hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

pierwszy stycznia.

Komentuj (4)
Drink up baby, stay up all night
With the things you could do
You won't but you might
The potential you'll be
That you'll never see
Burze przychodzą i odchodzą, rozpoczynają się nagle, dając o sobie znać błyskiem i hukiem słyszalnym z daleka lub powoli i nieśpiesznie zaczerniają niebo w sposób o tyle bardziej zdradziecki, że niedostrzegalny. Podnosisz głowę znad książki i melancholia już trzyma cię za gardło, utrudniając oddychanie. Czujesz się dziwnie naga, pozbawiona wszystkich warstw skóry, odziana jedynie w splot zakończeń nerwowych. And forget all about the pressure of days. Nie potrafisz prześledzić toku swoich myśli, ścieżki skojarzeń plączą się i giną wśród zadeptanych polan, wyrobionych kolein, niedotykanych wcale myśli. Z bliżej nieznanego ci powodu spędzasz dłuższą chwilę oglądając lakiery do paznokci w poszukiwaniu odcienia czerwieni, który prawdopodobnie nie istnieje - może to być jakiś znak, więc pewnie jest to pozbawione znaczenia.

{ Herbata brzoskwiniowa. Rozmowy. Czerwone paznokcie. }

siódmy stycznia.

Komentuj (5)
Od wczoraj znowu śnieg mi zasypuje
wszystkie marzenia, papiery i miasto,
skręcone sznurkiem nerwów. Następuje
zima na wszystko.
Bo pamięć to nie szpula, na którą nawija się nić wspomnień tak, że chronologia jest zachowana od początku do końca. To raczej kłąb strzępków wspomnień, obrazów, milionów informacji sklejonych ze sobą lepką pajęczyną skojarzeń i konotacji. ... właściwie nie wiem, które myśli są moje i ze mnie, a które wyczytałem. W ten sposób nagle ty siedzisz na blacie przy zlewie, a on zmywa naczynia. Rozmowa z łatwością płynie przez najbłahsze z tematów, zahacza o urodę aktorek, twój brak przekonania, co do przystojnych aktorów, wszystko, co nie ma znaczenia. Siedzenie na wysokim blacie odrobinę zmienia perspektywę, co bawi cię nie po raz pierwszy i nie ostatni. W dziecięcym odruchu machasz niedotykającymi ziemi nogami i tyle. Tam z tyłu szumi potok, to jest czas, który ucieka... Banał, coś mniejszego niż najkrótsza historia, coś na kształt kadru, opowieść bez pointy. Nadchodzący bez zapowiedzi obraz nie wywołany żadnym skojarzeniem, wspomnienie nie zaplątane w żaden ciąg myśli. A jednak nagle wyraźne tak, jakby odległe było o kwadranse, nie miesiące. Strzępek waty niesiony z wiatrem i czepiający się palców bez wyraźnego powodu.

{ Zimno to tylko choroba skóry. Malinowa herbata. Nowy odcień czerwieni paznokci. }

dziesiąty stycznia.

Komentuj (7)
Być może jutro zapomnisz te słowa
i zawsze już będziesz obcym językiem.
Popatrz: tutaj, pod spodem
wciąż jeszcze pulsuje tętno
– ten dźwięk się zapętla, odbija od lodu
i wraca do nas jak echo.
Ostatnie dni były męczące, ostatnie dni to doskonale ci znajome napięcie mięśni na myśl o powrotach do domu, uważne niespokojne oczekiwanie na nadchodzące burze, a to męczy strasznie, okropnie. I jest tak bardzo znajome, że wszystkie razy, gdy na palcach podchodzisz do schodów, patrząc na swój własny cień i nasłuchując, czy wrócą słowa pełne złości lub łkań, zlewają się ze sobą - masz wrażenie, że całe życie nasłuchujesz czegoś. Myślisz, że wilk jako to, co boli to doskonała metafora, bo jest wyciem i nasłuchiwaniem jednocześnie, podświadomie konstruowane skojarzenia są czasem najbliższe prawdy. Więc nasłuchujesz dźwięków, które świadczyłyby, że ta cisza oka cyklonu, cisza przed burzą, cisza pomiędzy kończy się i wszystko znowu trafia szlag. Nasłuchujesz i wbijasz w skórę za długie paznokcie, ucząc się na pamięć topografii zaczerwień, które ci po tym zostają. Czy jesteśmy wspomnieniem kogoś, kto nas zapomina? A potem, teraz, znów to dziwne zawieszenie, gdy jest dobrze, a ty na moment zapominasz o strachu, zapominasz o wszystkim i jest dobrze, i jesteś silna. A potem znowu ten lęk, niepokój, niepewność tego jak ona zareaguje na wszystko – ciężko się oddycha w świecie bez reguł, gdzie każda z rzeczy może być twoją winą, może być czyjąkolwiek winą i potem ta mieszanka uczuć, których nie umiesz rozplatać i nazywać, a która pali od środka, wypala coś ciężkiego pod skórą i nie możesz oddychać. Ale to nic, ale to nieważne, po prostu czasami budzę się o świcie i nawet moja dusza jest wilgotna. Myślisz, że kochasz ludzi, którzy zachowują się, jakby nie przejmowali się niczym, bo ty przejmujesz się całym światem, a przecież kocham to, czego nie mam to coś więcej niż cytat.

