hate the rain
and sunny weather
1 2 3 4

szósty stycznia.

Komentuj (3)
Nothing compares to a quiet evening alone
Just the one-two of us, who's counting on
That never happens
I guess I'm dreaming again
Let's be more than this

***
Czasami bywa - jest - ciężko. Ciężko, bo ciężko jest mi oddychać, a niczego innego nie chcę bardziej niż zaczerpnąć głęboki haust świeżego powietrza. A noce są ciemne, wstrętne i zimne, nie mogę przestać myśleć ani do końca wypełnić głowy własnymi myślami. Bo brakuje mi czegoś, co wywołało by odrobinę większe emocje, wrażenie, że naprawdę żyję, a jednocześnie nie mogę pozbyć się ochoty, by zwinąć się w kłębek pod kocem i nigdy, przenigdy nie wychodzić. Bo jakoś nie mogę się pozbierać.

{ Well, come on, come on, let's play
Cause I'd rather waste my life pretending
Than have to forget you for one whole minute

Bo muzyka. Bo książka, którą męczę i męczę, i chyba nie mogę przestać. Bo czekolada Lindta. Bo On (bo I feel you now, you're all around me, underneath me ). }

dwunasty stycznia.

Komentuj (0)
z czołem opartym
bezgłose
jak rozpięty na strunie krzyk
łapczywie chwytamy oddech
liczymy raz... dwa... trzy...
świat ma tylko dwa piętra
tylko dwa
nieduże

***
I najgorsze w tym wszystkim jest to, że życie jest ruchem. Jest krążeniem krwi po całym naszym ciele, kilometrami przebytymi przez impulsy nerwowe, wirującymi po głowie myślami. Niesłychaną ilością bodźców, tysiącem wykonywanych przez nas czynności. Emocjami, które rozlewają się po ciele, działając jak najmocniejsza z kaw i energią wędrującą od czubków palców po cebulki włosów.
Więc wariuję. Wariuję, bo tak naprawdę nie jestem w stanie wykonać kroku. Bo wszelkie uczucia utrzymują się na stałym i niezmiennym poziomie (i nie jest on specjalnie zadowalający), a ja nie potrafię znaleźć w sobie żadnego pobudzenia ani ekscytacji. Jakieś rozbicie, niepoukładanie i może zmęczenie czynią każde słowo ciężkim, dławiącym, odległość niemożliwą do pokonania, decyzję trudną. Właściwie mogłabym bez końca uciekać od świata sto mil na sekundę, uciekać metr na rok...

{ One night to push and scream
And then relief

Muzyka, jedyne źródło emocji. Nie książki, bo wciąż męczę Ulissesa. Kawa, bo chyba tylko z jej powodu wstaję z łóżka. Zakupy (powoli wykańczające mój budżet. Wizja ferii. I koncertu Comy. }

siedemnasty/osiemnasty stycznia.

Komentuj (8)
There's a ghost in my mouth
And it talks in my sleep,
Wraps itself around my tongue,
As it softly speaks
then it walks, then it walks

***
Jest trochę inaczej, a może tak samo? Nie jestem pewna, czy to przez nieumiejętność skupienia myśli, czy faktyczne zmiany. Nie myślę o Nim i nie jestem w stanie stwierdzić, czy to dobrze - bądź, co bądź, myśl o Nim zawsze wywoływała jakieś, jakiekolwiek uczucia, a tych ostatnio brakuje. W ogóle staram się nie myśleć, bo myślenie o ludziach i sobie samej przypomina skok, analiza czegokolwiek przyprawia o ból głowy i w ogóle wszystko jest takie męczące. Plotę bez sensu...

{ Więc zostaje mi tylko moja własna wyobraźnia, seriale. Książki i satysfakcja z przeczytania Ulissesa. I muzyka. }

dwudziesty drugi stycznia.

Komentuj (17)
How can I let you in?
How to describe this feeling?
I've left all words behind
I've thrown them in the river
The storm is gathering, I feel it in my skin
I saw the moon go black, I felt my heart collapse

***
W szare, wstrętnie zimne dni siedzi się w fotelu przy kominku, pije gorącą czekoladę i czyta dobrą książkę (niezbyt dobrą, jakiś nieśpieszny w fabule, brytyjski kryminał albo senną powieść obyczajową). W dni takie, jak ten nie chodzi się po pokoju, nie mogąc usiedzieć w miejscu i szukając sobie jakiegoś, jakiegokolwiek zajęcia, które zajęłoby na chwilę myśli. Nie jest się jednocześnie sennie zmęczonym, obolałym i energicznym, z twórczą frustracją nie dającą się ani na chwilę opanować. Nie walczy się z ogniem, chęcią rozlewającą po ciele, by zacząć coś, cokolwiek i szarością leniwie rozpływającą się po głowie, zaczynając od powiek i grożąc zniechęceniem na myśl o każdym początku.
Tęsknie za latem. Za promieniami słońca rozlewającymi się po mojej skórze w najbardziej irytujący z możliwych sposób. Za tym odcieniem światła, kojarzącym się z wyretuszowanymi filmami o dziecięcych wakacjach, bańkami mydlanymi i wielkim, słodkim lizakiem naraz. Za brodzeniem boso w kałużach, powietrzem pachnącym deszczem i tysiącami małych, świecących odbitym światłem słońc w kroplach deszczu. Za ciepłem na twarzy, promieniami widocznymi zza zamkniętych powiek i zielenią, zielenią, zielenią. Za wszystkim naraz, wszędzie i o każdej porze.

