczą, która chroni mnie przed chorobą psychiczną, naprawdę. Moi przyjaciele są równie pokręceni, neurotyczni i zajęci jak ja. Przeważająca część ludzi doprowadza mnie do szewskiej pasji, nie wzbudza mojego zaufania albo nie jest w stanie ze mną wytrzymać. Mam tendencje do wyolbrzymiania wszystkich problemów, trzymania ludzi na dystans, dogryzania ludziom, których lubię, ale... Przebywanie z nim wprawia mnie w dobry humor, sprawia, że trudno jest mi powstrzymać się od uśmiechu. Nie obchodzą go moje wyolbrzymione problemy, potrafi mi się odgryźć i wzbudza we mnie potrzebę, by być jak najbliżej. Jakkolwiek dziwnie to brzmi dla ludzi, którzy kiedykolwiek go poznali jest najbardziej normalną osobą, którą znam. Uspokaja mnie i poprawia mi humor...
Tak, muszę być zdecydowanie bardziej neurotyczna niż myślałam.

{ nie ma żadnej pewności
tylko słowo miłość
miłość w słowie

Rozmowa z nim. Dobry film, na którym byliśmy z klasą.
Nowa piosenka jednego z moich ukochanych zespołów.
Trochę wolnego czasu. Ludzie, których lubię. }

dwudziesty października.

Komentuj (4)
maybe there won't be happy endings,
but now when I can breathe, when I can still feel the wind...
maybe you don't have to explain to me,
just let me be in wonder in this concept of things...

***
Zdarta skóra z przygryzanych warg, kostki otarte nie do końca rozchodzonymi butami, zamiłowanie do dobrego jedzenia i zmęczenie to cała ja. Impulsywność, huśtawka nastrojów, przywiązywanie się do rzeczy i ludzi, sentymentalizm to też ja. Muzyka, dobra książka, kubek herbaty również. I nieudolne próby regularnego uprawiania sportów, zdrowego jedzenia czy unikania słodyczy. Wieczne zamartwianie się, tysiące spraw na głowie i myślenie o trzydziestu tysiącach rzeczy naraz.
the time when i'll have to leave my life behind me, don't let it come now...
Iloma jeszcze słowami byłabym w stanie się opisać? Jak zmieni się ta liczba za miesiąc, rok, dekadę? Czy znalazłabym jakieś części wspólne między moimi słowami i tym, co mówią inni? (Tylko czemu szarość czai się po kątach? Ale jeszcze nie pora na takie rozważania...) A wszystko przez zamykające się oczy, senność otulającą myśli jak wata - zawsze wpływają na mój nastrój, nakłaniając do rozmyślań.

{ ... Oh! I haven't finished yet my story.
Rozmowa. Kawa. Ukochana naleśnikarnia. Senność, wyciszająca i łagodząca kontury świata. }

trzydziesty pierwszy października.

Komentuj (3)
Twój głos nie śpiewa we mnie
- we mnie która byłam najlepszym rezonatorem tego głosu.
Nie śpiewa bo krzyk samotności zagłuszył
cierpliwe wyrazy wypowiadane twoimi ustami.
I ręce twoje pogubiłam i usta i wszystko to co było tobą odeszło
- żeby zrodzić się na nowo w nagłym ostrym bólu po tobie.

***
Czuję się, jakbym tonęła. Powoli, krok po kroku, wchodzę do wody. Ubrania powoli nasiąkają chłodem, przybierają na wadzę o ten dodatkowy, ciekły ciężar. Szybko okazuje się, że ruch jest tylko złudzeniem - woda wymywa spod moich stóp piasek. To dziwne, ale nie potrafię się na nic zdecydować, zmusić się do podjęcia decyzji. Z resztą, nie jestem nawet pewna, w którą stronę bym poszła - głębiej, aż do samego dna czy z powrotem na brzeg.
Nie potrafię przypomnieć rysów twojej twarzy -
zatarły się w rozpaczy jak słowo w plamie atramentu.

Jak opisać to wszystko, co czuję? Delikatny, odrealniony ból, którego nie umiem nawet umiejscowić. Chłód, ale raczej nie spowodowany rzeczywistym uczuciem zimna - trochę jakby mózg próbował przekształcić docierające do niego bodźce tak, by pasowały do emocji. Chcę coś zrobić, przerwać nijakość - podejść do kogoś odezwać się - ale nie mogę znaleźć w sobie wystarczająco dużo woli, by wydobyć z siebie głos (jakbym milczała od wieków i wyszła z wprawy) albo poruszyć się. Trudno mi się oddycha, jak gdyby palce trzymały płuca, nie pozwalając im się rozszerzyć. Moje mięśnie są napięte aż do bólu. Albo siedzę bez ruchu, wbijając łokcie w blat stołu i paznokcie w skórę (dopóki coś nie przyciągnie uwagi do mojego ciała nawet nie zdaję sobie sprawy z bólu mięśni, napięcia) albo poruszam nogą, gwałtownie i szybko (do zmęczenie mięśni, do bólu - także nie mając o tym pojęcia). Czuję się odrealniona, nierzeczywista i niesprecyzowana. Rzeczywistość - to, co mnie otacza, zmysłowe odczucia, a nawet świadomość własnego ciała - wydaje mi się obca, oddzielona głębokim wąwozem, ale myśli są jasne i klarowne. Właściwie, mój własny umysł jest jedyną bliską i prawdziwą rzeczą.

{ Znaleźć ciebie - spojrzeć na ciebie - to zaledwie przedsionek wyobraźni
- ale już niedostępny moim oślepionym przez żal zmysłom.

Intensywność wszelkiego rodzaju - głośna muzyka, ostre przyprawy, ruch. Zajęcie się czymś, co skupi moją uwagę. On, bo czasami wydaje się utożsamiać prawdziwość. Sen, bo jest on jak ruch ścierania tego, co trzeba poprawić. }

2018
styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.