{Pogoda utkana z retrospekcji. Muzyka. I chłód. }

siedemnasty stycznia.

Komentuj (6)
Right, right turn off the light
We gonna lose our minds tonight
What's the deal yo?
I love when it's all too much
5 a.m., turn the radio up
Tak, lecz któż nas uleczy z tego głuchego ognia pomykającego nocą przez rue de la Huchette, (...) jak zmyć z siebie tę przedłużającą się słodycz, która powoli będzie spalała nas aż do obrócenia w popiół. Tak, to dziwne wrażenie, niespotykane przez ciebie uczucie, gdy rozpoznajesz piosenki w klubie, gdy bez trudu śledzisz tekst i możesz powiedzieć, tak, słucham tego jeżdżąc autem. Gdy pijesz wódkę ze sprite'em zapatrzona w coś w oddali, a twoja stopa automatycznie wybija rytm. Tłum zdaje się być - jest - wszędzie, ciepło promieniuje od otaczających cię ludzi, owija się wokół was dym, a ciebie to nie niepokoi wcale. Jest dobrze i strasznie cię to bawi, absurd tego ciągu przyczynowo-skutkowego jest trudny do wytłumaczenia - nie da się nocy napisać. Nawet najzwięźlej: brakłoby papieru. Próbujesz skonfrontować siebie sprzed pięciu, dziesięciu lat z tym, co teraz odbija się w lustrach i witrynach, tamten obraz z przeszłości z tym, co teraz znajdujesz w każdym swoim spojrzeniu na świat. Jest dobrze, jest dziwnie. Płonąć bez przerwy, cierpiąc oparzenia od środka, rozszerzające się niby sekretne dojrzewanie owocu, być pulsem płonącego stosu wśród nie kończącego się morza kamieni. Czujesz na sobie obcy wzrok, z nieznanych ci przyczyn do głowy przychodzi ci nieobecna postać, to jest takie głupie myśleć o nim tu i teraz, myśleć o nim w ogóle, ale myśl to nie posłuszny pies potulnie wysłuchujący komend, ale raczej jaskółka zataczająca kręgi coraz niżej nad ziemią, gdy nawet twoja dusza jest wilgotna, więc ta myśl wraca jakoś uparcie, ubiera się w najdziwniejsze ze skojarzeń, przychodzi z rękami pełnymi zapachu, świateł i barw. Możemy tylko być, krążyć wśród nocy naszego życia ze ślepym posłuszeństwem krwi w jej zamkniętym obiegu.

{ To i to jako dziwaczne połączenie wieczoru. I cydr, herbata, tosty i cola. }

dwudziesty drugi stycznia.

Komentuj (3)
Już wkrótce wezmę się za siebie, wezmę
się w garść, zrobię porządek w szufladzie,
przemyślę wszystko do końca...
Może to efekt styczniowej aury czy tego, że budzi się z zimy rozedrgany ustrój, ale nie potrafisz się na niczym skupić. Trwonisz czas, oglądając seriale, słuchając muzyki, zajmując się rzeczami czasochłonnymi i kompletnie pozbawionymi znaczenia. Dla mnie też niezbyt łaskawy był dzień. Kolejne kawy znajdują cię same, rząd pustych kubków patrzy na ciebie z wyrzutem, a tobie ciężko jest nawet zabrać się za ich mycie. Unikasz luster i zegarów, prowadzisz sama ze sobą kanciaste dialogi, które przeważnie składają się porwanych, anemicznie beznamiętnych skojarzeń. Dla mnie też za długa zima i zła. Na korepetycje przychodzisz niemal spóźniona, na nieprzygotowanie uczniów reagujesz westchnięciem i zapatrujesz się w okno. Nocami nasłuchujesz, wymykasz się snom w obliczu najcichszego nawet dźwięku. Wyczekujesz czegoś, echo odpowiada ciszą. Czekasz na ale przyznaj, że w sumie się żyje cudnie.