{ And sometimes when I crack, the animals are back again
Sometimes when I crash, I'm seeing colors not existing

I wędrówka po sklepach z przyjaciółką, które to spotkanie zostawiło mnie, z nieznanych przyczyn, z mieszanymi uczuciami. I kawa - przepędzająca ból głowy, rozlewająca się słodką goryczą po ciele. I muzyka, której nie mogę dobrać do własnego nastroju. I książka, która nie jest Ulissesem, co jest dobre i złe jednocześnie. I ochota, by coś robić - pomysł zapalający nerwy, mocno i niemal boleśnie, ale najwyraźniej niewystarczająco. I myśli o Nim, która nie przywołuje emocji, co jest i nie jest dobrą rzeczą. I Lie to me, od którego się uzależniłam (utrzymujący bez ruchu) i Coma, na której koncert chyba nie będę się mogła wybrać. I niech mi ktoś coś takiego zrobi (takie o).
A wszystko jakieś, takie nie do końca sensowne ani bezsensowne. Takie i nie takie jednocześnie... }

trzydziesty stycznia.

Komentuj (8)
I wanted to stop the tape
I wanted to freeze the frame
I saw it on TV
The bed's already made for me
Lay me in a rusty bed
Heaven, take the ceilin off of me
Help me put the pieces back

***
Nie lubię balansowania na linie. Nie lubię wrażenia, że ktoś sznurkiem splecionym z kolorowych nitek (a każdy odcień ma jakieś znaczenie - znaczenie dosłownie, w przenośni i w odniesieniu do mojej osoby) przywiązał do mnie ciężką, ciężką skrzynkę, bez której nie mogę już wykonać kroku. Nie lubię tego, że szkatułka nieprzyjemnie ciąży i że tylko czasem mam wrażenie, że istnieją dwie i tak naprawdę jedna z nich wszystko utrudnia.
When you work, work your ass off. When you hate someone, hate them until it hurts. [2]
Czuję się rozchwiana. Emocje i myśli wędrujące po mojej głowie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Wściekłość, na wszystko i wszystkich, na niesprawiedliwość, na to, co złe, na siebie. Smutek, a może nie do końca smutek? Frustracja, uczucia zamknięcia w klatce, z której nie mogę, nie mogę uciec. Wstyd, ale nie poczucie winy, który chcę, muszę wydrapać z pod skóry. Izolacja, wrażenie nieistnienia. Niepokój, którego przyczyny nie dostrzegam nawet w najciemniejszych zakamarkach. Palące, wstrętne uczucie, którego nie umiem nazwać, a które doprowadza mnie na skraj przepaści - pragnienie zrobienia czegoś, czegokolwiek byleby tylko to powstrzymać. Lęk, bo najlepszym sposobem na powstrzymanie tego jest niemyślenie, a do głowy przychodzi mi wiele sposobów na niemyślenie - jedzenie, sprzątanie do momentu, gdy nie ma już co, powolne odpychanie od siebie ludzi, zrywanie skóry z warg (nawyk nabyty w dzieciństwie) do krwi i łez bólu, schowanie się we własnej głowie. Nieprzyjemne uczucie spadania, bo może kiedyś będzie wystarczająco źle, bym sięgnęła po coś bardzo, bardzo głupiego i już nie będę mogła niczego innego zrobić. Ciężka, brudna skrzynia, na którą i do której byłabym w stanie jeszcze kiedyś spojrzeć, a której wolałabym już nigdy, przenigdy nie dotykać.
Nie zbieram zdjęć, bo nigdy nie lubiłam się na nich znajdować, a do robienia nie miałam serca. Zbieram rzeczy, słowa, śmieci. Drobiazgi poukładane w pudełkach - notesy, pocztówki (zazwyczaj przeze mnie kupione), kapsle, paragony, opakowania, maskotki. Książki, rysunki, starannie poukładane odniesienia i wskazówki, żeby znaleźć zdania ważne dla mnie z jakiegoś powodu. Stare notatki, które mają od kilku do kilku tysięcy słów - na kartkach, karteczkach, w zakątkach komputera. Rzeczy, które mam i historie z nimi związane, które pamiętam. Kojąco kolorowa, odrobinę zakurzona skrzyneczka, do której nie zaglądam tak często, jak bym chciała, a może nawet powinna, co do której zawsze mam odrobinę mieszane uczucia.
_____________________________
A na półce mojego regału czeka na mnie nietknięta skrzynka z surowego drewna, dla której nie potrafię znaleźć właściwej kolorystyki czy przewodniej myśli.

{ Don't do anything by half. If you love someone, love them with all your soul. [1]
Słodki, przyjemnie rozgrzewający Earl Grey w starych, szklanych, babcinych kubkach. Lie to Me, od którego się uzależniłam (nie jest to pierwsza taka rzecz i z pewnością nie ostatnia) i Pulp Fiction, który wreszcie udało mi się obejrzeć. Biżuteria, którą tak uwielbiam kupować. }

2018
wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2017
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008
grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec

Claudia & Thecorations.eu.