hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

drugi stycznia.

Komentuj (6)
- Rytuału nie można wymyślić - powiedział kronikarz. - Albo się go pamięta, albo odkrywa. Jest gotowy. Tak było zawsze.
Wyobraź sobie, dziewczynko, że wracasz do domu zmęczona ciągłym lękiem, który trzyma cię na skraju paniki. Wracasz z ponuro zimnym uciskiem na wysokości mostka i poczuciem, że dławi cię tlen. Z deszczem we włosach i bólem brzucha. Pragnieniem, by było ci przez chwilę wszystko jedno i wrażeniem, że świat nie tyle wymyka ci się z rąk, co raczej rozpada, rysując podłogę fragmentami dni. Wódka naturalnie przywraca pion. Zamknij oczy i spróbuj zwizualizować sobie, że nalewasz do szklanki idiotycznie słodki napój gazowany z wódką i przestajesz myśleć o tym, że ty tak naprawdę nie pijesz, dziewczynko. Wyobraź sobie, że niska tolerancja alkoholu pozwala szybciej rozejść się ciepłu po tkankach i że wreszcie możesz spokojnie odetchnąć.

{ Mate. Cortázar. Maria Peszek. }

trzeci stycznia.

Komentuj (12)
I listen to drums on the radio now
and grin.

there is something wrong with me
besides
melancholia.
Rankiem szarości wspinają się po skórze już od pierwszych jęków budzika. Wilgoć uderza o szyby, listopad powraca do miasta - gdy wychodzisz on niczym pies przesuwa mokrym, zimnym językiem po twojej twarzy i rękach. Wiatr świszczy, wygrywa na dachówkach zapomniane melodie. Będziemy dziś spokój ludziom kraść, śpiewa w rozszczelnionych oknach zimny podmuch. The history of melancholia includes all of us, urywek wiersza odbija się od szyb. A w tobie drży napięta struna, powietrze wprawia nerwy w ruch. Po raz kolejny obracasz w palcach odległe od ciebie nastrojem wspomnienia euforii, tęsknym wzrokiem spoglądasz na płyty, którym satiacje semantyczne przy tysięcznym odsłuchaniu na chwilę odbierają sens. Łamiesz paznokcie o kanty świata, nie zdając sobie nawet sprawy z tego kiedy i gdzie. Choć do Ciebie sen przyszedł na miękkich podeszwach nie zasypiaj - niech raczej rozpuści Ci się w krwi. Nadmiary kawy odwracają swoje działanie, krążąc sennością po ciele. Ale ty nigdzie się nie śpieszysz, nigdzie cię nie ma. Przez chwilę jeszcze deszcz oplata kokonem półprzymkniętych powiek i muzykę, i ciebie.

{ Zakochujesz się po wielokroć w pięknie złączonych ze sobą słowach i pozostajesz im wierna, wciąż obracając je na języku. Pijesz herbatę. Przymykasz powieki. }

piąty stycznia.

Komentuj (6)
To, co teraz drży w powietrzu to świadomość, że jesteśmy czemuś winni, że jesteśmy oskarżeni... ("Nieraz to się wręcz ucieleśnia, William Wilson, je suis hanté, hanté, hanté, hanté, hanté. A biedny Józef K... A my sami, żeby nie szukać dalej")
Rzuć się do ucieczki, dziewczynko, przed czworonożną bestią paranoi. Tą, która ma ostre zęby i twarde pazury, tupot jej łap powraca do ciebie w snach. Więc biegnij, ona wytrwale podąży twoim śladem. Klucz między drzewami. Slalomem mijaj latarnie, bo ona pędzi z przyprawiającą o zawrót głowy prędkością, bo jest silna i dobrze odżywiona (nakarmiona echem jesteś sama, ciągle, zawsze sama, nie masz uczuć, serca, coś z tobą strasznie nie tak, dziewczynko). Bądź wytrwała, staraj się trwać w mentalno - fizyczną pogoni, nie analizuj niczego, trwając w tych kilku metrach przewagi. Nie pozwól, by zimowa chmura smutnego lęku, niczym wściekły pies z pyskiem pełnym groźnie wyszczerzonych zębów, rzuciła się do gardła przez chwilę obecnym, krucho szklanym, ale miękkim uśmiechom niemal niezdarzającym się wcale.

{ Chłodny wiatr na żarzącej się śmiechem twarzy. Wieczorne latarnie, nierealność zmierzchu. Tak dobrze jest się śmiać. }

ósmy stycznia.