{ Kawa. Broadchurch. Konwicki? }

dwudziesty piąty stycznia.

Komentuj (2)
Każdy w sobie nosi te miliardy gwiazd, gasnących powoli jedna po drugiej, zjadanych przez troski, choroby, nieszczęścia i kataklizmy, ale dużo ich – gwiazd, niezliczenie, miliardy i jeszcze ciągle nowe się rodzą, i może to jest to właśnie, co trzyma nas.
Żadna z ciebie optymistka, dziewczynko. Z ciebie, która przewiduje przynajmniej dwie usterki w każdym procesie myślowym czy ukryty podtekst w przejawie uprzejmości i która, na wszelki wypadek, stara się nie cieszyć za bardzo, nie być nigdy, przenigdy zbyt szczerą. Każdy w sobie nosi te miliardy gwiazd, gasnących powoli jedna po drugiej, zjadanych przez troski. Ale czasem wracasz myślami do tych wszystkich waszych spotkań, wypitych kaw, śmiechów, codziennych rozmów, wspomnień mniej lub bardziej odległych. Siedząc w tym samym, co zwykle bufecie, patrzysz znad kawy na ten dziwnie znajomy chaos i jesteś w stanie wyobrazić sobie wasze spotkania za pięć, dziesięć lat. Dziwne to uczucie, bo żadna z ciebie fanka Małego Księcia, nie wierzysz w przyjaźnie na całe życie czy odpowiedzialność za to, co się oswoiło - świat nie jest mały, świat jest wielki, ogromny i tak łatwo jest zgubić w nim ludzi, miasta, kontynenty. Ale z drugiej strony, może to jest właśnie to, co trzyma nas. Bo zima sprzyja retrospekcji, refleksji, melancholii i zagubieniu. Ale czasem wystarcza tylko odpowiedni kat padania światła, by przypomnieć sobie leniwe leżenie na czerwcowej ławce i śledzenie tych waszych poszarpanych dyskusji albo spojrzenie łapane nad głowami innych i udaremniające twoje próby zachowania powagi, albo rozmowę, która tak naprawdę nigdy się nie kończy, a którą zawsze ciężko wam zakończyć, bo tyle jeszcze rzeczy jest do powiedzenia. I wtedy myślisz sobie, że dużo ich – gwiazd, niezliczenie, miliardy i jeszcze ciągle nowe się rodzą, i może to jest to właśnie, co trzyma nas.

{ Grease. Biała herbata, idealna na przeziębienie. Alt J. }

dwudziesty szósty stycznia.

Komentuj (5)
Spójrzmy prawdzie w oczy: w nieobecne
oczy potrąconego przypadkowo
przechodnia z podniesionym kołnierzem; w stężałe
oczy wzniesione ku tablicy z odjazdami
dalekobieżnych pociągów; w krótkowzroczne
oczy wpatrzone z bliska w gazetowy petit
Chłodne, zimowe srebro paznokci zdaje się drwić z ciebie, gdy jest tak strasznie zimno. Może i zimno to tylko choroba skóry, ale ta myśl nie czyni chłodnej dłoni wiatru przesuwającej się wzdłuż kręgosłupa ani odrobinę mniej realną. Dzisiaj, tak naprawdę, nie nadajesz się do niczego - ze mną można tylko w dali znikać cicho to słowa, które znajdujesz w szafie między swetrami, w kubku ze zbyt szybko stygnącą herbatą, w torebce obok kluczy i za wycieraczką. Bo dzisiaj stać cię jedynie na przeciągające się, samochodowe podróże donikąd. Umyślnie więc wybierasz dłuższe trasy w godzinach największego ruchu i zapatrujesz się w szarość za oknem, za jedyne towarzystwo mając muzykę. Nie lubisz się tak czuć, bierność walczy w tobie z desperacją, zmęczenie z niedosytem, lenistwo z obowiązkowością, najbardziej na świecie chciałabyś tkwić pod kocem z gorącą herbatą, a nie zapijać przeziębienia mieszanką kawy i pozornie proszków gwarantujących niezastąpiony efekt placebo - ale właśnie to wszystko i jeszcze więcej tkwi w tobie, gdy obserwujesz ubogą, miejską tęczę sygnalizacji świetlnej. Auto mruczy z empatią, co bardziej czujesz niż słyszysz, bo tyle dźwięków nakłada się na siebie. A że żadne drogi nie ciągną się w nieskończoność tak, jak te myślowe łańcuchy i każda z tras prędzej czy później okazuje się zbyt krótka to łagodny błysk samochodowych świateł żegnasz z żalem i koniec, i dość.