Komentuj (7)
ja czarny kot
ja wściekły pies
ja chwast i ja blizna
i ja niechcianych słów
jedyna ojczyzna
Świat wymyka ci się z rąk i już nie możesz tego wytrzymać. Masz dosyć wszystkiego, przede wszystkim samej siebie, i chciałabyś już nigdy, przenigdy się nie budzić. Świat nie znosi chorych, chorych dziewczynek, połamanych dusz, nieprzystosowanych jednostek, które przerasta coś tak głupiego, jak rzeczywistość. Właśnie dlatego cię niszczy, wrasta w szczeliny twojego ciała, pogłębia je - w końcu rozsypiesz się na kawałki. Nie ma dla ciebie nadziei, dziewczynko. Masz dosyć, nie masz już siły, nie wytrzymujesz siebie, świata, wszystkiego. Może więc w końcu rozpadniesz się w proch, przecież i tak jesteś sama, samotna, niechciana, nieważna, nieinteresująca. Wychowawcza porażka, błąd, największe niepowodzenie swojej matki. Ja nie dobro narodowe, ja pod skórą drzazga...
Pierdol to, dziewczynko, ta gra nie jest warta świeczki.

dziewiąty stycznia.

Komentuj (8)
grawitacja
nie obejmie nas
nie chcę spadać
nie chcę widzieć jak...
Zazwyczaj odchorowujesz wszystkie swoje niepowodzenia, najmniejsze porażki i złe nowiny. Przez kilka dni odbijasz się od ścian, zaciskasz zęby do bólu szczęk. Walczysz z pół płytkim oddechem, ciężarem zrobionego z ołowiu mostka, chłodem dłoni, a przede wszystkim pragnieniem przespania tego, co złe. Ani żadna z gwiazd nas nie ogarnie swym ciężarem. Dajesz sobie czas z podskórną nadzieją na odbudowanie delikatnej struktury tkanki kostnej, na rekonstrukcję plątaniny żył rozpadającej się pod naporem świata. Taki już los zakończeń nerwowych składanych z dmuchanego szkła. Kosmodromu moich snów rusza statek po to, by znów uprowadzić kosmonautów. Co może oznaczać to, że we śnie na wyciągniętej dłoni trzymasz swoją obdartą z tkanek żuchwę?

{ Różowe paznokcie. Wizyta u babci. Coś, cokolwiek. }

trzynasty stycznia.

Komentuj (11)
Strach, nieświadomość, olśnienie; to się nazywa tak a tak, o to się prosi tak a tak, teraz ta kobieta uśmiechnie się, za tą ulicą rozpoczyna się Jardin des Plantes, Paryż, pocztówka z rysunkiem Klee obok brudnawego lustra.
Senność czasami rozmywa kontury, odsuwa ostre kanty poza zasięg twoich rąk, obmywa głowę ze stresów i niepokojów. Zdarza się, że odbija się echem w pustych kościach, odzywa warczącą frustracją, gdy chciałabyś stać się szybką reakcją na bodziec wbrew swoim przymykającym się powiekom. A rankiem po prostu buntuje cię przeciwko plakatom zapowiadającym najnowszy horror zrealizowany w technice umożliwiającej już chyba współodczuwanie satysfakcji seryjnego mordercy, przeciwko niechętnym twarzom autobusowych ludzi, pachnącej papierosami dziewczynce, która dłonią o krwistoczerwonych paznokciach przewraca strony któregoś z tomów Jeżycjady (dokąd śpieszy tak wcześnie rano, czemu nie ogląda się za siebie i czemu nie wygląda na tak przytłoczoną ponurym zimnem świtu jak ty?), a także pośpiechowi i zimnemu podmuchowi wiatru, który każe jeszcze czułe zakończenia nerwowe. Nigdy nie przepadałaś za porankami, dziewczynko, ale to zawsze było znakiem ludzi wieczornych, emblematem łażących po nocy bez określonego celu.

{ Bukowski ze swoim putting your shoes on in the morning, hell. Muzyka. Yerba mate. Dziwaczne półsny i, o dziwo, ludzie. }

osiemnasty stycznia.

Komentuj (16)
Music makes the world go round, and for me, if it wasn’t around right now, I wouldn’t be around right now. Music is everything to me. That's all I can say.
Ostatnio męczą cię brudne zaspy i gruba warstwa śniegu przykrywająca większość okien. Czujesz zimno osiadające na twojej skórze, płatki śniegu wchodzą ci we włosy, odpowiadają za przygarbione plecy i marazm. Ostatnio błąkasz się po autobusach, kolejkach i tramwajach, z trudem budzisz się na zajęcia. Trudno znaleźć ci energię, jakoś nie umiesz zebrać się w sobie. Sił starcza zazwyczaj na nakreślenie bliżej niesprecyzowanych planów choć odrobinę podsycających płomień emocji czy swobodną wędrówkę wyobraźni do miejsc, w których nieodmiennie jest słoneczne lato i nikt nic od ciebie nie chce. Ale pomimo tego wyfruń z domu, dziewczynko, na pijany świat.

{ Everyone's just going crazy in these days. It's like the end of the world. Karmelowa herbata. Ludzie. Koktajl bananowy. }

dwudziesty piąty stycznia.