{ Zaskakuje cię każde stwierdzenie, że tę pisaninę komuś chce się przeglądać, ale to nic, ale to nieważne. Bo jest muzyka i książka, i drogi. }

trzydziesty stycznia.

Komentuj (3)
Jak to się stało, żeśmy się zaczęli
w to bawić? W te igraszki słów? W te kalambury,
przejęzyczenia, odwrócenia sensu,
W tę lingwistyczną poezję?
Może to osad noworocznych niepokoi, może zapowiedź urodzinowych rozterek, ale od jakiegoś czasu wraca do ciebie myśl, że w którymś z alternatywnych światów jesteś na pewno bardziej podobna do wyobrażeń swojego przyszłego ja, które budowałaś, mając lat dziesięć czy piętnaście: może nieco mniej nieśmiała, trochę bardziej społecznie obyta, z nieco mniej słomianym zapałem, bardziej w typie duszy towarzystwa niż niepoprawnego melancholika, szczuplejsza bądź wyższa, z odrobiną literackiego talentu, zakochana w kimś, kto zwraca na ciebie uwagę, z koordynacją ruchową, może uprawiająca jogging czy jogę (albo i pole dance, bo twoja wyobraźnia miała w sobie zawsze dużo więcej przekory niż ty sama), wygadana i lubiąca siebie, i może jeszcze… Na co ty, dziecko, liczyłaś?, pytasz brudną tafle lustra głosem niepokojąco przypominającym głos twojej matki. Możliwie szybko przeganiasz ten myślowy słowotok, zajmujesz się czymś, czymkolwiek innym i liczysz, że może pisanie przepędzi tego ducha przeszłych świat, który miesza ci w głowie i który przyszedł, jak zwykle, nie w porę.

{ Senność, przeziębienie, zniechęcenie i dziwne sny. }

trzydziesty pierwszy stycznia.

Komentuj (3)
"Schwyć swój los za gardło" (Beethoven), ale jak
to zrobić, na to nie starczy pięciu palców ani
pięciu zmysłów, tego się nie da
pojąć ani objąć, tego gardła
Dzisiaj skóra nie jest miękka, a szorstka i zdecydowanie zbyt cienka. Kilometry nerwów wloką się pod nią z rezygnacją, niechętnie stawiając nogę za nogą. Biała herbata traci jasną barwę, czas nadaje jej coraz ciemniejsze odcienie - obserwujesz burzowe chmury w kubku z mieszanymi uczuciami. Ręce i tak są stale czymś zajęte. Na niczym nie możesz się skupić, po głowie krążą skojarzenia oderwane od siebie, ta strasznie odległa, jeszcze nie ruda rozmowa, gdy pierwszy raz byłaś przy kimś tak strasznie szczera, a ona pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, jest twoją fanką, dzisiejsze siedzenie w politechnicznej knajpie z innymi ludźmi i podwieszonymi pod sufitem ptakami z papieru, nie twoja czarna koszula, ale czy wciąż? na pewno tak, tobie się to tak szybko nie zmienia. Dosyć już, dosyć, dzisiaj stać cię co najwyżej na dialogi z wierszami. Ale przeziębienie powoli przechodzi, hormonalna huśtawka też niedługo się skończy i będzie dobrze, będzie lepiej, będzie wiosna i słońce, odrobina czasu wolnego, o niebo łatwiejsze uśmiechy.

{ Kawa i koktajl brzoskwiniowy. Nowe spodnie. Barańczak. }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.