Komentuj (5)
...można było, utopiwszy się w rzece, zjawić się wśród nocy Buenos Aires, aby w klasach powtórzyć obraz tego, co osiągnęli, ostatnią przedziałkę, centrum mandala, zawrotny Ygdrassil, przez który wychodziło się na otwartą plażę, na bezkresny obszar, na świat, który oczy zwrócone do środka poznawały i akceptowały pod powiekami.
Zimą chwile spokoju i lekkości są krótsze, bardziej chwiejne, niepewnie utrzymujące się na powierzchni myśli niczym papierowa łódka na wzburzonym morzu, zimą lepiej nie błądzić po wieczornych ulicach bez określonego celu czy podsycać drobne fascynacje do wczesnych godzin porannych, bo na styczniowych drogach najłatwiej jest spotkać obolałe z zimna palce, przeziębienia skryte pod niewystarczająco grubymi ubraniami i zmęczone bóle głowy. Niech ponurość barw nie zadusi spraw, dzięki którym świat, zmartwychwstały świat, jest coś wart. Ale nie chcesz narzekać, dziewczynko na szarą, zaśnieżoną rzeczywistość za oknami, skoro chyba po raz pierwszy w tym roku miałaś okazję podziwiać nie przysłonięte niczym słońce, wreszcie udało ci się wyspać, a obok siebie masz rozgrzewający dłonie kubek kawy. Za głośno słuchasz muzyki, namiętnie oglądasz kulinarne blogi i programy o gotowaniu (gdyby tylko starczało ci chęci i możliwości na wypróbowanie choć paru przepisów), nabierasz ochoty na swoje koncertowe lekarstwo na rzeczywistość, kreślisz plany wydania większej ilości pieniędzy niż powinnaś i w wyścigu z wściekle szczerzącym zęby wilkiem lęków i nieprzyjemnych ech choć przez chwilę wychodzisz na prowadzenie.

{ Szaro - zielone paznokcie. Ktoś, kto dzwoni tylko dlatego, że nie odzywał się od tygodnia. Ukochana, melancholijna piosenka, która ciągle cię zachwyca. }

dwudziesty siódmy stycznia.

Komentuj (6)
Ferocious, voracious
Infectious afflictions
Convulsions, contortions
Devour their victims
W zimowe wieczory łatwo zatracasz kontury, rozmywasz się na tle ścian. Przez przezroczystą skórę możesz z fascynacją podziwiać strumienie żył czy wykształcony w toku ewolucji mechanizm, który w zetknięciu z chłodnym podmuchem stawia włosy na twoim karku. Na tle blednącej tkanki jeszcze bardziej rzuca się w oczy warstwa różowego lakieru schnąca na twoich paznokciach, wsiąkający w pory skóry ciemny druk czytanej książki i dziwna, niedawno odkryta muzyka, którą chłoniesz wszystkimi zmysłami. Strange tattoos on the street. Na szczęście akceptujesz melancholijne cisze, które tak często okrywają twoją styczniową skórę, dziewczynko. Akceptujesz je nawet wtedy, gdy oprócz podmuchu wygładzającego wzburzone, poszukujące morze myśli przynoszą ze sobą i zmarznięte dłonie, i ciszę pozwalającą ci wyraźniej usłyszeć echa tęsknoty za parzącym impulsem, za latem, euforią krążącą w żyłach.

{ Oglądane nocami kulinarne podróże. Karmelowa czekolada. Esben And The Witch, którego namiętnie słucham. }

trzydziesty stycznia.

Komentuj (7)
These eyes see carmine through concrete masks
Amid fantasies of strangers, I'm indulging myself
This fractious fever is fervent
With feeling of extinction
Twoje żyły pęcznieją tęsknotą za latem, którego wspomnienie odnajdujesz w wilgotnym podmuchu nadmorskiego wiatru. W zaczerwienionych (bloodshot and blooming) oczach mógłby odbijać się eksplodujący energią, tęczowy lipiec, ale zamiast tego na czubku języka przechowujesz słodko - gorzki posmak kawy zmieszanej z przeciwbólowymi tabletkami. Melancholia zaciera kontury. Folding, unfolding. Senna mgła prowadzi cię do domu przez błotniste, strome ścieżki i nazbyt dobrze znane skróty, nie zważając na twoje ślepe oczy, gdy wsiadając do autobusu, zamykasz powieki i nie jesteś w stanie otworzyć ich aż do odnalezienia się we własnym łóżku. Dajesz się jej kierować między kałużami, pozwalasz kofeinie tworzyć fascynujące sploty na odwrocie twojej skóry, a wiatrowi powtarzać niczym echo keep these secrets in my skin. Czy wiesz, dziewczynko, że to właśnie złożona ze strzępków melodii i słów wyściółka twoich tętnic jest tym, co hamuje potok krwi przed szaleńczą ucieczką z podziurawionych przez kanciaste metafory naczyń krwionośnych?

{ Zdany egzamin z matematyki. Kakaowy krem do rąk. Piosenka. }

2018
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.